Syria

W kraju i na świecie - byliśmy, widzieliśmy, polecamy.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Syria

Post autor: Janek »

Znowu się zaostrzyło w Syrii, ilość zabitych rośnie w postępie geometrycznym. Przy całkowitej nie tyle obojętności co bezradności społeczności międzynarodowej.
Byłem kilka dni w tym kraju przed trzema laty z kawałkiem a teraz przywołuję wspomnienia usiłując cokolwiek zrozumieć.

Granica z Jordanią - długa kontrola paszportowa (w Jordanii na lotnisku w Ammanie praktycznie jej nie było). Każda strona paszportu jest kserowana, oczywiście pieczątka izraelska ale nie tylko, egipska z Taby lub Sharm el Sheih równa się zakazowi wjazdu. Wszyscy o tym wiedzą więc prawdopodobieństwo czegoś takiego jest zerowe, szczególnie w przypadku klientów biur turystycznych - gdybym miał coś takiego już biuro turystyczne w Warszawie poprosiłoby o wymianę paszportu lub zrezygnowało z usługi - bo to byłby dla nich szalony kłopot, zwłaszcza, że odlot do kraju z Damaszku. Ale trudno, trzeba czekać i Boże broń udać się gdziekolwiek dalej poza toaletą i małą restauracją, która zresztą przyjmuje tylko walutę syryjską, dolarów ani euro nie chcą (w Damaszku czy Aleppo oraz w zasadzie wszędzie przyjmują dolary i euro aż miło). Trochę mi się Medyka za socjalizmu przypomniała.

Wreszcie koniec "zabawy" - ruszamy dalej. Za kilka km miasteczko - zaraz na wjeździe potężny kiczowaty pomnik - nieżyjący Hafez Asad "ojciec" i Baszar Asad "syn". Ten pierwszy nawet przystojny, drugi wygląda jak ostatnia łajza. Ciekawy realizm. Ale to ich sprawa. Na wylocie z miasteczka oczywiście kolejny pomnik. W tym miasteczku wyloty są tylko dwa, gdyby było pięć top pomników też byłoby pięć, ale o tym przekonam się później.

Pierwszy postój - Bosra (podaję nazwę europejską) - miasto z wielotysięczną historią. Olbrzymie wykopaliska z rzymskich i bizantyjskich czasów, jeden z największych i najlepiej zachowanych teatrów antycznych. Ale także kościołów bizantyjskich. No i chyba jeden z najstarszych meczetów. W tym mieście młody Mahomet kształcił się na kupca w rodzinnej firmie. Ale także i spędzał długie godziny na rozmowach z chrześcijańskim mnichem - ślady tych rozmów są widoczne w Koranie. Nowa Bosra to dość schludne miasteczko, pełne kwiatów, zadbane, nie widać biedy. Ale to właśnie tutaj padły pierwsze strzały podczas aktualnej rebelii. Wokół wykopalisk setki kramików i restauracyjek - wszystko nastawione na obsługę turystów - z czego żyją ci ludzie jak teraz turystów zabrakło?

Damaszek. Hotel w centrum miasta, ale niewysokiej klasy, trochę staroświecki. Aczkolwiek alkoholu tu nie uświadczysz, to jednak znaczące mrugnięcie do kelnera i piwo jest na stoliku, coś mocniejszego się też by znalazło. Centrum - imponujący obiekt hotelu firmy Plaza, wspaniały biurowiec SONY i setki innych nowoczesnych obiektów. No i dosłowne morze całkiem niezłych samochodów - przejść z światłami mikro a przekropczenie szerokiej arterii to olbrzymia dawki adrenaliny. Ale jeżdżą po mistrzowsku i wyraźnie widać, że mają sprawne hamulce. Gdyby nie czarczafy i szyldy z "robaczkami" to można by ulec złudzeniu, że jest się w jakiejś włoskiej, hiszpańskiej metropolii. No i zawodzenia muezinów.

Następnego dnia wyjazd poza miasto, coś się podobno zakorkowało na głównej arterii i nie jedziemy "drogą dla turystów". No i nagle wpadamy w straszliwe slumsy. To jest zupełnie nie do opisania. Autokar jedzie dość szybko, nie fotografowuje przez okno, zresztą nie wiem, chyba byłoby mi głupio to robić, zwłaszcza, że ludzię zaoglądają przez okna. O dziwo, są przyjaźni i uśmiechnięci. Ale to już znam z wczorajszej wieczornej wyprawy na Wielki Bazar, który chyba się prawie nie zamyka - jest turysta, kram jest otwrty, gdy go zabraknie to może kupiec go zamknie i pójdzie do domu. Nie dotyczy to jednak setek knajpek na obrzeżu Wielkiego Bazaru, tam ruch trwa całą noc, kawalkada samochodów też tylko odrobinę się zmniejsza, za chwilę przekonam się o tym dotkliwie próbując zasnąć w hotelu - niestety okna nie są plastikowe i chyba mają koło setki lat i pamiętają francuskie czasy.

