Tydzień w Tatrach - wiele pytań

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Tydzień w Tatrach - wiele pytań

Post autor: PROSPERO »

Przede mną tydzień w Tatrach. Jedziemy w dwójkę - para 35-cio latków bez dużego/ świeżego doświadczenia w górach (pojedyncze wyprawy za czasów studenckich) ale ze sporymi chęciami. Ponieważ w głowie mam sporo pomysłów i pytań postanowiłem zasięgnąć opinii osób bardziej wprawionych. Nasza kondycja? Mierzymy siły na zamiary - staramy się być aktywni np. na rowerach pokonujemy do 30 km ale wiem to nie koniecznie musi przekładać się na wyczyny górskie.

Oto moje pomysły na trasy oraz rodzące się z nimi pytania:


1. Na początek rozgrzewkowo Boczań Murowaniec Czarny Staw - dalej pewnie Kasprowy. Chcemy uniknąć niebezpiecznych eksponowanych miejsc. Pytanie o bezpieczeństwo od Czarnego przez Karb, Swinicką Przełęcz, Liliowe do Kasprowego ? Nie chcę aby moja towarzyszka Monika poprzez zbyt mocne wrażanie pierwszego dnia nabrała niezdrowego dystansu do górskich wędrówek. Czy może bezpieczniej zejść od stawu do żółtego szlaku i wejść na Kasprowy pod kolejką krzesłkową?
Dalej kuszą mnie Czerwone Wierchy ale ne wiem czy nie lepiej - ot tak w ramach dbałości o kondycję po pierwszym dniu zjechać kolejką?? Jak wygląda dostepność biletów na zjazdy w sezonie letnim? Na biężąco? W ogóle? Po odczekaniu swoich minut/ godzin? Jak się to różni w godzinach popołudniowych, a jak w wieczornych? Czy dobrze kojarzę, że nie ma rezerwacji?

2. Dolina Chochołowska mając na celu Grześ i Wołowiec.
a) który scenariusz jest bardziej korzystny najpierw Grześ potem Wołowiec i zejśćie Wyżnią, czy odwrotnie?
b) biorąc po uwagę dystans całej wycieczki oraz głębokośc doliny chciałbym rano zaoszczędzić czasu i jak najszybciej znaleźć się w okolicy schroniska - co polecacie jako środek lokomocji? Czytam kolejka, bryczki, rowery? Jak posczególne środki transportu przekładają się na oszczędność czasową? DokąD docierają? Koszty? Wolałbym zaoszczędzi czas/ i trochę również siły rano raczej niż gonić dzień lub siły podaczas zejścia...

3. Dolina Pieciu Stawów - priorytetem jest uniknięcie żmudnej przydługawej drogi do/ z Morskiego Oka. Zatem w jedną stronę wybierzemy pewnie Dolinę Roztoki (mam nadzieję, że z powrotem). Czy istnieje jakiekolwiek - niezbyt karkołomne przjeście w Dolinę Pięciu Stawów zza grani Orlej Perci? Z Czarnego przez Zawrat, czy Kozią Przełęcz, czy dalej Krzyżne??? Wiem niejeden się uśmiechnie przy sformułowaniu 'niezbyt karkołomne'... Proszę o ludzkie komentarze biorąc pod uwagę nasze ograniczone doświadczenie.
A już przy Stawach - czy jestesmy w stanie dać radę Szpiglasową do Morskiego? Czy bezpieczniej niebieskim przez Świstową Czubę? Czy ewentualnie na powrót z Morskiego jakieś rowerki można wypozyczyć?

4. Czerwone Wierchy - o ile nie wyjdą przy rozgrzewce pierwszego dnia to chciałbym tu wrócić. Trochę ambicjonalnie chciałbym zaliczyć całą grań od Kasprowego do Ciemniaka lub w drugą stornę. Czy ten odcinek serwuje jakieś niebezpieczne ekspozycje? Myślałem o wejściu czerwonym od Kościeliskiej, CzeWie i zjazd kolejką - jednak sporo kometarzy podkreśla żmudne/ nudne podejście do Koscielskiej? Z drugiej strony drugi raz wchodzić na Kasprowy? Niby jest kolejka ale nie ukrywam, że wolałbym góry zdobywać nogami, a dopiero zjeżdżać kolejkami. Alternatywą dla czerwonego może być niebieski przez Kobylarzowy Żleb. Na czym polega niebezpieczeństwo, które jest zaznaczone na tym fragmencie? Ogólnie trochę brak mi zdecydowanej wizji na realizację całych Czerwonych Wierchów.

5. Giewont. Tak. Czy to prawda, że latem trzeba zacząć b. wcześnie? Wyjście godz 6, czy 8? Jeśli tak to dość szybko bedziemy mieli zrealizowany główny punkt programu - co warto zrobić z sobą po Giewoncie żeby nie ograniczać się do samego zejścia? Sarnia Skała?

