Nie tylko w Tatrach bywają wypadki...

Pasma górskie w Polsce i na świecie.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

andy67 pisze:Z tą ucieczką w dół to reguły nie ma.

Choćby moje pierwsze zejście z Rysów - zaczęło grzmieć, wszyscy ruszyli szybko w dół, a jeden z piorunów walnął w morenę Czarnego Stawu, kawałek przed nami.

Zresztą u Jagiełły też jest parę przykładów.
Jedno z gorszych przeżyć jakie miałam w górach:

Szliśmy niewielką grupą granią Małej Fatry - gdzieś na odcinku pomiędzy Małym Krywaniem a Suchym.
Grań nie taka jak tatrzańska, ale też dość stroma - coś na kształt Tatr Zachodnich. Ze mną był mój 8-letni wtedy syn.
Kiedy wychodziliśmy na trasę, zaczynając od górnej stacji kolejki i od Wielkiego Krywania nic nie zapowiadało jeszcze burzy, pogoda była piękna i dość chłodno, zresztą był to okres "długiego weekendu" majowego, kiedy zazwyczaj na burze jest za wcześnie. Burza zaczęła się tak już po połowie trasy.
Do odbicia szlaku do chaty pod Suchym gdzie się schodzi z grani pozostało gdzieś około godziny marszu, a tu mały zaczął słabnąć i szedł coraz wolniej. Do innego w miarę rozsądnego zejścia z grani (wstecz) było już około 2 godz. marszu.
A tymczasem widać było jak się kłębią chmury i co jakiś czas piorun wali w leśne zbocze znacznie poniżej nas, od strony Turca.

Bałam się po prostu jak cholera, zarówno o siebie jak i o Młodego.

Na szczęście dotarliśmy w końcu do tego trawersu i po prostu zbiegli z grani, jak już byliśmy w lesie, a potem w schronisku - odetchnęłam.
igła

-#4
Posty: 336
Rejestracja: czw 13 wrz, 2007

Post autor: igła »