No właśnie, francuskie... tyle lat a to wciąż trwa. Język francuski jest wszechobecny, łamanym włada każdy sprzedawca, często jest obecny w cennikach, zupełnie inaczej niż w Ammanie. Tam króluje angielski, ale tak jakby dyskretnie, nie demonstracyjnie.
Syria to teren silnych wpływów wpierw radzieckich a teraz rosyjskich, któryś z współtowarzyszy podróży twierdził, że młodzi ludzie znają rosyjski. Próbuje to w takim kramie z sokami (oczywiście nie z kartonika, tutaj się go wyciska na miejscu z imponujących wielkością owoców) - młody chłopak się śmieje i... odpowiada niezłą polszczyzną. Robię wielkie oczy i za chwilę dowiaduję się, że starszy brat studiował w Polsce i przywiózł sobie z niej żonę. Po chwili się pojawia ten brat i jego żona. On ubrany z krzykliwą i dość kiepską elegancją, sygnety, złota branzoleta i łańcuch na szyi, ona w skromnym długim płaszczu (a na dworze jest +30), no i w chuście. Nigdy bym nie posądził, że to Polka, jakaś szarawa i zabiedzona. Ale pan i władca łaskawie pozwala jej zamienić parę słów z rodakami.

Obrazek

Teatr rzymski przerobiony na fortecę

Obrazek

Nowa Bosra

Obrazek

Proscenium teatru

Obrazek

Widownia teatru. Mieści 9000 osób. W latach nieparzystych w ramach festiwalu Bosry odbywają się tu koncerty, przedstawienia baletowe i teatralne, fenomenalna akustyka

Obrazek

Ogólny widok wykopalisk

Obrazek


Obrazek

Meczet Omara z VII wieku, przebudowany z świątyni rzymskiej, jeden z najstarszych meczetów na świecie.


Obrazek

Minaret

Obrazek

W meczecie prowadzi się zajęcia z dziećmi

Obrazek

fragment wnętrza

Obrazek

uliczka

Obrazek

Handel przede wszystkim



cdn.
Ostatnio zmieniony sob 24 mar, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 2 razy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

cd.
Rano wyjazd w okolice Damaszku. Dwie kiejscowości we górach Antylibanu, Sedinaja i Malula dosłownie "przylepione" do stronych ścian górskich. Jedyna atrakcja to olbrzymie sanktuaria prawosławne o wielowiekowej tradycji, Ale wyglądają jak nowe, dosłownie jak z igły. Wtajemniczeni twierdzą, że to dzięki hojnemu sponsorowi czyli cerkwii moskiewskiej. No fakt, na parkingu dla autobusów a i w samych klasztorach mowa rosyjska jest dość często spotykana. Ale nie tylko, spotykamy tu kilku żołnierzy w polskich mundurach, przyjechali tu na krótki wypad z Libanu, w którym służą w polskich siłach międzynarodowego korpusu, a Liban stąd dosłownie o rzut beretem. Pytam czy to bezpieczne, zwłaszcza w mundurze. Tylko się śmieją i odpowiadają, że Syria to spokojny i bezpieczny kraj. Ale jeden z nich się pyta czy zauważyłem ile w Syrii jest wojska i policji. No fakt, to widać, szczegóólnie koszary i posterunki, prawie wszystkie nowiutkie i otoczone starannie zadbaną zielenią, co nie jest tutaj regułą, wręcz odwrotnie. I jak wkrótce się przekonam, tak będzie również w regionie pustynnym.
Malula jest chyba jedyną miejscowością na świecie, w której spory procent ludności posługuje się nie językiem arabskim ale aramejskim, czyli tym, którego używał Jezus. Właśnie do gotowego już do odjazdu autokaru wsiada chłopaczek, tak na oko 10 lat i odmawia głośno Ojcze Nasz po aramejsku a potem wyciąga rękę - umowna stawka to 1 dolar od łebka. Podobno ci chłopcy utrzymują całą rodzinę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

odmawianie Ojcze Nasz po aramejsku

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek





Większość mieszkańców Sedinaji i Maluli to chrześcijanie różnych obrządków, ale są tu też muzułmanie i wedle informacji syryjskiej przewodniczki, chrześcijanki zresztą, nie ma tutaj większych z tym problemów. Meczety stoją obok cerkwi i kościołów. To wspólny interes - obydwa miasteczka żyją tylko z pielgrzymów i turystów. Z czego żyją teraz gdy ruch turystyczny zamarł? Nie wiem, może Rosjanie się nie boją i nadal jest tam ich wielu, w końcu sporo kasy w to włożyli.

Sedinaya

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek



Obrazek


Obrazek





cdn.
Ostatnio zmieniony sob 24 mar, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 5 razy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:egipska z Taby lub Sharm el Sheih równa się zakazowi wjazdu.
Pewnie dlatego, że z Sharm el Sheikh wycieczka do Jerozolimy to 50ojro.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

cd.

