Pamiętnik sklerotyczki

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Pamiętnik sklerotyczki

Post autor: uszba »

Wszystko zaczęło się od tego że kupiłam sobie nowy plecak. Naprawdę piękny, wymarzony, cieszyłam się nim jak dziecko. Oczywiście zapakowałam go od razu na pierwszą wycieczkę, gdzieś to było w Dolomitach, ot taki spacer nad jakieś jezioro. I jak to w górach bywa, co chwilę coś się wyjmuje z plecaka, a to aparat, a to flaszkę z piciem i...zauważyłam coś podejrzanego. Mój plecak odpinał się sam! to znaczy - byłam pewna że go zapięłam a kiedy znowu coś potrzebowałam z plecaka - był już odpięty. Załamałam się. O mój wymarzony, o mój wytęskniony! Podzieliłam się spostrzeżeniem z najbliższą mi w górach istotą - moją przyjaciółką Basią. Moja przyjaciółka okazała się być osobą bardzo rzeczową i skwitowała mój wywód na temat odpinającego się plecaka trzema słowami - masz początki sklerozy. Zatkało mnie. Nawet chciałam się obrazić. Ale teraz wiem że było w tym ziarnko prawdy. Byłam przez prawie miesiąc w górach i kompletnie nie mogę sobie przypomnieć - gdzie.
Postanowiłam uporządkować fotografie i tu moja prośba - może ktoś mi powiedzieć gdzie ja byłam?
Wycieczka 1


Nie mogę powiedzieć że zapomniałam wszystko, bo pamiętam że przyjechałam do jakiejś wioski, na której końcu znajdował się wielki parking. Było późne popołudnie i długie cienie kładły się na zbocza ponurych gór. Dwie godziny podchodziliśmy do schroniska, spotykając po drodze Kurta a właściwie Kurt spotkał nas, ponieważ zapieprzał pod górę jak rakieta i nie było rady - musiał na nas wleźć. Kurt to postać o tyle ciekawa że gdyby podliczyć metry jego wszystkich upadków, lotów podczas wspinania, jazd z lawinami, wyszło by z 800 m. Po ostatnim wypadku część jego czaszki została zastąpiona metalową płytą. Kurt jest znany z wielu rzeczy ale najbardziej z tego że nie umie pływać. I kiedy został zaproszony do Kanady na zlot alpinistów, nie zauważył hotelowego basenu i wpadł do niego tak jak stał. W ciuchach i z bagażem. Wszyscy myśleli że to kolejny numer Kurta a on się topił. To wydarzenie przypieczętowało jego sławę.

My tu gadu gadu a ja dalej nie wiem gdzie byłam.

A więc pamiętam że w schronisku długo nie mogłam zasnąć a jak już mi się udało to trzeba było wstawać. Zaiste - pogańska pora. Ciemno jak w dupie. Jesteśmy w trójkę. Basia, Markus i ja. Ale tylko ja mam przyzwoitą czołówkę. A mówią że to ja mam sklerozę.
Wędrujemy z półtorej godziny po jakim straszliwie kruchym i stromym zboczu. Podobno mamy wyjść na jakąś grań ale ja sobie myślę że i tak nie dojdę bo się najpierw upierdolę w ciemnościach na tej kruchej stromiźnie. A jak się nie upierdolę to zdechnę z wycieńczenia zanim dojdę do tej cholernej grani. Wreszcie zrobiło się jaśniej ale może byłoby lepiej gdyby zostało ciemno bo bym nie wiedziała ile jeszcze muszę się nadymać do grani.
No, ale jak wszystko na tym świecie, także i ta męka miała swój koniec. Wyleźliśmy na grań, przeszli jakieś śnieżne pola, pierwsze było szerokie jak szkapie siodło, szerokie i przytulne ale też i przydługawe...niestety. Drugie już stromsze ale i krótsze a trzecie to taki płateczek prawie pod szczytem. Oczywiście pomiędzy też coś było ale pamiętam głównie że na prawo i lewo to dużo powietrza było.
Jak się spojrzało przez lewe ramię, tak trochę do tyłu, to można było zobaczyć inny, piękny szczyt. Kiedyś było on nawet jeszcze piękniejszy bo na samym szczycie ozdabiała go grzywa z bitej śmietany. Ale pewnej nocy wszystko przepadło w dolinę. Bezpowrotnie.
Ale do rzeczy. Po pięciu albo sześciu godzinach ( jako sklerotyczka to skąd mam wiedzieć) doszliśmy na szczyt, czyli najwyższego punktu tego wzniesienia. Pamiętam tylko że się rozpłakałam bo tak mi się tam podobało.
Schodziliśmy na drugą stronę góry, która to strona jest bardziej popularną jej facjatą. W nocy padał śnieg i lodowiec okrył się skrzącą, puchową kołderką. Później szliśmy znowu po skałach i znowu po lodowcu, ech, strasznie zawiła ta droga była i czasami wydawało nam się że nie idziemy dobrze ale znowu ją znajdywaliśmy.
Kiedy zeszliśmy do wioski, na wieży kościelnej wybiło 19.00. Myślę że byliśmy dość długo w drodze bo nogi Basi jakoś dziwnie wyglądają...

