Polskie olimpijskie piekiełko...
Najgorzej to pewne sprawy upraszczać. Jeśli dojdziemy do wniosku, że transmisje z meczu piłarskiego może oglądać tylko osoba, która gra aktywnie w piłkę, lub to robiła za lat młodości, a transmisję z zawodów wioślarskich ta, która wiosłuje itd itd to dojdziemy do absurdu.
Sport jest jednym z elementów wiążących społeczeństwo lub jego pewne grupy, elementem pewnej więzi, więzi, których w dzisiejszych czasach bardzo brakuje. Jeśli nasz zawodnik czy drużyna wygrywa i ja się z tego powodu cieszę lub jestem dumny i mam przy tym świadomość, że podobne uczucia żywi setki tysięcy lub miliony Polaków, to jest ten właśnie element więzi. Oczywiście trzeba też docenić umiejętności naszych konkurentów, bo jeśli tego zabraknie to brniemy w szowinizm a to jest raczej brzydka cecha.
Patriotyzm ma różne oblicza, bardzo cenny jest np. patriotyzm lokalny, bo wytwarza elementy więzi małych środowisk a to może być bardzo przydatne w codziennym życiu.
Postawa - ssam jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem jest może wygodna, bo nie muszę wysilać się dla innych, ale łatwo może obrócić się przeciwko mnie gdy ja będę potrzebował pomocy.
Przykładowo - na ulicy leży nieprzytomny człowiek - przechodzę obojętnie, choć mam komórkę w kieszeni i mógłbym zawiadomić policję lub pogotowie, ale po cholerę mi kłopot, wypytywanie itd. Wszystko fajnie, ale jutro to ja mogę być tym nieprzytomnym, którym nikt się nie zainteresuje i zdechnę.
Wiem, że to truizmy ale czasami trzeba o nich przypominać, bo gdyby wszyscy prezentowali stanowisko - "moja chata skraja" to życie stałoby się okropne.
Chcemy czy nie chcemy - jesteśmy członkiem pewnej społeczności i z tego wynikają i pewne prawa ale i pewne obowiązki.
Sport jest jednym z elementów wiążących społeczeństwo lub jego pewne grupy, elementem pewnej więzi, więzi, których w dzisiejszych czasach bardzo brakuje. Jeśli nasz zawodnik czy drużyna wygrywa i ja się z tego powodu cieszę lub jestem dumny i mam przy tym świadomość, że podobne uczucia żywi setki tysięcy lub miliony Polaków, to jest ten właśnie element więzi. Oczywiście trzeba też docenić umiejętności naszych konkurentów, bo jeśli tego zabraknie to brniemy w szowinizm a to jest raczej brzydka cecha.
Patriotyzm ma różne oblicza, bardzo cenny jest np. patriotyzm lokalny, bo wytwarza elementy więzi małych środowisk a to może być bardzo przydatne w codziennym życiu.
Postawa - ssam jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem jest może wygodna, bo nie muszę wysilać się dla innych, ale łatwo może obrócić się przeciwko mnie gdy ja będę potrzebował pomocy.
Przykładowo - na ulicy leży nieprzytomny człowiek - przechodzę obojętnie, choć mam komórkę w kieszeni i mógłbym zawiadomić policję lub pogotowie, ale po cholerę mi kłopot, wypytywanie itd. Wszystko fajnie, ale jutro to ja mogę być tym nieprzytomnym, którym nikt się nie zainteresuje i zdechnę.
Wiem, że to truizmy ale czasami trzeba o nich przypominać, bo gdyby wszyscy prezentowali stanowisko - "moja chata skraja" to życie stałoby się okropne.
Chcemy czy nie chcemy - jesteśmy członkiem pewnej społeczności i z tego wynikają i pewne prawa ale i pewne obowiązki.
Jestem gorszego sortu...
Janek, czy pijesz do mnie? Skąd wiesz jaka jest moja postawa społeczna?
Jeśli chodzi o brak reakcji, bierność na czyjeś nieszczęście, to myślę, ze mało kto mógłby się pochwalić dokonaniem na miarę tego co kiedyś zrobiłem. Proszę więc o to by nie sugerować jakoby mi wszystko wisiało. Ja interpretuję tylko jak być uczciwym człowiekiem i staram się to realizować. Jest ciężko czasami, nie powiem, ale to jest mój cel.
