Polskie olimpijskie piekiełko...

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Polskie olimpijskie piekiełko...

Post autor: Janek »

Co tu dużo ukrywać – ta Olimpiada nam nie wyszła. Gdyby pierwszy raz to pół biedy, ale to już przynajmniej po raz czwarty. No i zaczęły się „gorzkie żale” na rozmaitych portalach i forach oraz rodaków wieczornych rozmowach

Polskie piekiełko uchyliło wrót i lektura tego nie jest budująca. szczególnie w Polsce, czyli takim dziwnym kraju, w którym jak to kiedyś zauważył Melchior Wańkowicz – „szewc zazdrości kanonikowi, że został biskupem”, Stanisław Lem natomiast stwierdził, że dopóki nie poznał Internetu to nie sądził, że w Polsce i na świecie tylu jest idiotów.
Na jednym z forów górskich przeczytałem taki znamienny tekst:
„Wykonuje rzeczy bardziej odpowiedzialne, dużo więcej wysiłku włożyłem w edukację, a zarabiam znacznie mniej, dlatego, że to, co robię nie jest widowiskowe... Więc jeżeli już tyle zarabiają to oczekuję tego, że będę przez takiego sportowca reprezentowany godnie, jako Polak i że ów sportowiec dołoży nie tylko mi, ale też wielu najlepszym na świecie...”
„Duszna” pretensja jest chyba czytelna – jak zawsze chodzi o pieniądze.
Aby nie sprowadzić rzeczy do personalnej pyskówki, powiedzmy, że napisał te słowa Andrzej, lat trzydzieści, ukończone studia politechniczne, aktualnie zarabiający 3500 zł brutto, czyli coś koło średniej krajowej.

Andrzej ma kumpla Zbyszka, razem chodzili do przedszkola, razem do szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, Zbyszek jednak już, jako dziecko zajął się sportem (a raczej zmusili go tego rodzice) doszedł do niejakich wyników, poszedł na AWF, którą ukończył w trybie specjalnym, bo mu przeszkadzało uprawianie sportu i aktualnie jest reprezentantem Polski ale nie w dziedzinie tak „rentownej” jak piłka nożna i parę innych z sportowej „arystokracji” finansowej – powiedzmy, że z różnych źródeł, nie zawsze równomiernie, ale trafiają średnio w m-cu te 10 do 15 tysięcy brutto.

Załóżmy jeszcze, że Zbyszek występował w Londynie, coś tam trzy razy spalił lub odpadł w pierwszym starcie a więc Andrzej teoretycznie ma prawo być rozgoryczony, zwłaszcza, że Zbyszka z kadry nie wyrzucili, pokładają w nim nadzieje na Rio i pieniążki płyną dalej a jemu, Andrzejowi, szef właśnie powiedział – panie kolego, jest kryzys, firma cienko przędzie a więc niech pan zapomni o podwyżce, a w dodatku Marzena, żona Andrzeja, suszy mu głowę, że Bożena, żona Zbyszka ma znacznie lepsze ciuchy a ich pierworodny ładniejsze zabawki niż pierworodny Andrzeja. W dodatku znowu zabrakło kasy na wymarzone Dolomity a ten cholerny Zbyszek zabiera rodzinę na Kanary, aby wypocząć po olimpijskim wysiłku.

Sytuacja niby klarowna, jawna niesprawiedliwość i w ogóle granda. Czy aby jednak na pewno?

Nie zamierzam tu grać roli adwokata sportowców, staram się jednak być bezstronny a w tym celu należy spojrzeć na drugą stronę medalu, niezależnie od tego czy on jest czy go nie ma.

