Polak potrafi...
Polak potrafi...
Media podały, że odpowiednie organy kontrolne ujawniły, że jeden producent i dostawca tzw. "suszu jajecznego", stosowanego masowo przez producentów lodów i wyrobów ciastkarskich dostarczał swoim odbiorcom, a była to absolutna "arystokracja" tych producentów, produkt wprawdzie nie zawierający salmonelli ale również i jaj. Z czego ten susz był robiony prasa nie podała, można się tylko domyślać. No i trzeba zauważyć, że myśmy te ciastka i lody jedli i pewnie nam nawet smakowały.
Dotąd mi się wydawało, że sporządzić ciasto bez jaj to rzecz niemożliwa, a jednak! Czyżby to oznaczało rewolucję technologiczną w produkcji ciastkarskiej i fatalny krach dla ferm jajczarskich?
PS.
Tak nawiasem - mnie się ten "susz jajeczny", obojętnie czy z jaj czy też diabli wiedzą z czego trichę kojarzy z sztuczną ścianką wspinaczkową - niby to wspinaczka a jednak... nie kończę aby nie ranić uczuć niektórym.
Moja Mama miała po swojej babci taki przepis na placek drożdżowy - cytuję fragment w oryginalnym brzmieniu - "jaj tyle ile jest w spiżarni, ale nie mniej niż 60" (proporcja na 4 blachy). Mama dawała z oszczędności 15 a i tak było to niebo w gębie, nie mające nic wspólnego z tym pieczywem w opakowaniu z supermarketów - oni pewnie to robią na suszu jajecznym.
Dotąd mi się wydawało, że sporządzić ciasto bez jaj to rzecz niemożliwa, a jednak! Czyżby to oznaczało rewolucję technologiczną w produkcji ciastkarskiej i fatalny krach dla ferm jajczarskich?
PS.
Tak nawiasem - mnie się ten "susz jajeczny", obojętnie czy z jaj czy też diabli wiedzą z czego trichę kojarzy z sztuczną ścianką wspinaczkową - niby to wspinaczka a jednak... nie kończę aby nie ranić uczuć niektórym.
Moja Mama miała po swojej babci taki przepis na placek drożdżowy - cytuję fragment w oryginalnym brzmieniu - "jaj tyle ile jest w spiżarni, ale nie mniej niż 60" (proporcja na 4 blachy). Mama dawała z oszczędności 15 a i tak było to niebo w gębie, nie mające nic wspólnego z tym pieczywem w opakowaniu z supermarketów - oni pewnie to robią na suszu jajecznym.
Jestem gorszego sortu...
Mogę Cię Janku zapewnić, że na 1 kg mąki ciasta drożdżowego mozna dać najlepiej od 10 do 16 jaj góra. (z własnego eksperymentowania) , ta większa ilość do bab zaparzanych, ta mniejsza do ciasta tradycyjnego. Po prostu jeżeli dasz więcej, to ciasto jedzie jajami, a to smaku nie dodaje. 1 kg to porcja na 3 blachy 35/11 cm. Kiedyś w przepisach tych jaj było mnóstwo, ale prawdopodobnie były one mniejsze, no i ilość jaj świadczyła o hojności gospodyni
Oczywiście można zrobić smaczne ciasto drożdżowe bez jaj (chleb, bułka, pizza). Podejrzewam, że te erzatze, o ile mają odpowiednią ilość żółtego barwnika i " aromatu identycznego z naturalnym" mogą bardzo dobrze jaja udawać. Przeciież do kremów i innych potraw, gdzie jest wymagany szkielet białkowo-cukrowy i tak musisz dać jaja naturalne, a nie proszek
Oczywiście można zrobić smaczne ciasto drożdżowe bez jaj (chleb, bułka, pizza). Podejrzewam, że te erzatze, o ile mają odpowiednią ilość żółtego barwnika i " aromatu identycznego z naturalnym" mogą bardzo dobrze jaja udawać. Przeciież do kremów i innych potraw, gdzie jest wymagany szkielet białkowo-cukrowy i tak musisz dać jaja naturalne, a nie proszek
luknij na moje panoramy i galerie
To co te biedne kury będą jeszcze bardziej zestresowane jak jaja be, Koko koko be, wcześniej ptasia grypa.... Oj nioski ze stresu przestaną się nieść.... 
