Zaczynam od paru słów na temat fotografowania w Maroko. Czego nie wolno stosownie do prawa lub przepisów? W zasadzie tylko jednego – umundurowanych żołnierzy i policjantów i obiektów wojskowych. Mogą natomiast zdarzyć się miejsca, w których grzecznie poproszą o nieużywanie aparatu – to szczególnie butiki z tzw. górnej półki.
Do dobrego obyczaju należy też nie fotografować żebraków, których często spotyka się na ulicach miast i wsi – może się to spotkać z nieprzychylną, wręcz wrogą i agresywną reakcją. Nie radziłbym też fotografować Marokanki w męskim towarzystwie , niezależnie od wieku i stopnia zakwefienia bo… może się okazać, że… już nie będziemy mieli czym zrobić kolejnego zdjęcia.
Z samotną Marokanką bywa różnie – jeśli się uśmiechnie zachęcająco i nie jest to objaw odosobniony (podobnie jak brak chusty na głowie) to proszę bardzo. Znacznie jednak częściej można spotkać z z sprzeciwem i zakryciem twarzy czymkolwiek, najczęściej torebką, książką, gazetą, co akurat ma pod ręką.
Osobną grupą są osoby, które zrobiły sobie z pozowania sposób zarobku i dotyczy to zarówno dzieci jak dorosłych. Regułą jest to, że zazwyczaj dowiadujemy się o tym dopiero po zrobieniu zdjęcia a żądanie może być bardzo stanowcze a reakcja w przypadku braku reakcji trudna do przewidzenia. Na ogół jest to „one euro”, ale zadowolą się i kwotą mniejszą – jedna uwaga – nie wydadzą reszty, trzeba mieć bilon. W przypadku dzieci walutą bardzo często będą cukierki ale reguły nie ma.
Jak się zatem zachowywać? Normalnie, grzecznie i z umiarem i proszę pamiętać, że Arabowie a już Berberowie w szczególności to ludzie dumni, nawet wtedy, gdy biedni, powiedziałbym, że szczególnie ci biedni.
A od strony technicznej? Pierwsza sprawa to, że na ogół robimy zdjęcia w godzinach południowych, bo wtedy jesteśmy w drodze, słońce stoi wysoko, bywa oślepiające i prawie zawsze to będzie nam przeszkadzać. Doradzam ustawić nastawy na „łagodne” – lepiej podciągnąć barwę komputerowo niż męczyć się z nadmiernym kontrastem, który może być trudny do skorygowania. O długim namyśle przy komponowaniu, ciągłym korygowaniu balansu bieli itp. radzę zapomnieć, szczególnie w warunkach poruszania się w grupie – nie ma na to czasu a nie radziłbym nikomu zagubić się np. na zatłoczonej wąskiej uliczce w medinie Marakeszu – już po chwili nie będziemy wiedzieć gdzie jesteśmy, co zapewne nie wzbudzi entuzjazmu pilota, szczególnie, jeśli nie mamy choć elementarnej znajomości francuskiego.
Kolejny problem to wszechobecny kurz – odpowiednia szmatka do czyszczenia szkiełka UV jest stale potrzebna a najlepiej mieć pod ręką woreczek plastikowy na nakładanie na aparat gdy go akurat nie używamy. Zapomniałem o tym w pierwszym dniu w Taroudancie i kilkanaście zdjęć jest kompletnie do niczego.
Przechodzę do relacji:
Czy ktoś z państwa wie jaka jest długość obwodu Starego Miasta w Krakowie? Pewnie nie, więc podpowiadam – 4 km. Obwód Taroudantu, pierwszego większego miasta, które napotykamy na wschód od Agadiru to 6 km, tam jednak zachował się pełny obwód murów obronnych i baszt a właściwie całe 70-tysięczne miasto jest w ich obwodzie, co powoduje szczególny tłok, choć akurat w naszym przypadku nie bo było koło południa i wtedy Marokańczyk chowa się w domu i nawet większość kramów na suku (czyli bazarze) była zamknięta, z naszą oczywistą stratą.
Dom arabski lub berberyjski jest zbudowany na planie kwadratu z czymś w rodzaju atrium w środku i na to atrium wychodzą okna. Na zewnątrz ich bądź brak lub są niewielkie a w dodatku zakryte żaluzją i kratą, niekiedy bardzo gęstą. To ucieczka od słońca i niechcianych wejrzeń do środka – dom to twierdza rodziny.
Taroudant ma długą historię, sięgającą XI wieku, z tym, że mury obronne są z XVI wieku. Niestety wewnątrz miasta starych budynków zachowało się niewiele a tych zbudowanych w technologii „pise” czyli mieszanina gliny, piasku, żwiru i słomy coraz mniej – mało kto już potrafi w niej budować i wypierana przez „ordynarny” betonowy pustak. Smutne, ale prawdziwe, tym bardziej, że stara technologia zapewnia najlepszy komfort termiczny w tutejszych warunkach klimatycznych.
Miasto jest chętnie odwiedzane przez turystów, jest w nim wiele hoteli różnej klasy, od bardzo drogich do bardzo skromnych. Pod miastem jest też jeden z najdroższych hoteli w Afryce – tutaj nocleg kosztuje ok. 3000 złotych. Myśmy odwiedzili jeden „Salem house” mieszczący się w przebudowanym pałacu miejscowego paszy, zbudowanym w XIX wieku.
No to zapraszam na mury obronne, suk, medinę a na końcu do Salem House mieszczący się w pięknym ogrodzie (tutaj nocleg zaczyna się od ok. 250 złotych).
1.

