i pijacy!!!Smolik pisze:dawniej rządzili nami (...) złodzieje
Bo każdy pijak to złodziej
Witamy w świecie robotów. Robot do kawy zna się na parzeniu kawy, a robot kuchenny na miksowaniu jajek. Jakim robotem Ty jesteś?Nesek pisze:No i nasuwa się pytanie: Czy taka "wiedza" naprawdę jest potencjalnym pracownikom w XXI wieku do czegoś potrzebna???dagomar pisze:nie umieliśmy rozwiązywać równań Laplace'a, ale ponieważ solidne podstawy rachunku różniczkowego i całkowego każdy znał, więc po półgodzinnym wykładzie laplasjany trzaskały aż miło.
gdyby ktoś nie wiedział, to służyło do obliczania konstrukcji silników elektrycznych, owszem, mogą to robić komputery, ale kto napisze do niech program ?? informatycy-historycy ??Nesek pisze:No i nasuwa się pytanie: Czy taka "wiedza" naprawdę jest potencjalnym pracownikom w XXI wieku do czegoś potrzebna???
Genialne, po prostu ... genialne.Nesek pisze:dagomar napisał/a:
nie umieliśmy rozwiązywać równań Laplace'a, ale ponieważ solidne podstawy rachunku różniczkowego i całkowego każdy znał, więc po półgodzinnym wykładzie laplasjany trzaskały aż miło.
No i nasuwa się pytanie: Czy taka "wiedza" naprawdę jest potencjalnym pracownikom w XXI wieku do czegoś potrzebna???
Masz rację, jednakowoż spójrz na to z punktu widzenia dość licznej grupy tych, którzy mają z matematyką problemy. Ja osobiście rachunek różniczkowy i całkowy poznałem dopiero na studiach (wydział mechaniczny Politechniki) a w praktyce zawodowej przydał mi się jedynie do określenia wagi detalu o pokrętnych kształtach i tak to jest w przypadku 98% inżynierów (do innych wyliczeń mi służył suwak logarytmiczny, urządzenie o którego istnieniu dziś nie wie większość młodych inżynierów i techników. Podobnie z tą wagą detalu, załatwia to błyskawicznie komputerowy program wspomagający projektowanie.Żabi Koń pisze:Pamiętaj, że matematyka rozwija umysł i wyobraźnie. Nie ważne, że nie przyda Ci się ona do wystrugania szczotki do kibla. Ważne, że poszerzy Twoje horyzonty i może wpadniesz na jakiś wspaniały fekalny pomysł.
niektórzy mają z jezykiem ojczystym, inni (jak niżej podpisany) z językami obcymi i co z tego ?Janek pisze:tych, którzy mają z matematyką problemy
Krzymul - jaki procent dzieci wielkomiejskich widziało kiedykolwiek żywą krowę? Jaki procent jaj kurzych w obrocie pochodzi z chowu naturalnego a nie klatek? Te pytania można mnożyć.krzymul pisze:- Jasiu, skąd się bierze mleko ?
- No, z Tesco "plosępani"
Dagomarze - od przeszło dwudziestu lat największym problemem są urzędnicy Ministerstwa Edukacji oraz ich ideologiczne zaplecze, którzy bezustannie manipulują przy programach a już szczególnie przy sposobie zdawania matury. Swego czasu to oni spowodowali, że matematyka przestała być przedmiotem obowiązkowym na maturze, teraz to skorygowali ale zło zasiali Ja nie zwalczam matematyki ale protestuję przeciw rozdymaniu jej zakresu w szkołach średnich. Ja się jej uczyłem przy ilości godzin w tygodniu większym niż obecnie ale w zakresie nie wykraczającym poza genialny przedwojenny podręcznik profesora Banacha. Efekt tego był taki, że to było wykute na blachę a nie po łebkach jak dzisiaj.dagomar pisze:niektórzy mają z jezykiem ojczystym, inni (jak niżej podpisany) z językami obcymi i co z tego ?
