Witam i pozdrawiam
Howk74, tak to jestem ja

, ale ja nie jestem słynny -hiii , dla małego sprostowania , jednak to inni chodzą ze mną, (owszem dwa ruszyliśmy w góry z Mgydim) i zresztą każdy, kto nie ma lęku wysokości może iść ze mną na każdą ubezpieczoną drogę -zapraszam.
„Konigjodler” 24.08. 2011.
Wszystko zaczęło się niespodziewanie, bowiem na jednym z górskich for Marcin zamieścił info, że następnego dnia jedzie służbowo do Salzburga na 2-3 dni i ma 2 wolne miejsca w samochodzie, toteż skorzystałem z okazji i stało się. We wtorek późnym południem mknęliśmy już w kierunku Salzburga. Jako, że był to całkowity „spontan”, to i szczerze nie wiedziałem gdzie dokładnie pójdę (pójdziemy), zero czasu na kupno map, owszem na szybko przeglądając zasoby netu dowiedziałem się , że w rejonie Salzburga jest trochę ubezpieczonych dróg.
W moich planach były dwie ferraty tj. „Königsjodler” , lub „Postklamm”. Marcin do południa w środę miał ważne sprawy do załatwienia, toteż uzgodniliśmy, że podwiezie mnie do miejsca startu. W duszy miałem jednak problem wielki; na którą ubezpieczona drogę ruszyć?, pomimo wahań zdecydowałem, że będzie to Konigjodler., szczerze wybór padł ze względu na .........innych - bo ostatnio tyle osób się pytało o tę drogę , to i wybór padł na nią
Wiedząc, że w tym rejonie prze kilka dni będzie stabilna i dobra pogoda, toteż ambitnie ruszyłem na „Króla Jodlarzy”. Bez mapy ale za to książką „Ferraty cz II”, ochoczo ruszyłem na szlak , jak to czasami bywa z tej euforii od razu zrobiłem falstart tj. ruszyłem na drogę nie z tego miejsca tj. za wcześnie”. Ale po kolei
Początek mojej trasy rozpoczął się przy Birkarhaus .
Niby znaki mówią, że ………jest dobrze (ale tak nie było).
Zamiast wystartować wygodną i łatwą gruntową drogą do schroniska przy Dientner Satel - to ja ruszyłem z innego miejsca (za wcześnie), oczywiście z tego miejsca również da się dotrzeć do założonego celu , tylko, że jest ono dłuższe i bardziej męczące)góra-dól-góra-dół). Po kilkunastu minutach na podstawie drogowskazów już wiem , że tym wyborem drogi „ciut” nadwyrężę swoje nogi aby dotrzeć do celu.
Po pewnym czasie docieram do miłego schroniska Erichhütte,
Tam chwila odpoczynku oraz mała przerwa na kawę i samotnie ruszam dalej w drogę. Widoki dookoła super, to i robie trochę ujęć
A to ja (lekko zmęczony)
Idąc spokojnym krokiem (ok. 2,5 godz.) dostrzegam przełęcz Hochscharte (2283m), z której rozpoczyna się ferrata
Rzut oka na przeciwległa ścianę
W rejonie przełęczy widzę kilku turystów, którzy już są na ferracie, a kilkanaście metrów dalej spotykam liczną grupa Słowaków, która szybko stara się „oszpeić” i wystartować.
Wystartowałem jako „ostatni” (świadomie - chciałem porobić trochę ujęć innym na ferracie) i siła rzeczy trochę byłem „hamowany” przez Słowaków, jednak po dalszych kilku minutach zostałem przez nich przepuszczony (dzięki) i mogłem w samotności delektować się okolicznymi widokami jak i zmaganiami (w oddali) innych turystów ma tej ferracie.
Króciutki "tybetański" mostek
Najciekawszy fragment twej ferraty czyli "Tyrolka"
oczywiście można ją przejść kilkanaście metrów w dół , a potem kilkanaście metrów do góry.
Na wysokości 2500m jest możliwość opuszczenia dalszej (siłowej) części ferraty i dotarcia do szlaku zejściowego 433.
Teraz łatwym nieubezpieczonym (piargowym) terenem pod szczyt Kummetstein
Mniej więcej tak prowadzi droga na Kummetstein
Tabliczka nie myli się :lol:

