Oj, nie bierz tak tego do Siebie. Nie uważam aby w tej ccałej deregulacji było coś z polityki.To jest raczej operacja "logistyczna", moim zdaniem dość pozorna.Szarotka pisze:Strażnicy mają ciekawsze zajęcia niż śledzenie bzdurnych tematów
No i jak najbardziej dotycząca turystyki, szczególnie jak pośledzić przekazy medialne. No i jak mi się wydaje, mogąca spowodować więcej szkody niż pożytku.
W wałkowanej od lat sprawie przewodnictwa górskiego tak naprawdę nic się nie ma zmienić. Zresztą tak naprawdę dotyczy to tylko wycieczek szkolnych, czyli w istocie wewnętrznej sprawy Ministerstwa Edukacji a tak naprawdę to dyrektorów szkół, bo to oni odpowiadają za to co się z ich wychowankami dzieje podczas wycieczki w góry. Niestety wiele przykładów jest takich, że raczej nieciekawie jak tego przewodnika zabrakło.
Natomiast co reszty, czyli wyciewczek nizinnych i miejskich Powiedzmy sobie szczerze - nikt lub prawie nikt nie angażuje przewodnika gdy coś zwiedza indywidualnie. Taki turysta styka się z przewodnikiem tylko wtedy jak zwiedza większy obiekt o charakterze muzealnym. Bardzo często jest to związane z zwykłym zabezpieczeniem zbiorów. W Muzeum Narodowym, np. w Galerii Sukiennice, nikt raczej obrazu ze ściany nie zdejmie, w dodatku jest tam zazwyczaj tyle ludzi, że jest to poprostu niemożliwe. Ale są obiekty mniejsze lub stosunkowo mało uczęszczane i tam oprowadza się zorganizowaną grupę lub nawet pojedyńczych turystów co jakiś tam czas i przewodnik jest również klucznikiem, bo otwiera i zamyka drzwi do poszczególnych pomieszczeń w miarę ich przemierzania. Czyli jest to prostu pracownik Muzeum. Czy ktoś może szefowi Muzeum nakazywać kogo mu wolno lub niewolno zatrudnić. Robi to sam i jak wynika z moich obserwacji najczęściej dobrze - ci ludzie znają swoją robotę.
Nieco inaczej jest w przypadku imprez zbiorowych organizowanych przez Biura Turystyczne. Wiele z nich bardzo często nie zatrudnia przewodnika tylko pilota i to on pełni te funkcje, niejako uzupełniając przewodników muzealnych. W wielu kościołach tą funkcję spełniają księża z parafii.
I znowu, czy ktoś może nakazać Biuru Turystycznemu zatrudnienie takiego lub innego pilota - to są ich pracownicy i od jakości ich pracy zależy powodzenie biura. Muszą teraz mieć licencję, ok, ale co z tego. Powiedzmy, że zostanie zlikwidowana - no i co z tego - biuro zacznie wprowadzać coś w rodzaju wewnętrznej licencji - po prostu sprawdzi czy dany facet się nadaje. Teraz też to robi, bo licencja swoje a faktyczne umiejętności swoje.
Tak więc jest to wielka chmura, z której spadnie bardzo mały deszcz albo też nawet tego deszczu nie będzie wcale, oprócz głupawego szumu medialnego.




