BTW - ponad 3 tysiące km (licznikowe; kilkadziesiąt (a może i ponad setka
[rower] Nasze wycieczki w roku 2012
To średnia prędkość wyszła ci blisko 31,5 km/h
. Nieźle, nie powiem - tym bardziej, że uzyskana na góralu i to na dość długim odcinku wte i wewte (czyli z wiatrem na pewno cały czas nie jechałeś; a znając życie cyklisty to pewnie w dwie strony pod wiatr
). Póki co dla mnie osiągnięcie takiego wyniku to raczej coś z gatunku s-f...Wypadałoby schudnąć parę kg i pojeździć metodą HIIT...
BTW - ponad 3 tysiące km (licznikowe; kilkadziesiąt (a może i ponad setka
) km nie zarejestrowanych pewnie by doszło dodatkowo) od kupna w ubiegłym roku na nowym rowerze przejechałem 
BTW - ponad 3 tysiące km (licznikowe; kilkadziesiąt (a może i ponad setka
Z tym, że ja mam nieoryginalne przełożenia, w porównianiu z tymi, co były na początku już drugi raz wymieniałem koła na korbie na większe, a myślę, że przed przyszłym sezonem znowu trzeba będzie dodać kilka zębów, bo średnio jest 3-5, 3-6. Nie wiem n.p. , po jaką cholerę jest tam to najmniejsze kółko, jak załączę i nacisnę na pedał, to koło "pali gumę" i traci przyczepność, buksując w miejscu, więc zupełnie bezużyteczne
luknij na moje panoramy i galerie
W sobotę podjąłem próbę pokonania bariery 200km na rowerze. Niestety - mission failed.Silny przeciwny wiatr oraz obrana trasa przypominająca ukształtowaniem terenu zakopiankę zmusiły mnie do skrócenia trasy i wyszło łącznie 170km. Ale nowa życiówka jest
Według poniższego programiku jadąc z kadencją 120 (rejon górnej granicy w przypadku kolarzy-amatorów) na najtwardszym przełożeniu 3-8 (zębatki 48-11) mógłbym śmigać z prędkością ponad 67km/h. Gdyby tylko nie było tych paskudnych oporów powietrza
http://www.machinehead-software.co.uk/b ... lator.html
Według poniższego programiku jadąc z kadencją 120 (rejon górnej granicy w przypadku kolarzy-amatorów) na najtwardszym przełożeniu 3-8 (zębatki 48-11) mógłbym śmigać z prędkością ponad 67km/h. Gdyby tylko nie było tych paskudnych oporów powietrza
http://www.machinehead-software.co.uk/b ... lator.html
aż musiałem zaguglować, co to takiego ta kadencja, wyszło mi, że tak do 50, 60 km trzymam ok 140, na dłuższych trasach jest na pewno mniej, ale chyba to 120 potrafię utrzymać, generalnie wolę mocniej docisnąć, niż szybciej kręcić. Musisz mieć dużo szybszy rower, ja na swojej terenówce nie osiągnę więcej, niż 40 i to jest krótkotrwałe ekstremum, a pamiętam, że za czasów studenckich na "Jaguarze" ścigałem się z WS-kami
Bicie rekordów myślę, jest o wiele łatwiejsze na płaskim, jakoś podjazdy są długie i na otwartym, wietrznym terenie, a zjazdy zawsze są krótkie, po dziurach i kończą się ostrym zakrętem
co do wiatru natomiast, nie marudź, jak sam zauważyłeś, on prawie zawsze wieje w twarz, a jak się zdarzy, że w plecy, to wyłącznie w duszny dzień. zeby nie było czym oddychać 
Bicie rekordów myślę, jest o wiele łatwiejsze na płaskim, jakoś podjazdy są długie i na otwartym, wietrznym terenie, a zjazdy zawsze są krótkie, po dziurach i kończą się ostrym zakrętem
luknij na moje panoramy i galerie
http://www.youtube.com/watch?v=sVbwngNoHm0
Ciekawe z jaką kadencją koleś na pierwszym planie powyższego filmiku kręci między 25s-30s
?Obstawiam jakieś 250-280 obrotów/minutę
.
Co do prędkości to po płaskim terenie w miarę bezwietrznych warunkach rozpędziłem się do około 47km/h - czyli mój rower też nie jest jakiś demonem prędkości. Na moim rowerze (cross) faktycznie stosunkowo łatwo i nie męcząc się zbytnio można osiągać prędkość do około 25 km/h. Później niestety opory powietrza dają o sobie znać (a są one nawet większe niż w przypadku np. roweru górskiego, gdyż na rowerze crossowym jeździ się całkiem wyprostowany) - i to co zyskuję na większych i cieńszych oponach (niższe opory toczenia) tracę właśnie na oporach powietrza (które powyżej prędkości 25 km/h są decydujące).
