Nasze wycieczki w roku 2005
Sobotnia wycieczka.
Cel: Bardo - obowiązki... syna.
Powód wyboru trasy nr 8 - droga krajowa jest najkrótszą, by dotrzeć do tego miasteczka. Niestety jest też jedną z najniebezpieczniejszych, jakimi jeżdżę. Staram się jeździć bardzo ostrożnie, jednak to co mnie wczoraj spotkało na trasie (w obie strony) wołało o pomstę... . Wszyscy spieszyli sie chyba na długi łikend - paranoja. Co kilkanaście kilometrów jakieś stłuczki. Największa na końcu mojej trasy. Trzy samochody rozp... na rogatkach Wrocławia. Zero hamulców, a później dziwi się jeden z drugim jak to się stało? Tiry dały mi wczoraj ostro "popalić" - jak nigdy, na jakiejkolwiek trasie. Kiedyś napisałem w innym wątku o mojej niechęci do Czechów. Podtrzymuję. Kilku idiotów z "CZ" próbowało mnie niemal zepchnąć z szosy. "PL" i "LT" - O.K.
Rozumiem krótki sygnał - jest to dla mnie ostrzeżenie, bym był maksymalnie skoncentrowany. Trąbienie jak po......y i mijanie mnie na grubość piątkowej gazety - (GW
) oczywiście z prędkością jednego Macha, doprowadzało mnie do pasji.
Wiąchy - niesłyszalne dla adresata, a więc daremne - "sypały" się jak z rękawa. Najważniejsze, że i tym razem udało mi się dojechć całym i zdrowym do domku. Plagą na trasie były też czarne robaczki, chyba z kwitnącego rzepaku. Kilka chciało mi posłużyć jako darmowy posiłek. Wskakiwały na "talerz", by natychmiast zostać z niego "zmytymi".
No i czas nawożenia czy oprysków - ech te zapachy.
Ps. Po przybyciu do Barda spotkałem dobrych znajomych (małżeństwo) z Wrocławia. Przyjechali pociągiem - z rowerkami - na kilka dni, by aktywnie odpoczywać w tych pięknych okolicach.
Wasz kamikadze - Czesław II
Niedzielna wycieczka
Po wczorajszym wysiłku troszkę sobie pospałem.
Wyszedłem z domku punkt 10-ta.
Robiło się coraz cieplej, postanowiłem więc na nastym kilometrze zdjąć zbędną odzież. Jechałem w kierunku Milicza, zaczynając od Krzyżanowic, przez Bukowinę, Łozinę, Bierzyce, Węgrów i Kopiec. Tu miałem miłą niespodziankę. Jadąc pod górę zwiększyłem prędkość do około 30km/h. W innym wątku było już o takim zjawisku - mój rower jechał sam.
Niestety za chwilę zjeżdżałem z prędkością 22km/h.
Dalej mijałem takie wioski jak: Rzędziszowice, Ludgierzowice, Złotów, Bukowice i Łazy Wielkie. Zatrzymałem sie na rozdrożu i rozłożyłem cały majdan. Około 20 minut na posiłek, zerknięcie na mapę i...postanowiłem wracać. Nie miałem już tylu sił co w sobotę, a trzeba jeszcze wrócić. Podjechałem jeszcze ok. 6 km do "15"-ki - Łasowice (Borowina) i powrót. Do Trzebnicy 22, a do W-wia 46 kilometrów. Na całej trasie sporo podjazdów
i zjazdów
. W porównaniu z dniem poprzednim spokój na drogach. Odpoczywałem, choć mocowałem się z tym przeklętym wiatrem. 
Jak juz pisałem ostatnie 25 km to było to co lubię najbardziej. Wiatr w plecy i szybciutko znalazłem się w domku.
Plan może nie do końca wykonany, ale te dwa dni dały mi dużo radości.
Czesław II
Cel: Bardo - obowiązki... syna.