Widzę w mojej pracy jak wygląda świat i co w nim rządzi. Zwyczajnie mnie to załamuje. Po prostu wszędzie jest jakiś mrok. Dlatego mówię swoje NIE dla takiego świata.
Jeśli chodzi o brak reakcji, bierność na czyjeś nieszczęście, to myślę, ze mało kto mógłby się pochwalić dokonaniem na miarę tego co kiedyś zrobiłem. Proszę więc o to by nie sugerować jakoby mi wszystko wisiało. Ja interpretuję tylko jak być uczciwym człowiekiem i staram się to realizować. Jest ciężko czasami, nie powiem, ale to jest mój cel.
Widzę w mojej pracy jak wygląda świat i co w nim rządzi. Zwyczajnie mnie to załamuje. Po prostu wszędzie jest jakiś mrok. Dlatego mówię swoje NIE dla takiego świata.
Napisałem to może trochę nieporadnie a na pewno na zbyt wysokich rejestrach, przepraszam. I na pewno w sprawie a nie przeciw Tobie. Tylko jedno - postawa "jestem na NIE" i zamykam się w kokoniku swojej prywatności niczego nie załatwia. Prześledź historię - takich postaw było bez liku, choćny poczynając w naszej sferze kulturowej od ateńskich stoików a kończąc (choć to bynajmniej nie ostatnia) na hippisach (teraz mamy "oburzonych"). Wszystkie stają się własną karykaturą i w końcu lądują na śmietniku i wcale nie dlatego, że otoczenie jest oportunistyczne.
Domyślam się co możesz widzieć w swoim otoczeniu w miejscu pracy, ale popatrz na to z innej strony i pomyśl o tych wszystkich woltach, które były moim udziałem w latach 1939 - 1989.
Oczywiście każde pokolenie ma skłonność aby uwypuklać a czasami i idealizować odczucia, to naturalne, zna się i rozumie najlepiej. Może trochę od rzeczy - przypominam sobie wieczory w Murowańcu lub Morskim Oku - poszła w cholerę hałastra, w schronisku sami swoi, idealny nastrój, coś w rodzaju jakby zakonu i to niezależnie od tego, że dla "x" Orla Perć jest wyzwaniem a "y" łazi po V lub VI. A teraz co, przecieram oczy ze zdziwienia i czytam na Brytku jakieś otwarte listy protestacyjne, za bardzo nie wiem kto przeciw komu i dlaczego ale domyślam się jedynie, że nadal chodzi o kajaki i o to czy jeden pan i jedna pani zrobili czy nie jakąś ścianę i czy była ona aż tak trudna (bo trudna był na pewno). Kurde, jakie to śmieszne a jedynym podsumowaniem może być rosyjskie powiedzonko - "z żiru biesitsa".
Ja bym Ci radził tylko jedno - zachować dystans i robić swoje. Ale zachowanie dystansu to nie negacja. Negacja jest zawsze bez sensu.
Domyślam się co możesz widzieć w swoim otoczeniu w miejscu pracy, ale popatrz na to z innej strony i pomyśl o tych wszystkich woltach, które były moim udziałem w latach 1939 - 1989.
Oczywiście każde pokolenie ma skłonność aby uwypuklać a czasami i idealizować odczucia, to naturalne, zna się i rozumie najlepiej. Może trochę od rzeczy - przypominam sobie wieczory w Murowańcu lub Morskim Oku - poszła w cholerę hałastra, w schronisku sami swoi, idealny nastrój, coś w rodzaju jakby zakonu i to niezależnie od tego, że dla "x" Orla Perć jest wyzwaniem a "y" łazi po V lub VI. A teraz co, przecieram oczy ze zdziwienia i czytam na Brytku jakieś otwarte listy protestacyjne, za bardzo nie wiem kto przeciw komu i dlaczego ale domyślam się jedynie, że nadal chodzi o kajaki i o to czy jeden pan i jedna pani zrobili czy nie jakąś ścianę i czy była ona aż tak trudna (bo trudna był na pewno). Kurde, jakie to śmieszne a jedynym podsumowaniem może być rosyjskie powiedzonko - "z żiru biesitsa".
Ja bym Ci radził tylko jedno - zachować dystans i robić swoje. Ale zachowanie dystansu to nie negacja. Negacja jest zawsze bez sensu.
Jestem gorszego sortu...
