W pierwszej kolejności z pewnością zawita w Tatry Zachodnie.....tam zawsze niezawodnie otuli zbocza gór zamszowym rudym kocykiem traw, pokoloruje fioletem wrzosów, czerwienią listków jagodzin, żółcią liści ziół.
To we wrześniu – a na razie przepięknie kwitną wrzosy i duże kępy goryczki trojeściowej. Trawy też zaczynają nabierać brązowego koloru.
Tą wycieczkę wymyśliłam w ubiegłym roku kiedy byliśmy na Przełęczy Zabrat. Stamtąd widać fajny trawers nad głęboką doliną.
Wyruszyliśmy wcześnie rano, bo przypuszczałam – i chyba słusznie – że te tłumy ludu w Zakopanem przełożą się na Dolinę Chochołowską i tak jak na Palenicy nie będzie gdzie koła wbić w godzinach późniejszych.
O tej porze ciuchcia nie jeździ, więc z bucika na Polanę Chochołowską.
Krótki odpoczynek i dalej – na Grzesia.
Z daleka widać że tam już zdążyło dojść sporo turystów.....
1.

….więc posiedzieliśmy trochę na niższym wierzchołku, gdzie cisza i spokój.
No i jakie otoczenie …..
2.

3.

Wczesnojesienne kompozycje
4.

Nie zatrzymując się na ludnym „dużym” Grzesiu, zaczęliśmy schodzić zielonym szlakiem w Dolinę Zadnią Łataną.
Sami...
Początkowo szlak z widokami, dużą ilością kwitnących kęp goryczek, a potem ostro i długo w dół lasem – do Łatanego Potoku.
Taki szlak w górach nie oznacza nic dobrego …. po osiągnięciu dna doliny trzeba będzie się od niego odbić, a odbicie od dna – każdego zresztą - nigdy nie jest łatwe ...3 godziny do góry na Przełęcz Zabrat..
5.

6.

7.

Dało nam popalić - zwłaszcza w słońcu, ale jakoś doskrobaliśmy się do tego fajnego trawersu.
8.

9.
10.

11.

Chwila odpoczynku i znów do góry w prażącym słońcu dość długim podejściem na Rakoń.
12.

Rudzieją trawy.....jesień tuż tuż...
13.

Nie schodziliśmy szlakiem przez Wyżnią Chochołowską bo uznałam że niebieski jest ładniejszy i bardziej widokowy.
Miałam rację
14.

15.

16.

17.

18.

19.

20.

21.

Wędrówki po zielonych - a zwłaszcza już trochę kolorowych szlakach Tatr Zachodnich są takie kojące, nastrojowe, pozwalają się wyciszyć i zawsze sprawiają mi dużą przyjemność.
22.

Perspektywa posadzenia tyłków na rowerowe siodełka zmobilizowała nas do ostrego tempa schodzenia z Grzesia.
Choć nie robiłam sobie zbytnich nadziei że przed osiemnastą zdążymy tam dotrzeć - bolące nogi dały z siebie wszystko i udało się dotrzeć do leśniczówki ….co za ulga
Za chwilę mają dowieźć. W momencie za mną ustawiła się spora kolejka .
No....takiego numeru jeszcze nie widzieliśmy....kolejka do kolejki na Kasprowy to już codzienność, ale po rowery
Te pojazdy, to rzecz bezcenna w tym miejscu. 15 minut na hamulcach i już Siwa Polana - a na nogach ile się trzeba nadreptać po asfalciku ...
Jak człowiek przylezie utyrany, to tylko taka myśl mu przychodzi do głowy - chwała temu co tam to dobrodziejstwo ulokował
Dość długa ta wycieczka, ale piękna i warta grzechu.
Często wieczorem, po solidnym steraniu słyszę od małżonka formułkę na którą już nie zwracam uwagi, bo wiem że jutro nie będzie obowiązywała:
„pierd....jutro nigdzie nie idę „
Mnie się zresztą też tak wydaje – choć nie okazuję tego tak dosadnie - do momentu kiedy o 5 rano wychodzimy do okna - a tam lampa
No to co....... idziemy ???
Jasne że idziemy ...szkoda pogody
No to wybraliśmy się na Lodową Przełęcz.
Jak damy radę to dobrze, a jak nie – to trudno... świat będzie istniał dalej.
Wstaliśmy trochę później niż to było planowane i około 7 rano ledwo udało się wcisnąć autko w Tatranskiej Javorinie – przy poczcie - za darmochę
Niedziela, u nas na szlakach ludzi od groma, a tu spokojnie - chociaż też nie było pusto jak zwykle.
Tatry Bielskie – podświetlone porannym słońcem.....wszędzie jeszcze mnóstwo wierzbówki przy szlaku i ani jednej chmurki na niebie.
Cudnie.
23.