Andrzejek jako dzieciak a potem nastolatek to miał jak ów „cysorz” klawe życie. Zdolniacha, więc się nie musiał zbyt wiele uczyć, skutecznie wybronił się przed rozmaitymi propozycjami zajęć dodatkowych, które mu robili rodzice, poza lekcjami angielskiego, bo je uznał za przydatne. Na zajęcia z wf chodził, ale bez entuzjazmu, ergo miał mnóstwo czasu na przyjemne zajęcia jak np. gry komputerowe, słuchanie muzyki (tj. „muzy”), bieganie na koncerty a gdy już skończył 15 lat na rozmaite „gry i zabawy” z dziewczynami. Gdy miał siedemnaście lat to któryś z kolegów namówił go na wyjazd w Tatry, spodobało mu się to, ale żadne tam ekstrema, tak trochę trudniej niż „turystycznie”. Podjęcie studiów nic specjalnie w tym nie zmieniło, ot, drobna kosmetyka, trochę więcej samodzielności. Na rok przed dyplomem ożenił się, normalka, „wypadek przy pracy”, potomek był w drodze, ale z narzeczoną dość długoletnią, rówieśnicą, studentką Uniwersytetu, jakiś niezbyt rokujący dobre zarobki kierunek. Po dyplomie jakieś 6 miesięcy był bezrobotnym, ale w końcu coś tam znalazł. Dziesięcioletnie auto, na które zarobił tyrając w czasie wakacji gdzieś na zachodzie, wynajęte mieszkanko, strach przed kredytem hipotecznym, postępująca frustracja – „kurde, do d takie życie i co z tego, że małżeństwo udane, potomek też, jak na wszystko brakuje, latka lecą, życie ucieka…” A ten cholerny Zbyszek sobie biega(skacze, pływa, podnosi itp.), na ósmą do roboty chodzić nie musi, ma na wszystko a nowe mieszkanie, na kredyt, bo kredyt) już od trzech lat, była huczna parapetówka, chyba po to, aby kumplom z klasy popsuć humor. (Oczywiście mogłoby być znacznie gorzej gdyby Andrzej skończył jakiś kierunek humanistyczny, z trudem dostał pracę w szkole, zarabiał 1500 zł, Marzena nie miała roboty i tylko od czasu do czasu by zarobiła parę groszy na tłumaczeniu z hiszpańskiego bo skończyła iberystykę – nie biorę jednak tego wariantu pod uwagę jako skrajny).

No i najistotniejsze – z pośród koleżanek i kolegów z Politechniki z roku Andrzeja, tylko 20% nieudaczników lub pechowców nie ma pracy, pozostałe 80% jakoś się urządziło.

No to popatrzmy teraz na sprawy Zbyszka. Dzieciństwo i późniejszy okres aż do matury upłynęły mu pod znakiem wiecznego braku czasu na wszelkie przyjemności. Szkoła i treningi kilka razy w tygodniu, potem doszły jeszcze wyjazdy na zawody, na ogół w czasie weekendu. Potem studia na AWF, a raczej ich udawanie, wpierw stale urlopy dziekańskie, potem w miarę sportowych sukcesów indywidualny tok studiów, małżeństwo z koleżanką szkolną, studentką Uniwersytetu, potomek, który mało zna tatę, bo jak nie obóz treningowy poza domem, to zawody no i codzienna orka treningowa a od czasu do czasu klinika, bo znowu jakaś kontuzja. Ale pieniążki coraz lepsze, Bożena nie narzeka, ma wszystko czego zapragnie, jedyne co męczy to głupie podejrzenia – „w domu jestem gościem, czy ona sobie kogoś nie znalazła na boku”. Sukcesy sportowe niby są, krajowe i zagraniczne, ale olimpijskich wciąż brak, latka lecą, trzydziecha, jeszcze pięć lat i nacierające młodziaki mnie wypchną na sportowy śmietnik. Jeśli Zbyszek ma głowę na karku to skończy dodatkowe studia trenerskie, potem podłapie robotę w klubie i jak mu się trafi jakiś „młody i zdolny Zbyszek” to się przy nim pożyje a jeśli szczęście będzie sprzyjać to się znajdzie robota gdzieś w świecie i tak do emerytury, ale z sporym uciułanym kontem.

A teraz najistotniejsze – przypominam – 80% kolegów Andrzeja z Politechniki dostało robotę i potem lepiej lub gorzej awansuje i jest duże prawdopodobieństwo, że w końcu do czegoś dojdzie, jeśli w głowie coś tam jest.

A jak to będzie wyglądać w „zbiorze Zbyszków”, którzy w wieku lat 8 lub 9 trafiło do sportu – jaki procent z nich zrobi karierę sportową przynajmniej taką jak „nasz” Zbyszek? Brak mi oficjalnych danych, ale jak to będzie 1 lub 2 procent to góra. Jak się znajdzie uczciwy trener, który w porę powie – daj sobie chłopcze/dziewczyno z tym spokój, żadnym mistrzem nie zostaniesz, nie trać najlepszych lat życia” to pół biedy. Jak będzie inaczej a szczególnie jak ambicja nie będzie pozwalała na trzeźwy osąd to zęby w ścianę i mega frustracja – straconych lat nikt nie wróci. Możliwie najlepsze wyjście to praca jak wf-asz w szkółce i użeranie się z „Andrzejkami”, którzy migają się od wf-u.

