Wiesz - z całym szacunkiem, ale nijak nie mogę zrozumieć na czym polega to porównanie. No chyba, że chodzi o jakąś wypowiedź Radwańskiej, której nie słyszałem/czytałem. Jeśli byłbyś łaskaw ją zacytować, to byłbym Ci wdzięczny. Bo może się okazać, że rozmawiamy o dwóch zupełnie innych sprawach.Janek pisze:Ale gadała i w efekcie w opinii publicznej a przynajmniej sporej jej części wyszła na rozżaloną pensjonarkę/małolatę co to ma pretensje, że nie wszystkim chłopakom podobają się jej nogi lub coś co najbardziej w sobie ceni.
Igrzyska czas zacząć.
Nie, nie chodzi o kasę.Alan pisze:Aaaa więc jednak kasa
Chodzi o coś więcej -o prestiż.
http://tenisbet.pl/view/igrzyska-olimpijskie
http://euro2012.onet.pl/wiadomosci/zlot ... tykul.html
Na olimpiadzie nie zwycięża się dla siebie ale dla kraju, który się reprezentuje. Udział w IO to zaszczyt a zwycięstwo to honor, ktory jest bezcenny i umniejszanie jego wartości jest deprecjonowaniem zasług innych olimpijczyków co jest najdelikatniej mówiąc - nietaktowne.
A wy swoje - uczepiliście się technologii. Spójrz, Alan, na przebieg wypadków, ale wpierw trochę z psychologii tłumu -
Co łączyło naród przed 1989 rokiem? Dwie sprawy:
- pielgrzymki Jana Pawła II (w podtekscie - granie na nosie komunie)
- sport - szczególnie jak była okazja przylać Rosjanom lub NRD
Po upadku komuny, rozczarowaniu się Solidarnością a następnie śmierci papieża pozostał już tylko sport (tygodniowego palenia świeczek pod Pałacem po katastrofie smoleńskiej nie liczę bo to tylko epizod.
Genaralnie to w kraju jest nienajgorzej, choć powodów do zachwytu nie ma. Do tego dochodzi groteskowa wojna polsko - polska. Na to wszystko trafia EURO 2012. Konia z rzędem temu, kto przypuszczał, że po braku sukcesu narodowej drużyny nie osłabnie zainteresowanie samą imprezą. A nie osłabło. Ambicję narodową miłe podbechtało, że doceniono nas w świecie jako organizatorów. Ukraińcy też przegrali ale też nie oklapli.
Jednakowoż pewien niedosyt pozostał. A wtedy "deus et machina" pojawia się Agnieszka Radwańska i jej sukcesy. Powiedzmy sobie szczerze - przeciętny Polak był na pewno na meczu piłki nożnej, niejeden na koszykówce, trochę mniej na siatkówce, w kilku miastach na hokeju na lodzie. Na meczu tenisowym znikomy procent - bo za mało kortów, bo za mało zawodników, bo prawie kompletny brak wielkich turniejów o międzynarodowej obsadzie. A w dodatku media dolepiły tenisowi (a i golfowi) gębę dyscypliny podejrzanej. No bo kto się przechwala, że gra w tenisa - przefarbowane komuchy jak Kwaśniewski czy Kalisz a golf, to panie dzieju, to już kompletna gangrena, same złodzieje co się uwłaszczyły na majątku państwowym. A zatem przeciętny Polak na meczu tenisowym nie był, dość zawiłe przepisy nie zna, po prostu mało to go interesuje - nie jego byznes ani sprawa.
Jednak mimo tego niekorzystnego tła dość nieoczekiwana dla publiczności eksplozja sukcesów Radwańskiej robi wrażenie. Zupełnie tak samo jak 9 lat temu seria sukcesów Małysza. Ludzie, którzy nigdy w życiu nie mieli nart na nogach, z których mało kto widział skocznię i był na konkursie skoków nagle stają się fanami Małysza i skoków narciarskich.
Dlaczego - bo Małysz odpowiadał na potrzebę narodowego sukcesu, bez żadnych wewnętrznych oporów lał jak chciał największe sławy. Tak narodziła się Małyszomania.
