Maroko

W kraju i na świecie - byliśmy, widzieliśmy, polecamy.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Maroko

Post autor: Janek »

Wróciłem... wkrótce szybka relacyjka
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jeszcze trochę, przeziębiłem się i muszę się wykurować - na razie tylko ta ślicznotka - bo to wiebłądzica...

Obrazek

Prawda, że piękna?
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Czekamy z niecierpliwością
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Janek pisze:Prawda, że piękna?
Śliczna... czyściutka...wygląda, jak pluszowa zabawka :).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zakochani w Tatrach pisze:czyściutka...wygląda, jak pluszowa zabawka
Ta szczególnie, bo z Agadiru, tutaj z ew. jazdy korzystają eleganckie panie w jasnych sukienkach lub spodniach to i "siedzisko" jak nowe. W interiorze może być z tym trochę gorzej choć muszę stwierdzić, że nie widziałem ani jednego zaniedbanego wielbłąda (kozy i owcy zresztą też). Ale nie ma co się dziwić, ta wielblądzica być może utrzymuje całą berberską rodzinę.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

No ładna, ale czemu na asfalcie ? 8)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:No ładna, ale czemu na asfalcie ?
Bo to w Agadirze a tam wszędzie jest asfalt. Albo trawnik a wtedy to nikomu, wielbłądowi również, wchodzić na niego nie wolno. :-P
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Część I

