Zaraza, jak to za komuny, przyszła z zachodu, dokładniej z Anglii. Piłka nożna była tam rozrywką typową dla środowisk proletariackich. Grupy kibicowskie rekrutowały się z nizin społecznych, gdzie obowiązywało prawo pięści, zatem przywódcami klanów kibicowskich zostawali lokalni łotrzykowie.Janek pisze:Nie było żadnych szalików ani zorganizowanych grup kibiców, luz
...
No i komu to przeszkadzało?
W Polsce (a zawsze "lubiliśmy" małpować zachód) grupy kibicowskie zaczęły się tworzyć na przełomie lat 60/70-tych. I niestety podobnie jak w "ojczyźnie futbolu" wszystko organizowało się wokół środowisk chuligańskich, wręcz przestępczych (mam na myśli ludzi z wyrokami). I tak sprawy ewoluują od ponad 40 lat.
Obecna sytuacja jest mocno skomplikowana. Każda grupa kibiców danego klubu dzieli się na kilka podgrup i podgrupek, które się wzajemnie przenikają, więc i podziały są nieostre.
Są niestety chuligani czynni (mało liczni ale zbyt widoczni - to na nich skupia się cała uwaga mediów), chuligani "okazjonalni" czyli nastoletnia gówniarzeria, która nie zaistnieje bez tych pierwszych, ale łatwa zniechęcenia widokiem oddziału rosłych funkcjonariuszy. Są nasterydowane "karczycha" - specjaliści od ustawek (ci wbrew pozorom jako jedyni są w stanie utrzymać chuliganów w ryzach), są ultrasi od opraw wizualnych, bębnienia, głośnego dopingu.
Są wreszcie zwykli kibice tzw. piknicy wierni (każdy mecz) lub okazjonalni, inni widzowie niepowiązani z meczem emocjonalnie, osoby towarzyszące, turyści stadionowi (przychodzą obejrzeć obiekt). Dalej nie chce mi się rozwodzić, ręczę jedynie, żę obrazek przedstawiany w mediach to komiks dla przedszkolaków i to takich z młodszych grup.