I zupełnie analogicznie zaczęła się rodzić Agnisiomania. Zaczęto mieć w nosie Lewandowskiego i kolegów - nasza Agnisia pojedzie na Olimpiadę i przyleje wszystkim a szczególnie tej czarnej i grubej z którą niesprawiedliwie przegrała w Wimbledonie.
Ja tu nic nie przesadzam ani nie zmyślam - to co napisałem wyżej, to rozmowa trzech niepozornych babci w kolejce do kasy w osiedlowym sklepie spożywczym. Nieprawdopodobne ale prawdziwe. Oczywiście babciom ani złotówka emerytury z tego powodu nie przybędzie ale co im się samopoczucie poprawi to ich.
Na Olimpiadzie stało się to się stało, wybaczono by to Agnisi, tak jak wybaczono Małyszowi, też przecież przegrywał, ale Adaś był nie tyle chytrzejszy co poczciwszy i nieskomplikowany i ustrzegł się od głupiego klapania ozorem, uśmiechał się blado, nie przyrzekał poprawy na następnym konkursie i nadal był naszym ukochanym Adamem, orłem z Wisły itd, co dziwne bo przy bardzo mizernym wizerunku zewnętrznym - ot chłopak ze wsi.
Gdyby Agnieszka zachowała się tak jak Adam nie byłoby sprawy, za kilka dni tygodni coś by tam wygrała i byłaby dalej "naszą Agnisią" a odium zawiedzionych nadziei by spadło na Gruchałę, Jędrzejczak lub w świetle dalszych wypadków na nieszczęsnych siatkarzy, którzy na domiar złego przerżnęli z Ruskimi a z nimi to przecież nawet Lewandowski z kolegami nie przegrali tylko zremisowali a nawet prawie wygrali.
Ale Agnieszka chlapnęła, mniejsza z tym jakimi konkretnie słowami - publiczność to odebrała jako - "a co mi tam, kurde, jakaś olimpiada, wielki szlem się liczy".
Może z tego wybrnie, nawet jej tego życzę, ale raczej pochyło to widzę.
Clapnęła niepotrzebnie, zupełnie tak jak Cimoszewicz przy powodzi. On miał rację, ona miała rację, ale odebrano to niekorzystnie w obu przypadkach i swąd pozostał.
I dlatego, Alan, bardzo proszę, nie powołuj się na znawców i teoretyków, nie rób wykładów z "tenisologii" itd itd - to wszystko "technologia" czyli rzecz, która publiczność nie interesuje, sympatie publiczności krążą po zupełnie innych torach. Mleko się rozlało.
Co łączyło naród przed 1989 rokiem? Dwie sprawy:
- pielgrzymki Jana Pawła II (w podtekscie - granie na nosie komunie)
- sport - szczególnie jak była okazja przylać Rosjanom lub NRD
Po upadku komuny, rozczarowaniu się Solidarnością a następnie śmierci papieża pozostał już tylko sport (tygodniowego palenia świeczek pod Pałacem po katastrofie smoleńskiej nie liczę bo to tylko epizod.
Genaralnie to w kraju jest nienajgorzej, choć powodów do zachwytu nie ma. Do tego dochodzi groteskowa wojna polsko - polska. Na to wszystko trafia EURO 2012. Konia z rzędem temu, kto przypuszczał, że po braku sukcesu narodowej drużyny nie osłabnie zainteresowanie samą imprezą. A nie osłabło. Ambicję narodową miłe podbechtało, że doceniono nas w świecie jako organizatorów. Ukraińcy też przegrali ale też nie oklapli.
Jednakowoż pewien niedosyt pozostał. A wtedy "deus et machina" pojawia się Agnieszka Radwańska i jej sukcesy. Powiedzmy sobie szczerze - przeciętny Polak był na pewno na meczu piłki nożnej, niejeden na koszykówce, trochę mniej na siatkówce, w kilku miastach na hokeju na lodzie. Na meczu tenisowym znikomy procent - bo za mało kortów, bo za mało zawodników, bo prawie kompletny brak wielkich turniejów o międzynarodowej obsadzie. A w dodatku media dolepiły tenisowi (a i golfowi) gębę dyscypliny podejrzanej. No bo kto się przechwala, że gra w tenisa - przefarbowane komuchy jak Kwaśniewski czy Kalisz a golf, to panie dzieju, to już kompletna gangrena, same złodzieje co się uwłaszczyły na majątku państwowym. A zatem przeciętny Polak na meczu tenisowym nie był, dość zawiłe przepisy nie zna, po prostu mało to go interesuje - nie jego byznes ani sprawa.