Od soboty do soboty - to niby 8 dni ale na miejscu całych sześć. Maximum, które przyjmuję na góry to 5 wypraw. Trzymajmy kciuki, że się uda Będę wdzięczny za wszelkie komentarze, sugestie, rady. Być może ktoś zaproponuje jakąś trasę zupełnie spoza mojego planu?

Jeszcze jedno: jak zaopatrzone są schroniska na szlakach? Czy są dostępne gorące posiłki? Piwo? Kolejki? CO polecacie jako prowiant do plecaka na całodniowy wypad?



O ile temat narusza porządek forum, proszę przekleić go we własciwe miejsce.
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Hej PROSPERO postaram się odpowiedzieć na część z tych pytań/zagadnień na które mam wiedzę

1 Żółty szlak na Kasprowy jest bardzo spokojnym trochę tłocznym szlakiem bez większych trudności. Można pokusić się o przejście Karb i na Świnicką przełęcz ale to w dużej mierze zależy od kondycji. A co do rezerwacji biletów i kolejki z Kasprowego to wszystko można przeczytać tu http://www.pkl.pl/index.php?id=242 . O ile pamiętam nie ma jakiegoś dużego problemu z biletami, no może tylko kolejka do kasy ;-)

2 Chochołowska Grześ i Wołowiec w takiej kolejności jest według mnie ok. Wdrapujecie się na Grzesia i później spokojnie lekko pod górę na Wołowiec i powrót wyżnią Chochołowską. Co do skracania czasu i sił to najlepiej i taniej jest rowerem z Siwej jedziecie i oddajecie na 3 punkcie z rowerami za leśniczówką. Ciuchcia jeździ tylko do polany Huciska cena rok temu 4zł , a bryczka to koszta. I wszystko jakoś od 8 rano uruchamiają.

3 co do Orlej to nie wiem na ten temat za wiele, jeśli chodzi o Szpiglasową przełęcz to są tam pomocne łańcuchy na pewnym krótkim odcinku i jak wiadomo przewyższenie większe jak na Świstowej. A Świstowa spokojne podejście z Pięciu stawów, a zejście też lżejsze.(mniej zakosów :-)) Rowerów nie ma na tym szlaku bo by się piesi z rowerzystami pozabijali :D (chociaż ja bym wolała, żeby były rowery zamiast koników)

4 cóż nie byłam jeszcze ale chętnie sama się dowiem co i jak 8)

5 Jeśli nie chcecie marnować czasu na stanie w kolejce na wejście na szczyt to warto wcześniej wybrać się np 6/7 rano by spokojnie wejść i móc cieszyć się spokojem i widokami zamiast przepychanek i szału turystycznego ;-) a no i z rana pogoda spokojniejsza bo jak burze są to wczesnym popołudniem i wtedy lepiej być w dolinie niż na szczycie. Po Giewoncie Sarnia ze Strążyskiej i kierować się później do Doliny Białego albo z Giewontu zejść na Dol. Kondratową i do Kuźnic można jeszcze na Nosal .

Zaopatrzenie schronisk jest dobre nie ma co narzekać, no chyba że z powodu najazdu turystów znikną im całe zapasy :-) Posiłki gorące są, złoty trunek też się znajdzie, kolejki bywają jak to w sezonie. Na całodniowe wyprawy to polecam kanapki, czekoladę i coś na przegryzanie orzechy, wafle ryżowe jakiś owoc no i podstawa to picie bez gazu woda z sokiem lub herbata.

To tyle co mogę napisać od siebie. Oby tylko pogoda dopisała i sukcesywnie udało się zrealizować założenia wyprawy :-) :cwaniak:

Pozdrawiam ;-)
Marta

-#2
Posty: 76
Rejestracja: wt 13 gru, 2011
Lokalizacja: Wielkopolska

Post autor: Marta »

1-Jak to napisali w Taterkach (pisemko dla dzieci wydawane przez TPN), "a jak aklimatyzacja" :D Bez przesady w jedną i drugą stronę, czyli spacer Krupówkami odpada, ale może tą wycieczkę nr 1 trochę skrócić ?
2- bardzo fajna propozycja. Dokładnie rok temu tam byłam. Wyjazd pierwszym busem (a właściwie drugim lepiej - pierwszy jedzie do Chochołowa, drugi podjeżdża pod samą budkę z biletami), kilka minut czekania i około 7 pojawia się dziewcze z wypożyczalni rowerów. Z tego co pamiętam to 10 zł i zaoszczędzone 7 kilometrów dreptania. Potwierdzam Angie84 - kolejka dopiero od 8, a wtedy to już tłoczno się robi.
3- yyy... jakoś boję się Orlej, więc ją omijam, ale planując Dolinę Pięciu Stawów, chciałam iść przez Krzyżne, schodzić przez Roztokę, omijając Morskie Oko. Przepraszam wszystkich miłośników, ale tak jak do Krupówek ,tak do drogi do Morskiego czuję wstręt.
4- ta wycieczka jest jak na razie zaplanowana, więc się nie wypowiadam
5- jeśli już koniecznie Giewont, to polecam wejście od Małej Łąki, a Sarnia Skała- jak najbardziej

Mam nadzieję że pogoda dopisze, ale w razie deszczu lub dysponowania mniejszą ilością czasu polecam spacer do Doliny ku Dziurze i Doliny za Bramką. To propozycja dla zestresowanych ;-)
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Post autor: PROSPERO »

Dzięki za szybkie głosy mądrych głów i doświadczonych nóg!