Jedziemy dalej - Kierunek Krak de Chevaliers, też blisko Danaszku, no i libańskiej granicy. Największa i najlepiej zachowana warownia Krzyżowców. Jej obecny stan to w dużej mierze efekt renowacji przeprowadzonej przez Francuzów w trakcie dwudziestolecia międzywojennego, gdy Syria była ich protektoratem. Konserwatorzy się trochę krzywią na ten remont, podobno wiele zostało zrobione po "uważaniu". Ale wpierw trzeba dojechać. A droga jest, choć asfaltowa i w dobrym stanie cokolwiek wąska. No i cały czas pod górę po przeraźliwych serpentynach. Po tej jeździe serpentyny na Grossglocknerstrasze i do Riff Auronzo w Dolomitach, po których pojadę rok później nie robią na mnie większego wrażenia. W dodatku cały czas mi się wydaje, że na drodze się mieści na szerokość tylko jeden autokar a tu cały czas z góry pojawia się kolejny autokar. Doprawdy zupełnie nie wiem w jaki sposób oni sobie nie pourywali bocznych lusterek. Wreszcie koniec - olbrzymi zamek, niewielkie miasteczko i spory parking, tak na oko stoi na nim z 50 autokarów a to już październik, czyli koniec sezonu. Podobno w kwietniu i maju parking pęka w szwach. Oczywiście trudno tu o syryjskich turystów, ich to nie interesuje, sama zagranica. Parking, jakieś sklepiki z pamiątkami, dziesiątki knajpek i restauracyjek (piwo do załatwienia). Z czego żyją ci ludzie, teraz, gdy ruch turystyczny zamarł. Rosjanie? Raczej nie, kompletnie nie słychać mowy rosyjskiej - Krak de Chevaliers to domena "papistów", Bywali tu Rajmund z Tuluzy i Tankred. To oni pobudowali twierdzę, zresztą nie jako pierwsi, siedzieli tu już Egipcjanie, Rzymianie a także emir pobliskiego Hims. W ostatnich latach przed zdobyciem przez Arabów w 1271 urzxędowali tu "szpitalnicy" czyli Joanici. Potem, wraz z ostatecznym upadkiem krzyżowców zamek stracił znaczenie militarne i został zasiedlony przez miejscową ludność, usuniętą dopiero podczas francuskiej renowacji. Pobliskie miasteczko oczywiście żyje tylko z turystów i sądząc po zabudowaniach całkiem nieźle. Z czego żyje teraz? Pytam koleny raz, ale to pewnie mało obchodzi reżim pana doktora okulisty wykształconego na zachodnich uczelniach.
Widok z murów zamkowych (750 m npm) zapiera dech, to jeden z najbardziej urodzajnych regionów Syrii, słynący tysiącami hektarów plantacji drzew oliwnych - to Syria a nie Hiszpania jest największym na świecie producentem oliwek. Czy ew, blokada gospodarcza Syrii nie zarżnie tego interesu? Ale co tam, ważnym jest aby nie oddać władzy, muzułmańska sekta Alawitów, z której pochodzą Asadowie trzyma twardo władzę, choć jest stosunkowo nieliczna.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek




Obrazek


Okolice


Obrazek


Obrazek



Obrazek




Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek




Obrazek






Wracamy do Damaszku, biuro funduje nam wjazd na górę wznoszącą się nad Damaszkiem. To znaczy nie na sam szczyt, tylko na jakieś 2/3 wysokości. Czy dalej jest niedostępna? No tak, ale nie z względów fizycznych, najwyższa część góry, 1/3 jej wysokości jest ściśle zamkniętym terenem wojskowym, trudno zgadnąć co tam może być. Autokar staje na punkcie widokowym i to co się widzi na dole poprostu oszałamia.



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek







Damaszek to najstarsze miasto na ziemi, starsze nawet od Jerycha, gdy Paryż czy Londyn były nędznymi mieścinami tutaj żyło już kilkaset tysięcy ludzi, którzy pozostawili po sobie mnóstwo pamiątek. Podobno na dość pobieżne zwiedzenie Damaszku potrzeba conajmniej kwartału - to najlepiej świadczy o turystycznym potencjale, znacznie większym od Rzymu. I o pieniądzach do zgarnięcia, oczywiście jeśli będzie spokój, podobno teraz jeszcze Damaszek jest jako tako spokojny, ale jak długo jeszcze? I kto się teraz odważy na odwiedziny.
Ilu mieszkańców liczy Damaszek? Wg oficjalnych danych 3 miliony. A nieoficjalnych? Nikt nie wie, tak samo jak w przypadku Kairu, może 5 milionów, może 10, może 8. Podobno ta ostatnia cyfra jest najbardziej rzetelna. W każdym razie z tego wzgórza końca miasta nie widać, niknie w oparach smogu za którym ledwie majączą otaczające miasto wzgórza - sam Damaszek leży na wysokości 800 m npm, czyli trochę wyżejniż Zakopane.






Obrazek





IMG]http://i43.tinypic.com/4sh2sk.jpg[/IMG]


Obrazek



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek




Obrazek



Obrazek









Na zakończenie dnia w kilkanaście osób idziemy na Wielki Bazar, akurat na ten jego fragment gdzie handluje się konfekcją damską. Tak straszliwie kiczowatej tandety usianej świecidełkami nie oglądałem nigdy w życie, zresztą na ulicach Damaszku też. Kto więc to kupuje? Stylistyka rodem z taniego burdelu, ale tych podobno w Damaszku brak, reżim choć w sumie religijnie dość neutralny pilnuje dobrych obyczajów. Podobno takie coś noszą damasceńskie damy wieczorem w ciszy domowego ogniska, panowie muszą też mieć drobne rozrywki.

Ale dzisiaj na kramach jest dość spokojnie, trwa jakiś ważny mecz piłkarski i wszyscy wlepiają ślepia w ekrany telewizorów, piłka nożna to jednak potęga!