No to teraz proszę o bezstronne spojrzenie na te 80% i 1 lub 2% i kto włożył więcej wysiłku w edukację i jakie było statystyczne prawdopodobieństwo sukcesu? Czy rekompensata nie za wielka to zupełnie inne zagadnienie, nie wypowiadam się.

Powie ktoś, że Zbyszek będzie zdrowszy na starość – g prawda, aktywni sportowcy to najczęściej cholernie schorowani ludzie.

PS.
Zdaję sobie sprawę z pewnych uproszczeń i uogólnień, które popełniłem, ale to tylko model statystyczny i inaczej być nie mogło.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Ja mam lepiej, nikomu nie zazdroszczę kasy, ni powodzenia, w nosie mam ile zarabia Doda, a ile sportowcy, uważam większość rodaków za głupców, a kibicuję sportowcom, którzy zasłużyli na mój szacunek i kibicowanie, czasami, choć rzadko, są to Polacy. Nie mam złudzeń, ani oczekiwań w stosunku do rzeczy i zachowań niereformowalnych, nie potrzebuję akceptacji otoczenia, ani nie utożsamiam się z żadną grupą, jestem Polakiem, bo tego, jak rodziny się nie wybiera, ale wcale mi się to nie podoba, wolał bym, by w pierwszej kolejności inni wiedzieli we mnie człowieka, ojca, inżyniera w końcu, na to pracowałem, to jest moją zasługą, a polskość to grupa krwi, nazwisko, kolor włosów.
Dlaczego tak się stało ?, wszak kiedyś byłem inny!
Cóż, wystarczy spojrzeć w gazetę, obejrzeć wiadomości, posłuchać sąsiadów, w końcu przyjrzeć się organizacji polskiego sportu, awantur o pieniądze, małych wojenek o wpływy, o władzę w klubie, hali. Polski sport to miniatura polskiego Państwa. Dlatego nie kibicuję polskim sportowcom.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

co do organizacji polskiego sportu mala podpowiedz - porownac listy dzialaczy zwiazkow sportowych i zweryfkowanych negatywnie oficerów SB.

Mozemy pakowac w sport miliardy PLN, dopoki wyglada to tak w klubie Tęcza osiągnięcia będą jak miś na miarę naszych możliwosci.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze:co do organizacji polskiego sportu mala podpowiedz - porownac listy dzialaczy zwiazkow sportowych i zweryfkowanych negatywnie oficerów SB.

Mozemy pakowac w sport miliardy PLN, dopoki wyglada to tak w klubie Tęcza osiągnięcia będą jak miś na miarę naszych możliwosci.
To chyba jakaś obsesja - co to ma do istoty problemu, który pozwoliłem sobie poruszyć? Mnie wkurza jedno - krótka pamięć - jak kilka tygodni temu siatkarze wrócili z triumfem w Lidze Światowej to każdy kto by powiedział, że grali za niezłe pieniążki by przez patriotyczny lud kibicowski został ukamieniowany, natomiast dziś już kilkanaście razy słyszałem o kompromitującej porażce, braku woli walki a wszystko z podtekstem - pieniądze hapią a grać im się nie chce.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Ale co to znaczy "nie wyszła" ? Skoro na którejś z rzędu osiągamy podobne wyniki medalowe to może po prostu na tyle nas stać i już.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:Ale co to znaczy "nie wyszła"
Szósta reprezentacja jeśli chodzi o stan ilościowy a wynik - jak na razie 26 miejsce (choć oczywiście kolejność klasyfikacji medalowej jest ustalana idiotycznie bo np. (teoretycznie) państwo które zdobyło np. 50 srebnych medali i ani jednego złotego jest gorsze niż państwo, które zdobyło jeden medal, ale złoty - to raczej mało prawedopodobne ale tak jest jeśli chodzi o zasadę)
andy67 pisze: Skoro na którejś z rzędu osiągamy podobne wyniki medalowe to może po prostu na tyle nas stać i już.
A to nazywa się stagnacja i to jest bardzo brzydkie słowo (poza oczywiście "stagnacją" na trzech pierwszych miejscach.