Powód wyboru trasy nr 8 - droga krajowa jest najkrótszą, by dotrzeć do tego miasteczka. Niestety jest też jedną z najniebezpieczniejszych, jakimi jeżdżę. Staram się jeździć bardzo ostrożnie, jednak to co mnie wczoraj spotkało na trasie (w obie strony) wołało o pomstę... . Wszyscy spieszyli sie chyba na długi łikend - paranoja. Co kilkanaście kilometrów jakieś stłuczki. Największa na końcu mojej trasy. Trzy samochody rozp... na rogatkach Wrocławia. Zero hamulców, a później dziwi się jeden z drugim jak to się stało? Tiry dały mi wczoraj ostro "popalić" - jak nigdy, na jakiejkolwiek trasie. Kiedyś napisałem w innym wątku o mojej niechęci do Czechów. Podtrzymuję. Kilku idiotów z "CZ" próbowało mnie niemal zepchnąć z szosy. "PL" i "LT" - O.K.
Wiąchy - niesłyszalne dla adresata, a więc daremne - "sypały" się jak z rękawa. Najważniejsze, że i tym razem udało mi się dojechć całym i zdrowym do domku. Plagą na trasie były też czarne robaczki, chyba z kwitnącego rzepaku. Kilka chciało mi posłużyć jako darmowy posiłek. Wskakiwały na "talerz", by natychmiast zostać z niego "zmytymi".
No i czas nawożenia czy oprysków - ech te zapachy.
Ps. Po przybyciu do Barda spotkałem dobrych znajomych (małżeństwo) z Wrocławia. Przyjechali pociągiem - z rowerkami - na kilka dni, by aktywnie odpoczywać w tych pięknych okolicach.
Wasz kamikadze - Czesław II
Niedzielna wycieczka
Po wczorajszym wysiłku troszkę sobie pospałem.
Wyszedłem z domku punkt 10-ta.
Robiło się coraz cieplej, postanowiłem więc na nastym kilometrze zdjąć zbędną odzież. Jechałem w kierunku Milicza, zaczynając od Krzyżanowic, przez Bukowinę, Łozinę, Bierzyce, Węgrów i Kopiec. Tu miałem miłą niespodziankę. Jadąc pod górę zwiększyłem prędkość do około 30km/h. W innym wątku było już o takim zjawisku - mój rower jechał sam.
Jak juz pisałem ostatnie 25 km to było to co lubię najbardziej. Wiatr w plecy i szybciutko znalazłem się w domku.
Plan może nie do końca wykonany, ale te dwa dni dały mi dużo radości.
Czesław II
To i ja skromnie dodam, że przydarzyło mi się wsiąść na rower w niedzielę. Piszę dopiero teraz, bo powoli przechodzi mi wqur.... na to co się stało. A stało się to, co kiedyś Cześkowi - straciłem wszystkie fotki (prócz ostatnich dwóch) z wycieczki. Prawdopodobnie na skutek wstrząsów, aparat stracił na chwilę kontakt z bateriami i to wystarczyło... Wrrrrr.... A takie fajne foty były....
Dystans: 166 km
Opis traski, mapa i... dwie fotki: http://rower.bozym.com
P.S. Czesiek i Luki - gratuluję przepedałowanych kilometrów!
Dystans: 166 km
Opis traski, mapa i... dwie fotki: http://rower.bozym.com
P.S. Czesiek i Luki - gratuluję przepedałowanych kilometrów!
Mariusz pisze:Dystans: 166 km
My z Asikiem jakieś skromne 33 km przejechałyśmy w niedzielę-ale jak tu zrobić więcej,jak się kładło spać o 2 nad ranem....znacie Asię i jej pory chodzenia spać na wyjazdach
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Na bolący tyłek można zaradzic tylko regularnym treningiemLuki pisze:dzisiaj nie bardzo wiem na którym półdupku mam usiąść żeby mniej bolało
to konkretna wycieczkaMariusz pisze:Dystans: 166 km
Czesiek jeszcze wczoraj wykręcił około 90km! z czego 20 z Wiolą, a 70 - w moim towarzystwie.