Na pioruny nie ma mocnych jak, ma walnąć to walnie. Owszem należy stosować się do wszelkich zasad zachowania się w czasie burzy albo raczej w czasie poprzedzającym burzę gdy jeszcze nie doszło do wyładowania atmosferycznego ale wszystkie symptomy wskazują na to że za chwilę się zacznie. Właśnie ten okres przed rozpętaniem się burzy najczęściej bagatelizują ludzie i czekają na pierwszy grom, który może być w ich życiu ostatnim. Ileż to razy będąc na grani podejmowałem decyzję o natychmiastowym odwrocie gdzie ostrzegani przeze mnie ludzie mocno powątpiewali w to że w ogóle będzie padać a co dopiero grzmieć. Owszem i tak bywało, że gdzieś się wszystko rozeszło "po kościach" i nawet nie spadła jedna kropla deszczu ale były też takie przypadki że gdyby nie odpowiednio wczesny wycof to pewnie już dawno gryzłbym glebe.
Raz w życiu nie udało mi się uniknąć bezpośredniego ostrzału piorunami i to tylko z własnej winy.
Kilka lat temu w październiku wybraliśmy się w czwórkę (obyte już nieźle z Tatrami same zdrowe jeszcze nie stare chłopy) ze schroniska w D5SP (tam mieliśmy kwaterę) na Kozi Wierch czarnym szlakiem. Jak zwykle przy wyjściu ze schroniska nic nie wskazywało na to że będzie burza chociaż jednolicie jasny kolor zachmurzonego nieba o dość wysokiej podstawie chmur i dość wysoka temperatura jak na tę porę dnia i roku w połączeniu z całkowitym bezruchem powietrza mogła już wróżyć zmiany w pogodzie. Po wyjściu na Kozi Wierch podstawa chmur obniżyła się ale temperatura powietrza nie spadła względem temperatury rano w schronisku. Bardzo wyraźnie były słyszalne dźwięki dochodzące z Koziej dolinki gdzie na łańcuchach "walczyli jacyś ludzie" To zjawisko również mogło dawać już wiele do myślenia. Wiedziałem że szykuje się coś w powietrzu ale chęć dojścia w tym dniu do Krzyżnego przytępiła moją czujność i zdrowy rozsądek. Gdybym byl sam juz w tym momencie prawdopodobnie podjąłbym decyzję o powrocie. Po dojściu do Czarnych ścian wrażenie niezwykle wyraźnie słyszanych odgłosów z dołu było jeszcze silniejsze a w pewnym momencie usłyszelismy dość daleko odgłosy burzy bez widocznych wyładowań. Temperatura dalej nie spadała nawet o jotę (mieliśmy taką elektroniczną pogodynkę - wiem że to ma dokładność nieoheblowanego cepa ale skoro była to dlaczego nie mielibyśmy z niej korzystać). Po dotarciu do Zadniego granatu odgłosy burzy były częstsze ale nie odczuliśmy aby były bliżej niż poprzednio. Zadzwoniłem z komórki do żony aby podała mi telefon do IMGW na Kasprowym. Chciałem się dowiedzieć od nich co jest grane z tą burzą. W dalszym ciągu panował totalny bezruch powietrza, ciepło i jednolity szary ale jasny kolor nieba o podstawie chmur na wysokości samego szczytu Koziego Wierchu. Żona sama zadzwoniła Na Kasprowy i oddzwoniła do mnie opier...lając mnie o to co ja jeszcze tam robię. Według informacji z Kasprowego nad nami powinna już szaleć burza i mamy czym prędzej wiać. Kiedy rozmawiałem z żoną byliśmy na podejściu pod Skrajny granat. Mówię kumplom jak sprawa wygląda i widzę że miny mają nietęgie. Ja będąc najstarszy w tym towarzystwie zarządziłem natychmiastowe zejście do Murowańca (a kwaterę mieliśmy w D5SP) Cały czas nie zmieniała się sytuacja w powietrzu a słyszane wyładowania jakby osłabły i było ich mniej. W pewnym momencie stojąc na samym czubku Skrajnego granatu w czwórkę wokół trzymanej przez jednego kumpla w rękach mapy jak nie pier...lnęło ale to nie żeby gdzieś dalej tylko nagły przerażający strzał jakby 100 tysięcy końskich batów, bez ostrzeżenia w jednej chwili nawet błyskawicy nie zauważyliśmy. Strzał nie huk powalił nas jednocześnie na glebę. Ja wpierwszym odruchu po prostu zbaraniałem. Nie wiedziałem co robić czy wstać czy leżeć. Kumplowi co trzymał mapę dosłownie wyrwało mu ją z rąk, potem zarzekał się że poczuł jak coś poruszało jego nogawkami od spodni. W jednej chwili prawie skoczyliśmy pędem w dół nie przystając nawet na chwilę. Po tym strzale jak już doszliśmy do siebie w kilka może kilkanaście sekund rozpętało się nad nami piekło, wiatr i dosłownie nawałnica zimnego deszczu, który przeszedł momentalnie w grad wielkości grochu tak intensywny jakby ktoś rzucał w nas łopatami. Zatrzymaliśmy się dopiero pod najbliższym nawisem skalnym (trudno mi okreslić , w którym to było miejscu bo aż tak dokładnie nie znam topografii Tatr) Wtedy sprawdziliśmy temperaturę, która z wartości 18 stopni mierzonej na Kozim Wierchu spadła do 0 stopni - 18 stopni w dół w ciągu kilku minut! Cały czas kiedy zbiegaliśmy ze szczytu waliły nad nami pioruny. Nie chciałem nawet na to patrzeć. Nie wiem może to jakaś głupota ale wierzyłem że dopóki nie spojrzę za siebie w górę to nic mi się nie stanie. Patrzyłem tylko pod nogi maksymalnie koncentrując uwagę na to gdzie wykonuję kolejny skok tym bardziej że ścieżka dosłownie w oczu mgnienia nikła pod warstwą gradu. Dopiero pod tą nachyloną skałą kucnęlismy ale nie opierając się o nią. Kumpel wyciągną butelkę Ballantinesa a ja czekoladę. Nikt nic się nie odzywał tylko patrzyliśmy na siebie. Stwierdziłem że przestało grzmieć a grad przeszedł w deszcz ale już taki normalny ludzki. Zrobiło się zimno jak diabli, my przemoczeni do suchej nitki. Kiedy przykładałem butelkę do ust walneło jeszcze raz ale wysoko gdzieś nad nami. To był ostatni grzmot jaki słyszeliśmy. Wypiliśmy za darowane nam życie i poszliśmy już normalnym chodem w dół. Po drodze tam gdzie spotyka się szlak żółty z Granatu skrajnego ze szlakiem niebieskim spotkaliśmy chłopaka, który powiedział nam że jego burza dorwała podczas schodzenia w żlebie Kulczyńskiego akurat na łańcuchach. Po tej przygodzie zaprzysięgłem sobie że w życiu nie zbagatelizuje już żadnych oznak zbliżającej się burzy w górach bo czuję że farta w tej kwestii już wykorzystałem.