Jednak mimo tego niekorzystnego tła dość nieoczekiwana dla publiczności eksplozja sukcesów Radwańskiej robi wrażenie. Zupełnie tak samo jak 9 lat temu seria sukcesów Małysza. Ludzie, którzy nigdy w życiu nie mieli nart na nogach, z których mało kto widział skocznię i był na konkursie skoków nagle stają się fanami Małysza i skoków narciarskich.
Dlaczego - bo Małysz odpowiadał na potrzebę narodowego sukcesu, bez żadnych wewnętrznych oporów lał jak chciał największe sławy. Tak narodziła się Małyszomania.
I zupełnie analogicznie zaczęła się rodzić Agnisiomania. Zaczęto mieć w nosie Lewandowskiego i kolegów - nasza Agnisia pojedzie na Olimpiadę i przyleje wszystkim a szczególnie tej czarnej i grubej z którą niesprawiedliwie przegrała w Wimbledonie.
Ja tu nic nie przesadzam ani nie zmyślam - to co napisałem wyżej, to rozmowa trzech niepozornych babci w kolejce do kasy w osiedlowym sklepie spożywczym. Nieprawdopodobne ale prawdziwe. Oczywiście babciom ani złotówka emerytury z tego powodu nie przybędzie ale co im się samopoczucie poprawi to ich.
Na Olimpiadzie stało się to się stało, wybaczono by to Agnisi, tak jak wybaczono Małyszowi, też przecież przegrywał, ale Adaś był nie tyle chytrzejszy co poczciwszy i nieskomplikowany i ustrzegł się od głupiego klapania ozorem, uśmiechał się blado, nie przyrzekał poprawy na następnym konkursie i nadal był naszym ukochanym Adamem, orłem z Wisły itd, co dziwne bo przy bardzo mizernym wizerunku zewnętrznym - ot chłopak ze wsi.
Gdyby Agnieszka zachowała się tak jak Adam nie byłoby sprawy, za kilka dni tygodni coś by tam wygrała i byłaby dalej "naszą Agnisią" a odium zawiedzionych nadziei by spadło na Gruchałę, Jędrzejczak lub w świetle dalszych wypadków na nieszczęsnych siatkarzy, którzy na domiar złego przerżnęli z Ruskimi a z nimi to przecież nawet Lewandowski z kolegami nie przegrali tylko zremisowali a nawet prawie wygrali.
Ale Agnieszka chlapnęła, mniejsza z tym jakimi konkretnie słowami - publiczność to odebrała jako - "a co mi tam, kurde, jakaś olimpiada, wielki szlem się liczy".
Może z tego wybrnie, nawet jej tego życzę, ale raczej pochyło to widzę.
Clapnęła niepotrzebnie, zupełnie tak jak Cimoszewicz przy powodzi. On miał rację, ona miała rację, ale odebrano to niekorzystnie w obu przypadkach i swąd pozostał.
I dlatego, Alan, bardzo proszę, nie powołuj się na znawców i teoretyków, nie rób wykładów z "tenisologii" itd itd - to wszystko "technologia" czyli rzecz, która publiczność nie interesuje, sympatie publiczności krążą po zupełnie innych torach. Mleko się rozlało.
Jestem gorszego sortu...
A teraz pograłeś jak belfer, a tego nikt nie lubi, zwłaszcza jak szkołę ukończył już doś dawno temu.Alan pisze:Zanim włączysz się do dyskusji - przeczytaj całość, może zrozumiesz o co chodzi.
Jeśli jednak przeczytałeś - przyjmij do widomości, że nie zrozumiałeś.
Stara metoda - czyli dosłowność, zagrania typu podaj link itp. Alan, daj se siana, i nie rób mi zawodu, zbyt cenię Twoją inteligencję. Znasz się na tenisie, wiem to, ale w przypadku swądu, który zrobił się wokół Agnieszki to ta wiedza raczej przeszkadza w zrosumieniu przyczyn niż pomaga.Alan pisze:Wiesz - z całym szacunkiem, ale nijak nie mogę zrozumieć na czym polega to porównanie. No chyba, że chodzi o jakąś wypowiedź Radwańskiej, której nie słyszałem/czytałem. Jeśli byłbyś łaskaw ją zacytować, to byłbym Ci wdzięczny. Bo może się okazać, że rozmawiamy o dwóch zupełnie innych sprawach.
