Wyjazd z dzieckiem na kilka dni to poważna operacja logistyczna. O ile jeadąc we dwoje można zabrac się w plecaki + ew. torba foliowa z kanapkami na drogę to wyjazd z bardzo młodym człowiekiem wymaga juz ciut więcej. Tak więc do bagażnika trafiają:
- wózek (uniwersalne podwozie na pompowanych kołach i duży sporcik) - w sumie w 4 kawałkach
- pełno jego żarcia (obiadki, deserki, mleko, chrupki i inne cholerstwa, których nie będziemy kupowac na miejscu ani przyrządzać, bo szkoda czasu)
- łóżeczko turystyczne (20x20x120cm po złożeniu, 12kg wagi)
- pampersy, ciuchy - razem torba, która nam dwojgu by starczyła na miesiąc
Tak załadowani ruszamy w Polskę - do przejechania 550km z północy na południe - z Polski A do Polski b czy odwrotnie - tak czy owak połączenia drogowego sensownego między północą a południem póki co nie ma. Mimo to przez Łódź udaje się przejechac sprawnie, a młody budzi się dopiero przed Częstochową. Nie unikamy jednak korka na zakopiance - popsuta ciężarówka blokuje pas, ruchem kieruje policja a korek ma kilka kilometrów.
Na szczęscie kwatera w Krościenku okazuje sie taka jak miała być - duży, jasny i czysty pokój z ładnym widokiem z okna.
C.D.N.





