Czy Michał utopi Donalda?
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Podobnie uważa Ryszard Kalisz.mefistofeles pisze:http://wiadomosci.wp.pl/kat,127714,titl ... omosc.html
Ale to już jest problem panów Tusków, mnie nic do tego.
Jestem gorszego sortu...
Jan Tomaszewski przerżnął sprawę cywilną z Franciszkiem Smudą. Za słowo "prostak". Zbuli 50 tysiaków.
Nie jestem fanem Smudy ale i nie mnie oceniać czy prostak czy nie (choć mam prywatne zdanie), jednak cieszę się z tego wyroku bo może wreszcie politycy wezmą trochę na wstrzymanie z operowaniem inwektywami (a także userzy na forach). Obie czołowe partie mają swoich "liderów" w tej dziedzinie i ci panowie dobrze by zrobili gdyby odłożyli trochę grosza na wydzielone konta na "czarną godzinę" sądową. Tylko trzeba by się znalazło trochę takich wojowniczych zawodników jak Smuda. Brawo Franek! Tak trzymać! Euro ci się nie udało, ale za dopadnięcie "bramkarza wszechczasów" gratulacje. I pomyśleć, że tyle lat był moim ulubieńcem za Wembley i inne mecze.
Nie jestem fanem Smudy ale i nie mnie oceniać czy prostak czy nie (choć mam prywatne zdanie), jednak cieszę się z tego wyroku bo może wreszcie politycy wezmą trochę na wstrzymanie z operowaniem inwektywami (a także userzy na forach). Obie czołowe partie mają swoich "liderów" w tej dziedzinie i ci panowie dobrze by zrobili gdyby odłożyli trochę grosza na wydzielone konta na "czarną godzinę" sądową. Tylko trzeba by się znalazło trochę takich wojowniczych zawodników jak Smuda. Brawo Franek! Tak trzymać! Euro ci się nie udało, ale za dopadnięcie "bramkarza wszechczasów" gratulacje. I pomyśleć, że tyle lat był moim ulubieńcem za Wembley i inne mecze.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,133954,titl ... omosc.html
Moim zdaniem pan Marek Biernacki ma rację. Przez konta Amber Gold przeleciało dwa miliardy zł przy wpłatach klientów rzędu 500 milionów, ską zatem pozostałe 1,5 miliarda?
Ta sprawa wymaga żmudnego i dyskretnego śledztwa, czego komisja śledcza jest wręcz przeciwstawieniem i sprowadzeniem do roli pyskówki i przeszkadzając w ustaleniu faktów. Jeżeli w końcu do tego dojdzie, to nie zdziwię się jak okaże się, że niektórzy orędownicy powołania komisji mieli interes aby storpedować śledztwo.
Moim zdaniem pan Marek Biernacki ma rację. Przez konta Amber Gold przeleciało dwa miliardy zł przy wpłatach klientów rzędu 500 milionów, ską zatem pozostałe 1,5 miliarda?
Ta sprawa wymaga żmudnego i dyskretnego śledztwa, czego komisja śledcza jest wręcz przeciwstawieniem i sprowadzeniem do roli pyskówki i przeszkadzając w ustaleniu faktów. Jeżeli w końcu do tego dojdzie, to nie zdziwię się jak okaże się, że niektórzy orędownicy powołania komisji mieli interes aby storpedować śledztwo.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ech, czemu mi się skojarzyło:
Latem świat petersburski zwykł mieszkać na daczy,
To jest w pałacach wiejskich (dacza wioskę znaczy).
Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką,
Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,
Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku.
Ach, co to był za domek! plan mam dotąd w biórku.
Otóż, na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie
Jakiś mały czynownik siedzący na śledztwie;
Trzymał kilkoro chartów; co to za męczarnie,
Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie!
Ilekroć z książką wyszłam sobie do ogrodu
Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu,
Zaraz i pies przyleciał i kręcił ogonem,
I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym.
Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło
Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło.
Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,
Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka
Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina!
Miałam ją w podarunku od księcia Sukina
Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka,
Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biórka.
Widząc ją zadławioną, z wielkiej alteracji
Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji.
Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było;
Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło
Gawrylicz Kozodusin, Wielki Łowczy Dworu,
Pyta się o przyczynę tak złego humoru.
Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy;
Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy.
"Jak śmiesz - krzyknął Kiryło piorunowym głosem -
Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?"
Osłupiały czynownik darmo się zaklinał,
Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał.
Że z Wielkiego Łowczego wielkim pozwoleniem
Zwierz uszczuty zda mu się być psem, nie jeleniem.