(opis może jutro)
Wtorkowa wycieczka
03.05.2002. Wrocław/ Jelcz-Laskowice
Spotkanie trochę po 8 rano – po południu ma padać, więc nie ma się co ociągać. Przebijamy się przez dość pusty na szczęście Wrocław i ruszamy na południowy wschód. Jest dość ciepło i trzeba jeszcze troszkę zredukować ubrania.
Pierwsza miejscowość na trasie - Dobrzykowice tu na chwilę zbaczamy z trasy, żeby zobaczyć domy Kargula i Pawlaka – to właśnie tutaj kręcono „Samych swoich”. Domy prawie jak z filmu – ceglane, płot już jednak nie ten sam
Zdjęcie przy pamiątkowej tablicy i w drogę.
Nadolice Dolne – zaglądamy na chwilę na cmentarz-pomnik niemieckich żołnierzy poległych podczas II wojny światowej. Cmentarz symboliczny, a przy nim Park Pokoju,w którym posadzono sponsorowane przez ludzi z różnych krajów drzewka. Opłata za „własne” drzewko była cegiełką na budowę tego obiektu.
Pogoda nam dopisuje, chmur deszczowych nie widać, ruch na drodze umiarkowany.
Jelcz-Laskowice. Dziwna miejscowość – właściwie dwie połączone w jedną. Laskowice z niską jednorodzinną zabudową i około 2km dalej Jelcz z zakładami Toyoty i blokowiskami. Na wieś za duże, na miasto za małe. Ale jednak miasto!
Wracamy do Wrocławia wałami nad Odrą . Motyw drogi powrotnej to woda Popas na jazie w Katowicach, elektrownia wodna w Czernicy, jezioro Bajkał ( tu dłuższy popas ), śluza bartoszowicka. Nad jeziorem już prawdziwe lato: pierwsi odważni się kąpią, jest żaglówka, motorówka, mnóstwo grilljących i opalających się.
Na wałach ruch prawie jak na autostradzie – mnóstwo rowerzystów. My jako jedyni już wracamy
Po wjeździe o Wrocławia nadal wałami nad brzegiem Odry dojeżdżamy pod mój dom. Cześka czekają jeszcze 2km jazdy przez miasto.
5 godzin wycieczki, 70 km w nogach, trasa płaska, trochę walki na wyboistych i piaszczystych wałach.
Spotkanie trochę po 8 rano – po południu ma padać, więc nie ma się co ociągać. Przebijamy się przez dość pusty na szczęście Wrocław i ruszamy na południowy wschód. Jest dość ciepło i trzeba jeszcze troszkę zredukować ubrania.
Pierwsza miejscowość na trasie - Dobrzykowice tu na chwilę zbaczamy z trasy, żeby zobaczyć domy Kargula i Pawlaka – to właśnie tutaj kręcono „Samych swoich”. Domy prawie jak z filmu – ceglane, płot już jednak nie ten sam
Zdjęcie przy pamiątkowej tablicy i w drogę.
Nadolice Dolne – zaglądamy na chwilę na cmentarz-pomnik niemieckich żołnierzy poległych podczas II wojny światowej. Cmentarz symboliczny, a przy nim Park Pokoju,w którym posadzono sponsorowane przez ludzi z różnych krajów drzewka. Opłata za „własne” drzewko była cegiełką na budowę tego obiektu.
Pogoda nam dopisuje, chmur deszczowych nie widać, ruch na drodze umiarkowany.
Jelcz-Laskowice. Dziwna miejscowość – właściwie dwie połączone w jedną. Laskowice z niską jednorodzinną zabudową i około 2km dalej Jelcz z zakładami Toyoty i blokowiskami. Na wieś za duże, na miasto za małe. Ale jednak miasto!