Piłka nie robi jednak konkurencji pobliskiej lodziarni. Właściwie to trudno nazwać tak po prostu lodziarnią - to jest cały kombinat, fabryka, podobno największa lodziarnia na świecie. Ale perfekcyjnie zorganizowana, na lody, mimo dość długich kolejek czekaliśmy może 3 minuty. Najgorszy był wybór tak jest obfity - zrezygnowany zdaję się na obsługę, sprzedawca, osiemnastoletni chłopak, jest, co widać, skrajnie zmęczony wielogodzinną orką, ale uśmiechnięty od ucha do ucha i nie jest to przylepiony urzędowy uśmieszek polskich sprzedawców i ich obrzydliwe - w czym mogę pomóc. Tu jest tylko "proszę pana", oczywiście po frnacusku i uśmiech. Pracuje tu kilkaset osób, ani jednej kobiety, przynajmniej na zewnątrz. A lody są znakomite! Warte "one dollar" napiwku.
Ostatnio zmieniony ndz 25 mar, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 12 razy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

cd.

Rankiem odjazd z Damaszku (ale jeszcze tu wrócimy). Kierunek Aleppo, drugie największe miasto Syrii, też moloch, już prawie pod granicą turecką. Jedziemy drogą M1, to główna droga w Syrii, taka trochę autostrada, trochę droga szybkiego ruchu, tak to już tutaj jest, podobnie jak w Jordanii między Ammanem i Agabą a także w Egipcie na głównych drogach. Ni pies ni wydra, tak to już jest na Bliskim Wschodzie. Droga Amman - Damaszek też taka sama. Co charakteryzuje jeszcze bliskowschodnie "autostrady". Ano permanentny brak wykończenia, zaczynający się już od poboczy, o rowach i tym co za rowami lepiej nie mówić. O trawie i drzewach można zapomnieć, za to trwają tam stale jakieś roboty ziemne, na czym polegające trudno mi zgadnąć, moim zdaniem bez sensu. Rolę trawy "pełnią" puste plastokowe pety po wodzie mineralnej - zuepłnie tak jak gdyby wszyscy tu cały czas pili. No fakt, woda to tu artykuł pierwszej potrzeby. Codziennie wchłaniam dobre 2 litry i o dziwo prawie wcele nie "biegam". To dobrze, bo wc to minimum "one dollar" a cerbera w bramie toalety trudno wymanewrować. Jakby kto tam jechał (do Egipty zresztą też), to niech pamięta - banknoty jednodolarowe to najbardziej niezbędna waluta. I proszę nie liczyć na to, że na miejscu ktoś zmieni, lub, senne marzenie, wyda z piątki lub dziesiątki. Bakszysz to bakszysz, nie masz "one dollar" to płać 5 lub 10 i nie narzekaj, pretensje można mieć ale do samego siebie. I proszę nie liczyć, że uda się uzupełnić zapas przy okazji wydawania reszty w sklepie. O święta naiwności! Wszedłeś drogi kolego do sklepu jubilerskiego (a jest tu ich setki) aby kupić jakiś złoty lub srebny upominek ukochanej kobiecie. Powiedzmy, że wybrałeś co za 34 dolce i najmniejszy banknot, który posiadasz to 50 dolców (najlepiej zapomnij o takich nominałach, gdy będziesz kupował dolce w polskim banku - dycha to najlepszy wybór ale i mniejsze też, szczególnie te z Waszyngtonem). Nie masz, kładzież te 50 i czekasz na 16 reszty. O nie kolego, teraz sprzedawca, najczęściej to właściciel z synem zacznie stawać na głowie, abyś za te 16 dokupił innego badziewia. Padłeś, więc czeka Cię nagroda, jak z pod ziemi wyłoni się kawa lub herbata.

Jak tego uniknąć. Za dużo chcielibyście wiedzieć, a nauka kosztuje. Ale niech tam, wyjawię sposób - idź do dzielnicy chrześcijańskiej, tam wszystko będzie o conajmniej 1/3 taniej, cena na metce a nie do targowania i w dodatku dostaniesz resztę. Kawę lub herbatę też. A jeśli do dzielnicy chrześcijańskiej daleko to patrz na szyję właścicielom, odrobina wysiłku i znajdziesz takiego z krzyżykiem na łańcuszku, w samym sercu dzielnicy arabskiej też.

Rozgadałem się i odszedłem od tematu. A więc roboty przy drodze trwają - to chyba jedyna okazja by zobaczyć dobrze znane starszym Polakom ciężarówki MAZ, KRAZ, ZIŁ a także spucharki "stalińce" i inny sprzęt radziecki. Widać "Radzianie" tu potrafili dobrze chodzić koło interesu.