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
Gdy tak czytam o tych jajach przypomniała mi się pewna piosenka
:
jakość słabawa
http://www.dailymotion.com/video/x2785j ... shortfilms
jakość słabawa
http://www.dailymotion.com/video/x2785j ... shortfilms
"....The world is changed. I feel it in the water. I feel it in the earth. I smell it in the air. ..."
- raczej tak. Pieczywo w supermarketach głównie na niej się opiera. Technologia naturalny proces wypieku np. powszedniego chleba próbuje zastąpić chemicznymi przyśpieszaczami i zamiennikami. Liczy się czas i pieniądz - to główne wyznaczniki zmian. Mikrobiologia uporała się już z tradycyjnym zakwasem. Resztę, póki co załatwiają dodatki enzymatyczne np. proteaza, która "piecze" chlebek na wzór tego prawdziwego z chrupiącą skórką itp. Badania nieraz wykazują szkodliwość "ulepszaczy" - takiego np. bromianu potasu, który ma cechy rakotwórcze. W wielu krajach został zakazany, w tym w krajach Unii, ale w USA stosuje się go nadal. Tak więc to co ludzie kupują w marketach można raczej umownie nazwać chlebem - przynajmniej w tradycyjnym znaczeniu słowa. Coraz mniej jest piekarni które pieką chleb zgodnie z recepturą do której starsze pokolenie jest przyzwyczajone ( bo młodym to chyba wszystko jedno) . Tak czy siak cena stanowi o tym, z jakim chlebem mamy do czynienia. Za prawdziwy trza dać i 5 PLN - i to nie kilogramowy. Za tę cenę można dostać kilka w supermarkecie czy innym sklepie mającym tego typu "pieczywo". W moim mieście zostało kilka tradycyjnych piekarni. I żeby sobie kupić CHLEB trzeba się pofatygować.Janek pisze:Czyżby to oznaczało rewolucję technologiczną w produkcji (-)
Myślę, że taki sam proces stosowany jest w produkcji ciast. Dostajemy erzace. Niedawno znalazłam artykuł o lodach. Stwierdzono w nim, że nie ma już w sprzedaży lodów z mleka, i śmietany - bo takich nie sposób długo przechowywać, i cena ich wytworzenia jest wysoka. Więc dzieje się to samo - zamienniki i chemia. Aż nie chce mi się w to wierzyć, ale w artykule było napisane, że np. lody waniliowe nie robi się z wanilii tylko piperonalu (środka do tępienia wszy), a w lodach czekoladowych dodawane są aldehydy, stosowane w produkcji detergentów.
Niedawno oglądałam coś fajnego widziałam jak tworzy się kawior ( który kawiorem nie jest) w kuchni molekularnej. Nie były to zasady "poniżej pasa" o których wyżej.- Zgodnie z polskimi przepisami, producent lodów nie ma obowiązku zamieszczania na opakowaniu nazw wszystkich dodatków użytych do produkcji lodów. Na opakowaniu nie przeczytamy więc m.in. o zastosowaniu propanu, butanu, octanu etylu, etanolu, dwutlenku węgla, acetonu, podtlenku azotu i wielu innych - mówi "Faktowi" Ewelina Suska z poznańskiego Sanepidu.
Można nie przywiązywać wagi do tego co się je. Wielu twierdzi, że jak w sprzedaży to ok. Być może mało kto chce sobie tym zaprzątać głowę.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Chleb, który kupuję, pieczony wg tradycyjnej receptury, z centymetrowej grubości skórką, kosztuje 8.50 i jest rozkupywany raczej szybko, ciasta piekę sam, wanilię przecieram, kawioru choćby sam Putin osobiście złowił jesiotra, rozpłatał i mi zaserwował, nie znoszę, lody przestaję jeść od dzisiaj (no chyba, że Grandy "Korala" 
luknij na moje panoramy i galerie
Ja nie mam czasu na pieczenie, ale też mam to szczęście że zaraz koło mojej pracy są dwie małe piekarnie z "prawdziwym" chlebem. Zwłaszcza taki żytni z kminkiem , mniam mniam. Bochenek 1 kg kosztuje 7zł.krzymul pisze:Spróbuj i chleb upiec sam.dagomar pisze:Chleb, który kupuję, pieczony wg tradycyjnej receptury, z centymetrowej grubości skórką, kosztuje 8.50 i jest rozkupywany raczej szybko, ciasta piekę sam
PS. Koniecznie na zakwasie.