Jestem gorszego sortu...
Janek pisze:A wy swoje - uczepiliście się technologii. Spójrz, Alan, na przebieg wypadków, ale wpierw trochę z psychologii tłumu
Janek pisze:Jednak mimo tego niekorzystnego tła dość nieoczekiwana dla publiczności eksplozja sukcesów Radwańskiej robi wrażenie
Wybrałem takie trzy cytaty. Myślę, że wiem z czego bierze się różnica między nami. Ja po przegranej Radwańskiej pomyślałem dokładnie to, co ona powiedziała. Co więcej, nie wierzyłem w jej sukces na olimpiadzie i od początku nieźle zapowiadającego się sezonu twierdziłem, że jej głównym celem nie powinny być wcale IO, tyko walka w turniejach wielkoszlemowych oraz walka o pozycję nr 1. Wtedy jeszcze nie wróciła do gry Serena Williams.Janek pisze:w przypadku swądu, który zrobił się wokół Agnieszki to ta wiedza raczej przeszkadza w zrosumieniu przyczyn niż pomaga
Ty patrzysz na to z innej perspektywy.
W Polsce rzeczywiście, po sukcesach w pierwszej połowie roku nastąpił spory wzrost zainteresowania AR. Zastanawiam się nad tym, czy ona sobie w ogóle zdaje z tego sprawę - serio się nad tym zastanawiam. Bo życie tenisisty wygląda nieco inaczej, niż skoczka narciarskiego. Jej tutaj w kraju prawie w ogóle nie ma. Być może nawet nie wie, że te jej słowa wzbudziły jakieś emocje w Polsce.
Muszę sam siebie uzupełnić - gotów bym się założyć, że gdyby Lewandowski and Company wyszli z grupy i w ćwierćfinałach powędrowali dalej, np. wygrywając z Niemcami (nie śmiiem snuć dalej) to te sukcesy Radwańskiej pozostałyby niezauważone przez PT Publiczność - piłka nożna to piłka nożnal każdy zna, a nie ekscentreyczny tenis.Alan pisze:Janek napisał/a:
Jednak mimo tego niekorzystnego tła dość nieoczekiwana dla publiczności eksplozja sukcesów Radwańskiej robi wrażenie
I pomyślałeś racjonalnie i na tym polega Twój błąd. Tam gdzie chodzi o emecje tłumu tam racjonalność nie ma nic do powiedzenia, wręcz przeszkadza. Bieg na 100 metrów trwa niespełna 10 sekund - ot, błysk. A jak się okazuje wiele osób tylko po to aby to zaobaczyć z dobrego miejsca na widowni płaciło po tysiąc, teraz nie wiem, euro czy funtów, obojętnie. A w telewzizji to było widoczne najlepiej.Alan pisze:Ja po przegranej Radwańskiej pomyślałem dokładnie to, co ona powiedziała. Co więcej, nie wierzyłem w jej sukces na olimpiadzie i od początku nieźle zapowiadającego się sezonu twierdziłem, że jej głównym celem nie powinny być wcale IO, tyko walka w turniejach wielkoszlemowych oraz walka o pozycję nr 1.
Nie, ja tylko staram się zrozumieć to wszystko.Alan pisze:Ty patrzysz na to z innej perspektywy
A teraz dwa warianty:Alan pisze:W Polsce rzeczywiście, po sukcesach w pierwszej połowie roku nastąpił spory wzrost zainteresowania AR. Zastanawiam się nad tym, czy ona sobie w ogóle zdaje z tego sprawę - serio się nad tym zastanawiam. Bo życie tenisisty wygląda nieco inaczej, niż skoczka narciarskiego. Jej tutaj w kraju prawie w ogóle nie ma. Być może nawet nie wie, że te jej słowa wzbudziły jakieś emocje w Polsce.
