mefistofeles pisze:u mnie w firmie są w ogóle dziwne zwyczaje, bo jak mówiłem do szefa na Pan to mnie zbluzgał.
zdecydowanie łatwiejsze do zaakceptowania jest oczekiwanie mówienia na "ty" nawet bez przechodzenia na "ty", niż bezczelne "witam".
Jest oczywiście i druga strona zagadnienia.
Widywałem często, gdy szef czy szefowa, w podobnym wieku co podwładny, zaczynała co prawda w naturalny i niewymuszony sposób, mówić do podwładnego na "ty", ale nie powiedziała ani razu wyraźnie, że od podwładnego oczekuje tego samego.
Skutek?Całe lata przełożony mówi "ty", podwładny "proszę pana".
A już zupełny cyrk panuje wśród lekarzy.
Otóż lekarz po studiach trafia na obowiązkowy staż podyplomowy. Jest takim "niecałkowitym lekarzem". Na oddziale - wiadomo - spotyka różnych "całkowitych lekarzy". Jedni starsi od niego o 2 lata, inni o 5, inni o 15, inni o 30. Wszyscy lecą mu równo "ty".
Ordynator - wiadomo, starsi - wiadomo, stażysta odpowiada im "panie doktorze".
A gdzie jest granica mówienia "ty" i "panie doktorze" do starszego, skoro nikt jej nie wskazuje? Tak jest od dziesięcioleci. Skutek?
Widziałem 60 letnią lekarkę i 55 letniego lekarza, oboje z trzema specjalizacjami, podobna pozycja na oddziale, on do niej "pani doktor", ona do niego "Jacku". Na 100 % skutek opisywanego układu i zwyczajów, takich samych 40 lat temu i teraz.
Co zabawniejsze, nikt, absolutnie nikt, zdawał się nie być zaskoczony tym stanem rzeczy.
Cóż, jako lekarz może jestem przeczulony na punkcie słownictwa, na pewno ma znaczenie nieuniknione wypalenie, także związane z wysłuchiwaniem od lat tych samych dziwnych sformułowań, a to na przykład:
powszechne, aczkolwiek dla mnie zupełnie niezrozumiałe, ale występujące w całej Polsce, przeciwstawianie przez pacjentów "gorączki" - "osłabieniu". Obniżoną temperaturę ciała pacjenci wszędzie i zawsze nazywają "osłabieniem".
Określenie "dusi mnie" - które ma znaczyć że ktoś kaszle (gdzie Rzym, a gdzie Krym?)
Matki przyprowadzające dzieci do osłuchania, żeby sprawdzić, czy dziecko "nie ma oskrzeli" (!!!!!)
Może i ktoś będzie się czepiał, ale uwierzcie - takie i inne, moim zdaniem ekstremalnie dziwne, słyszane tysięczny i dziesięciotysięczny raz określenia - męczą.
I wyczulają na słowa. Także na bezczelne "witam".