Jej/jemu wolno więcej

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
Nesek

-#4
Posty: 363
Rejestracja: pt 15 lip, 2011

Post autor: Nesek »

dagomar pisze:wystarczy wprowadzić egzaminy do szkół zamiast ujednoliconych testów, przyznać, że jednolity nie znaczy sprawiedliwy, pozwolić na istnienie szkół elitarnych i byle jakich i pogodzić się z tym, że do tych byle jakich szkół będą chodzili byle jacy uczniowie kształceni przez byle jakich nauczycieli
Hmm. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba cały czas tak to funkcjonuje tzn. podstawówka przydzielana jest na podstawie rejonizacji, a gimnazjum i liceum wybiera uczeń i dostaje się lub nie w zależności od ilości zdobytych punktów z egzaminu końcowego.

Poza tym ja bym nie przeceniał jakości szkół. W przypadku przedmiotów pamięciowych, czyli wszystkich za wyjątkiem matematyki, fizyki i chemii, brak dobrego nauczyciela nie jest przeszkodą nie do pokonania dla uczniów którym chce się uczyć (szczególnie dzisiaj w dobie powszechnego internetu oraz przy dobrze wyposażonych bibliotekach i księgarniach).
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

podstawówka na podst, rejonizacji, i to pierwszy krok do równania w dół. Gimnazjum w praktyce też, gdyż dyrektor nie moze odmówić przyjęcia uczniowi z jego rejonu, więc urawniłowka kwitni9e, a potem zostaje 3 lata liceum, wybacz, ale 3 lata to za mało.
Nesek pisze:brak dobrego nauczyciela nie jest przeszkodą nie do pokonania dla uczniów którym chce się uczyć
problem jest dwutorowy. z jednej stronie nie ma segregacji uczniów, a z drugiej nie ma selekcji nauczycieli. Jeżeli nawet dobry nauczyciel trafi się w gronie przypadkowej grupy uczniów, nie rozumie narzuconej metody nauczania, kwestionuje dobór wiadomości, ciągle zmieniana jest ilość godzin nauczania i program, jego durnowaci i leniwi koledzy z pokoju nauczycielskiego zarabiają o wiele więcej, a ucznia nie może nawet wyrzucić za drzwi, bo za niego odpowiada, to jest degrengolada.
Może w końcu rodzice tych zdolnych dzieci zrozumieją, że z ich podatków finansowana jest pseudoedukacja chuliganów, nauczycielskie urlopy na poratowanie zdrowia i wszystkie inne wady tego chorego systemu i w kńcu się zbuntują.
Nesek

-#4
Posty: 363
Rejestracja: pt 15 lip, 2011

Post autor: Nesek »

dagomar pisze:a potem zostaje 3 lata liceum, wybacz, ale 3 lata to za mało.
W sumie fakt. 3 lata liceum a w praktyce raptem 2,5 bo matury; poplątanie z pomieszaniem w kwestii tego co ma być nauczane w gimnazjum a czego już ma nie być w liceum itp itd. Wszystko to nie wpływa korzystnie na system kształcenia - bez dwóch zdań reforma szkolnictwa na poziomie podstawowym i średnim to porażka. Cieszę się, że ja jeszcze szedłem jeszcze starym systemem (zarówno w podstawówce, liceum jak i na studiach)
dagomar pisze:eżeli nawet dobry nauczyciel trafi się w gronie przypadkowej grupy uczniów, nie rozumie narzuconej metody nauczania

Też racja. Ten wyżej chwalony przeze mnie (jak i prawie całą moją klasę) i co by nie mówić świetny nauczyciel matematyki w podstawówce w innej szkole był uważany za tego co nie potrafi uczyć :? Tylko jak wspominałem powyżej, problem ten dotyczy moim zdaniem głównie takich przedmiotów jak matematyka, fizyka i chemia. Z pozostałych przedmiotów można solidnie, co prawda wyższym kosztem ale jednak, przygotować się samemu.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

racja, ale po co w takim razie szkoła i tracony tam czas ?
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Nesek pisze: Z pozostałych przedmiotów można solidnie, co prawda wyższym kosztem ale jednak, przygotować się samemu.
Jeżeli ktoś chce.

Ale jeżeli nie chce - nic i tak nie pomoże, również jeżeli nawet uczy się tego w szkole.