Tego chleba z supermarketu nie kupuję w ogóle. Ciasto kupuję dwa razy w roku - na święta, w małej prywatnej cukierni, gdzie się je piecze wg starej receptury.
Trochę odeszliśmy od tematu - ja zwróciłem uwagę na to, że producent suszu jajecznego produkował go ze wszystkiego tylko nie jaj. To tak samo jak gdyby ktoś pisał na opakowaniu butów, że są one ze skóry a w rzeczywistości byłyby z tworzywa sztucznego idealnie skórę nawet naśladującego i być może nawet o podobnej dobroci.
Jak podano, oszukańcza firma sprzedawała swój wyrób czołowym producentom wyrobów cukierniczych. I co? Mam wierzyć, że tam nikt tego nie zauważył. Mało prawdopodobne. Moim zdaniem powtórka z soli. Tak nawiasem - ta sól "drogowa" wg wiarygodnych badań jest niueszkodliwa dla zdrowia i w dodatku nadal słona. Co z tego - wstyd pozostał.
Jak podano, oszukańcza firma sprzedawała swój wyrób czołowym producentom wyrobów cukierniczych. I co? Mam wierzyć, że tam nikt tego nie zauważył. Mało prawdopodobne. Moim zdaniem powtórka z soli. Tak nawiasem - ta sól "drogowa" wg wiarygodnych badań jest niueszkodliwa dla zdrowia i w dodatku nadal słona. Co z tego - wstyd pozostał.
Jestem gorszego sortu...
Upiekł bym, gdybym nie mógł kupić, ale nie byłby tak dobry, jak ten, który kupić na szczęście mogę. Piekarnik, a tym bardziej inne wymysły, jakieś kombajny, thermowary i cuda nie wypieką chleba tak dobrze. Tak to już jest, że chleb powinien piec piekarz, bo się na tym powinien znać najlepiej, kiełbasy robić masarz, a rury naprawiać hydraulik. Tylko , że w tym popieprzonym swiecie bywa, że jest całkiem na odwrótkrzymul pisze:Spróbuj i chleb upiec sam
luknij na moje panoramy i galerie
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Kiedyś - dawno temu - piekłam kilka razy chleb na tzw. zaczynie z moczonej połówki starego chleba.
Był przepyszny.
Ostatnio mi się to przypomniało i postanowiłam takim swojskim chlebem poczęstować gości w Święta Wielkanocne.
Wykorzystałam ususzone resztki chleba z Biedronki. No i wyszło mi coś okropnego, co zostało wyrzucone na śmietnik razem z blaszką, na której się piekło, bo nie dało się tej mazi spieczonej oddzielić od naczynia
.
Takim to „pieczywem” karmią nas dyskonty
....
Nie ma co oszczędzać na chlebie...lepiej zjeść z samym masłem dobry, niż obłożony byle jaki.
Był przepyszny.
Ostatnio mi się to przypomniało i postanowiłam takim swojskim chlebem poczęstować gości w Święta Wielkanocne.
Wykorzystałam ususzone resztki chleba z Biedronki. No i wyszło mi coś okropnego, co zostało wyrzucone na śmietnik razem z blaszką, na której się piekło, bo nie dało się tej mazi spieczonej oddzielić od naczynia
Takim to „pieczywem” karmią nas dyskonty
Nie ma co oszczędzać na chlebie...lepiej zjeść z samym masłem dobry, niż obłożony byle jaki.