Właśnie wróciłam z wycieczki na Turbacz z grupą niepełnosprawnych.krzymul pisze:Bo widzisz wybrałeś się na wycieczkę z ludźmi o innych zainteresowaniach niż Twoje, gdyby któryś z nich pojechał na wspin z Twoją ekipą, pewnie napisał by to samo - masakra, o czym kufa oni tak pieprzą na okrągło.Żabi Koń pisze:Oni cały czas gadali o jakiś ramach, amortyzatorach i innych takich. Makabra.
Kapitalne doświadczenie, więc więcej o tym jeszcze napiszę (mam również parę zdjęć - mało, bo pogoda była paskudna).
Ale na razie - tylko tyle: dla mnie pasjonujące jest, że tych ludzi (zarówno uczestników jak i wolontariuszy) widziałam pierwszy raz w życiu a mogłabym z nimi gadać w nieskończoność. Dziesiątki wspólnych tematów, wspólni znajomi, wspólne zainteresowania.
"Zdobywanie" Turbacza od Nowego Targu trwało około 4 godz. (z obozem pośrednim w schronisku), zmokliśmy i zmarzli.
Ale dużo bardziej sobie cenię wejście z taką ekipą na Turbacz, niż przeczytanie o największych nawet sukcesach polskich wspinaczy.
Dziwne porównanie... siedzenie w fotelu i czytanie w zestawieniu z czynnym uprawianiem sportu. I jedno i drugie jest potrzebne w życiu.Ale dużo bardziej sobie cenię wejście z taką ekipą na Turbacz, niż przeczytanie o największych nawet sukcesach polskich wspinaczy.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Jeszcze raz , bo widać piszę niezrozumiale:krzymul pisze:Dziwne porównanie... siedzenie w fotelu i czytanie w zestawieniu z czynnym uprawianiem sportu. I jedno i drugie jest potrzebne w życiu.Ale dużo bardziej sobie cenię wejście z taką ekipą na Turbacz, niż przeczytanie o największych nawet sukcesach polskich wspinaczy.
Stokroć bardziej mnie interesuje realizowanie własnych pasji, w towarzystwie innych ludzi o podobnych zainteresowaniach, choćby to były sukcesy na miarę wejścia na Turbacz niż czytanie o cudzych pasjach, czy oglądanie cudzych sukcesów w TV, choćby sukcesy obiektywnie były nieporównywalnie większe.
Dla mnie akurat całkowicie zrozumiałe.Basia Z. pisze:Jeszcze raz , bo widać piszę niezrozumiale:
W dodatku z calą pewnością można stwierdzić, że prawdziwe i bez edytorskich upiększeń. Bo wymagania rynku dziś niestety takie są, że dzisiaj każdy autor musi się zastanawiać jak napisać (czytaj - czym ubarwić) aby wydawca był zadowolony, bo książka nie tylko musi być napisana ale i w miarę przyzwoicie sprzedana. Jeśli nawet tego autor nie zrobi, to i tak wydawca mu o tym przypomni.
Ten trend jest doskonale znany i wyłazi wszystkimi szczelinami np. w sprawie Kaszlikowski, Kubarska, Onoszko.
Jestem gorszego sortu...
Przepraszam, bo nie zuważyłem.Janek pisze:Zarobki w tenisie są dla mnie niezrozumiałym tematem - widownie nie takie znowu wielkie. Może Alan wyjaśni.
O finanse tenisistów dbają ich organizacje: ATP - w przypadku mężczyzn oraz WTA - w przypadku kobiet.
Schemat jest dość prosty. Organizacje ze ustalają terminarz turniejowy z uwzględnieniem rangi każdego turnieju. Żeby turniej miał rangę o jaką się stara, musi między innymi zapewnić odpowiednie warunki do przeprowadzenia rozgrywek oraz odpowiednią pulę nagród. Ta pula jest ściśle określona dla każdej rangi turniejowej. Oczywiście od rangi turnieju zależy też liczba punktów do rankingu.
To już jest zwykła zawiść i tzw. udupianie nielubianej w swoich wypowiedziach zawodniczki. Wstyd panowie....
http://sport.wp.pl/kat,1840,title,Radwa ... omosc.html
http://sport.wp.pl/kat,1840,title,Radwa ... omosc.html
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Krzymul, te wypowiedzi obu panów są znane od dawna, bo padły na gorąco, jeszcze podczas IO, być może pod wpływem emocji. Można mieć tylko nadzieję, że gdyby obaj mieli powiedzieć to teraz, jeszcze raz, zastanowiliby się dwa razy.