Ja oraz inne osoby jesteśmy czasem zażenowani znajomością historii Polski (nie wspominając o powszechnej) przez ludzi, którzy zdali maturę od kilku do kilkunastu lat temu a potem ukończyli kurs (gdzie ponownie były wykłady z historii Polski i terenu) i przystępują do egzaminu na przewodnika górskiego.

Pytam na wewnętrznych egzaminach, miedzy innymi z historii rejonu (chociaż akurat nie specjalizuję się w tej dziedzinie), ale jak jest w terenie przez który akurat idziemy lub jedziemy coś ciekawego z danej dziedziny - no to pytam.

Pytania dotyczą np. historii I i II wojny światowej, tego co się działo na danym terenie i znajomość historii najnowszej - praktycznie od początku XX w. aż do teraz jest wśród wszystkich zdecydowanie najgorsza.
Chyba to wynika z programu nauczania - jeden i drugi mój syn w trakcie nauki historii praktycznie nigdy nie "dotarł" powyżej I wojny światowej bo wcześniej skończył się rok szkolny.

To już ja za głębokiej komuny miałam w liceum lepszą tą naukę historii najnowszej, bo nauczycielka mówiła o wielu rzeczach, których nie było wtedy w podręczniku (np. o Katyniu).
Ale to była kobieta, która nikogo się nie bała, a uczniowie tego co było poza programem słuchali z największym zainteresowaniem.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basiu - nie chce mi się wierzyć aby Twój syn po biotechnologii nie znalazł zatrudnienia w Polsce - przecież to hitowa specjalność, dosłowwnie synonim nowoczesności. Jeżeli tak jest w kraju chyba słusznie uważającym się za producenta żywności, to ja przestaję cokolwiek rozumieć.
Jestem gorszego sortu...
Nesek

-#4
Posty: 363
Rejestracja: pt 15 lip, 2011

Post autor: Nesek »

Janek - biotechnologia to przyszłościowy i bardzo dobry kierunek studiów ale, niestety, w Polsce może być ciężko z pracą w zawodzie. Powód, jak możesz się domyślić, prozaiczny.
dagomar pisze:racja, ale po co w takim razie szkoła i tracony tam czas ?
Dobre pytanie...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basia Z. pisze:Pytania dotyczą np. historii I i II wojny światowej, tego co się działo na danym terenie i znajomość historii najnowszej - praktycznie od początku XX w. aż do teraz jest wśród wszystkich zdecydowanie najgorsza.
Wiesz, wcale się nie dziwię, bo historia całego tego okresu jest przedmiotem nie tyle badań historyków, lecz potrzeb agitacyjnych polityków. Zresztą i sami historycy też mają swoje za uszami, bo często zamiast być beztronnymi badaczami sami są propagandzistami partyjnymi. Gdybym był zawodowym historykiem (a miałem przez moment taki zamiar, no może nie dosłownie, bo fascynowała mnie archeologia śródziemnomorska - nawet zdałem egzamin ale zbyt kiepsko aby się dostać), to bym historii XX wieku a także i XIX unikał jak zarazy. Stanowczo wolałbym średniowiecze, szczególnie okres piastowski. Tak po prawdzie to większość Piastowiczów to banda zbójów, jednakowoż nie ma powodu do specjalnego wstydu, tak było w całej Europie, w niektórych krajach, choy w Włoszech znacznie gorzej - tam dopiero była banda opryszków - trucicieli, gwałcicieli, oszustów. Ale to wszystko małe piwo wobec okresu hellenistycznego. Jeżeli nie czytałaś książki profesor Świderek - Hallada królów - z tak zwanej serii "ceramowskiej" PIW, to polecam. To było dopiero towarzycho!!!
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Nesek pisze:Powód, jak możesz się domyślić, prozaiczny.
PW
Jestem gorszego sortu...
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

gb pisze:Ponieważ nie można było "nie skończyć" szkoły podstawowej - w klasach wyższych około 1/3 stanowili repetanci, w klasach ósmych - zwani wedle książki o Marku Piegusie - "przerośniętymi". [to co potrafili - w czasie lekcji - wyczyniać 18-sto, 17-letni uczniowie, często grypsujący git-ludzie przekracza zdolności pojmowania
U "nas" mówiło się na takich "ojciec" :)
Mieliśmy dwóch czy trzech w klasie, a wystarczyło żeby cały sufit naszej klasy nr 13 był upstrzony niedopałkami ich petów (ślinili i rzucali do góry, a te się kleiły do sufitu), choć czasem trzeba przyznać, zamiast palić w sali na lekcjach, wychodzili przez okno na schodki.
Najbardziej zapadło mi w pamięć, gdy jako dyżurny dostałem polecenie wypłukania gąbki. Miednica z wodą stała w rogu sali, ale jak to miałem zrobić ze świadomością, że "ojcowie" na przerwach załatwiali do niej swoje fizjologiczne potrzeby.