Wprowadziłem zmiany ponieważ zobaczyłem parę błędów ortograficznych, których można byłoby się wstydzić :-P
Ostatnio zmieniony pt 27 lip, 2012 przez igła, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Miałem takie przejście z burzą na odcinku Krzyżne - Granaty. Wiadomo że po drodze żadnych zejść nie ma, żelastwa trochę za to wisi. A ze mną dwie kobiety. Robiłem cały czas dobrą minę do złej gry ale wesoło to mi raczej nie było.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Szumo

-#2
Posty: 85
Rejestracja: pt 09 lip, 2010
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Szumo »

uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Dwa dni temu zginął podczas wspinania Sepp Mayerl, ojciec duchowy Messnera.

Pod artykułem znalazłam informację - w przypadkach śmiertelnych nie ma możliwości umieszczania komentarza.

Nie można by tak i w polskich gazetach internetowych?
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Basia Z. pisze: Lepszy wniosek - idzie burza, nawet jeszcze nie nadeszła, ale już ją słychać - spier.dalać jak najszybciej na dół, choćby bez szlaku i w krzal (piszę o tym konkretnym terenie, nie o Tatrach).
Oni chyba tak właśnie zrobili - dlatego nie mogli ich znaleźć.

Autentycznego stracha miałem raz w Niżnich Tatrach, pierwszego dnia na jakimś pagórze zaraz za Donovalami. Problem był taki, że uciec w dół za bardzo nie było gdzie, za to 15 minut dalej zaczynał sie las - tyle, że trzeba było przebiec przez sam szczyt. Burza byłą dość słaba, ale bałem się jak cholera.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Szumo

-#2
Posty: 85
Rejestracja: pt 09 lip, 2010
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Szumo »

Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

mefistofeles pisze:
Basia Z. pisze: Lepszy wniosek - idzie burza, nawet jeszcze nie nadeszła, ale już ją słychać - spier.dalać jak najszybciej na dół, choćby bez szlaku i w krzal (piszę o tym konkretnym terenie, nie o Tatrach).
Oni chyba tak właśnie zrobili - dlatego nie mogli ich znaleźć.
Z informacji z pierwszej ręki - znaleziono ich w niewielkim zagajniku tuż za granicą, ale po stronie słowackiej.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Szumo pisze:http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html
Dziwna sprawa.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

krzymul pisze:
Szumo pisze:http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html
Dziwna sprawa.
Dlaczego dziwna ?
Bardzo tragiczne wydarzenie, szczególnie dla Rodziny, której współczuję.

Ale przecież takie sytuacje (porwania przez lodowcową rzekę)) się niestety zdarzają.
Tamte góry to nie są Tatry ani Alpy.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Basia Z. pisze:Dlaczego dziwna ?
Bo przeczytałem ten artykuł.
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... omosc.html
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

krzymul pisze:
Basia Z. pisze:Dlaczego dziwna ?
Bo przeczytałem ten artykuł.
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... omosc.html
Bardzo dużo niedomówień.

Kiedy dwie samotne młode dziewczyny wybierają się same "na stopa" trzeba się niestety liczyć z tym, że mogą się zdarzyć nieprzyjemne sytuacje.

W tej konkretnej sytuacji jak zrozumiałam dziewczyna uciekła z samochodu przed zbyt natarczywym facetem i skończyło się to bardzo tragicznie - obsunęła się do rwącej rzeki.
To, że znajdą ciało w takiej rzece graniczy z cudem.

Sama wiele razy podróżowałam tylko z koleżanką, przejechałam autostopem praktycznie przez całą Europę ( z różnymi koleżankami) i kilka razy miały miejsce takie sytuacje, że ktoś nas zaczepiał i robił dwuznaczne (lub niedwuznaczne) propozycje, ale było to może 0,1 % przypadków w moich podróżach.

Ale ze dwa trzy razy zdarzyło się, że musiałyśmy zdecydowanie prosić o zatrzymanie się samochodu i wysiadać z niego. Było to na szczęście przy głównych drogach.
Zresztą nawet teraz dokładnie mogłabym wskazać te miejsca na mapie Europy. Raz pod Carcassone, raz pod Sozopolem, raz koło Wieliczki.

