Totalna inwigilacja
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Są rózne sytuacje, kiierowca wbrew pozorom obserwuje nie tylko drogę alee i jej otoczenie. Czestowidać wyraźnie, że żadnych ludzi, dzieci, zwierząt nie ma. Jeśli żadnych ludzi nie widać to naprawde bardzo trudno jest utrzymac przepisową prędkość, de facto wymaga to gapienia sie na predkosciomierz zamiast na drogę (chyba,ze ma sie tempomat). Bardzo czesto w Polsce jest tak, że znak "koniec terenu zabudowanego" stoi 500 metrów za ostatnimi zabudowaniami, a jedynym zywym stworzeniem jakie można na tym odcinku napotkac to straznik gminny z zamaskowanym fotoradarem.Basia Z. pisze: No to dziecko z rowerkiem zamiast kury.
Sarny zwykle robiły mi stracha poza terenem zabudowanym, na drodze gdzie wolno jechac 90 km/h. Problem z sarnami jest taki,że trudno je zauwazyć a skutki zderzenia z taką przy 90 będa podobne jak przy 120.Basia Z. pisze:I na trasie Tychy - Katowice w lasach murckowskich naliczyłyśmy 12 (!!!) saren szykujących się do przebiegnięcia przez jezdnię
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Dobre odniosłeś wrażeniegb pisze:Odnosiłem wrażenie, że dyskutujemy o drogach i zasadach poruszania się po nich - niższej kategorii niż autostrady...
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Tam gdzie naprawde napędziły stracha takiego znaku nie ma.gb pisze:A może nie zwróciłeś uwagi na jakieś "bzdurne" ograniczenie/ostrzeżenie? Na przykład trójkątny znak, na którym na żółtym polu narysowane jest zwierzątko?
Nie tylko las. U mnie spore stadko grasuje po okolicznych polach.gb pisze: generalnie wjazd w las - zwłaszcza w nocy - powninien (zgodnie ze zdrowym rozsądkiem) spowodować lekkie zwolnienie...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Tam gdzie pisałam jest właśnie las, poza terenem zabudowanym (mimo że Tychy graniczą bezpośrednio z Katowicami i to już jest teren Katowic).mefistofeles pisze: Sarny zwykle robiły mi stracha poza terenem zabudowanym, na drodze gdzie wolno jechac 90 km/h. Problem z sarnami jest taki,że trudno je zauwazyć a skutki zderzenia z taką przy 90 będa podobne jak przy 120.
Czy jest ograniczenie prędkości - tego nie pamiętam, chyba nie, natomiast na pewno jest trójkątny znak z jeleniem.
Pisałam, że jechałyśmy 60 km /h.
Miejscowym miejsce to jest znane z występowania saren i dzików, gorzej z przyjezdnymi, a jest to główna trasa od południa do Katowic, na razie nie ma statusu drogi ekspresowej.
Jednak we wsi jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś / coś wylezie na drogę niż poza wsią.
Zależy od punktu widzenia - kolega drogowiec, który był na stażu w Francji, fakt, że dość dawno, opowiadał po powrocie, że mieszkańcy mniejszych miast i wsi zażarcie oponowali przeciwko budowie obwodnic, bardzo często skutecznie, bo taka obwodnica to klęska, plajtuje ileś tam sklepów, knajpek, hotelików itp.Basia Z. pisze:Jeżeli tylko będą obwodnice
Dyskutowałbym. Bo jak wytłumaczysz, że na tych normalnych drogach korki trafiają się dość rzadko a jeśli już to ich rozładowanie przebiega dość szybko. Natomiast na autostradzie zdarzają się bardzo często i postanie na nich przez 2, 3 i więcej godzin jest prawie normą?Żabi Koń pisze:To prowadzi do korków.
Tylko, na Boga, nie wyciągaj z tego wniosku, że jestem przeciwnikiem budowy autostrad, tak jak już miaowałeś mnie przeciwnikiem cyfryzacji. Stwierdzam tylko, że brak jest prostych i pewnych recept.