Jedziemy dalej, za chwilę pojawią się miasta, których nazwy dobrze znacie teraz z pierwszych stron gazet. Pierwszy to milionowy Hims, trzecie miasto Syrii. Mijamy je obwodnicą, nie interesuje one specjalnie turystów choć na starówce tyle zabytków, że niejedne turystyczne miasto w Europie mogłoby pozadrościć. Ale przy "potędze" Damaszku lub Aleppo to pryszcz. Podobno sporo tu przemysłu. Podobno dziś miasto to idzie w ruinę, "chłopcy" Baszara tu mają używanie.
Kolejne trzydzieści kilometrów i półmilionowa Hama. Słynna z dwóch rzeczy - pierwsza to olbrzymie koła wodne połączone z akweduktem. Autokar staje nad urokliwą rzeczką Asi pełną szuwarów i wodnego ptactwa, tuż nad nią stoi kilka tych kół, największe o średnicy 20 metrów, pochodzą z XVI i XVII wieku. Pieczołowicie utrzymywane są nadal czynne, choć już tylko na pokazy dla turystów. To wcale nienajstarsze zabytyki Hama, miasto jest stare jak biblia, jeden z tutejszych władców aramejskich płacił daniny samemu Salomonowi.
Starówki Hamy nie zwiedzamy, po pierwsze brak czasu a po drugie to nie autentyk lecz w większości całkiem niedawna rekonstrukcja. Dlaczego? Ano dlatego, że w roku 1982 wybuchło tu powstanie Bractwa Muzułmańskiego, które jeszcze Hafez Asad stłumił z właściwym mu wdziękiem. Około 30 tysięcy mieszkańców Hamy poprostu wymordowano a miasto prawie w całości zniszczono, resztę mieszkańców wypędzono (Koła wodne oszczędzono). Po miesiącu Hafez Asad w przystępie dobrego humoru pozwolił im wrócić a miasto razem z częścią zabytków odbudowano, nawet dość nowocześnie. Kto tego nie wie a będzie jechał drogą M3 to nawet się tego nie domyśli. Dyktatorzy bliskowschodni to jednak faceci z "klasą". Zburzyć półmilionowe miasto a później je odbudować i to w przeciągu kilku lat to dla nich bułka z masłem. A przy okazji posłać do Allaha kilkadziesiąt tysięcy ludzi. I to wszystko w kraju, który nie jest potęgą naftową, trochę ropy jest ale przy Iraku to mizeria. A my tu narzekamy na Tuska lub Putina! To ciapciaki przy Asadach.



Obrazek




Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek





Teraz w Hamie znowu walki, może młody Asad powtórzy "sukces" taty. A świat sobie patrzy.

cdn.
Ostatnio zmieniony ndz 25 mar, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

W sumie Janku mógłbyś to okrasić zdjęciami i wrzucić w "Podróże".

Dobrze się czyta :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

cd.

Ruszamy dalej, droga trochę nużąca, jak to autostrada, ale tablica Aleppo - 50 km wygląda czarownie. Hotel podobno w centrum miasta w pobliży starego bazaru a i koło słynnej wieży zegarowej a tuż koło niej ponoć istne cudo czyli "freeshop" z wszelkimi rozkoszami alkoholowymi i to za śmiesznie małe pieniądze. No i w dodatku w brzuchu już burczy a hotel podobno słynie z znakomietej francuskiej kuchni....

No i wtedy cios - przewodniczka syryjska szwargocze coś po arabsku przez komórkę w tempie karabinu maszynowego a potem coś szepcze naszemu pilotowi. Autokar skręca na stację benzynową a po zatrzymaniu dowiadujemy się, że partnerowi syryjskiemu coś się pokićkało i czekają na nas nie w Aleppo ale w Palmyrze, drobiazg, trzeba się cofnąć kakieś 70 kilometrów a potem skręcić w lewo i hajże do Palmyry przez prawie bezludną pustynię syryjską. Ktoś nawołuje do stawienia oporu ale to bezsens, przecież na ulicy w Aleppo spać nie będziemy. To jest właśnie czar Bliskiego Wschodu, nigdy nic nie wiadomo na pewno. Inni pokrzykują, że są głodni, no to pilot ogłasza pół godziny przerwy, na stacji jest bar, ale oczywiście na własny szczot, w kosztorysie nie przewidziano a w Palmyrze czeka kolacja, w co niektórzy wątpią bo to będzie przecież w nocy.
Wybór nie jest olśniewający, na gorące dania nie ma czasu, kupuję jakąś sałatkę warzywną z kurczakiem, jest wstrętna w smaku ale co robić, żołądek ma swoje prawa. To już któryś dzień w islamie, czlowiek by zjadł jakieś prawdziwe mięso a nie cięgiem kurczak, baranina lu stary wół bo jest twardy jak podeszwa sandałów proroka Mahometa.
Ale jest i jasny moment, przy wyjściu młody Syryjczyk mruga znacząco i po chwili za trzy dolce mam piwo i to prawdziwe, nie bezalkoholowe, które tu jest bez łaski. Pochodzi z "rozpustnego" i grzesznego Libanu. W drogę ruszam w dość miodowym nastroju...

Tu muszę się wytłumaczyć - stale coś piszę o piwie i innych trunkach, pewnie ktoś gotów pomyśleć, że jestem pijaczyną. Wcale nie, w kraju czasami minie miesiąc a ja nawet jednego piwka. Ale tam to inaczej - po pierwsze, że zakazane a zdobycie to sukces na miarę bitwy pod Grunwaldem (no trochę przesadziłem). Ale w tamtejszym klimacie to jakby nektar życia i wcale się nie dziwię, że Anglicy lub Francuzi tam stale byli na rauszu.
No i jeszcze jedno - alkohol jest surowo zakazany przez Proroka i nie tylko dla wyznawców ale i obcych też. A ci ponoć tak pobożni muzułmanie tym handlują i to wcale nie po specjalnie wygórowanych cenach. Ale sami ponoć nie piją, nie tyle się odzwyczaili co nie przyzwyczaili.

