No...może nie wyszło w pierwszych, ale dobrze że w ogóle doprowadziłam mój plan do skutku, bo miejsce piękne i warte obejrzenia.
Trochę daleko z Novej Lesnej - ponad 70 km w jedną stronę....ale za to bardzo widokową drogą i myślę że na tej jednej wycieczce w tamte rejony się nie skończy.
Kolejny gorący dzień, a na popołudnie zapowiadane „burki” o czym nawet w Żarskiej Chacie nie omieszkano wywiesić koło kasy ostrzeżenia .
1.

Droga rowerowa - oczywiście asfalcik nieco sfatygowany, prowadzony dość mocno pod górę aż do samej Chaty.
2.

Tu resztki chyba tej ogromnej lawiny, która tam zeszła dwa, czy trzy lata temu....
3.

Odpoczęliśmy trochę przy Chacie – kanapki, piwko....i znów mocno pod górę – na Przełęcz Żarską....
4.

szlakiem wystrojonym kwieciście, umilającym trudy skrobania się po nim w dusznym powietrzu.
5.

Ale uczta …...........fuj.
6.

7.

Na Razcestie pod Homolkou spotkaliśmy dwóch sympatycznych Słowaków. Szli na Baraniec.
Pogadaliśmy wesoło, poczęstowali nas borowiczką „horską” .
Dooobra
8.

Mój nieprzejmującysięniczym małżonek wybrał się na Rohacza Płaczliwego, a ja - w świetle ostrzeżeń przed burkami wolałam nie wypuszczać się tak daleko i wysoko.
Oczywiście żadnych burek nie było. Postraszyło przez chwilę ciemną chmurą i dalej było ładnie.
Ech, to moje asekuranctwo
Po drodze miał spotkanie z młodym niezarejestrowanym czytelnikiem naszego Forum z Bydgoszczy, który go rozpoznał ze zdjęć w moich relacjach . Bardzo to miłe że się odezwał
Pewnie i tą przeczyta – pozdrawiamy serdecznie
9.

A niżej też było ładnie i ciekawie....
10.

11.

12.

Symbolicky Cintorin ….
13.

Piękny wodospad …...
14.

Solidnie odpoczęłam, a mąż wrócił z Rohacza granią przez Przełęcz Smutną - sterany.
Spieszył się bo nie chciał żebym zbyt długo czekała.
Nic to, wrócimy tam jeszcze w pewną pogodę i może uda mi się skończyć tą trasę z przyjemnością i bez strachu.
„Jutro też jest dzień”
W następnym dniu lajcik. - kolejką na Skalnate, a potem następną – na Łomnicką Przełęcz.
15.

16.

Panorama stamtąd przednia, wzbudzająca zachwyt i przyprawiająca swoją dzikością o dreszcze.
Robiące wrażenie zerwy Pośredniej Turni na pierwszym planie , dalej Sławkowskiego....aż po Gerlach.
17.

18.

Wydawałoby się że niedostępne...a tu proszę ...
19.

…....I wspaniała panorama Doliny Pięciu Stawów Spiskich z widoczną Terycho Chatą.
Pogoda ładna, nie spieszyło nam się stamtąd wracać
20.

21.

W końcu trzeba było się zebrać. Kanapki i piwko nad biednym, zanikającym Skalnatym Plesem.
Przykro na niego patrzeć – z każdym rokiem mniej wody, a więcej wystających kamieni....smutno to wygląda.....
Pięciominutowy deszczyk przeczekany w budynku „kolejkowym” , słoneczko i można wracać pieszo Magistralą - przez Zamkowskiego Chatę , Hrebieniok do St.Smokowca, oglądając z daleka burzę nad Spiszem.
Wycieczka lekka ….......
No i nadeszła pora na wycieczkę do Słowackiego Raju....wreszcie .
„Oczytałam się” na ten temat w mądrych przewodnikach, przestudiowałam mapę Słowackiego Raju, którą małżonek kupił w Zakopanem.....i miałam obawy czy dam radę temu wyzwaniu – wespół w zespół - z moim nieszczęsnym lękiem wysokości
Dzika i piękna kraina....
- drabin wysokich bez asekuracji
22.

23.

- drabiniastych mostków na różnej wysokości nad potokiem i łańcuchów nad wąskimi przesmykami skalnymi
24.

- wiszących i huśtających się mostów
25.

- i okropnych wprost wąskich „stupaczek”, zawieszonych w powietrzu na skałach
26.