Autostrady i drogi szybkiego ruchu obok rozlicznych zalet posiadają kilka wad. Główna to to, że cholernie dużo kosztują. Masz ochotę na wyższe podatki? Druga "wada" - generalnie wszyscy chcą aby były autostrady. Ale mało kto aby koło jego chaty. Wytyczenie trasy to droga przez mękę, bo samorządy i mieszkańcy mnożą wszelkie przeszkody. Podobnie wszyscy chcą taniej i czystej energii - ostatnio tuż koło mnie, w gminie Mielno było referendum w sprawie budowy elektrowni atomowej, prawie 100% mieszkańców byó przeciw. Trzecia "wada" - jak już znajdą się pieniądze i uda się zgwałcić mieszkańców, to wkraczają "zieloni" i lepiej się od razu powiesić niż podejmować z nimi dyskusje. A mają wiele racji - choćby takich, że autostrada to spora utrata terenów uprawnych a także powoduje stepowienie terenu, co zmniejsza wydajność terenów rolniczych.Szarotka pisze:Mój przykład miał pokazać, że inne kraje mają możliwość szybkiego przejechania z przysłowiowych "Gąsek" do przysłowiowego "Zakopanego". U nas nadal jedzie się drogami, gdzie co chwila są jakieś mniejsze lub większe miejscowości i co za tym idzie, mniejsze lub większe ograniczenia. Opcja wyboru trasy szybszego ruchu-autostrady-dopiero powoli się rodzi.
W sumie - jest pochyło i chyba trzeba się pogodzić z faktem, że postęp nie będzie zbyt szybki.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ostatnio mielismy tego przykład w Bydgszczy - mieszkańcy chcieli by S5 przebiegła przez miasto, w wykopie (miejsce przewidzaiono dawno temu), wygrała jednak opcja obwodnicy.Janek pisze: Zależy od punktu widzenia - kolega drogowiec, który był na stażu w Francji, fakt, że dość dawno, opowiadał po powrocie, że mieszkańcy mniejszych miast i wsi zażarcie oponowali przeciwko budowie obwodnic, bardzo często skutecznie, bo taka obwodnica to klęska, plajtuje ileś tam sklepów, knajpek, hotelików itp.
Warunkiem nadania statusu eSki są płoty chroniące drogę przed wtargnięciem zwierzynyBasia Z. pisze:Miejscowym miejsce to jest znane z występowania saren i dzików, gorzej z przyjezdnymi, a jest to główna trasa od południa do Katowic, na razie nie ma statusu drogi ekspresowej.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Ależ chłopie, czytaj!!!!!!!!Janek pisze:Dyskutowałbym. Bo jak wytłumaczysz, że na tych normalnych drogach korki trafiają się dość rzadko a jeśli już to ich rozładowanie przebiega dość szybko. Natomiast na autostradzie zdarzają się bardzo często i postanie na nich przez 2, 3 i więcej godzin jest prawie normą?Żabi Koń pisze:To prowadzi do korków.
Tylko, na Boga, nie wyciągaj z tego wniosku, że jestem przeciwnikiem budowy autostrad, tak jak już miaowałeś mnie przeciwnikiem cyfryzacji. Stwierdzam tylko, że brak jest prostych i pewnych recept.
Napisałem ogólnie "zmniejszenie prędkości". Jeśli by wszędzie jeździć wolniej, to logicznym jest, że będzie więcej korków. Nie napisałem na których konkretnie drogach... Wiecej... Tam gdzie były korki, będą większe, tam gdzie jest gęsto się zaczną.
Na autostradach często jest przeładowanie, bo nie ma innych alternatyw. Nie ma to znaczenia, czy można tam jechać 160 czy 130.
Ależ czytałem - jednak zmniejszenie średniej prędkości podróżnej to nie to co powszechnie uważamy za korek.