Coś mi się obiło o uszy że ta ostatnia zmiana w podejściu do nauczania historii ma m. in. na celu zlikwidowanie tej właśnie niekonsekwencji. Pytanie tylko czy ktoś kompetentny wyjaśni to w sposób prosty rozmaitym grupkom "głodującym" (ale nie za bardzo) w proteście przeciwko "likwidacji historii w szkołach", a przy okazji i reszcie społeczeństwa.dagomar pisze:(...)3 razy o Mieszku (zawsze we wrześniu) i nigdy o ostatnich Jagiellonach (bo to 3 razy w czerwcu wypada) ?
I to było za komuny (chyba się nie mylę), czyli za czasów, jakby to powiedział Mefi i jego Ziemkiewicz, kompletnego upadku szkół średnich. Owszem, trochę przekłamań było w historii, ale zaledwie ostatnich dwóch wieków (no chyba, że ktoś uważa braci Grakchów za obrzydliwych komuchów, mniej więcej takich samych jak Obama).dagomar pisze:Nie mylę, kiedy ja chodziłem do szkoły, zaczynało się od aksjomatów i definicji, a potem wszystkie kolejne dowody były do opanowania, zrozumienia, a wzory do samodzielnego wyprowadzenia. Nigdy nie uczyłem się zresztą żadnych wzorów, większości nigdy nie umiałem, wszystkie potrzebne potrafiłem wyprowadzić w minutę. Logika przy matematyce wykładanej w ten sposób to był pikuś. Przedmiot ten obejmował też rachunek prawdopodobieństwa i statystykę, szeregi, rozbudowaną analizę funkcji, podstawy topologii i liczb zespolonych
Gdyby szkoła w ostatnich latach naprawdę uczyła myślenia, to conajmniej cztery piąte obecnego składu osobowego Parlamentu oraz wszyscy przywódcy związkowi, byliby klientami pomocy społecznej lub stali z wyciągniętą łapą pod kościołem, bo myślące społeczeństwo by ich nie wybrało.dagomar pisze:To naprawdę nie miało nic wspólnego z rachunkami, które mieł w szkole mój syn i naprawdę uczyło myślenia.
To prawda, potwierdzam, że za komuny poziom nauczania był zdecydowanie wyższy, zarówno w szkole podstawowej, średniej jak i na studiach.krzymul pisze: "Mówta co chceta", ale fakt faktem, poziom spada.
You're barking up the wrong tree!!! Nigdy tego nie negowałem, nie neguję i negować nie będę. Co więcej, od 4 do 8 klasy szkoły podstawowej (lata 1995-2000; profil: mat-biol) matematyka ze świetnym nauczycielem (i te jego słynne narzekania, jak się okazało z perspektywy czasu w pełni uzasadnione, że dobrych matematyków już mało), całe 5 lat nauki bez ani jednej książki (poza Pitagorasem), oparte na autorskim programie nastawionym na logiczne myślenie (dodatkowo: zagadki matematyczne do rozwiązywania w domu; udziały w konkursie Kangur itp.); całe liceum klasa o profilu mat-fiz-inf – rachunek różniczkowy i całkowy był jeszcze wtedy obecny w programie nauczania; następnie studia ekonomiczne - tutaj też matematyka (a dodatkowo: statystyka i ekonometria) nie była mi obca. Nigdy nie miałem z nią większych problemów (chyba, że przez swoje lenistwo; niestety byłem z tych zdolnych, ale leniwych ) ani tym bardziej żadnych uprzedzeń.Żabi Koń pisze:Pamiętaj, że matematyka rozwija umysł i wyobraźnie
To właśnie miałem na myśli. Być może nieporozumienie wynikło przez zastosowany przeze mnie skrót myślowy w poprzednim poście. Rachunek różniczkowy i całkowy miałem już w liceum; później powtórzenie i rozszerzenie na studiach. Niestety, jako że jestem osobą kierująca się względami praktycznymi, zarówno w liceum jak i na studiach nie mogłem się do niektórych działów (w tym właśnie rachunku różniczkowego i całkowego) matematyki przekonać (no offence, ale mam inne sposoby na spędzanie czasu wolnego niż np. rozwiązywanie całek przez podstawienie czy przez części). Natomiast moim konikiem były m.in: rachunek prawdopodobieństwa i kombinatoryka oraz równania i nierówności kwadratowe, a obecnie statystyka. Uważałem, że pewne działy matematyki nie będą mi w przyszłości potrzebne i nie poświęcałem im tyle uwagi co innym działom.Janek pisze:Tak w zasadzie ten rachunek różniczkowy i całkowy jest zbędny dla wszystkich nie wykonywujących zawody techniczne a obowiązkowy w liceum jest zmorą dla połowy klasy.