A to tylko banalne przykłady tego co tak naprawdę potrafili :)

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

gb pisze:nie wszystkie idąc do pierwszej klasy umiały czytać i pisać, używać palców obu rąk (oraz liczydła) do liczenia.
"Nie wszystkie" ? A to ciekawe. W mojej pierwszej klasie pisać (jako tako) i czytać (nieźle) na początku umiałem tylko ja, nie przechodząc zresztą wcześniej przez przedszkole.

Co zresztą wcale nie zostało dobrze przyjęte przez Panią ;) bo skoro już umiałem co nieco to i z nudów różne głupoty do głowy przychodziły :D
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

dagomar pisze:Owszem, matematyka to podstawa (-). Przecież nawet logiczne zbudowanie długiego zdania nie jest tak całkiem odległe od tego przedmiotu
- w świetle tego, to niejaki Stefan Żeromski wypada "debilnie". Trzy razy powtarzał klasę z powodu matematyki! Z tego samego powodu nie uzyskał matury. Trudno zgadnąć jak w tej sytuacji doszedł do umiejętności budowy "długich zdań" i uzyskania za nie największych zaszczytów ( nominacji do Nagrody Nobla, państwowej nagrody literackiej i Wielkiej Wstęgi Orderu Polonia Restituta). To tylko jeden z wielu tego typu przykładów.... :D
Janek pisze: Ja nie zwalczam matematyki ale protestuję przeciw rozdymaniu jej zakresu w szkołach średnich
- złota myśl!

Wielu z Państwa podzieliło się tu osobistymi relacjami. Nie chcąc na własny temat zanudzać "powiem" tak: osobiście matematyka nie spędzała mi snu z powiek w czasach szkolnych. Nie spędzała też moim dzieciom. Ambicją mojego Ojca było nauczenie nas ( dzieci i wnuki) o tyle o ile grać w pokera ( upierał się przy wersji sportowej, którą notorycznie łamał mój brat) i obowiązkowo w szachy. Rodzic twierdził, że właśnie to nauczy nas przydatnego myślenia w życiu. Ruszyliśmy w "świat" się realizować . Jakoś się udało. Moje dzieci ( mniej więcej okres czarnobylski) ukończyły "twarde kierunki" , nauczyły się po kilka języków obcych, zdobyły zatrudnienie w tym czego się uczyły i ruszyły w swoją drogę. Poker i szachy ułatwiły im kontakty towarzyskie....i w ogóle (tak czy siak ostatecznie wyszło na dziadka).

Wiele opinii w tej dyskusji podzielam. Podzielam np. taką, że jeśli jest się w jako takiej umysłowej normie i nie brakuje chęci, to bariery są do pokonania. Sądzę jednak, że nie należy przekreślać kogoś kto nie radzi sobie z czymś tam ( np. z matematyką). Zwykle jest coś o co warto zawalczyć. Nie jestem zwolenniczką jakiejkolwiek dyskryminacji. Podzielam też troskę o obecny ogólny system edukacji.
Ostatnio zmieniony pt 25 maja, 2012 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

andy67 pisze:W mojej pierwszej klasie pisać (jako tako) i czytać (nieźle) na początku umiałem tylko ja, nie przechodząc zresztą wcześniej przez przedszkole.
To ja miałem radośniejsze dzieciństwo. :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