"Jak to? - krzyknął Kiryło - to śmiałbyś, hultaju,
Znać się lepiej na łowach i źwierząt rodzaju
Niźli ja, Kozodusin, Carski Jegermajster?
Niechajże nas rozsądzi zaraz policmajster!"
Wołają policmajstra, każą spisać śledztwo:
"Ja - rzecze Kozodusin - wydaję świadectwo,
Że to łani; on plecie, że to pies domowy.
Rozsądź nas, kto zna lepiej źwierzynę i łowy!"
Policmajster powinność służby swej rozumiał,
Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał
I odwiodłszy na stronę, po bratersku radził,
By przyznał się do winy i tem grzech swój zgładził.
Łowczy udobruchany przyrzekł, że się wstawi
Do Cesarza i wyrok nieco ułaskawi;
Skończyło się, że charty poszły na powrozy,
A czynownik na cztery tygodnie do kozy.
Zabawiła nas cały wieczor ta pustota;
Zrobiła się nazajutrz z tego anegdota,
Że w sądy o mym piesku Wielki Łowczy wdał się;
I nawet wiem z pewnością, że sam Cesarz śmiał się.
Latem świat petersburski zwykł mieszkać na daczy,
To jest w pałacach wiejskich (dacza wioskę znaczy).
Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką,
Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,
Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku.
Ach, co to był za domek! plan mam dotąd w biórku.
Otóż, na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie
Jakiś mały czynownik siedzący na śledztwie;
Trzymał kilkoro chartów; co to za męczarnie,
Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie!
Ilekroć z książką wyszłam sobie do ogrodu
Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu,
Zaraz i pies przyleciał i kręcił ogonem,
I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym.
Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło
Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło.
Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,
Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka
Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina!
Miałam ją w podarunku od księcia Sukina
Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka,
Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biórka.
Widząc ją zadławioną, z wielkiej alteracji
Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji.
Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było;
Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło
Gawrylicz Kozodusin, Wielki Łowczy Dworu,
Pyta się o przyczynę tak złego humoru.
Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy;
Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy.
"Jak śmiesz - krzyknął Kiryło piorunowym głosem -
Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?"
Osłupiały czynownik darmo się zaklinał,
Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał.
Że z Wielkiego Łowczego wielkim pozwoleniem
Zwierz uszczuty zda mu się być psem, nie jeleniem.
"Jak to? - krzyknął Kiryło - to śmiałbyś, hultaju,
Znać się lepiej na łowach i źwierząt rodzaju
Niźli ja, Kozodusin, Carski Jegermajster?
Niechajże nas rozsądzi zaraz policmajster!"
Wołają policmajstra, każą spisać śledztwo:
"Ja - rzecze Kozodusin - wydaję świadectwo,
Że to łani; on plecie, że to pies domowy.
Rozsądź nas, kto zna lepiej źwierzynę i łowy!"
Policmajster powinność służby swej rozumiał,
Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał
I odwiodłszy na stronę, po bratersku radził,
By przyznał się do winy i tem grzech swój zgładził.
Łowczy udobruchany przyrzekł, że się wstawi
Do Cesarza i wyrok nieco ułaskawi;
Skończyło się, że charty poszły na powrozy,
A czynownik na cztery tygodnie do kozy.
Zabawiła nas cały wieczor ta pustota;
Zrobiła się nazajutrz z tego anegdota,
Że w sądy o mym piesku Wielki Łowczy wdał się;
I nawet wiem z pewnością, że sam Cesarz śmiał się.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Tekst za tekst, tylko nie Mickiewicza lecz mój:
Wiele lat pracowałem w służbie drogowej i m.in. na dyżurach w okresie zimy. Kiedyś zadzwonił facet z drogi, że utknął a żona prawie już rodzi. Coś mi nie grało, sądząc z intonacji głosu i pojechałem dyzurnym "łazikiem" razem z kierowcą. Droga była faktycznie trudno przejezdna lecz w podanym miejscu (reatauracja) zastałem autobus miejscowego teatru, cała ekipa aktorska pijana w w cztery d***, wzywający też, tylko jakoś żadnej kobiety w ciąży nie było. Facet domagał się zabrania,bo jak twierdził jest zaproszony do miejscowego dygnitarza partyjnego i nietaktem byłoby nie przybyć. Najbardziej racjonalnie zachował się mój kierowca, który zapytał - "Panie inżynierze, czy mam dać mu w dziób, czy kopnąć w tyłek?" (złagodziłem tekst z uwagi na obyczajność) Odpowiedziałem - "Panie Jurku, szkoda ręki i nogi" (tekst złagodzony z powodów jak wyżej) - to było zbyt ryzykowne, bo Jureczek miał posturę boksera wagi ciężkiej.