Tak nawiasem - o słuszności moich uwag na temat sposobu kształtowania kolejności klasyfikacji może swiadczyć fakt, że jak podają media - reprezentanci Chin, którzy zdobyli srebne i brązowe medale są witani w swoim kraju jako lenie i nieudacznicy, którym się nie chciało dokonać odrobinę większego wysiłku i zdobyć złoto. Jak są wobec tego witani ci z dalszych miejsc - wcale bym się nie zdziwił gdyby byli posyłani do kolonii karnej - fabryczka sportowców jest dostatecznie wielka aby naprodukować nowych na kolejną olimpiadę.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

klasyfikacje, punktowane miejsca, reprezentacje narodowe nieumiejących mówić w narodowym języku, oceny sędziów za "styl", za to, kto kogo trafił w czasie ataku, a kto w czasie obrony, kto jest "pasywny", a kto "aktywny" , bzdura, chłam, głupstwo
Ilu we współczesnym sporcie może powiedzieć "jstem mistrzem" ?
ilu może powiedzieć "dałem z siebie wszystko" ?
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Nie oglądam i jestem z tego dumny!

Do tej pory widziałem z tej całej olimpiady 5 minut gry Chińczyków polskiego i hiszpańskiego, bo ojciec w domu włączył na chwilkę.
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

Aż tak oszczędzacie prąd? ;-) :D
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Żabi Koń pisze:Nie oglądam i jestem z tego dumny!
Twój wybór, ale chyba się zgodzisz, że jest to "mędrca szkiełko i oko"?

Mój wnuk (19) kilkanaście dni temu tłukł się z Koszalina do Żywca na koncert jakiegoś zespołu, zapomniałem nazwy, ale chyba nie "górna półka". Taki koncert w całości mógłbym mu ściągnąć z YouTube. Powiedział, że to nie to samo, bo liczy się uczestnictwo, wspólne przeżywanie wraz z innymi. I ja go rozumiem, sam trochę starszy jeździłem po całej Polsce za kwartetem Dave Brubecka a także za Armstrongiem.

Wiem, że transmisja telewziyjna to nie to samo ale bezpośredni udział w igrzyskach był raczej trudny do realizacji - ale świadomość, że wraz ze mną ogląda siatkarzy przeszło 6 milionów ludzi w Polsce też coś znaczy - czułem ich obecność.

Zastanów się czy czegoś jednak nie tracisz?
Jestem gorszego sortu...
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

To nie jest tylko pragmatyzm. Mnie to także zwyczajnie nudzi, więc co mogę tracić?

Jeśli chodzi o koncerty rockowe, to już dawno nie byłem. Ostatnio byłem na Acid Drinkers i kokosów to nie kosztowało, a i sami muzycy raczej nie są jakimiś milionerami. Taki koncert to co innego. Gdybym miał tam stać i tego słuchać to też bym w tym nie widział sensu. Tu chodzi o rzeźnie, o młyn, o skakanie ze sceny. Człowiek po takim koncercie ledwo chodzi i ma zakwasy na drugi dzień, siniaków nie liczę.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Nie oglądam, nie ma m TV, sport w każdej postaci nie interesuje mnie zupełnie.
Mąż ogląda w pubie, gdzie już od lat ma własny kufel. Wilk syty i owca cała.

Synowie chodzą na koncerty i uwielbiają to - Michał był na Openerze, Maciek na Woodstoku, tez się potrafią tłuc przez całą Polskę aby zobaczyć to co ich interesuje.
A ja chociaż tez bardzo lubię muzykę (pewne jej gatunki) to chyba sporo straciłam, gdyż "za moich czasów" takich koncertów nie było a gwiazdy gościły w Polsce raz na 10 lat. Czasem, raz na miesiąc - dwa wybieram się ze znajomymi na kameralny koncert w okolicy.