Co do trasy to celowałem w twoje strony, a mianowicie moim destination miał być Ujazd. Najbardziej w kość dał mi odcinek od Lipiec Reymontowskich przez Słupię i Jeżów do Budziszewic - przez wiatr i stosunkowo liczne i długie podjazdy (przynajmniej dla mnie
) właśnie tam zdecydowałem się zawrócić przez Mierzno, a dalej fajny powrót (sporo zjazdów
) przez Rękawiec, Żelechlinek i Głuchów (co najważniejsze z wiatrem, który tym razem na szczęście się nie odwrócił i wiał przyjemnie w plecy
) do domciu.
Ciekawe z jaką kadencją koleś na pierwszym planie powyższego filmiku kręci między 25s-30s
Co do prędkości to po płaskim terenie w miarę bezwietrznych warunkach rozpędziłem się do około 47km/h - czyli mój rower też nie jest jakiś demonem prędkości. Na moim rowerze (cross) faktycznie stosunkowo łatwo i nie męcząc się zbytnio można osiągać prędkość do około 25 km/h. Później niestety opory powietrza dają o sobie znać (a są one nawet większe niż w przypadku np. roweru górskiego, gdyż na rowerze crossowym jeździ się całkiem wyprostowany) - i to co zyskuję na większych i cieńszych oponach (niższe opory toczenia) tracę właśnie na oporach powietrza (które powyżej prędkości 25 km/h są decydujące).
Co do trasy to celowałem w twoje strony, a mianowicie moim destination miał być Ujazd. Najbardziej w kość dał mi odcinek od Lipiec Reymontowskich przez Słupię i Jeżów do Budziszewic - przez wiatr i stosunkowo liczne i długie podjazdy (przynajmniej dla mnie
Nesek pisze:od Lipiec Reymontowskich przez Słupię i Jeżów do Budziszewic
własnie tak mniej więcej jeździmy w okolice Skierniewic, tam jedną drogą, z powrotem drugąNesek pisze: przez Rękawiec, Żelechlinek i Głuchów
Co do tego gościa, to ja, jako dziecko miałem malutki rowerek z napędem na sztywno bez hamulców i udało mi się rozpędzić kiedyś z górki, miałem podobne tempo, dopóki nie poplątały mi się nogi i nie skończyło to rozbitą o krawężnik głową. Myslę, że dziś nogi poplątały by mi się o wiele nawet szybciej
luknij na moje panoramy i galerie
Ja ostatnio musiałam "polubić" rower i zacząć na nim przemieszczać się po różnych, polskich zakątkach. Z racji tego, że jestem w rowerowych klimatach świeżynką, nie mogę się poszczycić trasami mającymi po sto parę kilometrów. Ale przynajmniej poznaję nowe, urokliwe miejsca i przynajmniej drugi połówek jest kontent, że na żelastwie na dwóch kółkach chcę jeździć.
Z miejsc, które mogę polecić na rowerowe wędrówki to:
- Dolina Wkry (Okolice Pomiechówka i Borkowa) - sporo mało uczęszczanych, asfaltowych dróg, ubitych duktów leśnych i polnych ścieżek, które nadają się na jazdę rowerem bez konieczności pchania jednoślada w piachu po kolana. Ostatnia moja trasa w tamtym rejonie miała jakieś 40km i oprócz goniących nas ciemnych deszczowych chmur to zasadniczo nie miałam na co narzekać.
- Ponidzie - zasadniczo na Ponidziu byłam parę razy, ale dopiero na rowerze odkryłam jak jest tam pięknie. Po pierwsze Rezerwat Krzyżanowice, na który składają się dość specyficznie pofałdowane wzgórza. Po drugie dwa jeziora w Gackach, o których istnieniu dowiedziałam się na niedzielnej rowerowej wycieczce. Teren Ponidzia, oprócz oczywiście pięknie wijącej się wśród pól i łąk Nidy, obfituje w różne geologiczne i krajobrazowe niespodzianki. Do tego teren do jazdy jest zróżnicowany, więc na nudę narzekać nie można. Trasę da się tak ustawić, by unikać wszelkich mocno uczęszczanych dróg.
W każdym razie utwierdzam się w przekonaniu, że w Polsce mam jeszcze wiele do odkrycia i zobaczenia, więc kiedy nie mogę pojechać dalej, cały czas mam szansę poznawać coś nowego w obrębie własnego kraju
Z miejsc, które mogę polecić na rowerowe wędrówki to:
- Dolina Wkry (Okolice Pomiechówka i Borkowa) - sporo mało uczęszczanych, asfaltowych dróg, ubitych duktów leśnych i polnych ścieżek, które nadają się na jazdę rowerem bez konieczności pchania jednoślada w piachu po kolana. Ostatnia moja trasa w tamtym rejonie miała jakieś 40km i oprócz goniących nas ciemnych deszczowych chmur to zasadniczo nie miałam na co narzekać.
- Ponidzie - zasadniczo na Ponidziu byłam parę razy, ale dopiero na rowerze odkryłam jak jest tam pięknie. Po pierwsze Rezerwat Krzyżanowice, na który składają się dość specyficznie pofałdowane wzgórza. Po drugie dwa jeziora w Gackach, o których istnieniu dowiedziałam się na niedzielnej rowerowej wycieczce. Teren Ponidzia, oprócz oczywiście pięknie wijącej się wśród pól i łąk Nidy, obfituje w różne geologiczne i krajobrazowe niespodzianki. Do tego teren do jazdy jest zróżnicowany, więc na nudę narzekać nie można. Trasę da się tak ustawić, by unikać wszelkich mocno uczęszczanych dróg.