Podejście na grań

Obrazek



Obrazek


Ludziska na ostatni polu

Obrazek


Ludziska na grani pod szczytem
Obrazek



Basia szefowa bez sklerozy
Obrazek


ludziska
Obrazek



my w aparacie Markusa
Obrazek


nogi szefowej Basi
Obrazek






Jeżli nie zapomnę, to opiszę kolejne wycieczki, może ktoś mi przypomni, gdzie ja byłam???






;-)

uszba
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

łaaadne ;-)
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Gratulacje , zaiste piękny to szczyt , a i droga zacna taka Hintergratowa :)
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Smolik pisze:a i droga zacna taka Hintergratowa
czyli od dupy strony 8)
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Wycieczka 2


Z tej wycieczki pamiętam jakieś obrzydliwe obetonowane bajoro, nad które ludziska przyjeżdżają masowo żeby je podziwiać. Później trzeba było długo czekać aż panowie od kolejki linowej wypalą papierosy, wypiją kawę, pogadają z żonami przez komórki, ziewną pięć razy, po czym z półgodzinnym opóźnieniem zaczną wysyłać ludzi w takich dziwnych koszykach na górę.
W schronisku wypijamy kawę, po czym kierujemy się na zachód. Jest miły, rześki poranek kiedy zbliżamy się do czegoś, co kiedyś było lodowcem.

Obrazek


Obrazek


Nie żeby Góra nie miała przyzwoitego lodowca, o nie. Na szczęście nie wszystko się wytopiło. O ile sobie przypominam, to na tę Górę można wyjść trzema różnymi drogami, oczywiście mam na myśli drogi turystyczne, bo jej południowa ściana już zawsze była próbą sił dla wielu alpinistów. Ale do rzeczy. Można wejść przez lodowiec, via normale, nawet chciałyśmy schodzić owym lodowcem, tak, żeby droga ciekawsza była ale nie chciało nam się gramolić liny a lodowiec szczeliniasty jest. Można wejść od dupy strony, gdzie w ogóle nie trzeba dotykać śniegu, o , tu tę drogę dobrze widać:


Obrazek

My wybieramy wariant trzeci, trochę po zdychającym lodowcu i trochę drabinami. Przed nami i za nami same grupy z przewodnikami a my w środku, między nimi. Z nudów robię im fotki.

Obrazek

Za
Obrazek

Przed
Obrazek


Na szczycie napotykamy taki blaszak ale czasu na kawę nie ma bo coś zaczyna poburkiwać.

Obrazek

Pamiętam tylko że na dole znalazłam się w czasie rekordowym, zbiegałam po tych drabinach jakbym była zawodowym kominiarzem. Na zdychającym lodowcu dopadł nas deszcz a Basia, która zawsze bardzo dokładnie bada wszystkie lodowcowe znaleziska, znalazła wielką kość, chyba udową i aparat fotograficzny, canon. Na koniec, w ulewnym deszczu, zahaczyłam rakiem o spodnie i od tej pory nosiłam na tyłku siniaka wielkości arbuza. Potem biegłyśmy z powrotem do kolejki, pod górę ( !!! ) ale w tym kraju to jest tak że kolejki zaczynają jeździć z opóźnieniem a kończą wcześniej. No i...z buta trzeba było do tego obmurowanego bajora zapieprzać. Słowem - super wycieczka! Tyle zapamiętałam. Ale gdzie to i co to było???
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Zgłodniałam i mam ochotę na chleb z 'dżemem' ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Szarotka pisze:Zgłodniałam i mam ochotę na chleb z 'dżemem'
Smacznego! :D
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Wycieczka 3