Najlepiej podsumował występ i wypowiedzi AR Wojciech Fibak, na którego to Janek się powoływał (iż zachowanie takie jak Radwańskiej, jemu było by z pewnością obce), a który to Fibak zinterpretował słowa AR identycznie jak ja:
Najlepiej podsumował występ i wypowiedzi AR Wojciech Fibak, na którego to Janek się powoływał (iż zachowanie takie jak Radwańskiej, jemu było by z pewnością obce), a który to Fibak zinterpretował słowa AR identycznie jak ja:
Całość: http://sport.onet.pl/tenis/fibak-agnies ... omosc.htmlOna tak naprawdę nigdy nikogo nie słuchała i stąd jej nastawienie do porażek na IO. Stwierdziła, że skoro dała z siebie wszystko, ale się nie udało, to lepiej o tym zapomnieć i myśleć już o kolejnych turniejach. W ten sposób interpretuję to jej zachowanie, ona taka jest. Dopiero później wystosowała jakieś dementi, gdy zorientowała się, że coś jest nie tak. Może inne osoby są bardziej romantyczne czy patriotyczne i inaczej to przeżywają. W każdym razie wiem, że pod względem sportowym dała z siebie wszystko - zapewnia Fibak.
Uuu, pan Małachowski też nieźle błysnął intelektem.krzymul pisze:To już jest zwykła zawiść i tzw. udupianie nielubianej w swoich wypowiedziach zawodniczki. Wstyd panowie....
http://sport.wp.pl/kat,1840,title,Radwa ... omosc.html
Każdemu jego Everest...
Wydaje mi się, że dość istotna w tych ocenach jest dość zasadnicza odmienność organizacyjna w lekkoatletyce i tenisie.
Lekkoatleta europejski, taki z górnej półki ma:
- co cztery lata olimpiadę,
- co dwa lata mistrzostwa świata,
- co dwa lata mistrzostwa Europy
- ileś tam meetingów w każdym roku - na te najwyżej płatne jest zapraszany wtedy, gdy ma dobre wyniki na olimpiadzie lub mistrzostwach (tu nieco upraszczam, bo i wyniki na meetingach się liczą - czyli liczy się "nazwisko", im głośniejsze tym więcej zaproszeń i potencjalna możliwość większego zarobku.
Na każdych mistrzostwach, w każdej konkurencji jest stawka od 3 do 6 zawodników, których potencjalnie stać na złoty medal.
Te medale, szczególnie złote, to klucz do kasy a i do sławy, bo każdy kibic la raczej wie, kto wygrał na olimpiadzie. MS i ME, natomiast tylko szczególni maniacy wiedzą kto wygrał dwa lata temu na meetingu np. w Stuttgarcie. Stąd dla zawodników wyniki na IO, MS i ME są szczególnie ważne.
(pominąłem tu imprezy wewnętrzne afrykańskie, azjatyckie i amerykańskie - to inna "para butów")
W tenisie nie ma ani mistrzostw Europy, ani świata, są tylko igrzyska olimpijskie i to stosunkowo od niedawna. Pozycja w rankingu bierze się z ciułania punktów (a i kasy) w dużej ilości turniejów o rozmaitej randze. Zawodnik "pracowity", wiecznie w podróży może tych punktów uciułać sporo co wcale nie znaczy, że jest aktualnie najlepszy, bo inny zawodnik, obiektywnie znakomity, akurat zrobił sobie "wakacje" i wskutek tego poleciał w rankingach na łeb i szyję w dół. Ponieważ mistrzostw świata i Europy nie ma (a i mistrzostw Azji, Ameryki i Australii też) więc najbardziej liczą się turnieje wielkoszlemowe.
No i na tym polega chyba istota sporu -tak się mnie, profanowi, przynajmniej wydaje.
Lekkoatleta europejski, taki z górnej półki ma:
- co cztery lata olimpiadę,
- co dwa lata mistrzostwa świata,
- co dwa lata mistrzostwa Europy
- ileś tam meetingów w każdym roku - na te najwyżej płatne jest zapraszany wtedy, gdy ma dobre wyniki na olimpiadzie lub mistrzostwach (tu nieco upraszczam, bo i wyniki na meetingach się liczą - czyli liczy się "nazwisko", im głośniejsze tym więcej zaproszeń i potencjalna możliwość większego zarobku.