Fantastyczna droga na która warto byłoby mieć „baletki”
Już czuje skałę, bowiem do tego miejsca, droga na tejże ferracie nie jest trudna i można ją spoko zrobić (prawie) klasycznie
Teraz już nie mam odwagi wyciągać aparatu – teraz liczy się siła rąk , a w oddali widać skrzynkę „przejść”

I oto „ona”
Tu nareszcie można chwile odpocząć, no cóż był to trudny i siłowy odcinek, ale widać już koniec drogi (szczyt)

A to już widok za mną
Widzę już schronisko „Matrashaus”
Ferrata kończy się na szczycie Hoher Kopf (2875),
Widoki ze szczytu wynagradzają całodzienny trud wędrówki tą ubezpieczona drogą
Ze szczytu w pół godziny można dotrzeć do schroniska „Matrashaus” zlokalizowanego na szczycie Hochkönig 2941m.
Zejście w dół szlakiem 432/433
jest bardzo długie (ponad 3 godz.) i trudne, a strome piargi, oraz ruchome kamienie , jak i zrzucające kamyki przez innych turystów powodują, że schodząc tą trasą idzie się jak przez „pole minowe” (wiem, że tą drogą schodziłem ostatni raz w życiu). Na trasie zejścia jest kilka ubezpieczonych miejsc (liny, klamry). Schodząc tym szlakiem na wys. 2200m jest możliwość dotarcia do Hochscharte (2283m) – miejsca startu na ferratę „Kinigjodler” jak i też na szczyt Grandtspitze, ew. dojście (męczące) do schr. Erichhütte.
Schodząc dalej (w dół) dochodzimy do skrzyżowania D1, skąd dalsze kroki możemy kierować do miejsca startu (parkingu), lub odwiedzić jeszcze „Stegmoostalm” (niestety ok. godz. 18 już było zamknięte).
Ferrata jest ładna widokowo, jednak jak dla mnie zbyt długie podejście sprawiło, że dla kilkunastu sekund na „tyrolce” raczej po raz drugi na nią nie mam ochoty się wybierać. Owszem rejon Hochhonig jest atrakcyjny i polecam go innym górskim turystom.
Moja rada dla innych kończących tę ferratę – osobiście polecam nocleg w schronisku ew. zrobiłbym cudowny biwak na Hoher Kopf , a następnego dnia zszedłbym inna droga niż tą „przez piarg”
Königsjodler – ciekawa piękna i długa ferrata , jednak na „You Tube” wygląda ona„groźniej” niż w rzeczywistości.
http://www.youtube.com/watch?v=DaYP-JNw ... re=related
http://www.youtube.com/watch?v=8vOsw86f8XE
Wg mnie, kluczowe trudności (siłowe) rozpoczynają się powyżej wys. 2500m.
Położenie: Dientner Sattel (1342), Austria.
Czas przejścia całkowitej ferraty: 5 godzin od przełęczy
Zejście: ok. 3 godzin
Wyposażenie: kask, uprząż, lonża, rękawiczki, oraz ok.3-4litrów płynów oraz …..foto
Trudność: D
Topo oraz opis w języku naszych sąsiadów - dla zobrazowania trasy
Umkneła mi bardzo ważna rzecz, otóż
UWAGA:
Acha, na całej trasie ferraty , jest całkowicie wyrwanych 5 prętów !!!!!
jeżeli wiem, że na dzień 20 marca 2011r. gdy był przyznawany certyfikat dla tej ferraty ( na kolejne 9 lat) ta ilość uszkodzonych prętów, jest wynikiem szokującym?