- zarabia wystarczająco dużo aby kogoś do tego wynająć
i drugi:
- jeśli ma to wnosie, co zresztą jest dość racjonalne - w Polsce znaczące turnieje się nie odbywają a główne kanały telewizyjne podają tylko króciutkie migawki, to racjonalnym jest mieć to w nosie, bo nie ma z tego ani jednego dolara. Ale wtedy trzeba zawiesić na kołku marzenia o byciu ulubienicą publiczności. Pewnie ich nie ma i tylko publiczność przez moment tego zachciała.
Jeśli dzisiaj Anita Włodarczyk wygra młot to tytuł sportowca roku ma w kieszeni. Startuje w butach śp. Kamili Skolimowskiej, rzuca Jej młotem, jakie to wzruszające a publiczność lubi się wzruszać.
Jestem gorszego sortu...
Mam wątpliwości czy tylko o to chodzi w sporcie. Z perspektywy owego tłumu - pewnie tak, ale z perspektywy sportowca reprezentującego tak indywidualną dyscyplinę jak tenis... może już niekoniecznie.Janek pisze:I pomyślałeś racjonalnie i na tym polega Twój błąd. Tam gdzie chodzi o emecje tłumu tam racjonalność nie ma nic do powiedzenia, wręcz przeszkadza. Bieg na 100 metrów trwa niespełna 10 sekund - ot, błysk. A jak się okazuje wiele osób tylko po to aby to zaobaczyć z dobrego miejsca na widowni płaciło po tysiąc, teraz nie wiem, euro czy funtów, obojętnie. A w telewzizji to było widoczne najlepiej
No cóż... ja nikogo nie oceniam, podałem tylko linki do artykułów, które moim zdaniem nawiązują do wątku a nawet gdyby nie to są ciekawe same w sobie.Alan pisze:Zanim włączysz się do dyskusji - przeczytaj całość, może zrozumiesz o co chodzi.
Jeśli jednak przeczytałeś - przyjmij do widomości, że nie zrozumiałeś.
Również życzę miłego dnia.
Jako że w kwestii Agnieszki Radwańskiej zostało już prawie wszystko powiedziane przez obie strony (Andy, Alan) oraz (Janek, Mefisto) tej dyskusji, to żeby niepotrzebnie nie powielać i cytować wkoło tego samego napiszę tylko, że kontekst wypowiedzi Agnieszki Radwańskiej, niestety, przypomina mi opinię jednego z polskich piłkarzy (niestety nie pamiętam dokładnie kto to był) tuż po Euro2012, która brzmiała mniej więcej tak: odpadliśmy, ale w sumie nic się nie stało, Euro 2012 to nie były jakieś wyjątkowe dla mnie mistrzostwa, przecież za cztery lata będą kolejne, najważniejsze teraz to zasłużone wakacje...
No i jeszcze trafna opinia B. Tomaszewskiego:
http://www.eurosport.pl/tenis/igrzyska- ... ndon.shtml
No i jeszcze trafna opinia B. Tomaszewskiego:
http://www.eurosport.pl/tenis/igrzyska- ... ndon.shtml
Umowność i iracjonalność postępowania jest chyba tym, co odróżnia nas od szympansów. Dlaczego np. wielu wspinaczy się mozoli aby zdobyć Koronę Ziemi. Przecież można by z łatwością udowodnić, że od tych sześciu najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów istnieją na nich szczyty piękniejsze lub trudniejsze do osiągnięcia. Cóż jest takiego magicznego w cyferce oznaczającej wzniesienie ponad morza, wszak bardziej przekonywująca byłaby wysokość względna - przy takim założeniu najwyższym szczytem Tatr byłby chyba Mały Kiezmarski a nie Gierlach. Dlaczego każdy (prawie każdy) początkujący turysta tatrzański stawia sobie za punkt honoru wejście na Giewont - przecież pod względem wysokości npm to nędzny pagórek a w dodatku od południowej strony wygląda nader nieciekawie. Cóż takiego magicznego jest w Rysach, że Słowacy uważaję je za kultowy szczyt a swoistym kuriozum jet, że zarówno z polskiej jak i słowackiej strony kiepsko go widać z dolin.
Bohdana Tamoszewskiego słusznie denerwuje stwierdzenie, że ktoś jedzie na olimpiadę jako pewniak do złotego medalu - podejrzewam, że gdyby jakiś erudyta sportowy zrobił wykazy pewniaków przed igrzyskami i następnie porównał to z wykazem zwyciężców to pewniaki wypadłyby super blado.