Zrobiło się zupełnie ciemno, nic nie widać a szkoda, pustynia bywa fascynująca...

Wreszcie, jest 1-a w nocy, jesteśmy w Palmyrze, obecnie Tadmur, 40 tys. mieszkańców, 600 m npm, to autentyczna oaza na pustyni. Miasteczko wygląda dość licho, hotel też, moja "jedynka" to trochę taka większa łazienka, ale łazienka jest też. Szybki prysznic, Boże, ale byłem brudny, i na kolację. Miłe zdziwienie, jest znakomita. Jest i też piwo, prawie oficjalnie.
Czówiek ma jednak głupie pomysły, zamiast walnąć się do wyra, wychodzimy w kilka osób na miasto, na nasz widok ciemne sklepiki się rozjaśniają, właściciel oywiera drzwi i zaprasza do środka. W tekstylnym kramiku jedna z naszych pań kupuje za niewielkie pieniądze naprawdę śliczną sukienkę w orientalnym stylu. To są jednak prawdziwi kupcy, to, że hotel czekał z kolacją to normalne, sprzedali noclegi to i kolację, ale to, żamknięty na głucho sklep otwiera się dobrze po drugiej w nocy na sam widok potencjalnego klienta to jest w naszych szerokościach geograficznych rzecz absolutnie niebywała.

cdn.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:W sumie Janku mógłbyś to okrasić zdjęciami i wrzucić w "Podróże".

Dobrze się czyta :-)
Zdjęcia będą, później, zacząłem to pisać w impulsie gniewu po zobaczeniu reportażu z Syrii, z Hims, tam gdzie aktualnie mordują najbardziej. Gdybym zaczął od wybierania zdjęc i przepuszczania ich przez downloader, to by pewnie złość mi przeszla i rzuciłbym to w cholerę. A tak słowo się rzekło i muszę wyczerpać temat, aż do hali odlotowej w Damaszku.

Dragan był tam krótko przede mną, ale indywidualnie, napewno ma znacznie więcej do powiedzenia z kontaktów z miejscowymi. Byłoby fajnie jak by uzupełnił.

Nie dałem do "podróży" bo temat był zrazu polityczny, a potem jakoś poszło. Ale dla Mefiego to drobiazg przenieść cały wątek.

A teraz idę spać, to nie Palmyra nocą ale Koszalin...
Jednego żałuję, że nie zabrałem statywu, Damaszek nocą jest czarodziejski a zdjęcia z łapy mi nie wyszły.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

cd.

Słynnych terenów wykopaliskowych w basenie morza Śródziemnego nie brak. Palmyra wśród nich jest z całą pewnością w pierwszej piątce a i są tacy,co twierdzą, że na pierwszym miejscu.
Palmyra to prastare miasto - oaza, leżące na skrzyżowaniu licznych szlaków handlowych i z tego żyjące, przez wiele setek lat jednak bez politycznego znaczenia - miejscowi władcy zawsze byli wasalami kimś znacznie mocniejszych. Po upadku monarchii Seleucydów przeszła pod panowanie rzymskie, jednakowoż specjalnie to jej nie przeszkadzało, miejscowi władcy cieszyli się znaczną autonomią a bywało, że niektórzy cesarze jak np. Hadrian, zwalniali je z podatków. Jak to często bywa, gdy imperium słabnie to na jego obrzeżach rosną nowe i tak się stało w połowie III w n.e. gdy miejscowy król Odeinat, pełniący jednocześnie funkcję dowódcy miejscowych legionistów faktycznie uniezależnił się od Rzymu i w ekspresowym tempie zaczął tworzyć własne imperium. Onże Odeinat miał znacznie młodszą żonę, Zenobię, ponoć pochodzącą z tzw. gminu. No i bednemu Odeinatowi nagłe się zmarło a Zenobia została regentką rządząco w imieniu nieletniego syna. Wkrótce przestało jej to wystarczać i ku pognębieniu Rzymu ogłosiła się Augustą czyli cesarzową. A rządzić miała czym bo w tym czasie kontrolowała teren zaczynający się od Egiptu aż po Bosfer i Dardanele. Słabnące bo słabnące ale wciąż poteżne imperium rzymskie nie mogło tego tolerować i cesarz Aurelian ruszył osobiście zrobić porządek. Zenobia przegrała, była główną "ozdobą" triumfu Aureliana w Rzymie w roku 274, potem została osadzona jako gość w Villi Tivoli i wkrótce tam zmarła, jak sądzę nie bez udziału cesarskich lekarzy.
Miasto Palmyrę cesarz Aurelian na wszelki wypadek przykazał zniszczyć i tak się skończyła jego prosperity - zaczęto je odkopywać dopiero w XIX wieku. Prace wykopaliskowe trwają do dzisiak a swego czasu walny w nich udział mieli Polacy pod wodzą profesora Kazimierza Michałowskiego.
Teren wykopalisk to płaska pustynna "patelnia" o powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych. z których przebadane jest ok. 30%. jednakowoż na pozostałym terenie raczej trudno oczekiwać rewelacji.To co najcenniejszego i jako tako pozostałego po rzymskim "sprzątaniu" zostało odkopane z słynną świątynią Bela (Baala) na czele. To co nadal w piasku to prawdopodobnie tylko fundamenty niewielkich domstw mieszkalnych, po których "rzymski walec" przejechał się najskuteczniej.