Angie84
1. Kondycję nad Czarnym Stawem sprawdzimy nie prędzej niż się tam wdrapiemy. A jak wygląda bezpieczeństwo wejścia na Karb, dojścia do Świnickiej oraz powrotu na Kasprowy? Tym bardziej, że to pierwszy dzień nie chcę nikomu zaserwować thrillera.
2. Chochołów dzięki już teraz wiem
3. Tak czytałem o łancuchach na Szpiglasowej. Czy damy radę jako osoby dośc rozsądne i w nienajgorszej kondycji? Czy łańcuchy znajdują się na wejściu od Wielkiego czy już po stronie zejścia do Morskiego? Wołabym wchodzić niz schodzic po łańcuchach. Pamietam łańcuchy z Giewontu w liceum - tam nie było to nic strasznego...
4. Jak wyjdzie moja wersja to opiszę

gb
4. Dzięki za zatwierdzenie trasy z Kościeliskiej
5. Tak jak wspomniałem nie idę sam - a moja towarzyszka z pewnością bedzie chciała zaliczyć spiącego rycerza po raz pierwszy. Obiecuję wyjdziemy jeszcze przed śniadaniem, które serwują od 7.30.

Co do zywienia - nie mam nic przeciwko posiłkom ze schronisk ale też pomyślałem o jakiejś puszeczce ze smalcem + pieczywko do plecaczka. Czekolada/ batony/ może batony muesli na pewno zabiorę

Marta 1981

1. Dzieki za wyhamowanie zapędów na dzień 1. Wezmę to pod uwagę.
3. Cały czas mam nadzieję, że ktoś podpowie jak tylko przeciąć Orlą w dół do 5 Stawów bez zawału serca :)


Po ostatnich doniesieniach z Pienin życzymy sobie aby ominęły nas burze. Deszczyk? Osobiście lubię nawet ale na szlaku też mógłby pozostać oszczędny.

Czy istnieje jakiś serwis pogodowy w Tatrach? Np. z subskrypcją smsową?

Dziękuję wszystkim dobrym duszkom :)
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

PROSPERO pisze: Cały czas mam nadzieję, że ktoś podpowie jak tylko przeciąć Orlą w dół do 5 Stawów bez zawału serca
Przez Krzyżne.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Joanna

-#1
Posty: 48
Rejestracja: pn 30 lip, 2012
Lokalizacja: 1000 km za daleko

Post autor: Joanna »

krzymul pisze:
PROSPERO pisze: Cały czas mam nadzieję, że ktoś podpowie jak tylko przeciąć Orlą w dół do 5 Stawów bez zawału serca
Przez Krzyżne.
Popieram/potwierdzam!
Trasa bez emocji a piękna, szczególnie jeden moment olśnienia, którego nie zdradzę, żeby Wam nie popsuć efektu.
Powodzenia i... pogody!
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

W dodatku odpust zupełny za zejście z Krzyżnego. Grzeszycie? Jeśli tak to się przyda. :))
Jestem gorszego sortu...
igła

-#4
Posty: 336
Rejestracja: czw 13 wrz, 2007

Post autor: igła »

Joanna pisze:szczególnie jeden moment olśnienia, którego nie zdradzę, żeby Wam nie popsuć efektu.
O tak! Ten moment jest wart grzechu jak diabli! Dla takich chwil warto żyć bo w życiu piękne są tylko chwile...

Bezwzględnie muszą mieć super pogodę bo inaczej klapa a drugie otwarcie to już nie to samo niestety.
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Ad do 1 Samo wejście i zejście z Przeł.Karb nie jest mega thrillerem no może wysokości mogą trochę przestraszyć tych co nieprzyzwyczajeni, ale wchodzą tam z dziećmi... Ale warto być szczególnie uważnym jak będzie mokro bo kamcory tylko czekają byś się na nich poślizgnął ;-) Na Świnicką jest stromo i pod górę podejrzewam większy ruch z góry na dół niż odwrotnie (ludzie którzy wjechali na Kasprowy i doszli do przełęczy tędy schodzą albo wcześniej z przeł.Liliowe) A później spokojnie granią do Kasprowego.
Ale jak też już napisała Marta 1981 może jeśli to pierwszy dzień to trochę skrócić trasę, aby wam na resztę siły wystarczyło bo nie problem jest zrobić trasę w dzień ale by na następny dzionek siły były(bo czasy podane na mapie zależą od tego jak kto chodzi czasem może się to wydłużyć albo skrócić)