Wracamy do Wrocławia wałami nad Odrą . Motyw drogi powrotnej to woda Popas na jazie w Katowicach, elektrownia wodna w Czernicy, jezioro Bajkał ( tu dłuższy popas ), śluza bartoszowicka. Nad jeziorem już prawdziwe lato: pierwsi odważni się kąpią, jest żaglówka, motorówka, mnóstwo grilljących i opalających się.
Na wałach ruch prawie jak na autostradzie – mnóstwo rowerzystów. My jako jedyni już wracamy
Po wjeździe o Wrocławia nadal wałami nad brzegiem Odry dojeżdżamy pod mój dom. Cześka czekają jeszcze 2km jazdy przez miasto.
5 godzin wycieczki, 70 km w nogach, trasa płaska, trochę walki na wyboistych i piaszczystych wałach.
Fotki z sobotniej wycieczki do Barda.
Dystans 170 km.
http://my.magma-net.pl/czesiek/bardo2/glowna.html
+ jako uzupełnienie
z 26.05.04.
http://my.magma-net.pl/czesiek/jeden.html
Oraz z niedzieli: Dystans 108 km.
http://my.magma-net.pl/czesiek/milicz/glowna.html
Dystans 170 km.
http://my.magma-net.pl/czesiek/bardo2/glowna.html
+ jako uzupełnienie
http://my.magma-net.pl/czesiek/jeden.html
Oraz z niedzieli: Dystans 108 km.
http://my.magma-net.pl/czesiek/milicz/glowna.html
Serdecznie wszystkich witam po długiej nieobecności na forum.
Poniżej moja relacja z sobotniego wypadu do Brzegu Dolnego.
8 rano pobudka, gimnastyka krótka
i śniadanko przygotowane przez Czesia 
Mała Mysza została w domku i oczywiście na jej głowie pranie, sprzątanie i małe zakupy.
Ja z mężem na swoje dwa srebrne rumaki i w drogę
Prosto na most Trzebnicki, kawałek ul. Obornickiej i jak wystrzeleni z rakiety prosto przez Świniary do Szewc. Tam w lewo na Paniowice. Następne miejscowości to Kotowice, Raków, Uraz, Stary Dwór, Wały.
I tu zaczął się slalom przekraczania Odry
.
Najpierw przez Jaz-Śluzę na lewą stronę Odry, potem wzdłuż jej brzegu do mostu kolejowego, tu przeprawa na prawą stronę i znowu wzdłuż brzegu rzeki do przeprawy promowej w Brzegu Dolnym. Po dotarciu na miejsce (11:45), okazało się, iż mamy jeszcze 20 minut czasu do przepłynięcia na drugą stronę. Więc z powrotem do miasteczka po jakiś prowiant, gdyż odezwały się nasze żołądki. Niestety ich nie da się oszukać
.
Powrót na prom i przeprawa na lewą stronę Odry po raz drugi (koszt- 2 zł od roweru ), nam się udało w ramach.... promocji
.
Po przeprawieniu i krótkim odpoczynku dalej w drogę. Mijaliśmy kolejno miejscowości : Głoska, Księginice ( tu muszę zaznaczyć, że wiatr dał nam w kość), Brzezinka Średzka, Pisarzowice, Wilkszyn, Stare Stabłowice -Wrocław i przez most 1000-lecia do domku.
Ten cały dystans to 86 kilometrów (AV 16,9)
. Muszę się pochwalić, że to mój rekord w tym roku i mam nadzieje, że nie ostatni.
A zaczęło się tak niewinnie :
9 maja- 13 km,
12 maja - 36 km,
13 maja - 40 km i w końcu sobota.....
.
PS. Oj, zapomniałam o dzisiejszej niedzieli, dorzucam jeszcze 51 km no i adresik do naszej strony z fotkami, z wycieczki. Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku
.
http://my.magma-net.pl/razem/brzeg/glowna.html
Poniżej moja relacja z sobotniego wypadu do Brzegu Dolnego.