Odjechaliśmy, bez faceta oczywiście, a potem osobiście dopilnowałem aby nota obciążająca teatr była możliwie wysoka. Zapłacili bez protestu, czy obciążyli gnojka już mnie nie interesowało. Komitet partyjny nie interweniował.
Innym razem, ale nie do mnie tylko do kolegi rzeczywiście zadzwonili z Komitetu Wojewódzkiego, że mają ważne posiedzenie w Gąskach (taka mała miejscowość nadmorska koło Kołobrzegu) i mamy przysłać samochód z pługiem aby jadąc za nim dojechali. Dupówa była totalna, z największym trudem udawało się utrzymać przejezdność na drodze Gdańsk - Szczecin a oni chcą do Gąsek! No to kolega spokojnie odpowiedział - "Morze nie zamarzło, popłyńcie łódzią" i odłożył słuchawkę. Interwencji jakoś też nie było.
Pan Prezes SO ma, jak widać, duszyczkę niewolnika lub też wynika to z nawyku - być może jak był szeregowym sędzią to mu Prezes SO polecał jak ma sędziować i tak mu już zostało.
W dodatku głupi, bo numer był szyty tak grubymi nićmi, że najgłupszy urzędniczek by się nie dał nabrać. Ja bym grzecznie poprosił o numer telefonu i powiedział że oddzwonię. A gdyby podano to bym sprawdził do kogo należy. Gdyby podano rzeczywisty numer kancelarii to bym zadzwonił i zapytał czy rzeczywiście dzwonili
Wiele lat pracowałem w służbie drogowej i m.in. na dyżurach w okresie zimy. Kiedyś zadzwonił facet z drogi, że utknął a żona prawie już rodzi. Coś mi nie grało, sądząc z intonacji głosu i pojechałem dyzurnym "łazikiem" razem z kierowcą. Droga była faktycznie trudno przejezdna lecz w podanym miejscu (reatauracja) zastałem autobus miejscowego teatru, cała ekipa aktorska pijana w w cztery d***, wzywający też, tylko jakoś żadnej kobiety w ciąży nie było. Facet domagał się zabrania,bo jak twierdził jest zaproszony do miejscowego dygnitarza partyjnego i nietaktem byłoby nie przybyć. Najbardziej racjonalnie zachował się mój kierowca, który zapytał - "Panie inżynierze, czy mam dać mu w dziób, czy kopnąć w tyłek?" (złagodziłem tekst z uwagi na obyczajność) Odpowiedziałem - "Panie Jurku, szkoda ręki i nogi" (tekst złagodzony z powodów jak wyżej) - to było zbyt ryzykowne, bo Jureczek miał posturę boksera wagi ciężkiej.
Odjechaliśmy, bez faceta oczywiście, a potem osobiście dopilnowałem aby nota obciążająca teatr była możliwie wysoka. Zapłacili bez protestu, czy obciążyli gnojka już mnie nie interesowało. Komitet partyjny nie interweniował.
Innym razem, ale nie do mnie tylko do kolegi rzeczywiście zadzwonili z Komitetu Wojewódzkiego, że mają ważne posiedzenie w Gąskach (taka mała miejscowość nadmorska koło Kołobrzegu) i mamy przysłać samochód z pługiem aby jadąc za nim dojechali. Dupówa była totalna, z największym trudem udawało się utrzymać przejezdność na drodze Gdańsk - Szczecin a oni chcą do Gąsek! No to kolega spokojnie odpowiedział - "Morze nie zamarzło, popłyńcie łódzią" i odłożył słuchawkę. Interwencji jakoś też nie było.
Pan Prezes SO ma, jak widać, duszyczkę niewolnika lub też wynika to z nawyku - być może jak był szeregowym sędzią to mu Prezes SO polecał jak ma sędziować i tak mu już zostało.
W dodatku głupi, bo numer był szyty tak grubymi nićmi, że najgłupszy urzędniczek by się nie dał nabrać. Ja bym grzecznie poprosił o numer telefonu i powiedział że oddzwonię. A gdyby podano to bym sprawdził do kogo należy. Gdyby podano rzeczywisty numer kancelarii to bym zadzwonił i zapytał czy rzeczywiście dzwonili
Jestem gorszego sortu...
Sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Amber Gold...
Majątek szacowany na 100 mil., pewnie pójdzie za góra 50 do 60, fiskus i ZUS swoje dostaną, pracownicy firmy też (zaległe + odprawy), dla żądnych złota zostanie coś koło zera. Mogą ścigać Plichtę w osobnych postępowaniach na osobistym majątku ale dopiero po zakończeniu postępowania. Ciekawe jak syndyk wybrnie z odprawami i zaległymi płacami dla Plichty i jego żony - w tej chwili nie mam koncepcji, musiałbym się zastanowić...
Majątek szacowany na 100 mil., pewnie pójdzie za góra 50 do 60, fiskus i ZUS swoje dostaną, pracownicy firmy też (zaległe + odprawy), dla żądnych złota zostanie coś koło zera. Mogą ścigać Plichtę w osobnych postępowaniach na osobistym majątku ale dopiero po zakończeniu postępowania. Ciekawe jak syndyk wybrnie z odprawami i zaległymi płacami dla Plichty i jego żony - w tej chwili nie mam koncepcji, musiałbym się zastanowić...
Jestem gorszego sortu...
Nie sądzę żeby "żądni złota" mogli Plichtę o cokolwiek ścigać. Widzieli przecież co podpisują.Janek pisze:Sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Amber Gold...
Majątek szacowany na 100 mil., pewnie pójdzie za góra 50 do 60, fiskus i ZUS swoje dostaną, pracownicy firmy też (zaległe + odprawy), dla żądnych złota zostanie coś koło zera. Mogą ścigać Plichtę w osobnych postępowaniach na osobistym majątku ale dopiero po zakończeniu postępowania. Ciekawe jak syndyk wybrnie z odprawami i zaległymi płacami dla Plichty i jego żony - w tej chwili nie mam koncepcji, musiałbym się zastanowić...
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
W nawiązaniu - widziałem ostatnio odcinek Rodziny Zastępczej sprzed ładnych paru lat z wątkiem komisji śledczej, która nie powstała właśnie dlatego że nie mogło być transmisji w TV, tam akurat z powodu tajności.andy67 pisze:No coś tyGabriel pisze:komisja śledcza ale bez ŻADNYCH transmisji w TVna co komu taka komisja.
Każdemu jego Everest...
Jesteś pewien że np. na stronie 138 paragraf 87 podpunkt G/79 nie było nic na ten temat ?mefistofeles pisze:Dlaczego nie? Przecież nie było w umowach o utracie wkładu.andy67 pisze:Nie sądzę żeby "żądni złota" mogli Plichtę o cokolwiek ścigać. Widzieli przecież co podpisują.
Ja jakoś jestem dziwnie pewien że było. Bo zawsze jest.
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Dlaczego nie? Przecież nie było w umowach o utracie wkładu.
_________________
Mogą, o kwotę niezaspokojoną w postępowaniu upadłościowym. Wpłacił np. 10 000 zł, od syndyka dostał 10 zł, kwota 9990 może być dochodzona w odrębnym dochodzeniu z wymagalnością na dzień zatwierdzenia listy wierzytelności do wypłaty (powiedzmy, że to będzie za cztery lata) plus odsetki od tej samej daty.andy67 pisze:Nie sądzę żeby "żądni złota" mogli Plichtę o cokolwiek ścigać. Widzieli przecież co podpisują.
Jestem gorszego sortu...
Mefi, w każdym prospekcie funduszy inwestycyjnych masz takie ostrzeżenia, to myślisz że tam nie było ? Niemożliwe.mefistofeles pisze:To predzej czy później ktoś by to znalazł i opublikował. Więc raczej nie było.andy67 pisze:Ja jakoś jestem dziwnie pewien że było. Bo zawsze jest.
Każdemu jego Everest...
Zależy co było w umowie.Janek pisze:Dlaczego nie? Przecież nie było w umowach o utracie wkładu.
_________________Mogą, o kwotę niezaspokojoną w postępowaniu upadłościowym. Wpłacił np. 10 000 zł, od syndyka dostał 10 zł, kwota 9990 może być dochodzona w odrębnym dochodzeniu z wymagalnością na dzień zatwierdzenia listy wierzytelności do wypłaty (powiedzmy, że to będzie za cztery lata) plus odsetki od tej samej daty.andy67 pisze:Nie sądzę żeby "żądni złota" mogli Plichtę o cokolwiek ścigać. Widzieli przecież co podpisują.
Każdemu jego Everest...


