20 marca, Nosal. Solo
Ciemno było przez większość drogi, do tego zimno i pochmurno. Dziwnie mi się szło samemu po ciemku - cały świat ograniczył się do tego, co oświetlała czołówka.


27 marca, Sarnia Skała. W duecie.
Mina Józka gdy podchodząc z czerwonej Przełęczy obejrzał się za siebie i zobaczył Giewont - bezcenna !


3 kwietnia 2011, Kondratowa. Duużo nas było...
W kupce raźniej. Ja marzłem ze statywem na Polanie, a towarzystwo grzało się w schronisku.


17 kwietnia, Kopieniec. Solo
Na Kopieńcu uświadomiłem sobie, że jest już bardzo późno i za półtorej godziny powinienem być w domu. Zdążyłem !


8 maja, Kopieniec i Zakazany Staw. W kwartecie.
Jak schodziliśmy z szosy na Cyrhli to rzuciłem od niechcenia "ostatnio wyszedłem na górę w trzy kwadranse". Damianowi się to nie spodobało i tym razem wyszliśmy na górę w 35 minut. Ufff...


22 maja, Via Ferrata. W kwintecie.
Ja stchórzyłem i zająłem się robieniem zdjęć. Monika też odpuściła. A trzem kolegom tak się spodobało, że przeszli ferratę trzy razy, dwoma wariantami. Trochę się zbułowali


29 maja, Spisz w pigułce. W tercecie.
Zaiste karkołomny pomysł, żeby po pracy jechać na Frankową Górę. (Ktoś w ogóle wie, gdzie to ??!). Na Frankowej byliśmy, bo mi się dwa lata wcześniej spodobała. Wyszło z tego coś ze 170 km. autem i 1,5 km. (sic!) pieszo.


5 czerwca, Magura nad jeziorem. W tercecie.
Kusiła mnie ta Magura od dawna. Wieża na jej szczycie jak twierdza - ogrodzona płotem i ani marzyć, coby na nią wejść, a szkoda ...


12 czerwca, Skoruszyna. W kwartecie.
Tu wejść na wieżę się dało. Chwiała się bestia okrutnie ! A potem wymyśliłem, że warto zobaczyć Wielki Chocz z bliska i wyszło koło 200 km. jazdy.


19 czerwca, Trzy Korony. W kwartecie.
Lało jak z cebra, ale tylko gdy byliśmy w lesie. Potem zrobiło się przestrzennie i magicznie.


4 września. Wysoka. W tercecie
Tym razem to we mnie jakieś licho wstąpiło i narzuciłem (głównie sobie) tempo. 5 kilometrów, 500 metrów podejścia, 1 godzina. Gdyby było pół kilometra dalej, to bym zemdlał


11 września, Przełęcz Między Kopami. Solo.
Wspaniałe światło i niewyobrażalne tłumy ludzi !


25 września, Kopa Kondracka. Solo
Miałem grzecznie zejść z Kasprowego zielonym, ale tak mnie ciągnęło mocno na zachód. Po godzinie byłem na Kopie.


2 października, Babia Góra. W tercecie
Nie zdążyliśmy na zachód słonka (mimo 80 minut z Krowiarek na szczyt), bo ono schowało się za Bronę, jak byliśmy na Sokolicy. Ale ja i tak czuję się spełniony.


I co dalej ?
Do rozpoczęcia sezonu zimowego jeszcze dużo niedziel zostało, a ja mam całą kupkę pomysłów.
Dziękuję wszystkim, którzy dotarli do tego miejsca. Dziękuję także Monice, Józkowi, Krzyśkowi i Damianowi, bo bez nich by nie było. Albo było zupełnie innaczej; mniej radośnie.




























