gb pisze:
Być może nie wszędzie. Na UW jest. Choć bardzo ciężko - w tej chwili - zyskać taką nominację
Jesteś pewien, że
można czy też są to tylko naleciałości z dawna?
KubaR pisze:Ciekawostką jest to, że o ile w uczelniach trzeba być habilitowanym coby zostać profesorem nadzwyczajnym to w instytutach trza być tylko doktorem.
Chyba jednak mylisz profesora nadzwyczajnego (tytuł naukowy) z profesorem uczelnianym (czy wizytującym w szczególnym przypadku). O ile się orientuję - to zgodnie z ustawą tytuł naukowy:
profesora (nadawany przez Prezydenta) (tzw. "profesor belwederski") nie jest możliwy do uzyskania bez wcześniejszego uzyskania tytułu (naukowego) doktora habilitowanego. (poza szczególnymi przypadkami, w których dorobek naukowy kandydata przekracza wymagania niezbędne dla uzyskania habilitacji)
Chyba jednak nie mylę. Zresztą ostatnio z tymi przepisami jestem na bieżąco bo moja dyrekcja zaczyna naciskać na mój dalszy rozwój naukowy (czy może raczej "naukawy")..... Wyraźnie pisałem w kontekście stanowisk ("Dla kadry naukowo-dydaktycznej (i naukowej w instytutach)
stanowiska to: profesor zwyczajny, profesor nadzwyczajny, profesor wizytujący, adiunkt, asystent.").
Tak wogóle to te sprawy reguluje kilka aktów prawnych:
1. Stopnie i tytuły naukowe reguluje "Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki" i tu mamy stopnie doktora i doktora habilitowanego oraz tytuł profesora.
2. Stanowiska dla uczelni reguluje "Ustawa prawo o szkolnictwie wyższym" i tu mamy podział na:
Art. 110. 1. Pracownicy naukowo-dydaktyczni i naukowi są zatrudniani na
stanowiskach:
1) profesora zwyczajnego;
2) profesora nadzwyczajnego;
3) profesora wizytującego;
4) adiunkta;
5) asystenta.
2. Pracownicy dydaktyczni są zatrudniani na stanowiskach:
1) starszego wykładowcy;
2) wykładowcy;
3) lektora lub instruktora.
3. W uczelni zawodowej pracownicy dydaktyczni mogą być zatrudniani takŜe na
stanowiskach wskazanych w ust. 1 pkt 1-3 i 5.
3. Stanowiska w instytutach reguluje "Ustawa o instytutach badawczych" i tutaj mamy:
Art. 43. 1. Pracownikiem naukowym może być osoba zatrudniona na stanowisku:
1) profesora zwyczajnego;
2) profesora nadzwyczajnego;
3) profesora wizytującego;
4) adiunkta;
5) asystenta.
I tutaj jest ta ciekawostka o której pisałem bo wymagania dla
stanowiska profesora nadzwyczajnego (i wizytującego) róznią się między uczelniami i instytutami.
Od kilku lat pełzająca reforma szkolnictwa wyższego mocno miesza...
Na UW - są pracownicy naukowo-dydaktyczni i samodzielni pracownicy naukowi

. Są jeszcze pracownicy techniczni i techniczno-dydaktyczni

...
Z mieszaniem masz rację, aczkolwiek akurat w kwestii stanowisk to wydaje się, że nastąpiło pewne ujednolicenie, z tym, iż niektóre (zwłaszcza duże) organizmy za tym nie nadążają (tzn. z dostosowaniem swojej siatki pracowniczej) i stąd często jest burdel.
Zdecydowana łatwość z jaką współcześnie można "zdobyć" tytuł doktora - spowodowała, że ten etap kariery naukowej przestał być powiązany z karierą zawodową na uczelni.
Łatwość zdobycia obecnie tytułu doktora nie wynika z tego, że nie jest on powiązany z karierą zawodową na uczelni. Zresztą nigdy nie był. Doktoraty można było uzyskać pracując gdziekolwiek. Oczywiście pracownicy uczelni czy instytutów badawczych mieli łatwiej (choćby w kwestii znalezienia miejsca gdzie ów przewód przeprowadzić) ale się dało. Natomiast owa łatwość wynika z upadku edukacji w ogóle.... Nie wiem jak w praktyce wyglądają obecnie wymogi na stopień doktora (kwestia ustawy to jedno, pozostają wymogi statutowe czy regulaminowe dla jednostek w których się robi). Miałem kilka lat temu propozycję by otworzyć przewód w Szwecji (rzecz smieszna - chodziło o możliwość łatwiejszego fiannsowania mojej współpracy) i w związku z tym miałem okazję porównać to co robiłem ileś lat temu sam oraz moi koledzy, a co szwedzi wymagali. Generalnie wymagania były zbliżone, większy nacisk połozony był na publikacje (i praktycznie tylko z IF) i mam wrażenie, że w trakcie przewodu byli bardziej drobiazgowi. Mój współpracownik obronił się w Goeteborgu dwa lata temu i specjalnych różnic nie było w tamtejszej procedurze, natomaist widzę, że w naszej rzeczywistości się sieć rozluźnia. Ma to też myślę związek z masowym wykorzystywaniem uczestników studiów doktoranckich jako "zapchajdziur" dydaktycznych.
Choć nie zlikwidowano stanowiska asystenta - od wielu lat nie są zatrudniani na tym stanowisku nowi pracownicy
Nie jest tak źle. Moja baba zostałą zatrudniona na stanowisku asystenta choć jak na razie na 1/2 etatu i czas określony(3 przedłużka na rok).

Ale chodzą słuchy, że może być ostatnią tak zatrudnioną....
Generalnie - jak i w innych dziedzinach - bierzemy różne pomysły z lewa i z prawa, mieszamy ze sobą i w zależności od potrzeb "przenosimy naciski".
To prawda. Moim zdaniem dobrym przykładem jest uproszczenie trybu robienia habilitacji - nie jest to chyba dobre posunięcie, pomimo, że mi to powinno w jakimś niedalekim czasie ułatwić życie.
Kuba