Jak wyobrażasz sobie karanie uczniów???Moim zdaniem wszystko zależy od tego na co pozwala uczniom nauczyciel. Na jednych przedmiotach na lekcjach u nas był harmider, a na innych cicho jak makiem zasiał. I kogo rozumiesz pod pojęciem geniusza? Tego który np. wyuczy się na pamięć wszystkich nazw łacińskich kręgowców? Bo ja jeszcze nikogo na żywo takiego nie spotkałem - jedynie osoby uzdolnione, a przy tym bardzo pracowite, ale geniusza nigdydagomar pisze:dopóki polityczna poprawność nie będzie pozwalała karać uczniów, a głąbów odddzielić od geniuszy, dopóty będzie, jak jest, a, podejrzewam, że nawet gorzej.
Natręctwach ???Janek pisze:Dlatego, że o czymkolwiek chciałbyś sobie pogadać w Hyde Parku, np. o żywieniu psów lub kotów, to i tak parę osób sprowadzi to do Niesiołowskiego, potem Tuska, a następnie do sztucznej mgły, brzozy i Putina oraz zdradzania o świcie. No i to chyba mogłoby zainteresować lekarza bo wy wiecie coś więcej o natręctwach i metodach ich leczenia.
moja córcia urodziła się w dniu i o godzinie wybuchu Czernobyla, ma dwa zawody - muzykologa i architekta, obydwa ukończyła z wyróznieniem i od pół roku szuka pracyBasia Z. pisze:Teraz ten "czarnobylski" rocznik ma 26 lat i wchodzi na rynek pracy
wystarczy wprowadzić egzaminy do szkół zamiast ujednoliconych testów, przyznać, że jednolity nie znaczy sprawiedliwy, pozwolić na istnienie szkół elitarnych i byle jakich i pogodzić się z tym, że do tych byle jakich szkół będą chodzili byle jacy uczniowie kształceni przez byle jakich nauczycieliNesek pisze:Jak wyobrażasz sobie karanie uczniów
A mój syn w chwili wybuchu miał -6 miesięcy (2 jeśli liczyć od poczęcia), studiuje biotechnologię (kierunek biofizyka) i chyba słusznie robi, że przedłuża sobie studia jak tylko się da a w międzyczasie fruwa po świecie.dagomar pisze:moja córcia urodziła się w dniu i o godzinie wybuchu Czernobyla, ma dwa zawody - muzykologa i architekta, obydwa ukończyła z wyróznieniem i od pół roku szuka pracyBasia Z. pisze:Teraz ten "czarnobylski" rocznik ma 26 lat i wchodzi na rynek pracy![]()
W pełni popieram.dagomar pisze:wystarczy wprowadzić egzaminy do szkół zamiast ujednoliconych testów, przyznać, że jednolity nie znaczy sprawiedliwy, pozwolić na istnienie szkół elitarnych i byle jakich i pogodzić się z tym, że do tych byle jakich szkół będą chodzili byle jacy uczniowie kształceni przez byle jakich nauczycieliNesek pisze:Jak wyobrażasz sobie karanie uczniów