Ad do 3 łańcuchy są od strony dol.Pięciu Stawów tu jest słowno - obrazkowy opis trasy z zaznaczonym miejscem gdzie są łańcuchy i jak to wygląda:
http://wiecznatulaczka.blogspot.com/201 ... esc-i.html
Tak że idąc z pięciu stawów będziecie po nich wchodzić :-)

P.S. jak masz chwilę to warto czasem poszukać filmików na YT bo są czasem takie ukazujące interesujące cię trasy i możesz mieć pewien ogląd jak to wygląda. Ale to tylko jako pomoc poglądowa i tylko wycinek trasy.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:W dodatku odpust zupełny za zejście z Krzyżnego. Grzeszycie? Jeśli tak to się przyda.
Nie jest tak źle i tylko około 400 m w pionie do schroniska.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Post autor: PROSPERO »

Widzę, że siadanie okrakiem na Orlej Perci jednak tym razem odpuścimy sobie. Dzięki za kometarze - w szczególnosci te studzące głowę. Góry poczekają aż będziemy gotowi podjąć większe wyzwania..
Angie - fantastyczna relacja na 'wiecznatulaczka' - nabrałem apetytu na Szpiglasową. Zobaczymy jak się odnajdziemy w okolicznościachd dnia/ dyspozycji/ pogody. Nie wpadłem wcześniej na pomysł youtube aby sprawdzać trasy. Dzięki!

Jutro rano wsiadamy (tzn. już dziś) do samochodu, a od niedzieli będziemy czytać szlaki - niczym ślepcy Brailem; tylko nie dłonią ale stopą; czytać po omacku, nie znając jeszcze wszystkich liter - i tak poskładamy to w całość. Postaram się opisywać co przynosić będą kolejne dni. Trzymajcie!
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Jeśli chodzi o przejścia do D5SP to chyba najlepiej Zawrat (nieco trudno na podejsciu, łagodne zejscie) albo ew. Krzyżne (bez trudności, ale długo i męcząco). Zejście z Koziej Przełęczy do Pięciu Stawów jest bardzo trudne, szczególnie z cięzkim plecakiem.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Post autor: PROSPERO »

Krótka relacja z tego co udało oraz nie udało  nam się przemierzyć przez trzy pierwsze dni.

Dzien 1
Dolina Jaworzynki – Murowaniec – Liliowe –Kasprowy
Zaczynamy w siąpiącej mżawce. Może dlatego gdy kupiliśmy biletu do TPN chcąc przeskoczyć większą grupę przyspieszamy kroku i dopiero po kilku minutach widzimy, że idziemy żółtym przez Jaworzynkę, a nie jak chcieliśmy na Boczań niebieskim. Decydujemy się nie wracać. Gdy kończy się malownicza polana rozpoczynamy ostre podejście – najpierw lasem , potem otwartym zboczem, dalej w kosodrzewinie. Widoki muszą być tam piękne jednak idziemy w ulewie i nie widzimy nic. Podejście daje nam mocno w kość –ale pierwszym kryzysie łapiemy odpowiedni rytm. Potem dalej w ulewie 20-30 min na wypłaszczeniu i starając się nie robić niepotrzebnych postojów docieramy do Murowańca. Schronisko w takich warunkach pogodowych to jak oaza na pustyni. Czekamy 2 godziny aż przestanie padać – oczywiście regenerując siły jadłem i napitkami, susząc co da się wysuszyć. Dalej nasze zamiary wiodły na przełęcz pod Świnicą ale upóźnienie, które wymusza pogoda wpływa na nasz plan – i dobrze bo później okazuje się, że im wyżej tym bardziej czujemy, że to faktycznie pierwszy dzień w górach. Decydujmy się na żółty w Gąsienicowej o potem odbijamy na Liliowe – najpierw łagodnie i malowniczo przez dolinę, a potem ostre podjeście i znowu deszcze. Na Liliowym ustaje deszcze, wzmaga się wiatr, chmury pędzą wokół nas, a na sznurkach odzieży pojawia się szron. Kierujemy się na Kasprowy – po drodze miła niespodzianka zespół skalny Beskidu 2012 npm. Malownicze skały zapraszają nas na kilkanaście minut i jakby wdzięczne za obecność na chwilę rozbijają ciężkie warstwy chmur tak, że udaje się zrobić dwa zdjęcia z Zielonym Stawem na dole. Jak fantastyczne widoki z Beskidu muszą raczyć a pogodne dni wędrowców musimy się jedynie domyślać. Szybko na Kasprowy – tam temp + 3, a mgła drapieżnie wgryza się do budynku kolejki za każdym razem gdy otwierają się automatyczne drzwi. Zmęczeni ale zadowoleni zjeżdżamy na dół – pogoda odcina nas od widoków aż do Kalatówek. Dzień pierwszy na plus

