Byłem kilka dni w tym kraju przed trzema laty z kawałkiem a teraz przywołuję wspomnienia usiłując cokolwiek zrozumieć.
Granica z Jordanią - długa kontrola paszportowa (w Jordanii na lotnisku w Ammanie praktycznie jej nie było). Każda strona paszportu jest kserowana, oczywiście pieczątka izraelska ale nie tylko, egipska z Taby lub Sharm el Sheih równa się zakazowi wjazdu. Wszyscy o tym wiedzą więc prawdopodobieństwo czegoś takiego jest zerowe, szczególnie w przypadku klientów biur turystycznych - gdybym miał coś takiego już biuro turystyczne w Warszawie poprosiłoby o wymianę paszportu lub zrezygnowało z usługi - bo to byłby dla nich szalony kłopot, zwłaszcza, że odlot do kraju z Damaszku. Ale trudno, trzeba czekać i Boże broń udać się gdziekolwiek dalej poza toaletą i małą restauracją, która zresztą przyjmuje tylko walutę syryjską, dolarów ani euro nie chcą (w Damaszku czy Aleppo oraz w zasadzie wszędzie przyjmują dolary i euro aż miło). Trochę mi się Medyka za socjalizmu przypomniała.
Wreszcie koniec "zabawy" - ruszamy dalej. Za kilka km miasteczko - zaraz na wjeździe potężny kiczowaty pomnik - nieżyjący Hafez Asad "ojciec" i Baszar Asad "syn". Ten pierwszy nawet przystojny, drugi wygląda jak ostatnia łajza. Ciekawy realizm. Ale to ich sprawa. Na wylocie z miasteczka oczywiście kolejny pomnik. W tym miasteczku wyloty są tylko dwa, gdyby było pięć top pomników też byłoby pięć, ale o tym przekonam się później.
Pierwszy postój - Bosra (podaję nazwę europejską) - miasto z wielotysięczną historią. Olbrzymie wykopaliska z rzymskich i bizantyjskich czasów, jeden z największych i najlepiej zachowanych teatrów antycznych. Ale także kościołów bizantyjskich. No i chyba jeden z najstarszych meczetów. W tym mieście młody Mahomet kształcił się na kupca w rodzinnej firmie. Ale także i spędzał długie godziny na rozmowach z chrześcijańskim mnichem - ślady tych rozmów są widoczne w Koranie. Nowa Bosra to dość schludne miasteczko, pełne kwiatów, zadbane, nie widać biedy. Ale to właśnie tutaj padły pierwsze strzały podczas aktualnej rebelii. Wokół wykopalisk setki kramików i restauracyjek - wszystko nastawione na obsługę turystów - z czego żyją ci ludzie jak teraz turystów zabrakło?
Damaszek. Hotel w centrum miasta, ale niewysokiej klasy, trochę staroświecki. Aczkolwiek alkoholu tu nie uświadczysz, to jednak znaczące mrugnięcie do kelnera i piwo jest na stoliku, coś mocniejszego się też by znalazło. Centrum - imponujący obiekt hotelu firmy Plaza, wspaniały biurowiec SONY i setki innych nowoczesnych obiektów. No i dosłowne morze całkiem niezłych samochodów - przejść z światłami mikro a przekropczenie szerokiej arterii to olbrzymia dawki adrenaliny. Ale jeżdżą po mistrzowsku i wyraźnie widać, że mają sprawne hamulce. Gdyby nie czarczafy i szyldy z "robaczkami" to można by ulec złudzeniu, że jest się w jakiejś włoskiej, hiszpańskiej metropolii. No i zawodzenia muezinów.
Następnego dnia wyjazd poza miasto, coś się podobno zakorkowało na głównej arterii i nie jedziemy "drogą dla turystów". No i nagle wpadamy w straszliwe slumsy. To jest zupełnie nie do opisania. Autokar jedzie dość szybko, nie fotografowuje przez okno, zresztą nie wiem, chyba byłoby mi głupio to robić, zwłaszcza, że ludzię zaoglądają przez okna. O dziwo, są przyjaźni i uśmiechnięci. Ale to już znam z wczorajszej wieczornej wyprawy na Wielki Bazar, który chyba się prawie nie zamyka - jest turysta, kram jest otwrty, gdy go zabraknie to może kupiec go zamknie i pójdzie do domu. Nie dotyczy to jednak setek knajpek na obrzeżu Wielkiego Bazaru, tam ruch trwa całą noc, kawalkada samochodów też tylko odrobinę się zmniejsza, za chwilę przekonam się o tym dotkliwie próbując zasnąć w hotelu - niestety okna nie są plastikowe i chyba mają koło setki lat i pamiętają francuskie czasy.
No właśnie, francuskie... tyle lat a to wciąż trwa. Język francuski jest wszechobecny, łamanym włada każdy sprzedawca, często jest obecny w cennikach, zupełnie inaczej niż w Ammanie. Tam króluje angielski, ale tak jakby dyskretnie, nie demonstracyjnie.
Syria to teren silnych wpływów wpierw radzieckich a teraz rosyjskich, któryś z współtowarzyszy podróży twierdził, że młodzi ludzie znają rosyjski. Próbuje to w takim kramie z sokami (oczywiście nie z kartonika, tutaj się go wyciska na miejscu z imponujących wielkością owoców) - młody chłopak się śmieje i... odpowiada niezłą polszczyzną. Robię wielkie oczy i za chwilę dowiaduję się, że starszy brat studiował w Polsce i przywiózł sobie z niej żonę. Po chwili się pojawia ten brat i jego żona. On ubrany z krzykliwą i dość kiepską elegancją, sygnety, złota branzoleta i łańcuch na szyi, ona w skromnym długim płaszczu (a na dworze jest +30), no i w chuście. Nigdy bym nie posądził, że to Polka, jakaś szarawa i zabiedzona. Ale pan i władca łaskawie pozwala jej zamienić parę słów z rodakami.

Teatr rzymski przerobiony na fortecę

Nowa Bosra

Proscenium teatru

Widownia teatru. Mieści 9000 osób. W latach nieparzystych w ramach festiwalu Bosry odbywają się tu koncerty, przedstawienia baletowe i teatralne, fenomenalna akustyka

Ogólny widok wykopalisk


Meczet Omara z VII wieku, przebudowany z świątyni rzymskiej, jeden z najstarszych meczetów na świecie.

Minaret

W meczecie prowadzi się zajęcia z dziećmi

fragment wnętrza

uliczka

Handel przede wszystkim
cdn.


























































































