Do Gruzji raczej nie wybrałabym się na stopa sama tylko z koleżanką, nawet teraz.
Zawsze lepiej zebrać ekipę damsko-męską.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

No i chyba tak to wyglądało jak w tym opisie, bo gdyby ci panowie zrobiliby dziewczynie coś złego, to ta drugą, jako świadka, by czekał ten sam los.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
myszoz

-#5
Posty: 851
Rejestracja: ndz 11 sty, 2009
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: myszoz »

Za lekko się ubrały , czy co?
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Basia Z. pisze:Kiedy dwie samotne młode dziewczyny wybierają się same "na stopa" trzeba się niestety liczyć z tym, że mogą się zdarzyć nieprzyjemne sytuacje.
na stopa jeździłam bardzo często sama lub z kumpelą. Raz miałyśmy bardzo ciekawą akcję z jazdą na stopa z Warszawy do Katowic. Łapałyśmy stopa na wysokości Janek. Po ok. pół godziny udało nam się zatrzymać jakiegoś dostawczaka. Młody kierowca stwierdził, że trochę bał się nas wziąć, bo jednak jesteśmy dwie, a on tylko jeden. Mógł nas podwieźć tylko 50km, ale po drodze przez CBradio szukał nam kogoś "godnego zaufania". Po kilku minutach znalazł gościa, z którym umówił się na konkretnym parkingu. Dokonano transferu i po chwili jechałyśmy z gościem wracającym z pracy z Anglii. Mógł nas dowieźć tylko do Częstochowy, ale tak samo jak poprzednik zaczął nam odpowiednio wcześnie szukać kogoś, kto zawiezie nas do samych Katowic. Na stacji benzynowej w Częstochowie czekał na nas tir oraz kierowca - Góral z Żywca. W ten oto sposób za sprawą życzliwych i dbających o nasze bezpieczeństwo kierowców dotarłyśmy do Katowic. Ale to co powtarzali wszyscy trzej brzmiało tak: macie szczęście, bo my często wozimy ludzi na stopa i znamy tę całą kulturę. Przytaczam to jako dowód, że jednak na stopa jeździć się da, jeśli oczywiście trafi się na dobrych ludzi.

Jednak, niestety...są też mniej znający się na kulturze stopa kierowcy. Przykładem jest komentowana przez was sprawa, jak i sytuacja pewnej znajomej. Złapała stopa na swojej codziennej trasie powrotu do domu z pracy. Zatrzymał się samochód, facet w środku. Zaczęli jechać i w pewnym momencie facet w dość brutalny sposób zaczął się do znajomej dobierać. Kiedy nic nie pomagało czyt. prośby, groźby, krzyki i szarpanie, znajoma w obawie, że wywiezie ją do lasu, wyskoczyła z jadącego samochodu i wpadła do rowu. Facet oczywiście uciekł. Znajoma zadzwoniła po pomoc i od razu zgłosiła sprawę na policję. Oczywiście sprawcy nie znaleziono, mimo że podała nr rejestracyjne samochodu.

W jeżdżeniu na stopa trzeba mieć po prostu sporo szczęścia, żeby trafić na życzliwych kierowców. Sama nie zdecydowałabym się jechać w długą trasę, na krótkich odcinkach nie boję się sama łapać stopa. Dobrym nawykiem jest też wysyłanie nr rejestracyjnego złapanego na stopa samochodu do wybranej, znajomej osoby, na wypadek gdyby się coś stało. Warto też w takim smsie zawrzeć krótki opis kierowcy. Prosty zabieg, a może okazać się być bardzo istotnym.
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

Post autor: Ala »

ruda pisze:W jeżdżeniu na stopa trzeba mieć po prostu sporo szczęścia, żeby trafić na życzliwych kierowców
spoko bądź pewna, że jak Cię zobaczę na bank masz u mnie miejsce w autku :-)
wyruszając gdziekolwiek zawsze zabieramy młodych autostopowiczów
widząc młodych ciekawych świata z palcem do góry zatrzymujemy się i pakujemy ich , a po drodze prowadzimy baardzo ciekawe życiowe dysskusje ..
jak do tej pory mieliśmy szczęście do fajnych "grzecznych" , to działa w dwie strony , bo zdarzyło nam się nie zatrzymać
ale autostop to chyba nie w tym wątku
pozdrawiam
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Ala pisze:spoko bądź pewna, że jak Cię zobaczę na bank masz u mnie miejsce w autku
trzymam za słowo :)

Jak jeżdżę z Markiem po Polsce to często byśmy chcieli kogoś zabrać na stopa, ale chyba musiałby jechać na dachu, bo zazwyczaj tylne siedzenia zawalone mamy bagażami, rowerami i innymi sprzętami, w efekcie miejsca dla pasażerów jest zero :(
I zgadzam się z Tobą Alu, że jadąc na stopa można na naprawdę ciekawe tematy podyskutować.
ODPOWIEDZ