Dzien 2
Palenica – Dolina Roztoki –Siklawa – Dolina Pięciu – Świstówka – Morskie Oko
Plan, żeby ruszyć wcześnie rano na Lesną Polanę własnym autem pęka gdy komputerowy wskaźnik oleju w aucie pokazuje poziom minimu,. Olej wymieniałem 3 dni wcześniej. To samo pokazuje bagnet. Zaczynam slalom pomiedzy recepcją, stacjami benzynowymi, mechanikami. Okazuje się – bagnecik najprawdopodobniej skruszał i się ułamał i coś co wygląda na minimum, jest maximum. Robi się godz. 9.30 . Szczęśliwi z jednej strony, ale świadomi spóźnienia ruszamy. Gdy z drogi lasem od Cyrhli skręcamy w prawo na kierunek graniczny, zatrzymujemy się w korku minut 5- 10 – 15 a my prawie stoimy. Mijają nas busy. Pytam kierowcy z naprzeciwka co się dzieje – panie korek ponad 5 km!!! Szybka decyzja wracamy na drogę do Cyrhli, porzucamy auto na pierwszym parkingu pod niebieskim szlakiem i łapiemy busa. Kierowca wisi na CB i pod prąd na trzeciego w bólach, przekleństwach kierowców w obu kierunkach przebija się przez korek. Przygoda mrożąca krew w żyłach – pod bramą TPN jesteśmy 11:01. Gdybyśmy nie wysiedli z tego korka, nie wiem czy do tego miejsca dotarlibyśmy o godz. 15. Szybkim krokiem asfaltem do wodogrzmotów, dalej stromym podejściem odbijamy do góry zielonym w Dolinę Roztoki. Malowniczy spacer raz to w górę, raz to w dół. Po prawej szybko nasze oczy cieszą szczyty OP, a po lewej wyłania się Swistówka. Mimo, że szlak jest dość przystępny, to najwidoczniej czujemy w nogach dzień poprzedni. Ani ja, ani Monika nie ukrywamy, że idzie się ciężko. Przełomowym momentem jest ostatnie 30 min przed Siklawą – mijamy czarny odchodzący do schroniska i dajemy do góry wzdłuż Roztoki. Wydaje nam się, że nie damy rady przejść kolejnych pięciu minut ale przełamanie takego kryzysu pomogło nam odwrócić słabą kartę tego dnia. Idziemy do góry nie przystając nawet na moment – złorzeczenie, które usłyszałem od towarzyszki pozostawię dla siebie. Pod koniec dnia okazało się jednak, że to nie będzie nasz ostatni wspólny wypad w góry  Siklawa wynagradza widokiem i atmosferą wysiłek ale szybko przechodzimy nad Wielki Staw, żeby mieć za sobą całe podejście. W przeciwieństwie do dnia pierwszego towarzyszy nam dobra pogoda – ok. 20 stopni, chmury tylko w okolicach szczytów. Oczywiście widoki na Stawy, szczyty wokół nich, oraz Orlą Perć zapierają dech w piersiach. Szybko lądujemy w schronisku (3 godz 15 min), które koi nasze bóle i jeszcze polepsza nastroje. Po dwóch godzniach mkniemy na Świstówkę. O Szpiglasowej, którą rozważaliśmy w przedbiegach nawet nie myslimy. Świstówka też wymaga od nas wysiłku ale idziemy w dobrych nastrojach oraz pięknych okolicznościach przyrody. W moich przemyśleniach ten odcinek miały być jedynie łacznikiem do Morskiego Oka, a okazał się rewelacyjny pod wieloma względami: trudne ale odpłacające podejścia i zejścia, piękne widoki oraz zróżnicowane partie roślinności. Zejście ze Świstówki dość wymagające – osoby, które tam podchodziły naprawdę muszą się napracować. 1820 jesteśmy przy MO. Szybkie foto i w dół. Robi się coraz zimniej i ciemniej wskakujemy na koniki, potem na busa, w lesie przesiadamy się do własnego samochodu i po godz. 20 już jemy uprzejmie odgrzaną obiadokolację w Willi Nałęcz. Polecam bardzo nocleg – super jedzonko i miła atmosfera wylotu Doliny Białego. Dzień zdecydowanie na plus

Dzień 3
Czerwone Wierchy – Kościeliska
Wykupione wcześniej grupowo bilety na wjazd na Kasprowy godz 9:50 sprzedajemy w ulewnym deszczu w Kuźnicach. Wycieczka odwołana – dzień barowo-pokojowy. Leje aż do godz 15. To utwierdza nas w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję. I w każdej chwili może lunąc ponownie. Dzień na minus w świetle wyprawy, na plus - odpoczywamy

Czas coś zjeść
Pozdrawiam
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Teraz widać jak to życie weryfikuje plany ;)
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Post autor: PROSPERO »