Teren wykopalisk otoczony jest pustynnymi wzgórzami, na jednym z nich stoją ruiny arabskiego zamku warownego z XII wieku.

Wsółczesne miasto o nazwie Tadmur (nazwa semicka) to kilkadziesiąt mniejszych lub większych hoteli, naogół dość skrpmnych, sporo restauiracyjek i knajpek, setki sklepów i kramików oraz dość okazały budynek Muzeum Archeologicznego. Jednym słowem wszystko dla turystów i żyjące z turystów. Z czego żyje teraz, gdy tylko szczególni ryzykanci odwiedzają Syrię, doprawdy nie wiem. Ale musi być kiepsko.

Żegnaj Palmyro, trudno mi będzie cię zapomnieć ale co robić, późnym popołudniem jedziemy do Aleppo.


Obrazek



Obrazek





Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek



Obrazek



Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek





Aha - jeszcze jedno - wbrew pbiegowym legendom wspaniołości Pa;myry to bynajmniej nie dzieło cesarzowej Zenobii, powstawały wcześniej, za czasów potegi jej męża a potem niej samej tylko przeprowadzono szereg renowacji.
Ostatnio zmieniony ndz 25 mar, 2012 przez Janek, łącznie zmieniany 2 razy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wybaczcie, jestem z natury leniwy, nie chce mi się wybierać najodpowiedniejszych zdjęć, przepuszczać przez downloadera, zamieszczać w poszczególnych postach. A więc inaczej – podaje linki do albumów z Picasy. Teraz hurtem do całego już opisanego terenu, potem po każdym pojedynczo. W końcu nie musicie wszystkie zdjęcia oglądać, miniaturki są spore, można wybrać. Arcydzieła sztuki fotograficznej to nie są, nie mam takich ambicji, ani możliwości, dla mnie to tylko pamiątki.

Bosra:
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... SyriaBosra#

Sendinaja
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... WSandanaya#
Malula
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... razSwTekli#
Krak de Chevalliers
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... hevalliers#
Damaszek (ale to nie koniec, będzie więcej)
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... 2/Damaszek#
Palmyra – I
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... 2/PalmyraI#
Palmyra – II
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... almyraCzII#
Palmyra – III
https://picasaweb.google.com/1153672880 ... PalmyraIII#

No i na tym koniec na razie…
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Fenek

-#3
Posty: 160
Rejestracja: wt 30 paź, 2007
Lokalizacja: Nowy Targ

Post autor: Fenek »

super się czyta , dzieki
"powiedz mi po co żyjesz ,a powiem ci po co chodzę w góry"
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jazda przez pustynię, tutaj wbrew nazwie nie jest ona taka wcale pusta, po drodze zatrzymujemy się na stacji benzynowej – tutaj one bardzo często nie przypominają naszych – to takie „krzyżówka” Disneylandu z Pałacem Gargamela – w sumie okaz kiepskiego gustu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dalszej drodze między innymi domy w kształcie kopców ulepionych z gliny i piasku, – ale mieszkają w tym ludzie, Syria to kraj kontrastów. Sporo hektarów pustyni wyrwano pod uprawy oliwek o rozmaitych warzyw, Syria to największy na świecie producent oliwek lecz i potentat w dziedzinie pomidorów.
Obrazek

Obrazek

Obrazek
]