24.

25

26..

27.

Teraz trudniejsza część wycieczki – trzy progi do pokonania....bez zbawczego leśnego cienia ....
28.

29.
30.

31.

Jak usiedliśmy nad Żabim Javorovym Stawkiem, to szczerze mówiąc nie chciało mi się absolutnie stamtąd ruszyć.
Pięknie, cicho, pusto....
Ponieważ nie byłam zdecydowana co do dalszej drogi, a męża nosiło - więc poszedł po krótkim odpoczynku na Lodową.
Ja zostałam sam na sam z Tatrami.
Wspaniałe uczucie...... wokoło potężne skały na tle błękitu, a w środku ja – mały, marny pyłek, zapatrzony w nie przymglonymi ze wzruszenia oczami.
Chwilo trwaj....
Trwała dość długo, ale w końcu postanowiłam podejść jeszcze na trzeci próg.
Szlak tam niezbyt ciekawy, piarżysty, pozarywany i dość mocno do góry prowadzący.
W połowie drogi usłyszałam stukot kamieni tuż koło mnie. Trzy metry niżej patrzyła na mnie kozica....co za miłe spotkanie
Ponieważ zachowywałam się cichutko i spokojnie – nie czuła lęku i pozwoliła się fotografować do woli.
32.

33.

Wreszcie koniec tej skrobaniny....otworzył się widok na Lodową Przełęcz i okolicę.
34.

35.

Niestety, nie miałam już sił skrobać się wyżej w tym upale.
Tylko na zdjęciu tak blisko i nisko wygląda.
Siadłam na łączce w pełnym, palącym bez sumienia słońcu i obserwowałam z daleka ruch na Przełęczy.
Mąż też tam już dotarł i odpoczywał z boku kilkuosobowej grupy turystów.
W tym miejscu byłam pierwszy raz, więc z ciekawością obserwowałam nowe otoczenie .
Interesująco wyglądały stąd Javorove Turnie, ale akurat nad nimi ostre słońce i zdjęcia nie wyszły dobrze....szkoda..
Wiedząc że zejście z tego progu będzie ostrożne i dość powolne nie czekałam na męża, tylko wcześniej zaczęłam powrót.
A niżej znów niespodzianka ze ślicznymi brązowymi oczami wpatrującymi się we mnie z bliska
36.

37.

Długo przypatrywałam się kilku kozicom niedaleko ode mnie skubiącym trawę i tak miło zeszło mi oczekiwanie na małżonka, który po jakimś czasie do mnie dołączył.
Pięknie i w ciekawych kolorach prezentowała się dolina o późniejszych godzinach popołudniowych, oświetlona zachodzącym powoli słońcem.
38.

39.

Na dole znów przy samym szlaku pasło się stadko – chyba około 20 kozic.
Tu, po słowackiej stronie jest ich naprawdę dużo
Przepiękna wycieczka, ale bardzo długa i z tego tytułu dość męcząca..
Wróciliśmy jak zwykle późno, a po zwyczajowej formułce „pierd... itd” - mąż na drugi dzień poleciał na Orlą Perć - od Skrajnego Granatu do Krzyżnego
Ale o tym później, bo zdjęcia jeszcze nie uporządkowane
Ala