Dzień 4
Czerwone Wierchy – Kościeliska
Dobre źródła prognozy pogody pozwalają nam wyjść w ciemno. Polecam zgooglować ICM Zakopane i kliknąć pierwszy link. Sprawdzało się do końca pobytu.
Recepcja w hotelu poleca nam tę prognozę wieczorem dnia 3 – nazajutrz ma być zimny mglisty ranek, ale w dzień powinno się rozpogadzać. Po całodniowych opadach dzień wcześniej ponury ranek faktycznie nie zachęca do wyjścia czego efekt widać na pustych ulicach. Jedziemy busem i w Kuźnicach 15/08 o godz 8.30 kupujemy bilet na kolejkę wprost podchodząc do kasy !!!
Na Kasprowym +3 C gęsta mgła, wiatr. Wierzymy recepcjonistce i opakowawszy się szczelnie ruszamy na Czerwone. Pogoda dość zmienna – idąc granią łapiemy w żagle spore porywy wiatru i chłodu, chowając się za nią na stronę południową idziemy w ciszy i coraz cieplejszych okolicznościach przyrody. Z czasem coraz mniej chmur i otwiera się po lewej cała Słowacja, trochę później polska część i urokliwy widok na Halę Kondratową. Szlak bezpieczny, czasami tylko trzeba bardziej się skupić na skałkach ale można polecić nawet mniej doświadczonym wędrowcom – takim jak my. Pierwsze mocniejsze podejście to Kopa Kondracka gdzie wchodzimy w chmurę o tyle gęstą, że na pierwszy rzut oka nie widać nawet dokąd dalej iść. Dalej w dół i jeszcze bardziej W górę Małołączniak, Krzesanica. Widoki ładne o ile są. Na Krzesanicy cieszą oko setki małych kopczyków kamieni. Po zejściu w stronę Ciemniaka odkrywa się z Przełęczy Mułowej widok na groźne, surowe ściany kotła skalnego. Szybko mijamy Ciemniak i rozpoczynamy zejście. Na Ciemniaku i przez sporą część zejścia zaskakuje… głośna muzyka. Jest około południa, a gdzieś na dole odbywa się koncert najwyraźniej czadowego zespołu – muzyka niesie się tak jakby łoili z Kościeliskiej ale im niżej idziemy tym bardziej jestem pewien, że event odbywa się gdzie dużo dalej, może i … naście km. Podczas zejścia gdy zaczynają się strome łąki przytula nas chmura, gdy z niej wychodzimy obok pasie się stado kilkudziesięciu kozic. Przystajemy bez słowa – to jeden z takich momentów kiedy masz pewność, że jest w odpowiednim miejscu o odpowiedni czasie. Im dalej w dół tym większe problemy z nogami – całe zejście do Kościeliskiej zajmuje nam 3,5 godz na szlaku praktycznie bez żadnych wypłaszczeń. Monika ma obitą łydkę przez górną krawędź buta, a ja zupełnie nie mam kolan. Końcowe pół godziny to męka gdzie przystanki przeplatamy marszem szybkim krokiem z zaciśniętymi z bólu zębami. Jaka technika jest najlepsza na zejściach? Stawiamy buty na palcach? Pietach? Pewnie doświadczeni doradzą, żeby mniej bolało - choc wiem, że moje kolana i tak jeszcze nieraz się odezwą. Jeszcze zanim skończymy trasę wiadomo, że dnia następnego nie podejmiemy żadnych poważnych wyzwań. Gdy w Kocieliskiej parkuję stopy w strumieniu jestem zdziwiony, że nie unosi się para, a nogi nie skwierczą zagotowane. Teraz wiem co oznacza żmudny szlak Ciemniak – Kościeliska. Dzień bolesny ale edukacyjny – oczywiście na plus.

Niestety. Gdy siadamy do obiadokolacji ekran telewizora na jaskrawym pasku krzyczy: śmierć turysty w Tatrach. Mężczyzna poslizgnął się na Kościelcu. Nastroje stają się ponure...

Reszta wkrótce
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

PROSPERO pisze: Jaka technika jest najlepsza na zejściach? Stawiamy buty na palcach? Pietach? Pewnie doświadczeni doradzą, żeby mniej bolało - choc wiem, że moje kolana i tak jeszcze nieraz się odezwą.
Bardzo ale to bardzo pomagają kijki trekkingowe.
Poza tym - trening w czasie całego roku - nie koniecznie bieganie ale spacery, fitness (np. step), nordic-walking itd.
PROSPERO

-#1
Posty: 13
Rejestracja: pt 10 sie, 2012

Post autor: PROSPERO »