Aniele Stróżu mój Górski................jak ja to wszystko przeszłam
Ponieważ Sucha Bela to trochę za mało jak na cały dzień, postanowiliśmy iść na Klasztorisko, a potem przez Przełom Hornadu wrócić na parking w Podlesoku....hm kolejne 2,5 godziny.
A tak w ogóle to kto ten wąwóz nazwał Sucha Bela
No chyba że suche znaczy u nich tyle samo co czerstwe....czyli po naszemu zupełnie odwrotnie
Ruiny klasztoru.
27.

28.

Hornad....leniwie płynąca spokojna rzeka wśród skał, coś w rodzaju przełomu Dunajca.
29.

Jednak przełom Dunajca ładniejszy. Może dlatego, że szlak wiedzie dołem i po przeciwnej stronie jak na dłoni widać urokliwe ściany wyrastających znad niego skał.
Tu idzie się szlakiem po skałach, do góry i na dół, śliską drogą ubezpieczoną łańcuchami, mostkami drabinkowymi i wiszącymi w powietrzu, no i co rusz te nieszczęsne „stupaczki” z których co druga się ruszała razem z kotwami na których trzymały się łańcuchy
O..k..r..o..p..n..o .ś..ć ….utyrałam się gorzej niż na Rysach
30.

Kolejny dzień - Dolina Ciemnosmreczyńska, szlak długi, dojazdu nie ma, schroniska nie ma i ludzi też nie ma.
Pusto, cicho i pięknie.
Na zapchanym do ostatniego miejsca parkingu w Trzech Studniczkach przywitał nas mój najbardziej ulubiony parkingowy na Słowacji, przesympatyczny „Dziadek” ze swoją nieodłączną kryką.
Nie miałam nadziei że jeszcze nas da radę upchnąć, ale poprzesuwał krzesła i pozwolił stanąć koło swojej budki.
Pogadaliśmy wesoło i poinformował nas że z tego ogromu samochodów, tylko jedna rodzina poszła do Ciemnosmreczyńskiej. Reszta na Krywań....
No i bardzo dobrze
31.

Dolina Koprowa przygotowała na przyjęcie gości szlaki pełne kwiatów, pyszne dorodne maliny koło których trudno było przejść, słodkie poziomki, a nawet parę rydzów rosnących tuż przy szlaku.
32.

33.

34.

35.

36.

37.

38.

Gorąco i jak zwykle po południu coraz więcej niegroźnych chmur na niebie.
Nie spadła ani jedna kropla deszczu, ale gdy wracaliśmy - już od Szczyrbskiego Plesa - szosa była mokra.
Trzeba mieć tzw „nosa” gdzie iść żeby nie zmoknąć
39.

40.

Następny dzień znów piękny.....więc nasze nieszczęsne dolne kończyny dostały swoją porcję udręki
No ale jak tu siedzieć w domu w taką pogodę.....nie da rady po prostu. Trzeba ruszać.
41.

Wybraliśmy się do Terinki .
Tam też niezłe pielgrzymki szły, a słońce prażyło bez litości.
42.

43.

Ach, jak romantycznie....... aż miło popatrzeć na młodych, przytulonych, zakochanych...
Jeszcze w sobie
44.

45.

Duży Pośredni Staw, a za nim, równie duże stadko kozic.
46.

47.

Ostatni dzień poświęciłam mojej ulubionej Dolinie Młynicy. Wybraliśmy się do Capiego Stawu.
No co tu pisać.....cudnie i tyle.
48.

49.

50.

51.

52.

Po słowackiej stronie kozice można spotkać prawie wszędzie. Tu również pasły się nad Capim Stawem, Kozimi Stawkami i na skałkach pod granią Soliska.
53.

Wspaniale spędzone dwa tygodnie, poznane nowe miejsca, nowi ludzie (m .in. przyjechał na weekend starszy syn mojej gospodyni ze swoją dziewczyną i kolegą ).
Młodszy też był kilka dni wcześniej z malutką córeczką , ale tego znamy dobrze.
Mała, śliczna Lea.
54.

Nasza gospodyni, cała zadowolona, że jesteśmy – w każdym tygodniu robiła sobie kilkudniowy wypad „na chatu”.
Tam też trzeba zrobić niezbędne zabiegi pielęgnacyjne na działce, a tu nie ma kto.
Ponieważ przez najbliższe półtora miesiąca jej nie będzie, wręczyła nam klucze od domu, gdybyśmy chcieli przyjechać.
W nasze Tatry też trzeba zajrzeć .
Ala