8 rano pobudka, gimnastyka krótka
Mała Mysza została w domku i oczywiście na jej głowie pranie, sprzątanie i małe zakupy.
Ja z mężem na swoje dwa srebrne rumaki i w drogę
Prosto na most Trzebnicki, kawałek ul. Obornickiej i jak wystrzeleni z rakiety prosto przez Świniary do Szewc. Tam w lewo na Paniowice. Następne miejscowości to Kotowice, Raków, Uraz, Stary Dwór, Wały.
I tu zaczął się slalom przekraczania Odry
Najpierw przez Jaz-Śluzę na lewą stronę Odry, potem wzdłuż jej brzegu do mostu kolejowego, tu przeprawa na prawą stronę i znowu wzdłuż brzegu rzeki do przeprawy promowej w Brzegu Dolnym. Po dotarciu na miejsce (11:45), okazało się, iż mamy jeszcze 20 minut czasu do przepłynięcia na drugą stronę. Więc z powrotem do miasteczka po jakiś prowiant, gdyż odezwały się nasze żołądki. Niestety ich nie da się oszukać
Powrót na prom i przeprawa na lewą stronę Odry po raz drugi (koszt- 2 zł od roweru ), nam się udało w ramach.... promocji
Po przeprawieniu i krótkim odpoczynku dalej w drogę. Mijaliśmy kolejno miejscowości : Głoska, Księginice ( tu muszę zaznaczyć, że wiatr dał nam w kość), Brzezinka Średzka, Pisarzowice, Wilkszyn, Stare Stabłowice -Wrocław i przez most 1000-lecia do domku.
Ten cały dystans to 86 kilometrów (AV 16,9)
A zaczęło się tak niewinnie :
9 maja- 13 km,
12 maja - 36 km,
13 maja - 40 km i w końcu sobota.....
PS. Oj, zapomniałam o dzisiejszej niedzieli, dorzucam jeszcze 51 km no i adresik do naszej strony z fotkami, z wycieczki. Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku
http://my.magma-net.pl/razem/brzeg/glowna.html
Tym razem Czesiek - Wiola ciężko pracuje.
Słuchajcie
- to jest mistrzostwo świata. Moja Żona przejechała w sobotę (21 maja 2005) 133 kilometry. Jestem z Niej dumny. Wyruszyliśmy z domku około 9-tej i skierowaliśmy się ku Kątom Wrocławskim. Tam nastąpił pierwszy, krótki postój. Wymuszony zresztą przeze mnie. Zrobiłem Jej fotkę przy drogowskazie. Był to 27-my kilometr. Następnie udaliśmy się do Rynku. Zobaczyliśmy cukiernię pełną słodkości. Wiola nie mogła się oprzeć napoleonce i stanęła po nią w długiej kolejce. Ja bym nie stał, ale... w końcu sam zjadłem bułkę z makiem.
Po uzupełnieniu kalorii ruszyliśmy dalej - w kierunku Zalewu Mietkowskiego. Mapa nie była nam jeszcze potrzebna, gdyż miałem w pamięci tę trasę, przejechaną wcześniej z Rybką, tylko w odwrotnym kierunku. Dosyć szybko zajechaliśmy do Mietkowa i dalej do Borzygniewu. Tam wjechaliśmy na wał okalający cały zalew. Woda wyglądała wyjątkowo czyściutko. Jej niebieski kolor zachęcał do kąpieli - niestety... zakaz.
Jak na tak piękny dzień bardzo mało było żaglówek, czy innych "pojazdów" na wodzie. Wędkarzy też niewielu. Objechaliśmy większą część zbiornika i ruszyliśmy w kierunku "betoniarki". Droga ułożona z betonowych płyt dawała nieźle w d... .
