Jakieś dwa lata temu ostatni raz byłem w Gorcach. Oczywiście plan był inny. Miałem udać się w Tatry z tegoż powodu poczyniłem zakup ochraniaczy stupstuk. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Tadka Grzegorzewskiego który prowadzi i jest właścicielem firmy Montano. Dokonałem zakupu z dużą zniżką i… Otrzymałem wiadomość od mojego szefa iż przyjeżdża na Podhale ten prezydent z Warszawy. I jak to powiedział Siara „wpizdu i wylądował” Najpierw obowiązki wobec ojczyzny a potem przyjemności. Z tegoż powodu nie wybrałem się w Tatry ino umyśliłem se że pójdę na Turbacz od strony Łopusznej. Wstałem rano ale nie za wcześnie żona zmusiła mnie do wyczepania dywanów na co ja ochoczo przystałem. Potem w rekompensacie zrobiła mi jajeczniczkę na pachwinie. Pachwinę zakupiłem w jedynie słusznym sklepie na Kowańcu. Sklep się nazywa U Szeligi a szynka tam kosztuje 33 zeta za kilogram. Jak umyślałem tak zrobiłem i już o godz. 11 mknąłem Toyotą Corollą w stronę Łopusznej. Tu należą się podziękowania dla Manfreda gdyby nie jego Toyota musiałbym długo z buta iść.
1.

2.

3.

4.

5.

Szybko mijam miejscowe wille. A niektóre domy sa naprawdę ho ho ho. Dochodzę do szlaku na Zarębku Wyżnim gdzie kończy się odśnieżana droga a zaczyna się prawdziwy szlak gorczański. Widzę pojedyncze ślady. Zamieniam słowo z gospodarzem ubieram rakietnice na buty i skąpany w słońcu raczę swoje oczy pięknym widokiem okalającym … a to nie ta relacja sorry. Po śladach widzę że piechur przede mną zapadał się aż miło. Myśle se dziad porwał się z motyką na Turbacz. Wyciągam mapę a tu należą się podziękowania dla Manfreda za użyczenie mapy bez której pewnie do dziś błąkałbym się w rejonie czoła Turbacza. Spoglądam kaj jestem i wio do góry. A muszę Wam powiedzieć że odkąd przechadzam się na biegówkach siła w ręcach jest niesamowita. Brak tu przyczepności moich rakiet z podłożem sprawia że na tę chwilę czuję się jak młody koliberek na wiosnę.
6.

7.

8.

W tym uniesieniu po dłuższej chwili jestem na połączeniu szlaków niebieskiego z zielonym. Teraz tylko kilka chwil i już witam się z gąską przy schronisku. Warunki należy tu wspomnieć na przechadzkę są idealne i na narty też.
9.

10.

Wchodzę do schroniska i zakupuję napój za 5 złoty Coca Cola z barwnikiem i smakiem identycznym z naturalnym. Teraz tylko w dół ale jakże tego czego nie spotkałem na wspomnianym szlaku z Łopusznej tutaj jest w nadmiarze. Na gest powitania jednego z nich szybko rzucam( ty skur… jeba…hu…trędowaty) Ahoj piękna pogoda dziś na skuter i nawet spaliny nie śmierdzą.
11.

Szybko tracę wysokość a na myśl przychodzą mi moje snowblejdy które mam w piwnicy a mogłem je mieć na kulasach.
12.

13.

14.

15.

16.

Ot i cała prawda wyszła na jaw. Zachęcam do albo nie siedźcie w domu. Z górskim pozdrowieniem Hejjjjj