gb pisze:
andy67 pisze:"Nie wszystkie" ? A to ciekawe.
Myślę, że ok. 1/4 nie do końca kumała o co biega.
Oczywiście nie mam na myśli umiejętności w ogóle (bo większość potrafiła literki - zwłaszcza drukowane - narysować czy też przerysować). Chodzi mi o zadanie typu: "Jasiu napisz na tablicy zdanie "As to Ali pies"" - bez wcześniejszego zaglądania do elementarza...
Co do liczenia - to również chodzi mi raczej o świadomość, że zapisanie na tablicy (czy w zeszycie) liczby palców u prawej ręki - można zrealizować nie tylko poprzez narysowanie pięciu pionowych kresek - ale przez napisanie (!!!) takiego znaczka 5...
Rozumiem, ale mnie po prostu zdziwiła taka różnica że u ciebie "nie wszystkie" umiały, a u mnie nie umiał praktycznie nikt. Ciekawe czy to akurat przypadek czy jednak pewna prawidłowość regionalna lub rocznikowa.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

krzymul pisze:
andy67 pisze:W mojej pierwszej klasie pisać (jako tako) i czytać (nieźle) na początku umiałem tylko ja, nie przechodząc zresztą wcześniej przez przedszkole.
To ja miałem radośniejsze dzieciństwo. :-)
A bez metafor mistrzu ? 8)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

andy67 pisze:A bez metafor mistrzu ?
No, chyba nie powiesz, że Ci wszyscy siedmiolatkowie, którzy przyszli do pierwszej klasy podstawiaka, urodzili się z umiejętnością pisania i czytania.
Zapewne posiedli te umiejętności w czasie gdy ich rówieśnicy ganiali usmarkani po podwórku za piłką, lub stawiali babki w piaskownicy.
Ale, fakt faktem są na świecie geniusze i już w wieku dziesięciu lat robią maturę.
Znane są takie przypadki.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzymul pisze:No, chyba nie powiesz, że Ci wszyscy siedmiolatkowie, którzy przyszli do pierwszej klasy podstawiaka, urodzili się z umiejętnością pisania i czytania.
Nie zamierzam się tu kreować na "cudowne dziecko" ale w wieku lat ośmiu przez dwa letnie miesiące przyczytałem całą Trylogię Sienkiewicza. Był to jednak czas wojny a wtedy dojrzewanie przebiega szybciej. Jak sześciolatek ma świadomość, że ten pan w mundurze feldgrau lub jeszcze gorzej czarnym może na ulicy go tak po prostu zastrzelić bo się np. dopatrzy czegoś semickiego w rysach to proces dojrzewania znacznie przyspiesza. 8-mio, 9-cio i 10-cio letni powstańcy na barykadach Powstania Warszawskiego nie wzięli się tak nagle, tylko dlatego, że akurat wybuchło Powstanie.
Ale były jeszcze inne fakty - jak wiadomo energia elektryczna była racjonowana, w razie przekroczenia limitu nie nakładano kar finansowych lecz po prostu wyłączano prąd. Ale był na to sposób - w obudowie licznika był taki otworek technologiczny - wystarczyło wcisnąć w niego taką długą igłę i licznik stawał. Tylko trzeba było przy każdej podejrzanej sytuacji, np. dzwonka do drzwi, łomocie na schodach itp tą igłę wyjąć bo jej ujawnienie mogło skutkować kacetem lub jeszcze gorzej. I siedmiolatek to wiedział i tą igłę wyjmował. Oczywiście nie mogło to nie pozostawić śladów w mentalności - późniejsze umiejętności radzenia sobie z niegodnościami komuny to pochodna właśnie tej igły w liczniku. Ale nie ma co ukrywać - relatywizm moralny też i wszystkie jego skutki. Widoczne aż do dziś, choć pokolenie okupacyjne w szybkim tempie opuszcza ten padół łez. I to była właśnie ta szkoła bez szkoły.
Ale nie martw się Krzymul, za piłką a raczej szmacianką ganiałem też, w palanta też grałem. Kto sądzi, że czas okupacji a także wczesnej komuny byłko tylko czasem ponurej zadumy i patriotycznych pojękiwań i płaczów ten jest w głębokim błędzie - młodość ma swoje prawa i wymagania, które udaje się realizować w nawet najgorszych warunkach. W dodatku bez komputera i komórki, co pewnie jest najbardziej niezrosumiałe dla współczesnego nastolatka