A tak wracając do tematu sportu tak myślę że za jakieś 10 lat doczekamy czasu kiedy sportowcy będą modyfikowani genetycznie a za kolejne 50 lat - już zarodki będą dopierane genetycznie a potem sportowcy będą hodowani w wyspecjalizowanych hodowlach i dobierani specjalnie pod kątem tego jaki sport mają uprawiać.
Oczywiście dalsze specjalistyczne szkolenie będą przechodzić już od wieku 2-3 lat.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

Basia Z. pisze:Nie oglądam, nie ma m TV, sport w każdej postaci nie interesuje mnie zupełnie.
(...)
A tak wracając do tematu sportu tak myślę że za jakieś 10 lat doczekamy czasu kiedy sportowcy będą modyfikowani genetycznie a za kolejne 50 lat - już zarodki będą dopierane genetycznie a potem sportowcy będą hodowani w wyspecjalizowanych hodowlach i dobierani specjalnie pod kątem tego jaki sport mają uprawiać.
Oczywiście dalsze specjalistyczne szkolenie będą przechodzić już od wieku 2-3 lat.
Daleko posunięte wnioski jak na osobę zupełnie nieinteresującą sie sportem w żadnej postaci.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Alan pisze:
Basia Z. pisze:Nie oglądam, nie ma m TV, sport w każdej postaci nie interesuje mnie zupełnie.
(...)
A tak wracając do tematu sportu tak myślę że za jakieś 10 lat doczekamy czasu kiedy sportowcy będą modyfikowani genetycznie a za kolejne 50 lat - już zarodki będą dopierane genetycznie a potem sportowcy będą hodowani w wyspecjalizowanych hodowlach i dobierani specjalnie pod kątem tego jaki sport mają uprawiać.
Oczywiście dalsze specjalistyczne szkolenie będą przechodzić już od wieku 2-3 lat.
Daleko posunięte wnioski jak na osobę zupełnie nieinteresującą sie sportem w żadnej postaci.
Sportem się nie interesuję ale coś niecoś do mnie dociera choćby przez to forum.
Obejrzałam też w Internecie zestaw zdjęć pod tytułem "trening chińskich dzieci"

No i wnioski wyciągam takie, że jeżeli będzie to podążać nadal w tym kierunku to nasze szanse na medale będą w kolejnych latach coraz mniejsze.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Basia Z. pisze:No i wnioski wyciągam takie, że jeżeli będzie to podążać nadal w tym kierunku to nasze szanse na medale będą w kolejnych latach coraz mniejsze.
Może i u nas będą produkować sportowców modyfikowanych genetycznie. :think:


PS. Dajcie już spokój AR i RR, nie oceniając ich przez pryzmat przekonań politycznych.


Brazylijczycy zdeklasowali Italię, która wygrała wyraźnie z USA, które rozdawało karty w drugiej grupie. I to jest przykład jaką chimeryczną grą jest siatkówka.

PS. Brawo Anita Włodarczyk. :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Ten poza promień był chyba trochę ponad rekord świata. Obawiam się, że będzie się jej śnił po nocach. Ciekawe o co chodziło z tą Niemką - jej spór z sędziami, w czasie rzutu nic mi nie podpadło.
Ostatnia szansa na złoto to kajakarka Walczykiewicz. Oby.

Krzymul - AR rozumiem, ale co znaczy RR bo nijak nie kojarzę.

Basiu - chyba za daleko poszybowałaś z przewidywaniami.

Ciekawa rozmowa z sąsiadem, kiedyś niezłym koszykarzem a jegoi piętnastoletnia córka teraz trenuje piłkę ręczną - "Panie, ja wszystko miałem z klubu, ciuchy, rozmaite ekstra artykuły spożywcze (II połowa lat 80-ych) a i jeszcze trochę grosza. Córce musielimy wszystko kupić, buty, ciuchy, nawet te z znakami klubowymi, przy wyjazdach czasami trzeba zapłacić za nocleg a niekiedy nawet za transport." No to mówię - więc po co to wszystko, dać sobie spokój". A on na to - "dziewczyna ma fenomenalne warunki fizyczne, grzech byłby" - faktycznie ma i byłby grzech. Ergo - socjalizm i zawodowstwo, kapitalizm i amatorstwo w czystej postaci. Ale się porobiło!!!

Ja tam nie żazdroszczę sportowcom kasy, jak już dostaną się do tego przedziału, w którym się zarabia. Zresztą poza piłką nożną, koszykówką w USA, tymi amerykańskimi "ballami" i boksem to nie są znowu takie rewelacyjne pieniądze. Nie wiem jak się plasują siatkarze.