Teraz już skorzystaliśmy z mapy, w celu sprawdzenia gdzie mamy skręcić aby nie ominąć Wilkowa. W dzieciństwie spędzałem tam wiele szczęśliwych dni - podczas wakacji, u rodzinki.
Po drodze spoglądaliśmy na pasma górskie (wspaniała widoczność). Prawdopodobnie widzieliśmy również Śnieżkę, ale nie jesteśmy tego pewni. W końcu dojechaliśmy do Pszenna, skąd już tylko droga powrotna do domu. Napełniliśmy "baki" i w drogę.
Teraz jechaliśmy sobie "wzdłuż" Ślęży, spoglądając na nią co rusz. Widok przepiękny. Nawet czerwony dach schroniska było widać jak "na dłoni".
Wreszcie "dociągnęliśmy" się do Sobótki. Standardowy postój w Rynku. Znowu cukiernia i znowu ciacha, a także kawka.
Buty, skarpety "spadły" ze stóp i tak spędziliśmy tam około pół godziny wygrzewając się w słoneczku. Na innej ławce siedziało dwóch rowerzystów - równie zmęczonych jak my. Znowu mapa i studiowanie trasy, żeby omijać ruchliwe drogi, nawet kosztem nadrabiania kilometrów. Znów (częściowo) trasa "pokrywała" się z tą, przejechaną z Kasią, włącznie z nielubianym, krótkim odcinkiem drogi krajowej Wrocław - Wałbrzych. Pokonaliśmy ją jednak poboczem, a we Wrocławiu - znanymi już sobie ulicami do domku. Zmęczeni i szczęśliwi zastaliśmy - oczekującą na nas Małą Myszkę - z obiadkiem, kawką i zimnymi napojami.
Rodzinka w komplecie.
Oto mapka naszej wycieczki i miejscowości przez które przejeżdżaliśmy:
Wrocław - Mokronos Dolny - Cesarzowice - Pietrzykowice - Sadków - Kąty Wrocławskie - Kilianów - Piława - Milin - Mietków (zalew) - Domanice - Krasków - Klecin - Stefanowice - Wilków - Pszenno - Kątki - Zebrzydów - Biała - Sobótka Górka - Sobótka - Rogów Sobócki - Stary Zamek - Ręków - Pustków Żórawski - Owsianka - Bąki - Krzyżowice - Tyniec Mały - Wrocław.
http://www.mapapolski.pl/index.php3?z_c ... 4&form_t=0
Oraz fotki - dzięki Myszko.
http://my.magma-net.pl/razem/zalew/glowna.html
Słuchajcie
Teraz jechaliśmy sobie "wzdłuż" Ślęży, spoglądając na nią co rusz. Widok przepiękny. Nawet czerwony dach schroniska było widać jak "na dłoni".
Rodzinka w komplecie.
Oto mapka naszej wycieczki i miejscowości przez które przejeżdżaliśmy:
Wrocław - Mokronos Dolny - Cesarzowice - Pietrzykowice - Sadków - Kąty Wrocławskie - Kilianów - Piława - Milin - Mietków (zalew) - Domanice - Krasków - Klecin - Stefanowice - Wilków - Pszenno - Kątki - Zebrzydów - Biała - Sobótka Górka - Sobótka - Rogów Sobócki - Stary Zamek - Ręków - Pustków Żórawski - Owsianka - Bąki - Krzyżowice - Tyniec Mały - Wrocław.
http://www.mapapolski.pl/index.php3?z_c ... 4&form_t=0
Oraz fotki - dzięki Myszko.
http://my.magma-net.pl/razem/zalew/glowna.html
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Niedziela - 22.05.05. - żeby nie "ostygnąć". 
Słoneczko wczoraj ciut przygrzało. Wstałem jak z krzyża zdjęty. Wystarczyła jednak toaleta poranna, śniadanko, kawka i.... już byłem gotowy... do drogi.
