Po namyśle otwieram w nowym wątku, przy dużej ilości zdjęć taki „longier” by się zbyt długo otwierał. Mam nadzieję, że administracja nie uzna tego za trollowanie lub inne „przestępstwo”
Kilka słów o pieniądzach:
W Maroku walutą narodową jest „dirhem”. Jest to waluta niewymienialna, nie zakupicie jej w Polsce w żadnym banku, trzeba wymienić na miejscu. Jak to zrobić? Dwojako – w bankomacie, ale mogą być z tym kłopoty w małych miastach, w większych jest ich sporo, można wymienić z polskiego konta złotówkowego. W czasie gdy tam byłem obowiązywał kurs”
1 dirhem = 0.37 złotego
Można też wymienić w kantorze ale raczej tylko z euro lub dolara, nie widziałem złotówki na wykazach kantorowych.
W sklepach spożywczych, małych kawiarniach i restauracjach, drogeriach, aptekach euro lub dolara nie przyjmą a jeśli już to po niekorzystnym kursie. Natomiast w miejscach sprzedaży pamiątek, dywanów itp. Euro i dolar chodzą jak najbardziej, z tym, że euro jest milej widziane. Ale o zakupach, cenach, targowaniu się itp. w jednej z kolejnych relacji.
Kasa wymieniona, pora w drogę. Jedziemy do… Klondyke. Nie, to nie pomyłka, jedziemy do regionu Souss czyli do krainę marokańskiego złota. Z tym, że to nie złoto metaliczne, ale też jakby samorodki i w dodatku to jest jedyny region świata w którym występuje. To drzewo, z rodzaju endemitów, czyli roślin nigdzie indziej poza Souss nie rosnących a nazywających się po łacinie Argania Spinoza, z których pestek owoców wytwarza się słynny olej drganiowy i to w dwóch odmianach – spożywczej i kosmetycznej, z tym, że ten spożywczy może być i kosmetycznym a ten kosmetyczny nie zawsze spożywczym. O ich zalety spójrzcie w Google, wynika z tych informacji, że zapewniają dozgonne zdrowie i urodę. Jedyny feler – jest dość kosztowny, w Maroku również, choć trochę mniej niż w Polsce. Tytaj, w Maroku, wytwarza się go na ogół dość w prymitywny sposób, starymi sposobami i narzędziami, najczęściej w gospodarstwach rolniczych.
Arganie tworzą zwarte obszary lasów sawannowych porastających na nizinie rozciągającej się na wschód od Agadiru pomiędzy Atlasem Wysokim i Antyatlasem. Nie wyglądają te drzewa zbyt imponująco, można z daleka pomylić z drzewami oliwnymi. Zastosowanie Arganii nie ogranicza się do produkcji owoców, gdy się zestarzeją i przestaną rodzić stanowią również cenny materiał budowlany i meblowy a i opał a po owocowaniu ich liście stanowią cenną paszę dla kóz.
No i tu drobna atrakcja – zatrzymaliśmy się właśnie na rozstaju dróg, przy którym pewien Marokańczyk, posiadacz obszaru sawanny zrobił sobie z niego źródło utrzymania, wielokrotnie notowanego w Google.
Stare przysłowie polskie mówi, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, co jest synonimem pecha i nieszczęścia (coś na ten temat mógłby Tusk powiedzieć), tutaj jest inaczej – kozy naszego Marokańczyka nie tyle skaczą po drzewach co po nich chodzą, właśnie po Arganiach a on czerpie z tego całkiem niezłe pieniądze i to w zasadzie bez żadnego wysiłku bo każdy autokar z turystami się tu zatrzymuje a on siedzi w cieniu pod drzewkiem i kasuje co trzeba.
Nie słuchajcie tylko złośliwych co twierdzą, że kozy zjadają owoce a potem z kozich bobków wytwarza się ten cudowny olej – to złośliwa płotka.
Tu się to zaczyna:
1.

A to te „kozy drzewne” (można rzec – wspinające się)
2.

3.

4.

A to ów pomysłowy kozi biznesmen:
5.

A to już arganiowa sawanna
6.

7.

8.

Niestety nie wszędzie wygląda tak pięknie, tam gdzie pustynia wyparła sawannę wygląda znacznie mniej przyjemnie:
9.

Tak jadąc dojeżdżamy do miasta Taroundant zwanego też małym Marakeszem, to pierwsze stare marokańskie miasto na naszej trasie. Ale o nim w następnym odcinku, dzisiejszy mecz zbyt mnie zmęczył…
Tylko mały zadatek:
10.

Do następnego odcinka!