Dzień 5 Chochołowska – relaksacyjnie & kuracyjnie
W planach przed wyjazdem to miał być dzień na Grześ i Wołowiec gdzie z grani miałem zamiar przypomnieć sobie urokliwą Dolinę Rohacką. Gdy kiedyś tam wędrowałem – trochę mniej wyedukowany - nieosiągalna wydawała się grań u góry zamykająca szaro-zieloną materię doliny, a tu proszę, teraz prawie na wyciągnięcie ręki. Prawie. Jak wspomniałem już pod koniec dnia 4 wiedzieliśmy, że nie będziemy w stanie podjąć żadnej poważniejszej wyprawy. Decyzja szybka – wchodzimy w Dol Chochołowską w celu rozchodzenia nóg, przypomnienia sobie środków transportu i ich czasowych rozpiętości. Oczywiście tłumy. Na bramce wybór kolejka (4 czy 5 pln) lub rower (10 pln za trasę 7,5 km pod wyjscie Dol. Starorobociańskiej). Do kolejki kolejka, do rowerów rower? Nie! Też kolejka! Idziemy więc pierwsze 4 km na nogach (40 min) – co z pewnością pomaga rozchodzić bóle dnia poprzedniego. Potem wsiadamy na rowery i po 15 minutach pozostaje nam jedynie 1,5 km lekko pod górę na Polanę Chochołowską (w 30 min pod schroniskiem). Te zapiski czasowe z pewnością wykorzystam następnym razem gdy dolina będzie jedynie tunelem na wyżyny. Na polanie przy schronisku atmosfera iście sielankowa – sporo osób leży na trawce racząc się jadłem i napitkami, obok zasuwają skubiące trawkę owce. Podjadamy, popijamy, leżymy, robimy krzyżówki gdy od wschodu bacznie przygląda nam się Kominiarski Wierch. Odwiedzamy jeszcze kapliczkę na górnym skraju polany, chałupy pasterskie i wkrótce jesteśmy 1,5 km w dół wsiadając na rowery. Trasa w dół polega jedynie na operowaniu hamulcem i omijaniu licznych piechurów.
Choć przed wycieczką trochę byłem zły, że tracimy dzień to koniec końcem wrażenia okazały się bardzo pozytywne. Polecam jako wypad relaksacyjny pomiędzy większymi wyzwaniami.

Dzień 6 Giewont (z Kuźnic po Strążyską)
Otwieramy szlak o 8.45 – okaże się wystarczające, choć na szczycie oczywiście nie będziemy sami. Pierwszy odcinek do schroniska na H. Kondratowej idziemy z przyjemnością czekając na trudniejsze kąski. Szybki postój, łyk wody i przeskakujemy sporo osób, które parkują na dłuższą przerwę. Kolejne 55 minut zajmuje nam podejście na Przełęcz Kondracką i jest to zdecydowanie odcinek wytężonej pracy. Jednak z dnia na dzień widzę jak uczymy się stromych podejść – mamy coraz większą cierpliwość, idziemy coraz spokojniej ale bez zbędnej opieszałości. Staramy się nie przystawać lub stawać na 1-2 min nawet jeśli pot zalewa czoło. Już normą staje się, że na podejściach zyskujemy vs mapa. Łyk wody, kęs batona i hop. Na pierwszym łańcuchu Monika mówi, że nie da rady. Coś siedzi w głowie. Dajemy sobie czas, przepuszczamy kilka osób, próbujemy. Krok po kroku udaje jej się odbudować i wkrótce siedzimy w tłumie fotoreporterów na szczycie. A z nami najwyraźniej zadowolony z siebie skowronek. Chwila na oddech i łańcuchy w dół. Ramię w ramię z innymi giewontowiczami ale paradoksalnie to pomaga mojej towarzyszce. Zaczynamy schodzić czerwonym w stronę Zakopanego i po ok. 30 min siadamy na dłuższy postój. Kanapki, piwo 500 ml i malowniczy widok na Dol Małej Łąki. A że to ostatni postój na wysokości to aż się nie chce wstać. Schodzimy spełnieni i już powoli tęskniący w pięknej skalnej scenerii. Zejście niełatwe ale cierpliwie drepcemy. W lesie na odcinku ‘schodów’ po raz kolejny odzywają się kolana ale i tak jest dużo lepiej niż na drodze z Ciemniaka. Siadamy w Strążyskiej przy chatce, która serwuje sporą gamę pyszności. Do końca nad nami czuwa groźnie zachmurzony Giewont. Kolana i wrażenie, że opady są już tylko kwestią czasu sprawiają, że odpuszczamy Sarnią. Faktycznie u wylotu doliny zaczyna mżyć ale spokojnie krocząc pod parasolem drzewostanu pod reglami docieramy do Villi Nałęcz u wylotu Dol Białego. Nie chcąc tracić kontaktu z siłami natury nawet nie wrzucamy na siebie ochrony przeciwdeszczowej.

Dzień oczywiście na plus. A Monika zalicza Giewont coś, co chociaż wystraszyło – mam nadzieję, że będzie kuponem, który w przyszłości zachęci do podejmowania jeszcze większych wyzwań.