Pierwotnie miałem przejechać "swoje" kółeczko do Jelcza i z powrotem (ok. 50 km), ale w czasie jazdy postanowiłem jechać dalej. Po wczorajszej wycieczce - dzisiaj było mi smutno. Decyzja, że jadę, zapadła zbyt późno, by wydzwaniać do potencjalnych towarzyszy podróży (Kasia, Krzysiu). Tak więc "gnałem" sam. Samochodów na całej trasie bardzo mało... i dobrze.
Za Jelczem wjechałem w las i po przyzwoitym asfalcie wyjechałem z niego przed Biskupicami Oł. Trasa jak trasa - po drodze nic ciekawego. Wioski, jak każda, z wyjątkiem Celiny.
Ładna nazwa.
Z Jelcza-Laskowic znaną już doskonale trasą, zmierzałem do domku. Im bliżej miasta, tym więcej na drogach rowerzystów. Odczuwałem jednak trudy wczorajszej wycieczki, krótkiego spania (ok. 5 h) więc spieszyłem się w domowe pielesze. Dodatkową motywacją był wyścig F1 - godz. 14.00 i "mój" Kimi Raikkonen... zdążyłem, a On wygrał.
Dystans 85 km.
Przebieg trasy:
Wrocław - Kamieniec Wrocławski - Jelcz-Laskowice - Janików - Biskupice Oławskie - Celina - Minkowice Oławskie - Kopalina - Piekary - Jelcz-Laskowice - Nadolice Wielkie i Małe - Dobrzykowice - Wrocław.
Mapka:
http://www.mapapolski.pl/index.php3?z_c ... ne=?109,14
Fotki:
http://my.magma-net.pl/czesiek/osiem/glowna.html
Słoneczko wczoraj ciut przygrzało. Wstałem jak z krzyża zdjęty. Wystarczyła jednak toaleta poranna, śniadanko, kawka i.... już byłem gotowy... do drogi.
Przebieg trasy:
Wrocław - Kamieniec Wrocławski - Jelcz-Laskowice - Janików - Biskupice Oławskie - Celina - Minkowice Oławskie - Kopalina - Piekary - Jelcz-Laskowice - Nadolice Wielkie i Małe - Dobrzykowice - Wrocław.
Mapka:
http://www.mapapolski.pl/index.php3?z_c ... ne=?109,14
Fotki:
http://my.magma-net.pl/czesiek/osiem/glowna.html
Wow, jestem pod wrażeniem. Gratulacje dla Wioli, także ode mnie! 
P.S. Ja dzień po Was też wsiadłem na rower, ale tak raczej rekreacyjnie. Wyruszyłem o 15:30, wróciłem coś przed siódmą i przejechałem 50 km. Pogoda w niedzielę była boska na rower - ciepeło, ale bardzo rześkie powietrze, lekki wiatr, zieleń coraz bardziej soczysta, jeszcze zielone zboże na polach... Ech nie ma to jak dwa kółka... (napędzane siłą mięśni, rzecz jasna!)

P.S. Ja dzień po Was też wsiadłem na rower, ale tak raczej rekreacyjnie. Wyruszyłem o 15:30, wróciłem coś przed siódmą i przejechałem 50 km. Pogoda w niedzielę była boska na rower - ciepeło, ale bardzo rześkie powietrze, lekki wiatr, zieleń coraz bardziej soczysta, jeszcze zielone zboże na polach... Ech nie ma to jak dwa kółka... (napędzane siłą mięśni, rzecz jasna!)
Dziękuję Mariusz. Sama się sobie dziwię, jak ja to zrobiłam.Mariusz pisze:Gratulacje dla Wioli, także ode mnie!
Młodą mamę masz Iwonka.Iwona pisze:Wioluś- opowiem o Twoim wyczynie mojej mamie,muszę jej trochę na ambicję wejść...
Pewnie w wieku mojego męża, bo ja mam...
Pozdrawiam wszystkich.