Aleppo już blisko – to kolejny moloch i zarazem jedno z najstarszych miast świata – od lat mieszkańcy tego miasta spierają się o to z mieszkańcami Damaszku.
Jego historia jest przedziwna i zawiła, podobnie zresztą jak Damaszku i całej Syrii. Ciekaw jestem jak w tym kraju naucza się historii, – jeśli od zarania i z wszystkimi „zawijasami” to współczuję dzieciom syryjskim, polskie mają stanowczo lepiej. Panowali tu wszyscy z jednym wyjątkiem – miasta a raczej jego fortecy, tu nazywanej cytadelą nigdy nie zdołali opanować Krzyżowcy i to mimo tego, że tuż obok jest starożytna Antiochia, stolica jednego z księstw Krzyżowców. Tak nawiasem – o Antiochię (Antakya) i Aleksandrettę (Iskenderun) wraz przyległościami toczy się spór między Syrią i Turcją – Syria traktuje obecną granicę, jako tymczasową - podejrzewam, że mało, kto w Polsce o tym wie.
Historia Aleppo ma swój polski akcent – generał Józef Bem po klęsce Wiosny Ludów schronił się w Turcji, przeszedł na islam i jako Murad Pasza został mianowany komendantem miasta i cytadeli Aleppo. W roku 1850 na miasto napadły hordy zbuntowanych beduińskich nomadów – Bem skutecznie ich odparł, niestety wkrótce, też w 1850 roku tutaj umarł na malarię.
Jeszcze jedna ciekawostka – słynny „Orient Ekspres” kursujący do 1939 roku tutaj kończył swój bieg.
O ile na zabudowie Damaszku, szczególnie jego nowej części dość mocno odbiło piętno stosunkowo krótkie panowanie francuskie, to Aleppo ma charakter turecki – dziewiętnastowieczna zabudowa do złudzenia przypominała mi uliczki Stambułu,
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście jeden wieczór i niecały dzień pobytu to grubo za mało, aby zobaczyć to wszystko, co jest do zwiedzenia w Aleppo. W dodatku to przedostatni dzień piętnastodniowej wycieczki i prawdę mówiąc już miałem wszystkiego trochę dosyć – za duże tempo, za dużo kilometrów w autokarze (tak nawiasem znacznie gorszym niż w Jordanii), za dużo wrażeń a tu jeszcze następny dzień w Damaszku ma nieprawdopodobnie przeładowany program.
Żelaznym punktem programu wszystkich wycieczek zaglądających do Aleppo jest oczywiście Cytadela. Potężna i olbrzymia warownia na wzgórzu w środku miasta składa się z licznych budowli o rozmaitym „Zyciorysie” i stanie zachowania jest w dodatku w permanentnym remoncie, to dobrze, ale to nie ułatwia.
Najstarsze znaleziska w obrębie cytadeli pochodzą z X wieku p.ne., obecny kształt większości pochodzi jednak z okresu X-XII wiek naszej ery. W obrębie cytadeli obok pałacu władców Aleppo, nieźle zachowanego ale w stanie z okresu mameluckiej przebudowy w XVI wieku, oprócz tego zrujnowane obiekty łaźni i obiekty kultowe, była tu również zabudowa miejska ale uległa zniszczeniu w 1822 roku wskutek katastrofalnego trzęsienia ziemi i niewiele z niej zostało. Największe wrażenie robi olbrzymi kompleks bramny z kamiennym mostem. No i jeszcze jedna ciekawostka – na terenie cytadeli znajduje się Meczet Abrahama (Ibrahima) – podobno patriarcha miał tam odpoczywać podczas drogi z Ur do Kanaanu. Ale nie to jest najważniejsze – w meczecie tym ma być podobno przechowywana głowa św. Jana Chrzciciela. Jeśli to prawda to znaczy, że św. Jan miał dwie głowy, druga z wielkim pietyzmem jest przechowywana w Meczecie Umajjadów w Damaszku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najcenniejszy jest jednak widok z niej miasto – dopiero tutaj można ocenić jaki to olbrzym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny sztandarowy obiekt to Wielki Meczet ( Jama’a al. Kebir). Został on wzniesiony prz kalifa Walida I z dynasti Umajjadów w roku 715 n.e. i stąd nazywany jest też Meczetem Umajjadów (czy Aleppo musi mieć wszystko tak samo jak Damaszek?). Ale nie tylko – jeszcze inna nazwa Ama’a Zakariye, czyli Zachariasza, ojca Jana Chrziciela, którego głowa jest tu podobno przechowywana (pokazują miejsce, ale fotografowanie wzbronione). Z pierwotnego meczetu został tylko pierwotny zarys, wielokrotnie go burzono i odbudowywano. Miejsce też jest „stare” – mieściła się tu agora greckiego a potem rzymskiego miasta a następnie ogrody Katedry św. Heleny (matki cesarza Konstantyna Wlk.)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzecia wielka atrakcja Aleppo to zespół wielu suków czyli bazarów. Nie mieścił się on w programie wycieczki, był na niego tylko czas wolny. Zdołałem go tylko liznąć, suk al. Attarin, dość nietypowy, ale za to specjalizujący się głównie w sprzedaży słynnego mydła z Aleppo – Al. –Joubaili, produkowanego w licznych formach i zapachach na bazie oleju z oliwek. Zrobiłem jego spory zapas (nie jest drogie – około 1$ za „kawałek” ) a także na prezenty dla rodziny i znajomych. Kto nie mył się mydłem z Aleppo to w zasadzie nie wie, czym jest mydło – niestety się mi skończyło, ale dopóki było to moja łazienka była pełna wonności wschodu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Takie jedno wrażenie z bazaru – akurat była pora modlitwy – muezzin wezwał z okolicznego minaretu – kilkunastu kupców od tego mydła opuściło swoje kramy (zostawili pomocników), wzięli dywaniki pod pachę i poszli na puste okoliczne podwórko aby się pomodlić. Gdzie coś podobnego w naszym katolickim kraju? Oczywiście i u nas są tacy co codziennie odwiedzają kościół, ale ilu ich jest? Garstka. Tam to jest powszechne i to zadziwia w islamie! No i w żadnym stopniu nie utożsamiałbym to z fanatyzmem (o zwyczajach meczetowych trochę więcej w następnym odcinku).

Cdn.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Postaram się możliwie szybko uzupełnić o zdjęcia poprzednie odcinki.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

I do "podróży" bo w HP gdzieś zginie zaraz.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Cała nadzieja w adminie i moderatorach, ja jestem bez szans.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zdjęcia w dotychczasowych postach uzupełnione - zapraszam do obejrzenia.

Wkrótce dalaszy ciąg - Damaszek - Muzeum narodowe, Meczet Umajadów, Grobowiec Saladyna i dzielnica chrześcijańska
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Uprasza się Naszych Kochanych Moderatorów o umieszczenie tej pięknej opowieści w dziale "Podróże małe i duże" :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

zrobione ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

No i pięknie :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Kochani Moderatorzy Nasi - KMN, prawie jak ... Kabaret Moralnego Niepokoju. ;-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
ODPOWIEDZ