Relax- czas wolny w górach :)

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

MonisiaPP pisze:Jestem jednak zwolenniczka czynnego spedzenia relaxu lubie atrakcyjnie wykorzystac urlop! Siedzenie, picie piwa i granie w karty to nie jest dla mnie rozrywka!
Pełna zgoda, ale co zrobić z czasem gdy za oknem dosłownie "ściana deszczu". Wyjście w takich warunkach nie jest przyjemne a może być nawet niebezpieczne. Jeśli Cię to spotyka "na górze", w schronisku to np. bridge czy coś w tym stylu jest niezłą rozrywką a jeśli na kwaterze np. w Nowej Leśnej to proponowany przeze mnie wyjazd wydaje mi się być zupełnie dobrym rozwiązaniem. To zresztą wcale nie musi być "zwiedzanie zabytków" to może być wypad w góry tylko inne - w Słowacji są praktycznie wszędzie - w których może być pogoda diametralnie różna niż Tatrach. Jest jeszcze jeden wariant zastępczy na niepogodę - jaskinie.
Pozdrawiam
Awatar użytkownika
tomtom

-#6
Posty: 1948
Rejestracja: pn 25 kwie, 2005

Post autor: tomtom »

Monisia ->

Zapewniam, ze gra w brydza jest rozrywka wymagajaca zarowno mozgu jak stodola, jak tez zelaznej kondycji oraz czesto gesto uzycia sily fizycznej w dyscyplinach towarzyszacych, exemplum rzut popielniczka, unik od rzutu popielniczka, napinanie miesni szyi w zwiazku z ekscesywnym uzyciem gardla, walenie piescia w stol, sprint w strugach deszczu z Kondratowej do Kuznic po brakujace piwo, etc, itd, itp...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

tomtom pisze:Zapewniam, ze gra w brydza jest rozrywka wymagajaca
Granie w brydża może również sprzyjać przedłużeniu pobytu w Tatrach. Oto dowód:

Studenckie czasy, wakacje, lato. Niestety kasa się skończyła i trzeba wracać. Pakuję plecak i zwlekam się z Murowańca do Kuźnic. Ucieka mi autobus i muszę czekać na następny. To, jak się okaże, bardzo pomyślne zdarzenie bo dzięki temu przedpołudniowy pociąg do Poznania mi ucieka. Mam czas do wieczora, postanawiam wjechać na Gubałówkę. Jestem przeraźliwie blady bo prawie cały czas lało a tu nagle słońce, akurat w dzień wyjazdu. Obok grają w brydża. Po chwili do jednego z graczy przychodzi kelner z restauracji i prosi do telefonu. Facet wychodzi, wraca po chwili i mówi, że musi zjechać na godzinę do Zakopanego. Jednocześnie pyta się mnie czy nie mógłbym go zastąpić przy kartach. Siadam. Rober się ślimaczy, w końcu go wygrywam ale mizernie bo z 13 punktów. W tym samym momencie wraca facet. Dziękuje mi wylewnie i mówi, że musi się rozliczyć. Mówię, że drobiazg, tylko 13 pkt. A facet na to - "Młodzieńcze nie należy lekceważyć żadnych pieniędzy, nawet tak niewielkich" i wręcza mi 1300 złotych. Podziękowałem i coraz to bardziej przyspieszając udałem się do kolejki. (Moje stypendium wynosiło 210 zł, nocleg na sali zbiorowej w Murowańcu 7 zł za dobę). Potem był wytworny obiad, w Orbisie a gdzieżby indziej, smażone rydze w Poraju a następnie "wielkie wejście" wieczorem do Murowańca - "pani Marysiu - piwo dla wszystkich" (była prawie 20, sami swoi, "stonka" już dawno na dole. To był chyba mój najpiękniejszy dzień w Tatrach :D:D:D
lugomi

-#3
Posty: 185
Rejestracja: ndz 17 kwie, 2005
Lokalizacja: Münster Niemcy

Post autor: lugomi »

Janek pisze:
tomtom pisze:Zapewniam, ze gra w brydza jest rozrywka wymagajaca
Granie w brydża może również sprzyjać przedłużeniu pobytu w Tatrach. Oto dowód:

Studenckie czasy, wakacje, lato. Niestety kasa się skończyła i trzeba wracać. Pakuję plecak i zwlekam się z Murowańca do Kuźnic. Ucieka mi autobus i muszę czekać na następny. To, jak się okaże, bardzo pomyślne zdarzenie bo dzięki temu przedpołudniowy pociąg do Poznania mi ucieka. Mam czas do wieczora, postanawiam wjechać na Gubałówkę. Jestem przeraźliwie blady bo prawie cały czas lało a tu nagle słońce, akurat w dzień wyjazdu. Obok grają w brydża. Po chwili do jednego z graczy przychodzi kelner z restauracji i prosi do telefonu. Facet wychodzi, wraca po chwili i mówi, że musi zjechać na godzinę do Zakopanego. Jednocześnie pyta się mnie czy nie mógłbym go zastąpić przy kartach. Siadam. Rober się ślimaczy, w końcu go wygrywam ale mizernie bo z 13 punktów. W tym samym momencie wraca facet. Dziękuje mi wylewnie i mówi, że musi się rozliczyć. Mówię, że drobiazg, tylko 13 pkt. A facet na to - "Młodzieńcze nie należy lekceważyć żadnych pieniędzy, nawet tak niewielkich" i wręcza mi 1300 złotych. Podziękowałem i coraz to bardziej przyspieszając udałem się do kolejki. (Moje stypendium wynosiło 210 zł, nocleg na sali zbiorowej w Murowańcu 7 zł za dobę). Potem był wytworny obiad, w Orbisie a gdzieżby indziej, smażone rydze w Poraju a następnie "wielkie wejście" wieczorem do Murowańca - "pani Marysiu - piwo dla wszystkich" (była prawie 20, sami swoi, "stonka" już dawno na dole. To był chyba mój najpiękniejszy dzień w Tatrach :D:D:D
Nie ma najpienkniejszego dnia w tatrach! Zawsze jest co raz lepiej! :D A jak nie to czebo go sobie robic jak naj lepiej! ;)
ODPOWIEDZ