To była piękna wycieczka, może dlatego że wcale nie trzecia a pierwsza. Oczy jeszcze głodne widoków, nie przyzwyczajone do takich krajobrazów. No i ciało jeszcze giętkie i sprawne. Jednym słowem - sfieżost!
I na tę Górę, wcale nie małą, można wyjść co najmniej dwoma drogami. Od wschodu albo od zachodu. Na wszelki wypadek zrobiłyśmy obydwie. To podczas tej wycieczki dowiedziałam się że mam sklerozę albo raczej, jak to Basia zwykła elegancko nazywać - początki demencji - jednak coś tam pamiętam że szłam jedną z piękniejszych dolin w Dolomitach. Wtedy zaczęłam żałować że nie chce mi się już nosić mojego dużego aparatu i większość fotek robię jakimś wypierdkiem. No cóż, wiek ma swoje przywileje ale też wady. Jedną z nich jest fakt że kompletnie zapomniałam jak ta Góra się nazywała, nie wspominając już o jeziorze czy nazwach schronisk. Jedno jest pewne - nigdy nie zapomnę zapachu tego poranka, urody wznoszących się mgieł po deszczowej nocy, zieleni łąk i surowości dzikich ścian. Nie zapomnę też radości z życia, nawet tego sklerotycznego.


Obrazek



Obrazek


Dolina urody

Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek



Schronisko

Obrazek



Ta Góra i ta dolina są naprawdę piękne ale ty, kochanie jesteś piękniejsza :))

Obrazek
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Dolomity na zdjęciach (w naturze to jakby mniej widoczne, albo tak nie podpada) robią wrażenie "zakurzonych", zupełnie jak komnata lub strych na starym zamku w filmie grozy. Pajęczyny tak jeszcze dodać i byłoby "identiko".
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

"Ta Góra i ta dolina są naprawdę piękne ale ty, kochanie jesteś piękniejsza" ;)

Taki stary numer, a wciąż działa :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Fenek

-#3
Posty: 160
Rejestracja: wt 30 paź, 2007
Lokalizacja: Nowy Targ

Post autor: Fenek »

2- Marmolada ??
"powiedz mi po co żyjesz ,a powiem ci po co chodzę w góry"
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Fenek pisze:2- Marmolada ??

Ano :D
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Wycieczka 4

Wyprawa po złoty piasek

Coś mi się przypomina że bardzo szybko musiałyśmy iść do schroniska bo cienie znowu kładły się na zboczach a ostatnie promienie słońca muskały czubeczki szczytów.

Obrazek


I znowu w czasie kiedy przyzwoici ludzie jeszcze śnią, my jesteśmy już za trzecią przełęczą, a może drugą, nie pamiętam, jak na sklerotyczkę przystało.

Obrazek

Dużo lodu, potem śniegu z lodem, głębokie szczeliny, jedne widoczne, inne nie. Najpierw wpadam ja a za chwilę Markus. co za pech, złamany kijek. Niemiłosierne słońce, przez cały dzień ani jednej chmurki, pragnienie, ta Góra mnie wyssała ze wszelkich płynów. Na końcu krótka grań i wszędzie złoty pył. Jeszcze kilka dni po powrocie nasze ubrania, plecaki, włosy błyszczały od tego pyłu. Zupełnie jakbyśmy na jaki karnawał szli. Pierwszy raz widziałam takie góry, jak odlane z miedzi. Chcą tam jeszcze wrócić, bo one miały coś w sobie, dzikość i wzniosłość. Kiedy wracaliśmy, wiele razy oglądałam się za siebie, by dobrze sobie ten widok utrwalić jednak nie mogę sobie przypomnieć jak ta Góra się nazywała. Zresztą ze schroniska i tak jej nie widać bo tam trzeba daleko iść. Za siedmioma górami, za siedmioma przełęczami stoi samotnie biała...a właściwie złota ...Ona.


Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek




Obrazek
Ostatnio zmieniony pn 27 sie, 2012 przez uszba, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jak na sklerozę to całkiem nieźle. Strach pomyśleć co to będzie jak popadniesz w demencję - chyba K2? ;-)

PS.
Bardzo się ucieszyłem z Twoich zdjęć, właśnie opracowuję swoje (niektórzy pewnie powiedzą, że nie opracowuję a oszukuję) i tak mi czasem kolory wydawały nieprawdopodobne, a jako sklerotyk już nie pamiętam jak to było w naturze) a tak mam coś w rodzaju "próbnika"
Jestem gorszego sortu...
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Janek pisze:Jak na sklerozę to całkiem nieźle. Strach pomyśleć co to będzie jak popadniesz w demencję - chyba K2?
Coś się tam dla mnie jeszcze znajdzie :D
Janek pisze:Bardzo się ucieszyłem z Twoich zdjęć, właśnie opracowuję swoje
Bardzo lubię fotografować ale tym razem nie fotki były celem moich wycieczek. Ja się naprawdę "urobiłam". Te fotki to tzw. pamiątki z podróży, nie mniej i nie więcej. Kupiłam krótko przed wyjazdem Lumixa i tak se fociłam. Mój Sony, jak wiesz, spadł mi w maju do żlebu i amen.
Nawet jak sobie obiecywałam że w "lajtowe" pójdę na porządne fotografowanie, to nic z tego, bo leżałam brzuchem do góry i zbierałam siły na następny wypad. ech, te góry to tylko stres ;-)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

uszba pisze:Coś się tam dla mnie jeszcze znajdzie
Zdemenciała do cna Uszba podąża z Basią na K2;

