andy67 pisze:"otworzyć" to możesz ogień ( z tego AK np.), albo też słoik z ogórkami.
AK zaś ewentualnie mógłbyś:
- odbezpieczyć
- załadować
- zlapać za lufę w celu walnięcia kolbą
- wyczyścić
-.... cokolwiek
Całkiem niezła dyskusja się wywiązała, też się nad tym otworzeniem zasatanawiałem no i tak przez analogię do "otwarcia ognia".
W zasadzie powinniśmy być Komorfilowi wdzięczni bo problem niebywałego zubożenia języka istnieje, zarówno w mowie jak i piśmie, szczególnie w tym ostatnim - spotkałem się z określeniem "esemesizacja". Oczywiście wiem, że to nic nowego, każde pokolenie ma swój codzienny żargon, ja na pewno nie posługiwałem się za młodu "stylem" obowiązującym przed wojną, ale tym razem pewna granica dopuszczalności została przekroczona, czasami odnoszę wrażenie, że młodzi mówią nie tyle gwarą, to byłoby do zniesienia, ale jakimś nowym językiem i wkrótce trzeba będzie wydawać słowniki. No i te anglicyzmy - np. obrzydliwe "sorki" - zbiera mi się na mdłości jak słyszę. Szczególnie mi się śmiać chce jak czasami czytam ogłoszenia o poszukiwaniu pracowników - można odnieść wrażenie, że ci pracownicy są potrzebni w USA a nie w Polsce.
I tu wypada przypomnieć sobie uporczywe działania gen. de Gaulle, który nie dopuścił do zalewu terminologii angielskiej w Francji.
Wulgaryzacja języka - temat rzeka. Stwierdzenie - "jesteś małym ch****** " napewno nie jest eleganckie ale jednak po polsku, natomiast gdy facet chce stwierdzić, że nie pojedzie do Zakopanego i mówi lub pisze np. tak "nie jadę do Zakopanego, no i ch**" to już nie jest po polsku.
Można bez końca.
Oczywiście duża w tym wina szkoły. Jak przeczytałem tytuły tegorocznych prac maturalnych z języka polskiego to o mało co bym spadł z krzesła - co za łatwizna, nędza i prymitywizm. Szkoda, że nie mogłem tego napisać - bym zasunął taki paszkwil, że oceniający by dostał zawału z zgorszenia. Dwa razy zrobiłem taki numer - raz pisząc wyparacowanie pt. "Wokulski - cłowiek iobywatel", obrobiłem panu Stanisławowi tyłek na perłowo - stwierdzenie, że się dla pieniędzy ożenił z starą babą - było stosunkowo najłagodniejsze. Ale dostałem piątkę - byli kiedyś poloniści!
Drugi raz napisałem wypracowanie córce - nie pamiętam już dokładnie tytułu - o Kmicicu. No i pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że ten Kmicic z I tomu to był facet całą gębą a później tylko jekliwie zakochana miągwa. Trochę przesadziłem! W każdym razie zostałem wezwany do szkoły aby usłyszeć reprymendę, że źle wychowuję córkę, skoro ona takie rzeczy wypisuje. Nie zdradziłem oczywiście kto był autorem bo dopiero byłaby draka. Zresztą odniosłem korzyść z tego - już mnie więcej nie proszono o pomoc w pisaniu wypracowań.
A teraz co? Na początku roku wnuk mi powiedział, że jego nowa polonistka jest "dziwna" bo nie pozwala wklejać do zeszytu tekstów z drukarki. No coż, trafiła się dziewczyna do rzeczy (nie ma nawet trzydziestki), przecież wiadomo, jak oni to robią - internet i ctrl c a potem ctrl v (no i ch***) a tak muszą przepisać. Potem dziewczyna zastosowała kolejny numer - jak wypracowanie było napisane takim uczonym slangiem to przepisywała z tekstu jedno zdanie do googli i już wiedziała skąd genttlemen zerżnął. Teraz pracowicie zmieniają zdania - i jest to krok w właściwym kierunku. Jednak większości nauczycieli poprostu się nie chce zadać sobie trochę wysiłku a potem analfabeta trafia na forum i pisze to co pisze, bez składu i ładu.
Jestem gorszego sortu...