Zakochani w Tatrach
Raz upiekłam chleb według przepisu z gazety - wyszedł gniot, kilka razy z gotowej mieszaniny -nawet smakował, z babci przepisu też by trzeba spróbować, ale wydaje mi się, że sekret polega nie w składnikach, lecz w pieczeniu. Ze zwykłego piekarnika nie smakuje tak jak z pieca opalanego drewnem. Muszę tylko znaleźć sposób jak ukraść taki piec z mojego rodzinnego domu ( i tak nikt go już nie używa), przewieźć z za Zamościa pod Poznań i jeszcze gdzieś postawić i mogę piec dla całego forum i rozsyłaćZakochani w Tatrach pisze:Kiedyś - dawno temu - piekłam kilka razy chleb na tzw. zaczynie z moczonej połówki starego chleba.
Był przepyszny.
....
Nie ma co oszczędzać na chlebie...lepiej zjeść z samym masłem dobry, niż obłożony byle jaki.
Po tym co teraz czytam chyba zaraz pójdę do piekarni po chleb.
Wyjeżdżam prowadzić wycieczkę w piątek 8 czerwca o 5 rano z Gliwic, chcę sobie zabrać na cały dzień jakieś kanapki. W czwartek jak wiadomo jest Boże Ciało, nic nigdzie nie kupię, jutro zaś mam po południu w Gliwicach wykład na naszym kursie przewodnickim, też nic nie kupię, bo nie będę mieć czasu. Muszę zrobić zakupy w dniu dzisiejszym. Tak więc nie pozostaje nic innego jak tylko kupić ten dobry chleb, który aż do piątku będzie świeży.
Wyjeżdżam prowadzić wycieczkę w piątek 8 czerwca o 5 rano z Gliwic, chcę sobie zabrać na cały dzień jakieś kanapki. W czwartek jak wiadomo jest Boże Ciało, nic nigdzie nie kupię, jutro zaś mam po południu w Gliwicach wykład na naszym kursie przewodnickim, też nic nie kupię, bo nie będę mieć czasu. Muszę zrobić zakupy w dniu dzisiejszym. Tak więc nie pozostaje nic innego jak tylko kupić ten dobry chleb, który aż do piątku będzie świeży.
Ja też zaraz kupię dwukilowy wspaniały i świeży bochen z grubą twardą skórką, po czym z dużym wysiłkiem go pokroję i natychmiast zamrożę. Będzie świeżutki przez 2 tygodnie, należy jedynie godzinę wczesniej wyjąć z zamrażarki ( w mikrofali się zaparowuje)
luknij na moje panoramy i galerie
- nie widzę zbytniego odejścia od tematu....na "metce" czegoś co chlebem nie jest, jest napisane np. "chleb staropolski". Konia z rzędem temu, kto dowie się w markecie jaki ma skład. Coś co nie ma w sobie grama mięsa jest podpisane "parówka" czy jakaś inna....I to się dzieje w literze prawa. Na szczeblu ministerstw tłumaczy się ten fakt tym, że po wejściu Polski do Unii zniesiono normy jakościowe w produktach. Czyli zakłady same sobie ustalają co tam wepchną w chleb, ciasto, wędliny. Służby weterynaryjne wystawiają jakieś glejty przyzwolenia i już. Uważam, że to zbiorowe oszukaństwo dotyka najboleśniej ludzi których zadowala tańszy zakup i nie wchodzą w szczegóły. Ci "czołowi producenci" dobrze wiedzą co i od kogo kupują. I wiedzą też dlaczego - schodzą z kosztów. Z tego co wiem studenci lubią kupować garmażeryjną "pastę jajeczną" w której śladu jaj nie ma. Reasumując jedna wielka mistyfikacja żywności/ "nowa technologia". Trudno się w tym połapać, ale jak kto nie lubi gówna na talerzu to się da. Więc nic nie wyniknie z tych sensacyjnych info o suszu jajecznym itp. Przeciętnemu Polakowi wydaje się jeszcze, że to co kupuje w legalnym sklepie powinno być normalne. Tym bardziej, że kupuje produkt podpisany chleb, ciasto, parówka, a nie chlebopodobny itd.