- A gdzie też Basiu dzisiaj idziemy?
- Na K2, Iwonko, już ci pięć razy mówiłam...
- Na K2? Ja nie chcę na K2, nie lubię Bono...
- Iwonko, Bono to U2, a my idziemy na K2, to taka wysoka góra.
- No już dobrze Basiu, ale Bono to nie U2 tylko Z2... :-P
Jestem gorszego sortu...
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

:))
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Wycieczka 5

Coś mi świta że w tej okolicy, w której przebywałam, ta Góra jest wszechobecna. Obojętne gdzie się nie obrócisz, zawsze ją lub któreś z jej obliczy widać. Stoi opleciona siecią zakorkowanych o tej porze roku dróg jak Lenin na piedestale, w oparach smogu i pewnie nawet niezauważona przez wkurwionych kierowców.
Właściwie to nie chciałam na nią iść, bo nie chciałam tego wszystkiego widzieć z góry. Ale tak mnie namawiano i namawiano że w końcu poszłam. I co? Nie żałuję a nawet może pójdę jeszcze kiedyś na jej braciszka, na którym znajduje się ładna droga wspinaczkowa z "pułapką na ludzi". Całą tą infrastrukturę widać dopiero ze szczytu, z którego wszystko wydaje się takie malutkie, a w środku cisza jak w grobie. Pamiętam też że jest tam jedno miejsce, zaraz za biwakiem, które na zejściu dobrze byłoby zjechać ale jak się okazało, żadne z nas nie miało przyrządu zjazdowego. Na szczęście było tam też inne zespoły i ktoś nam pożyczył.


A nie mówiłam? Jak pomnik na cokole...
Obrazek


Obrazek


Często lubi się zakrywać bo karzełkiem to Ona nie jest


Obrazek



A w środku cisza...

Obrazek



o, proszę, jak pełnia szczęścia

Obrazek



No i wreszcie na grani

Obrazek



a ze szczytu wszystko malućkie...

Obrazek


A w schronisku czeka na mnie piwko drożdżowe

Obrazek

no i po tym piwku to już całkiem straciłam pamięć...ale to już miałam tak zawsze :))
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Interesujące to studium sklerozy. Też bym tak chciał...

PS.
Czu Uszba to Iwona? Bo jakoś zapomniałem... ;-)
Jestem gorszego sortu...
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Wycieczka 6
Powrót do przeszłości


Słodka moja europejska ojczyzno,


Motyl siadając na twoich kwiatach plami skrzydła krwią,
Krew się zbiera w paszczy tulipanów
Gwiazdą mieni się na dnie powojów
I spłukuje ziarna twego zboża.

Twoi ludzie grzeją sine ręce
Przy woskowej gromnicy pierwiosnka
I na polach słyszą jak zawodzi
Wicher w lufach ustawionej broni

Ziemią jesteś gdzie nie wstyd jest cierpieć,
Bo usłużą szklanką gorzkich płynów
W której na dnie jest trucizna wieków.

Cz. Miłosz

A tu moja skleroza zawiodła na całej linii bo pamiętam wszystko, każdy szczegół. Ze wszystkich wycieczek ta zaszła mi najbardziej pod skórę. Kiedy dojechaliśmy na szerokie siodło Passo Pellegrino, nie przeczuwałam że wyzwolą się tak silne emocje. Przecież to już tyle lat minęło, kto jeszcze pamięta tych chłopców z rozwianymi włosami, całym życiem, które jeszcze przed nimi. Czysta statystyka, szkody kolateralne, 1914 - 1918, cyfry, wojna zawsze pochłania ofiary, przyzwyczailiśmy się do tego, suche informacje w gazetach, zginęło tylu a tylu. A przecież oni zajmowali swoje miejsce w przestrzeni i ja czułam ich obecność.
Na wysokości 2700 - wykute w turni, malutkie ale wstrząsające muzeum, fotografie, listy, teksty, których nawet taka sklerotyczka jak ja, nie zapomni.


Podejście do Passo delle Selle.
Zeby nie było nieporozumień, porządku pilnuję ja

Obrazek



linia frontu

Obrazek




Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Obrazek



Nie płacz Małgorzato, krew już dawno wsiąkła w ziemię a tam gdzie ją rozlano, dojrzewają winne grona. ( M. Bułhakow )

Obrazek



i powrót w zadumie

Obrazek
ODPOWIEDZ