Podsumowując:
1. Udany powrót w góry dla mnie, solidna lekcja i zaprzyjaźnienie się z górami dla Moniki.
2. Sporo lekcji dla nas obojga:
- cierpliwości i pokory,
- pozyskiwania wewnętrznej siły,
- koncentracji na odcinkach trudnych i łatwych,
- dbałości o wiedzę nt. warunków pogodowych i dostosowywania naszych planów do nich,
- umiejętności rezygnacji/ modyfikacji wcześniejszych planów,
- własnych możliwości fizycznych i zdrowotnych,
- roli sprzętu, butów i odzieży,
- pewnie wiele innych, które teraz nie przychodzą do głowy.
3. Leżąc na Polanie Chochołowskiej patrząc na turystów wszelakich – młodych i starych, w grupach, parach i solo, grubych i chudych, tych uzbrojonych w markowy sprzęt i tych w trampkach i sandałkach - założyłem sobie, że polubię górski tłum. Jeszcze wcześniej w wagoniku na Kasprowy z wielką irytacją słuchałem opowieści o stonce. Chociaż nie wszyscy zawsze przygotowani, nie wszyscy zawsze z rozsądnym planem w głowie, nie wszyscy z cichymi i grzecznymi, wypoczętymi dziećmi, to wszyscy zjawiają się tu w jednym celu. Pobyć bliżej. Bliżej gór, bliżej przyrody, bliżej siebie, bliżej ludzi. Dla wszystkich starczy miejsca…

Na pewno będziemy wracać. Jesienią planujemy kilka dni w Karkonoszach już nawet z noclegiem w schroniskach – na pewno będzie mądrzejsi o kilka szczegółów…
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

To bardzo udana wyprawa i jak sam napisałeś edukacyjna. Sprawdziliście na własnej skórze jak mają się plany ze stanem właściwym i waszym i terenowo-pogodowym. Myślę, że mimo pewnych korekt w trasach na pewno wiele widzieliście, co do reszty to Tatry były, są i będą więc jest jeszcze czas na ich przemierzanie :-)

Co do chodzenia i schodzenia to zgadzam się z Basią
Basia Z. pisze:
PROSPERO pisze: Jaka technika jest najlepsza na zejściach? Stawiamy buty na palcach? Pietach? Pewnie doświadczeni doradzą, żeby mniej bolało - choc wiem, że moje kolana i tak jeszcze nieraz się odezwą.
Bardzo ale to bardzo pomagają kijki trekkingowe.
Poza tym - trening w czasie całego roku - nie koniecznie bieganie ale spacery, fitness (np. step), nordic-walking itd.
Kijki są bardzo pomocne i przy podejściach i przy zejściach trochę amortyzują własny ciężar ciała przez przełożenie części wagi na ręce i przez to odciążają stawy kolanowe. Są też tacy co zakładają opaski uciskowe na stawy, ale nie jestem do końca przekonana czy w górach to dobre czy złe. I faktycznie trochę sportu na co dzień też dobrze robi, bo nie mamy zastanych kończyn :D Myślę ze i Ty i Monika nieraz jeszcze przyjedziecie w ten piękny zakątek :-)
Awatar użytkownika
Szumo

-#2
Posty: 85
Rejestracja: pt 09 lip, 2010
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Szumo »

PROSPERO pisze:3. Leżąc na Polanie Chochołowskiej patrząc na turystów wszelakich – młodych i starych, w grupach, parach i solo, grubych i chudych, tych uzbrojonych w markowy sprzęt i tych w trampkach i sandałkach - założyłem sobie, że polubię górski tłum.
Niesamowicie szlachetne założenie. :p Spacerując po Beskidzie Niskim, na jednej z wiat znalazłem dość duży napis na jednej z belek pod sufitem - "Góry dla ludzi gór, chołota i śmieci zostają na dole". Całość była tak idealnie wpasowana w klimat tamtego wyjazdu, że szybko hasło zapamiętaliśmy. I tak chodząc po górach, czasami naprawdę mocno się ono przypomina, bo jednak nie jestem w stanie się zgodzić, że wszyscy przyjeżdżają
PROSPERO pisze:Pobyć bliżej. Bliżej gór, bliżej przyrody, bliżej siebie, bliżej ludzi.
No, ale same góry w końcu pokazują, że jednak
PROSPERO pisze:Dla wszystkich starczy miejsca…
Aleksandra

-#5
Posty: 801
Rejestracja: pn 09 paź, 2006
Lokalizacja: Toruń

Post autor: Aleksandra »

Brawo! Najpiękniejszym co może zdarzyć się człowiekowi to pokazanie gór komuś, kto się w nich tak samo zakocha.
Wyprawa na pewno udana, o czym pewnie będą świadczyły wspomnienia na kilka dobrych miesięcy, a może nawet i rok, gdy przygoda zostanie powtórzona.

Czytałam powyżej, że z górami już dawno nie mieliście do czynienia, więc mogę tylko życzyć, byście nabrali chęci na spędzanie w nich czasu codziennie, przez 365 dni w roku ;)
Czekając z utęsknieniem "wreszcie, jadę, znowu!"
ODPOWIEDZ