gb pisze:
Nikogo nie bulwersuje, fakt, że jacyś rodzice - Polacy - zostawili dziecko w przechowalni bagażu tylko "na chwilę" oczywiście.
Nikogo nie zastanawia - czego - tak naprawdę przejawem jest ów fakt.
Mnie to bardzo bulwersuje, zresztą ostatnio w ogóle jakiś wysyp całkowicie nieodpowiedzialnych zachowań wobec własnych dzieci (poczynając od słynnej "mamy Madzi").
Ten i inne podobne fakty są przejawem całkowitego braku odpowiedzialności.
gb pisze:
Natomiast sprawa publikacji w GW - mniej lub bardziej udanego - tekstu wsadzającego szpilę (w moim odczuciu) - we współcześnie lansowany styl życia - owszem...
Tylko że akurat ten temat mnie poruszył, bo dotyczył osoby nie tyle znanej ale jak pisałam bardzo przeze mnie szanowanej i o bliskich mi poglądach.
Z całkiem innej beczki i nie tak drastycznie:
Prowadziłam 9-dniowy obóz szkoleniowy w Bieszczadach, było na nim od 17 do 22 osób, przed wyjazdem każdy się dokładnie określił kiedy w jakich dniach może być, kiedy może dojechać i kiedy musi wracać, wiadomo każdy może mieć różne ważne sprawy.
Bardzo precyzyjnie przygotowałam program, na ostatni dzień przewidziałam w godz. 9.00-12.00 mini-mikrobusówkę na trasie Lutowiska - Lesko połączoną ze zwiedzaniem cerkwi w Smolniku i w Równi, a potem zwiedzanie Leska. Miało być tego dnia obecnych 17 osób, nikt się nie deklarował, że wcześniej wyjeżdża, ani też że musi wyjechać do domu bardzo wcześnie rano. Powrót przewidywałam z Leska około 14.00, na godz. 22 w Katowicach.
Nikt nie napisał żadnego słowa, zę mu to nie pasuje.
Wobec tego, ze miało być 17 osób zamówiłam busa na 19 osób na niedzielę na godz. 9.00 pod schronisko PTSM w którym spaliśmy.
Przejazd busem miał być dla kursantów dofinansowany z pieniędzy przeznaczonych na kurs przez rektora Politechniki, tak więc kursanci mieli za tą wycieczkę zapłacić mniej niż za bilet do Leska - to jest 10 zł (bilet kosztuje 11 zł).
Już w czasie trwania obozu się okazało że 5 osób musi nagle i w nie cierpiących zwłoki sprawach wyjechać do domu już w sobotę (jedna z tych osób rzeczywiście dość poważnie się rozchorowała, z chorym chłopakiem pojechała jego dziewczyna, pozostałe osoby miały sprawy rodzinne). Kolejne trzy osoby okazało się muszą wyjechać jak najszybciej w niedzielę wczesnym rankiem (jeden kolega jechał do Poznania, więc duży kawał drogi).
W efekcie z 17 zostało nas 9 osób (w tym tylko pięcioro kursantów, którym powinno najbardziej zależeć na własnym szkoleniu), nie było sensu organizować "mikrobusówki", w sobotę wieczorem zadzwoniłam do busiarza i odwołałam wyjazd.
Busiarz mnie opierniczył, ze nie dotrzymuję zobowiązań i rzucił słuchawkę.
W sumie nie wiedziałam czy przyjedzie czy nie przyjedzie.
Żadnej zaliczki nie wpłacałam, wiec finansowo nie była stratna ale czułam się okropnie.
5 osób wyjechało w sobotę, w niedzielę bardzo wczesnym rankiem zwinęły się kolejne trzy osoby.
Reszta wracała w różny sposób, część stopem, część autobusem. Nie koniecznie ci co wyszli pierwsi wrócili do domu pierwsi.
Po powrocie na forum kursantów (jeszcze mocno wkurzona tym co mnie spotkało w niedzielę rano) wygarnęłam że uważam że ludzie nie dotrzymali zobowiązań.
Bez żadnego chamstwa.
Napisałam tak:
Mała łyżka dziegciu w beczce miodu:
Chodzi o planowaną a nie doszłą do skutku "mini-autokarówkę".
Po to robiłam te wszystkie zestawienia aby dokładnie policzyć ile osób będzie zainteresowanych zwiedzaniem cerkwi w ostatni dzień i na tej podstawie zarezerwować busa.
Policzyłam, że będzie nas 17 i na tej podstawie zamówiłam busa. Koszt 324 zł był do podziału dla tych 17 osób do przyjęcia. Skoro odpada mi w sposób nie zapowiedziany 5 osób to koszt wynosiłby dla tych pozostałych 12 osób po około 30 zł od osoby, nie mówiąc już o tym, że kursantów byłoby tylko 6 więc szkoda w tym momencie dofinansowania rektora, które obiecał Staszek.
W tej sytuacji zadzwoniłam aby odwołać rezerwację.
Skończyło się tym, że obcy facet (busiarz) zwyzywał mnie przez telefon, że nie dotrzymuję zobowiązań (czyli rezerwacji) i rzucił słuchawką.
Miał rację, bo nie dotrzymałam zobowiązania. Prawdopodobnie jestem "spalona" na terenie Bieszczadów.
Na przyszłość bardzo proszę aby jeżeli ktoś jak np. ..., ..., ... czy inne osoby muszą wyjechać do domu bardzo wcześnie rano lub dzień wcześniej - po prostu napisać przed obozem "przepraszam, ale z ważnych powodów muszę wyjechać w sobotę (lub w niedzielę) o 7 rano, proszę na mnie nie liczyć, nie wezmę udziału w autokarówce" - i tyle wystarczy. Nie rozkręcałabym tych wszystkich rezerwacji, nie przygotowywała tematów do opracowania na niedzielę itd. tylko od razu założyła że wszyscy wracamy w niedzielę od razu do domu, bez zwiedzania czegokolwiek.
Albo też od razu zamówiła busa tylko na 12 osób i o odpowiednio wcześniejszej godzinie.
Sorry, ale wcześniejszym i nie zapowiedzianym wyjazdem kursantów jestem bardzo mocno rozczarowana.
Nie dotyczy oczywiście tych co wcześniej to zapowiadali (jak np. ... ...), lub czynników losowych,jak w przypadku chorego ... .
Plan obozu, wraz z godzinami powrotu wisiał na Internecie 2 tygodnie przed jego rozpoczęciem, naprawdę można się było wtedy zadeklarować.
Ludzie się prawie wszyscy na mnie obrazili. "przecież oni chcieli zwrócić pieniądze za niewykorzystany przejazd busem" - faktycznie tak było, ale to nic nie dawało.
Jeżeli organizuję wyjazd dla 12 kursantów, a w ostatecznym rozrachunku pozostaje ich sześcioro.
I tak się zastanawiam - czy ja mam rację wymagając minimum zgodności postępowania z deklaracjami, czy oni - którym jest wszystko jedno.