W każdym razie utwierdzam się w przekonaniu, że w Polsce mam jeszcze wiele do odkrycia i zobaczenia, więc kiedy nie mogę pojechać dalej, cały czas mam szansę poznawać coś nowego w obrębie własnego kraju
mam 50 lat, od 20 wydaje mi się, że w Polsce już wszystko widziałem, a ciągle, nawet w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od swego miejsca zamieszkania, odkrywam coś nowegoruda pisze:cały czas mam szansę poznawać coś nowego w obrębie własnego kraju
luknij na moje panoramy i galerie
Mam nadzieję, że w pełni przekonasz się do tego sposobu aktywnego wypoczynku dzięki któremu można, jak słusznie wspomniałaś, poznać nowe miejsca i nie tylkoruda pisze:Ja ostatnio musiałam "polubić" rower i zacząć na nim przemieszczać się po różnych, polskich zakątkach.
Jak mawiają "little by little, step by step"ruda pisze:Z racji tego, że jestem w rowerowych klimatach świeżynką, nie mogę się poszczycić trasami mającymi po sto parę kilometrów.
Poza tym preferuję dystanse rzędu około 40-80 km, a te dłuższe trasy pokonuję teraz częściowo z racji tego, że chciałbym trochę z wagi zejść
Dzięki za podsunięcie ciekawych terenówruda pisze:Z miejsc, które mogę polecić na rowerowe wędrówki to:
- Dolina Wkry (Okolice Pomiechówka i Borkowa)
ja znowuż od paru lat biegam. Kondycji raczej złej nie mam, ale na rowerze jak słusznie zauważyłeś kształtują się inne partie mięśni, niż podczas biegania. A co za tym idzie zupełnie inny wysiłek podejmuje organizm przy każdej z tych aktywności.Nesek pisze:. Ja np. w tamtym roku zacząłem trochę biegać (po około 7 latach przerwy od końca liceum) i pomimo, że na rowerze robiłem długie dystanse, to na początku nie mogłem przebiec jednego pełnego okrążenia na boisku czyli 450m (zresztą nie zanotowałem tu jak dotąd tak dużego progresu jak w przypadku jazdy na rowerze czy pływania).
Czy w pełni przekonam się do roweru? Może kiedyś..na razie kontuzja, którą sobie zafundowałam w długi czerwcowy weekend cały czas o sobie przypomina. Niestety gleba na kostkę bauma na przystanku autobusowym nie była najprzyjemniejsza dla mojego piszczela. Ale może kiedyś przejdzie
Jeśli chodzi jeszcze o fajne tereny na jazdę to oczywiście polecam te moje "przydomowe" czyli okolice Łomianek, Kiełpina i Dziekanowa
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ja nie wiem, co wy widzicie w tych rowerach... Rower to taka pospolita rzecz - służy zazwyczaj do jazdy po bułki lub po wino. No i zero przy tym lansu, jak dajmy na to przy wspinie, paralotniach, czy skiturach. Poza tym od roweru boli dupa, trzeba wdychać smród spalin, smarować łańcuch, a potem sobie brudzić od tego nogi, dopompowywać wiecznie uchodzące powietrze, wozić kask, pod którym poci się głowa... Durne to. :]Nesek pisze:Mam nadzieję, że w pełni przekonasz się do tego sposobu aktywnego wypoczynku dzięki któremu można, jak słusznie wspomniałaś, poznać nowe miejsca i nie tylko
Ja tam ani na rowerze, ani na nartach kasku nie mam i nie zamierzam mieć. Jak sam się wykopyrtnę, to prawie na pewno nie na głowę (upadałem w życiu mnóstwo razy i nigdy na tę szlachetną część ciała, natomiast walę głową regularnie w co popadnie w życiu codziennym idąc, wstając, podnosząc się i odwracając) Tak więc w moim przypadku powinienem chodzić w kasku do pracy. Nawet we wspinaczkowym garnku ten jedyny raz, gdzie uratował mi łeb, to podczas poprawiania plecaka chciałem się odwrócić i coś powiedzieć nie "widząc" skały, koło której stałem.
luknij na moje panoramy i galerie
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Czyli jesteś bezpieczniejszy (a także bardziej aerodynamicznyMariusz pisze:andy67 napisał/a:
Kask chyba nie jest obowiązkowy.
Jasne, że nie jest. Kamizelka odblaskowa też nie. Jednak ja używam i tego i tego
http://www.szumgum.com/lusterko-rowerow ... z-eye.html
http://www.szumgum.com/lusterko-na-rowe ... yclop.html
Z przykrością muszę stwierdzić, że od paru tygodni moje wycieczki rowerowe zamykają się między 50, a 90 km i są kompletnie nieurozmaicone - BYLE DO JAKIEGOŚ JEZIORA
luknij na moje panoramy i galerie



