krzymul pisze:Mnie nie chodzi o Michała, cały czas odpowiadam na to.....
tommer91 pisze:Tak jak pracodawcę w fabryce nie obchodzi życie prywatne mechanika, tak mnie nie obchodzi życie prywatne polityków
To jest bardzo złożona sprawa. Wciąż jeszcze, szczególnie na zachodzie Europy, są niewielkie firmy, w których praca przechodzi z dziadka na ojca, z ojca na syna itd. To są bardzo trwałe firmy, szczególnie jeśli tkwią w niewielkiej niszy, którą nie interesuje się wielka korporacja. W takich firmach jest rzeczą normalną, że pracodawca bywa świadkiem na ślubie lub ojcem chrzestnym dziecka pracownika. Nie muszę chyba dodawać, że w takich firmach jest bardzo wysoka jakość produkcji, bo pracownik identyfikuje się z nią identyfikują
Czy są takie firmy w Polsce? Nie wiem, pewnie tak, ale zapewne jest ich niewiele. Szkoda.
Z własnej praktyki wiem, że takie układy bywały w jak najbardziej państwowych Rejonach Dróg Publicznych. Niestety zostały one rozpędzone.
Czy mnie obchodzi życie prywatne polityków? Wcale! Z jednym zastrzeżeniem - dopóki ew. ich okoliczności nie zagrażają stabilności państwa. Ostatnia żona prezydenta Sarkozy'ego była modelką, w sieci znajdziesz dziesiątki zdjęć pani Bruni niezbyt kompletnie ubranej lub wogóle nieubranej. Oczywiście była wtedy młodsza i jeszcze nie była panią Sarkozy. Czy to miało jakikolwiek wpływ na klęskę wyborczą pana Sarkozy? Moim zdaniem żadną.
Głównym dostarczycielem sensacji rodzinnych polityków są media, szczególnie internet, przy czym czy sensacje te są prawdziwe czy nieprawdziwe nie ma większego znaczenia - jak mawiał Jacek Kurski - "ciemny lud wszystko kupi". Przy czym wszystkie chwyty są dozwolone - niedawno w WP zauważyłem tytuł - "Marta Kaczyńska ocieka seksem na plaży". A co było po kliknięciu? Kilka zdjęć odrobinę niedożywionej pani w całkiem "przyzwoitym" bikini - wystarczy pojechać do Mielna na plażę i mając długi obiektyw można takich zdjęć nacykać do upojenia - również pań wyraźnie nadmiernie odżywionych.
Można też zauważyć takie tytuły - "Syn premiera kradł w domu towarowym". Otwierasz i co się okazuje - kradł syn premiera Kokilandii w Afryce. Rzecz w tym, że niektórzy czytają tylko tytuły i jest dla nich rzeczą oczywistą, że to syn Tuska kradł w Realu lub Tesco. Kaczyński był w tym przypadku w lepszej sytuacji.
Jaki wniosek z tego? Jest klientela na takie wiadomości. Na ogół ta sama co przyjmuje za pewnik, że siepacze Tuska i Putina zepchnęli w przepaść Józefa Szaniawskiego.
To choroba społeczna i ja jestem osobiście zdania, że dobrze jest, że zdarzają się politycy co z tym idą do Sądu w trybie cywilnym i gnębią gnojków.
Przed wojna w każdej redakcji była funkcja "redaktora odpowiedzialnego". Kto to był? Najczęściej dziennikarz pijaczek. Jak gazeta coś chlapła i przychodziła policja to on wędrował do pierdla a także odsiadywał krótkie zazwyczaj wyroki.
Gdyby takie zwyczaje powróciły to niekture media musiałyby zatrudniać kilkunastu redaktorów odpowiedzialnych.
Jestem gorszego sortu...