( przełom nastąpił chyba w serach żółtych, bo już informują "seropodobny"). Obecnie np. wędliny ( każda tańsza !) mają w swej zawartości przede wszystkim zmielone śmieci, są podrasowane smakowo chemią bez grama mięsa albo z jego śladem ). Nie obowiązują już polskie ujednolicone normy produkcji. Ryzykiem jest ot tak kupienie czegoś bez wniknięcia w jego skład. Ostała się enklawa. To są te wyroby, która posiadają certyfikat. Jedynie zakłady które posiadają certyfikat na dany wyrób muszą przestrzegać ściśle norm jakościowych. Chyba nawet czołowi producenci musza wystąpić o certyfikat - jeśli nie mają to produkcja leci wg. uznania. Z doświadczenia wiem, że takie wyroby posiada "Kredens" w "Almie". Mając jako taką świadomość staram się omijać "rafy". Ale szlag mnie trafia, że takie ogólne oszustwo ludzi może ot tak sobie funkcjonować, ludzi często nieświadomych całego procederu ( albo też uświadamianych drastycznie - dziennikarz na konferencji podał przykład jak babie pasztetowa "wybuchła" przy kasie). Wynika z tego, że ludzie ze skromniejszą kasą wpuszcza się w kanał i to jest granda.....A minister Sawicki, któremu dziennikarze rzucają w twarz konkretne oskarżenia ( poza tymi z czarnego humoru) zamiast zlecać kontrole i się żachnąć choćby na proceder...proponuje by naród tanio nie kupował. I promuje zdrową polską żywność za granicą - oczywiście tą z certyfikatamiJanek pisze:Trochę odeszliśmy od tematu - ja zwróciłem uwagę na to, że producent suszu jajecznego produkował go ze wszystkiego tylko nie jaj. To tak samo jak gdyby ktoś pisał na opakowaniu butów, że są one ze skóry a w rzeczywistości byłyby z tworzywa sztucznego idealnie skórę nawet naśladującego i być może nawet o podobnej dobroci.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Jeśli chodzi o wędliny to kupuję tylko takie, które mają wyraźnie wyczuwalne włókna, a nie jakieś mielone świństwo. Nie lubię np. szynki konserwowej, takiej drobno mielonej. W góry zamiast konserw zabieram suchą kiełbasę.Izabela pisze: Obecnie np. wędliny ( każda tańsza !) mają w swej zawartości przede wszystkim zmielone śmieci, są podrasowane smakowo chemią bez grama mięsa albo z jego śladem ). Nie obowiązują już polskie ujednolicone normy produkcji. Ryzykiem jest ot tak kupienie czegoś bez wniknięcia w jego skład. Ostała się enklawa. To są te wyroby, która posiadają certyfikat. Jedynie zakłady które posiadają certyfikat na dany wyrób muszą przestrzegać ściśle norm jakościowych. Chyba nawet czołowi producenci musza wystąpić o certyfikat - jeśli nie mają to produkcja leci wg. uznania.
Inna sprawa, że smaczne wędliny z "Biedronki" (w cenie ok. 30 zł za kg, produkowane chyba przez Sokołów) chociaż się ładnie nazywają to zapewne nie były wędzone w sposób naturalny a tylko potraktowane "przyprawą dymopodobną", ale przynajmniej jest w nich mięso.
dagomar pisze: chleb powinien piec piekarz, bo się na tym powinien znać najlepiej, kiełbasy robić masarz, a rury naprawiać hydraulik.
A cukiernikowi nie chcesz dać zarobić ?dagomar pisze: ciasta piekę sam,
Rzecz gustu, ciekawe czy do tego który kupujesz ( na zakwasie ), nie pakują jakichś ulepszaczy, coby smak poprawić i wygląd.dagomar pisze:ale nie byłby tak dobry, jak ten, który kupić na szczęście mogę.
Nie piekę często chleba, ot kilka razy w roku - jak mnie naleci i mam czas, ale wiem jedno, chleb upieczony przeze mnie o identycznych gabarytach jak kupczy jest dwa razy cięższy ( masa ) i aby się nasycić wystarcza dwie kromki. Tego ze sklepu trzeba zjeść trzy razy więcej i tylko brzuch puchnie jak balonik.
Taka różnica, pomijając już walory smakowe. Jedyna wada to mniejsza przyjemność z jedzenia, bo nie da się go tak dużo zjeść jak tego napuszonego.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.