2.

3.

Rowery są wszechobecne
4.

Bulwar wokół murów
5.

6.

7.

Sesja fotograficzna na murach
8.

Ta pani nie chce pokazać twarzy
9.

A to już wejście na suk
10.

Poruszanie się w grupie jest kłopotliwe ale co robić..
11.

Tu był dom w technologii pise, niestety został rozebrany
12.

13.

Zaułek części mieszkalnej mediny
14.

Stara technologia stropu
15,

16.

Zaułki części handlowej mediny są osłaniane od słońca „rozmaitymi metodami”
17.

18.

19.

20.

W tej jatce raczej nie zaryzykowałbym zakupu, potem zobaczymy takie z atrapami lub mięsem w folii
21.

Owoców i warzyw w Maroku nie brakuje, są w dodatku bardzo tanie
22.

„Sklep” meblowy
23.

25,

26.

27.

28,

29.

30.

Meczet
31.

32.

33.

Wejście do hotelu Salem House w starym pałacu paszy
Zieleń w Maroku jest oznaką bogactwa, tylko bogate hotele i niektórzy majętni Marokańczycy mogą sobie na nią pozwolić, oczywiście tą zieleń ozdobną a nie sady i warzywniki.
34.

35.

36.

W barku było nawet piwo, po 25 dirhemów za buteleczkę… dobre piwo
38.

39.

40.

41.

42.

43.

44.


Te żółwie są prawdziwe
46.

47.

48.

49.

50.

51.

Zegnamy Taroudant i jedziemy dalej na wschód, pogoda trochę się popsuła, za to góry Antyatlasu coraz bliżej. No i kraina kolejnego „złota” Maroku, czyli szafranu, najdroższej przyprawy świata, co raz bliżej…
52.

53.

54.

55.

56.

57.

58.

Jakieśmiasteczko…
60,

61.

62.

63.

64.

65.

66.

67.

68.

69.

70.

Wszystkie ostatnie zdjęcia (za wyjątkiem ostatniego) zrobione w czasie jazdy przez okno autokaru, stąd jakość nie zawsze nadzwyczajna,, przepraszam…
Do zobaczenia w następnym odcinku…