Na każdych mistrzostwach, w każdej konkurencji jest stawka od 3 do 6 zawodników, których potencjalnie stać na złoty medal.
Te medale, szczególnie złote, to klucz do kasy a i do sławy, bo każdy kibic la raczej wie, kto wygrał na olimpiadzie. MS i ME, natomiast tylko szczególni maniacy wiedzą kto wygrał dwa lata temu na meetingu np. w Stuttgarcie. Stąd dla zawodników wyniki na IO, MS i ME są szczególnie ważne.
(pominąłem tu imprezy wewnętrzne afrykańskie, azjatyckie i amerykańskie - to inna "para butów")
W tenisie nie ma ani mistrzostw Europy, ani świata, są tylko igrzyska olimpijskie i to stosunkowo od niedawna. Pozycja w rankingu bierze się z ciułania punktów (a i kasy) w dużej ilości turniejów o rozmaitej randze. Zawodnik "pracowity", wiecznie w podróży może tych punktów uciułać sporo co wcale nie znaczy, że jest aktualnie najlepszy, bo inny zawodnik, obiektywnie znakomity, akurat zrobił sobie "wakacje" i wskutek tego poleciał w rankingach na łeb i szyję w dół. Ponieważ mistrzostw świata i Europy nie ma (a i mistrzostw Azji, Ameryki i Australii też) więc najbardziej liczą się turnieje wielkoszlemowe.
No i na tym polega chyba istota sporu -tak się mnie, profanowi, przynajmniej wydaje.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
To nie tak. Oni muszą grać w turniejach, inaczej płacą kary. Zrezygnować można tylko z powodu kontuzji. Oczyuwiście bywa, że ranking nie uwzględnia rzeczywistej formy gdy ktoś wraca po przerwie zdrowotnej (tak jak ostatnio Serena Williams), ale to rzadkie przypadki i po to m.in. są dzikie karty.Janek pisze: bo inny zawodnik, obiektywnie znakomity, akurat zrobił sobie "wakacje" i wskutek tego poleciał w rankingach na łeb i szyję w dół.
Nie ma zgody - czymś takim są turnieje wielkeigo szlema - 4 w roku. Dzisiaj rusza ostatni w tym roku - US Open.Janek pisze:Ponieważ mistrzostw świata i Europy nie ma (a i mistrzostw Azji, Ameryki i Australii też)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Taka robota w szołbiznesie.Janek pisze:Domyślam się, ale ilu? 10, 20, 50?andy67 pisze:Wszyscy z czołówki.
Tak nawiasem, jeśli prawda o tych karach to to zaczyna wyglądać na obóz koncentracyjny.
Zresztą co w tym dziwnego, organizatorzy wykładają/zdobywają kasę i chcą mieć gwarancję że poziom będzie do tej kasy adekwatny. I tak to się kręci, zresztą tenisiści raczej chyba nie narzekają że muszą "cierpieć za miliony".
A z innej sportowej beczki:
http://www.tvn24.pl/zmarl-sedzia-trafio ... 231,s.html
Kiedyś oszczepnik na mityngu trafił innego zawodnika, teraz ofiarą został sędzia.
Chyba zakażą tego sportu.
Każdemu jego Everest...
Zdaje się, że między innymi coś podobnego próbowałem Ci wcześniej wytłumaczyć. I warto brać takie rzeczy pod uwagę jak się ocenia wypowiedzi obu, a nie tylko jednej ze stron.Janek pisze:No i na tym polega chyba istota sporu -tak się mnie, profanowi, przynajmniej wydaje.
Nie wiem dokładnie ilu zawodników i zawodniczek to dotyczy, ale wydaje mi się, że może chodzić tu o rozstawianych a to w prostej linii oznacza pierwszą 16 lub 32. Dotyczyczy to oczywiście turniejów odpowiedniej rangi, a nie wszystkich - tak to mniej więcej się obiło mi się o uszy.mefistofeles pisze:Najlepsi (pierwsza dwudziestka zdaje się, niech mnie Alan poprawi).
To jest dosyć logiczne - skoro organizacje tenisowe wymagają od organizatorów turniejów zapewnienia odpowiednich warunków oraz nagród finansowych dla zawodników, to Ci drudzy mają prawo wymagać odpowiednio wysokiego poziomu sportowego. Zatem ATP i WTA muszą mieć jakieś narzędzie motywacyjne