Zarobki w tenisie są dla mnie niezrozumiałym tematem - widownie nie takie znowu wielkie. Może Alan wyjaśni.
Jestem gorszego sortu...
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Janek pisze: Basiu - chyba za daleko poszybowałaś z przewidywaniami.
Mam dokładnie takie samo zdanie, więc tym bardziej nie przykładam do tego ręki.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Betty Heidler uznano protest i z wynikiem 77.13 wyszła na 3 miejsce - gdyby Anita nie trzepła daleko w ostatnim rzucie to by spadła na III miejsce. Oj ci sędziowie! W tych kapelusikach i marynareczkach wyglądają trochę cyrkowo.

Dramat Białorusinki - najlepsza na listach w tym roku i nic. To tak dla narzekaczy płaczących jak pływacy i inni "zawiedli". To jest loteria, proszę państwa!

Paweł - w jaki sposób nie przykładasz ręki? Nie otwierając telewizora? Słyszałeś może jak Słowacy zrobili jaką cholernie trudną ścianę na Jastrzębiej Turni? Czysta paranoja - robili ją przez kilkanaście dni - codziennie zjeżdżali na dół aby się przespać w schronisku a następnego dnia zjazd z góry, pewnie kreskę malowali i apiać znowu kilkanaście metrów. To jest chore.
Jestem gorszego sortu...
Nesek

-#4
Posty: 363
Rejestracja: pt 15 lip, 2011

Post autor: Nesek »

dagomar pisze:Cóż, wystarczy spojrzeć w gazetę, obejrzeć wiadomości, posłuchać sąsiadów, w końcu przyjrzeć się organizacji polskiego sportu, awantur o pieniądze, małych wojenek o wpływy, o władzę w klubie, hali. Polski sport to miniatura polskiego Państwa.
Jacy ludzie taki kraj...
Janek pisze:Krzymul - AR rozumiem, ale co znaczy RR bo nijak nie kojarzę.
RR - Robert Radwański :?
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Janek pisze: Paweł - w jaki sposób nie przykładasz ręki? Nie otwierając telewizora? Słyszałeś może jak Słowacy zrobili jaką cholernie trudną ścianę na Jastrzębiej Turni? Czysta paranoja - robili ją przez kilkanaście dni - codziennie zjeżdżali na dół aby się przespać w schronisku a następnego dnia zjazd z góry, pewnie kreskę malowali i apiać znowu kilkanaście metrów. To jest chore.
Nie wiem o żadnych Słowakach. Dla mnie taternictwo skończyło się 50 lat temu. Nie interesuje mnie czy ktoś tam wlazł na jakiś szczyt w Himalajach. Zupełnie wali mnie to. Dla mnie tylko liczy się to co ja robię... Ot taka arogancja. Nie osadzam ich jednak. Niech robią co chcą. Mnie nie musi to interesować. Tak, właśnie. Nie oglądam TV, bo uważam, ze mniejsze zainteresowanie to mniejsze pieniądze, mniej patologii. Takie prawo rynku. Propaguję swój pogląd żeby tych patologii było jak najmniej. Sport tak, ale nie w TV.

Oczywiście wszędzie tam gdzie są pieniądze, to jest patologia i to prawda też, ze gwiazdy muzyki też o to się nieźle ocierają. Tyle, ze pieniądze z podatków na nich nie idą.
Idąc dalej, wali mnie to co robi jakiś tam gitarzysta In Flames i czy Hatfield pije jeszcze czy nie, czy Biohazard wyda nową płytę i takie tam. Tak samo wali mnie to, czy Canon wypuści na rynek nowy aparat... Mnie tylko interesują czynności z tym związane, czyli słuchanie muzyki, robienie zdjęć, łażenie po górach, jazda na rowerze. Pamiętam jak kiedyś chciałem odrobić WF na AGHu i zapisałem się do sekcji rowerów górskich. Raz z nimi pojechałem i już nigdy więcej tam nie wróciłem. Oni cały czas gadali o jakiś ramach, amortyzatorach i innych takich. Makabra. Oczywiście czasami trzeba się tym zainteresować żeby to kupić, ale to jest jednak przymus, czasami człowiek coś tam się dowie, ale żeby śledzić to namiętnie... No proszę Was. To lepiej poczytać na Wiki np. tym jaka jest np. klasyfikacja grzybów, albo poszukać jakiejś fajnej muzyczki na Youtube.
ODPOWIEDZ