4-go października rano – wsiadamy do auta w Koszalinie aby dojechać do Warszawy na lotnisko skąd, córka i ja, startujemy o 19:10 do Agadiru w Maroku. Zgodnie z poleceniem Biura Podróży mamy być na zbiórce o godz. 17:10 – czasu dużo, jedziemy na luzie, radarów od cholery, coś jeszcze załatwiamy po drodze, między innymi drugie śniadanie w przydrożnej restauracji – jak się okaże, bardzo słusznie. Parking mamy zapewniony przez Internet – Szyszkowa 45, koniecznie zajechać od ul. Krakowskiej, bo jest jakaś przebudowa ulicy – niestety nie mamy GPS co okaże się sporym błędem. Mam doskonale znany wjazd od strony Wisłostrady , ale tam z uwagi na znane utrudnienia wolimy nie próbować. Decydujemy się wjechać nową autostradą A1 i dlatego w Włocławku skręcamy w stronę traktu poznańskiego. Na autostradę wjeżdżamy kilka minut przed czternastą, przeszło 3 godziny czasu, powinno starczyć go na zjedzenie obiadu na lotnisku. Autostradą jedzie się dobrze, haki zaczną się później gdy ona się skończy, na starym, przedautostradowym planie Warszawy coś się nam przestaje zgadzać – jednak przystając na stacji benzynowej otrzymujemy dość dokładne informacje typu – na czwartym skrzyżowaniu skręcić w lewo potem na 7 skrzyżowaniu w prawo, jeszcze coś tam i będziemy na Krakowskiej. Niestety jedziemy coraz wolniej, właściwie co rusz przystając, jeden wielki korek, który na Krakowskiej się jeszcze zagęszcza – coś niebywałego, niby dwie jezdnie, każda po trzy pasy a korek masakryczny – czas ucieka nieubłaganie – na parkingu jesteśmy o 17:20, ważenie toreb, w jednej trochę za dużo, o dziwo, mojej, coś przepakujemy i jedziemy busem parkingowym na lotnisko. Oczywiście na miejscu zbiórki nikogo już nie ma, odczytujemy z tablicy nr stanowiska i nerwowo zmierzamy do stanowiska odprawy – kolejka olbrzymia, nic dziwnego – Boeing 737/800 zabiera blisko 200 pasażerów. Trochę się to wlecze, ale mieścimy się w czasie odprawy, jednak o zjedzeniu obiadu nie ma mowy, zjadamy szybko jakieś zapiekanki, następny posiłek pewnie jutro rano w Agadirze, z rozpiski z Biura niezbyt wynika kolacja. Na stanowisku odlotowym miła niespodzianka – spotykam znajomą parę małżeńską z wycieczki z przed dwóch lat do Egiptu – w dodatku jadą z tym samym Biurem i na tą samą imprezę co my.
Lot trwa 5 godzin z kawałkiem, po przylocie musimy wypełnić jakiś strasznie skomplikowany formularz z datami, które potem marokański urzędnik pracowicie poprawia na ichnie daty bo u nich obowiązuje inny kalendarz, mahometański – no i po co to komu. Gdy wreszcie trafiamy do autokaru jest parę minut po 23-ej czasu miejscowego. Hotel Bahia Sud robi dobre wrażenie, ale tylko z zewnątrz. Niespodzianką jest, że w pokoju oczekuje talerz z „suchym prowiatem” – m.in. kurczak, który wygląda na rybę i ryba, która wygląda na kurczaka i trochę warzyw – w sumie wszystko niesmaczne. Zgodnie z starą zasadą z krajów arabskich – trzeba „odkazić” – zaparzam herbatę hibiskus (ponoć dobra na wszystko) i 50 gramów Jasię Wędrowniczka – jak to mawiał Pawlak (ale nie premier) – „dla zdrowotności”. Powinniśmy przeżyć do rana. Teraz tylko dylemat – włączyć Klimę (prawie pewne przeziębienie) czy otworzyć drzwi na balkon. Wybieramy balkon – z miasta dochodzi hałaś (czy oni nie chodzą spać?) ale jakoś usypiamy – zgodnie z harmonogramem możemy spać do 7:30.
O 5 rano budzi mnie przeraźliwy hałas, śpiew muezzina, oczywiście z głośników, oczywiście na cały regu;ator i oczywiście gdzieś strasznie blisko. Jakoś mi się udaje usnąć na nowo.
O 7:30 budzi mnie komórka i telefon z recepcji. Wstaję i wychodzę na balkon – oczywiście minaret jest tuż obok. Pierwszy widok na Agadir.
1.
Obrazek
2.
Obrazek
Nieszczęsny minaret meczetu:
3.
Obrazek
4.
Obrazek
Te zdjęcia to widok z naszego balkonu na czwartym piętrze hotelu. Agadir to nowe miasto, stary Agadir został prawie kompletnie zniszczony podczas trzęsienia ziemi w roku 1960 i zbudowany został w nowym miejscu. O starym Agadirze za chwilę…
Pakujemy torby, wystawiamy za drzwi, zajmie się nimi obsługa hotelowa – takie tu obyczaje, to między innymi miejsca pracy.
Schodzimy na śniadanie, szwedzki stół, ale jeśli chodzi o obfitość powiedziałbym raczej, że „szkocki”. Trudno, trzeba jeść co dają , przed nami daleka droga – około 380 kilometrów, do miasta o trudnej do wymówienia nazwie Ouarzazate, dawnej głównej siedzibie Legii Cudzoziemskiej za czasów francuskiego protektoratu. Przy okazji śniadania zapoznanie się z pilotem, panem Sebastianem – robi dobre wrażenie, które potem się tylko polepszy oraz współtowarzyszami – tak z grubsza same małżeństwa po 50-ce i więcej, trochę młodych osób, ale nie więcej niż 10.
Autokar godny, firmy MAN, wysoki, ale bez toalety, podobno w tym klimacie raczej uciążliwe. Wskazujemy torby do załadowania do luku bagażowego i w drogę – na termometrze przy wejściu do hotelu + 32 C, oczywiście w cieniu.
5.
Obrazek
6.
Obrazek
Wracam do „starego Agadiru”, tego który został zniszczony w 1960 roku. Kazba,, czyli zamek warowny, Agadir. Wraz przynależną do niego mediną czyli starym miastem mieściła się na dość wysokim płaskim wzgórzu nad obecnym miastem, zostały z niej tylko warowne mury okolne, chyba trochę odremontowane po trzęsieniu ziemi. Autokar pnie się teraz na nią zakosami. Na zboczu góry pracowicie umieszczony napis „arabskimi robaczkami” – „Allach, Ojczyzna, Król” – właśnie w takiej kolejności, taka jest hierarchia ważności w Maroku:
7.
Obrazek
8.
Obrazek
9.
Obrazek
Pod murami tak jak na każdym takim miejscu na Bliskim Wschodzie – wielbłądy, kramy z pamiątkami, raczej tandetnymi:
10.
Obrazek
11.
Obrazek
12.
Obrazek
13
Obrazek
14.
Obrazek
Za to rewelacyjny widok jest na rozciągający się na dole port. To jeden z największych na świecie, o ile nawet nie największy punkt połowu sardynek. Tego dnia był piątek, wolny dzień dla muzułmanów, więc wszystkie kutry w porcie.
Widok na sam Agadir i jego część kąpieliskowy trochę ograniczony, bo był opar rannej mgły a wszystko w dodatku pod słońce:
15.
Obrazek
16.
Obrazek
17.
Obrazek
18.
Obrazek
19.
Obrazek
20.
Obrazek

21.
Obrazek
22.
Obrazek
23.
Obrazek

Ta ciemna linia równoległa do brzegu morza, to linia jego zasięgu podczas przypływu.

To tyle na dzisiaj, jutro postaram się podać kolejną część relacji. O ile oczywiście uznacie to za sensowne. Będzie i trochę gór a właściwie to góry będą nam towarzyszyć prawie w całej dalszej części relacji, bo południowe Maroko to jedne wielkie góry, tylko bardzo, ale to bardzo inne od tych, w których na co dzień bywamy, ale też piękne.

Ciąg dalszy nastąpi.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Tratwy z kutrów bardzo mi się podobają :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jak kto ma ochotę to więcej zdjęć:

https://picasaweb.google.com/1153672880 ... irOPoranku#
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