Wracając do tej Trylogii - najbardziej niezrosumiałym dla mnie fragmentem był ten opisujący jak to pan Kmicic podejmował gości podczas oblężenia Warszawy a Kiemlicze "lali im zacny krupniczek". Za cholerę nie mogłem tego zrozumieć bo mnie się krupniczek kojarzył tylko z tym z kaszy, dość częstym wojennym daniem, którego z całego serca nienawidziłem. Ale mi wytłumaczono, że to był taki bimberek i już było wszystko jasne bo każdy ośmiolatek wiedział co to bimber, nie jeden wiedział jak się go produkuje i niejeden już się go napił i nawet mu smakowało. Takie czasy! Ale i w nich było coś z radosnego dzieciństwa. A obejrzenie przez szparę w zaciemnieniu okna oddziału niemieckiego wracającego do koszar bez broni, boso i tylko w gaciach, bo ich partyzanci dorwali to już była rzecz absolutnie bezcenna. A także widok Niemców zapierdalających jak dzicy na stację kolejową aby się załadować na ostatni pociąg do Krakowa bo Ruscy byli już o kilkanaście kilometrów to była dopiero frajda! Każdy czas ma swoje radości i smutki, nic nie jest tylko białe lub czarne.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:Ale nie martw się Krzymul, za piłką a raczej szmacianką ganiałem też
Nie martwię się, co innego gdy sytuacja zmusza do radzenia sobie i pewnych nieodzownych zachowań. Ja nie musiałem uczyć się pisać i czytać oraz rachować w wieku od 0 do 6 lat.
Zacząłem i to z niezłym skutkiem ;-) w wieku 7-miu lat w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Wszystko w swoim czasie, chociaż .... pamiętam jak na filmy dozwolone od 18 lat, kombinowałem jako 15-sto, 16 -sto letni gówniarz , coby wejść do kina.
No tak, ale wtedy człek będąc dzieckiem chciał być dorosły, teraz jest odwrotnie :))
Mógłbym się cofnąć jakieś 35 lat wstecz. ;-) , studia i te sprawy.... piękny czas, ech. :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Ja idąc do szkoły pisać i czytać umiałem i nie było to niczym nadzwyczajnym, bo większość dzieci tę umiejętność posiadała, o ile pamiętam nauka była raczej samodzielna - z szyldów, haseł na ulicach, potem gazet. W przedszkolu dzieci wymianiały się nowo poznanymi literami, o ile pamiętam rodzice zorientowali się, że czytam dopiero, kiedy robiłem tu już w miarę biegle.
Równolegle uczyłem młodszego brata - on wyboru, jako młodszy żadnego nie miał, gdyz za nieodrobienie lekcji kary były bardzo dotkliwe ;-), tak, że opanował tę sztukę w wieku 4 lat (na dowód przechowały się stare taśmy magnetofonowe, bo byli tacy, co nie wierzyli). Brata okrzyknięto geniuszem (do czasu, potem mu przeszedł zapał :)) ), ale nikt nie docenił pracy nauczyciela.
takie to były czasy
Dodam, że pierwsze lata szkoły były dla nas stracone, pani nie interesował poziom opanowania sztuki czytania, parę kilometrów literek stalówką trzeba było i tak wykaligrafować, podobno to ćwiczyć miało rękę, ale g. prawda, obecnie w dobie klawiatur bez przykurczów nie potrafię ręczie napisać jednej linijki :-)
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

krzymul pisze:
Janek pisze:Ale nie martw się Krzymul, za piłką a raczej szmacianką ganiałem też
Nie martwię się, co innego gdy sytuacja zmusza do radzenia sobie i pewnych nieodzownych zachowań. Ja nie musiałem uczyć się pisać i czytać oraz rachować w wieku od 0 do 6 lat.
Ja nie musiałam - ja chciałam.
Okropnie się nudziłam na "leżakowaniu" w przedszkolu (nie w starszakach, tylko w grupie 5-latków) a nauczycielka zezwoliła mi w tym czasie czytać książki, co mnie ostro zdopingowało do nauki czytania. Tak więc nauczyłam się czytać w wieku mniej więcej 5 lat, pierwszymi moimi lekturami były chyba tradycyjnie wiersze Brzechwy i Tuwima, a rok później przeczytałam nie "Trylogię" ale też Sienkiewicza - "W pustyni i w puszczy".

Podobnie z "rachowaniem" - lubiłam to, sprawiało mi przyjemność i do dziś mi zastało - tak samo jak to że uwielbiam czytać.
ODPOWIEDZ