Mnie podczas tegorocznych transmisji denerwuje stałe podkreślanie sprawozdawców, że rywalizacja podczas igrzysk jest czymś wyjątkowym, innym, odrębnym co sugerowałoby, że wg innych zasad niż podczas mistrzostw świata lub Europy a to przecież nieprawda. A jednak jest wyjątkowa bo tytuł mistrza olimpijskiego to coś więcej niż mistrzostwa świata. Nie wiem jak to odczuwa Małysz (casus Fortuny - mistrza jednego skoku), słyszałem jednak, że Janusz Sidło trochę cierpiał z powodu swoich olimpijskich niepowodzeń.
Mnie na tegorocznych Igrzyskach najbardziej zabolało, że w finale 4 x 400 nie zobaczymy polskiej sztafety - nigdy tej sztafety nie wygraliśmy ale w czasach Badeńskiego i kolegów zawsze dostarczyli nam wzruszeń najwyższej klasy.
No, czas kończyć, za chwilę finał rzutu młotem pań, to ew, trzecie złoto jest na wagę złota bo ustawi nas w lepszym miejscu w klasyfikacji.
Bohdana Tamoszewskiego słusznie denerwuje stwierdzenie, że ktoś jedzie na olimpiadę jako pewniak do złotego medalu - podejrzewam, że gdyby jakiś erudyta sportowy zrobił wykazy pewniaków przed igrzyskami i następnie porównał to z wykazem zwyciężców to pewniaki wypadłyby super blado.
Mnie podczas tegorocznych transmisji denerwuje stałe podkreślanie sprawozdawców, że rywalizacja podczas igrzysk jest czymś wyjątkowym, innym, odrębnym co sugerowałoby, że wg innych zasad niż podczas mistrzostw świata lub Europy a to przecież nieprawda. A jednak jest wyjątkowa bo tytuł mistrza olimpijskiego to coś więcej niż mistrzostwa świata. Nie wiem jak to odczuwa Małysz (casus Fortuny - mistrza jednego skoku), słyszałem jednak, że Janusz Sidło trochę cierpiał z powodu swoich olimpijskich niepowodzeń.
Mnie na tegorocznych Igrzyskach najbardziej zabolało, że w finale 4 x 400 nie zobaczymy polskiej sztafety - nigdy tej sztafety nie wygraliśmy ale w czasach Badeńskiego i kolegów zawsze dostarczyli nam wzruszeń najwyższej klasy.
No, czas kończyć, za chwilę finał rzutu młotem pań, to ew, trzecie złoto jest na wagę złota bo ustawi nas w lepszym miejscu w klasyfikacji.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Polska sztafeta męska 4x100 w pófinale pobiła rekord Polski, zajęła 9 miejsce i nie weszła do finału. To świadczy najlepiej o kondycji polskiego sprintu. Ale i tak brawa dla chłopaków
Rekord miał 32 lata, z 1980 roku
.
Rekord miał 32 lata, z 1980 roku
.
Ostatnio zmieniony pt 10 sie, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Jestem gorszego sortu...
Też bym rad się dowiedzieć, co sportowo jest nie tak w niej, bo o inne powody Pana Bohdana nie podejrzewam.igła pisze: zapomniał wyjaśnić dlaczego Agnieszka jest mu "daleka zarazem"
...I to niech będzie podsumowaniem nagonki na polskich sportowców.nie rozumiem, dlaczego w telewizji, radiu, prasie mówiło się, że siatkarze jadą po złoty medal, że Radwańska jedzie po złoty medal (...). Myśmy chyba oszaleli. Krzywdzi się w ten sposób zawodników (...). To jakiś chory patriotyzm - dodawał nestor polskich mediów.
Trafne spostrzeżenie.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Takich długoletnich rekordów kraju w Lekkoatletyce mamy zresztą zaskakująco wiele:
http://www.sport.pl/lekkoatletyka/56,64 ... roda_.html
Niektóre pozycje z tego wykazu są dla mnie absolutnym zaskoczeniem.
http://www.sport.pl/lekkoatletyka/56,64 ... roda_.html
Niektóre pozycje z tego wykazu są dla mnie absolutnym zaskoczeniem.
Jestem gorszego sortu...