To o czym piszesz jest powszechnym zjawiskiem w sezonie letnim w każdy piątek popołudniu i sobotę przedpołudniem na drodze nr 11 z Poznania do Kołobrzegu. W pozostałym czasie przejezdność na tej drodze jest znakomita. Dobudowanie drugiej jezdni by rozładowało problem. No i teraz trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy komfort jazdy kilku i kilkunastu tysięcy poznaniaków chcących wygrzać tyłek na plaży (o ile będzie pogoda co wcale nie jest takie pewne) lub stracić trochę grosza na piwo w nadmorskich piwiarniach (o ile pogody brak, co jest raczej regułą) jest wart takiego wydatku z publicznej kasy a jak wiadomo, nie należy ona do najzasobniejszych?
To o czym piszesz jest powszechnym zjawiskiem w sezonie letnim w każdy piątek popołudniu i sobotę przedpołudniem na drodze nr 11 z Poznania do Kołobrzegu. W pozostałym czasie przejezdność na tej drodze jest znakomita. Dobudowanie drugiej jezdni by rozładowało problem. No i teraz trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy komfort jazdy kilku i kilkunastu tysięcy poznaniaków chcących wygrzać tyłek na plaży (o ile będzie pogoda co wcale nie jest takie pewne) lub stracić trochę grosza na piwo w nadmorskich piwiarniach (o ile pogody brak, co jest raczej regułą) jest wart takiego wydatku z publicznej kasy a jak wiadomo, nie należy ona do najzasobniejszych?
Jestem gorszego sortu...
http://wiadomosci.wp.pl/gid,14268873,ka ... caid=1df61
Ciekawe z jaką prędkością jechał ten Tirowiec, że nie zdążył wyhamować......wiem masa...
Ciekawe z jaką prędkością jechał ten Tirowiec, że nie zdążył wyhamować......wiem masa...
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Basiu, w takich sytuacjach prędkość nie zawsze ma jakiekolwiek znaczenie. Jestem tego najlepszym przykładem.Basia Z. pisze:Dzika żal mi najbardziej.
Drugi przykład to mój kolega, parę lat temu. W okolicach Kartuz przebiegający przez jezdnię jeleń (byk) wpadł mu do samochodu przez prawe tylne drzwi. Zwykle siedziała tam wówczas w foteliku jego córka, wtedy akurat na szczęście jechał sam. A rzecz działa się przy prędkości 30 km/h bo było zajebiście ślisko - jak się potem wyraził. Jeleń nie przeżył, samochód do kasacji (fotelik również), kolega tylko drobne obrażenia.
Każdemu jego Everest...
TIRy zwykle nie zwalniają w miejscowościach przelotowych, no chyba że mają z CB informacje iż opłaca się zwolnić.krzymul pisze:http://wiadomosci.wp.pl/gid,14268873,ka ... caid=1df61
Ciekawe z jaką prędkością jechał ten Tirowiec, że nie zdążył wyhamować......wiem masa...
Każdemu jego Everest...
Nie. Nie musimy wcale jeździć wolniej. Wystarczy że będziemy jeździć płynniej, a nie tak jak podałem parę stron wcześniej. Naprawdę w takich Niemczech gdy jest 50 czy 70 , to wszyscy tyle jadą. I to znakomicie upłynnia oraz przyspiesza ruch. A u nas część szybciej, część wolniej, niektórzy zgodnie z ograniczeniem, a tych parę % idiotów jedzie ile im fabryka da. I mamy taki rozpiździel na drodze że w efekcie wszyscy jedziemy średnio wolniej niż można by było. Bo co z tego że depniemy na odcinku 2 czy 3 km, gdy za chwilę wszyscy ustawimy się sznureczkiem za jakimś łamagą który uważa że lepiej jechać o te 20 wolniej niż można. Albo jakiś mistrz kierownicy uprawiający gdzie się da nasz narodowy sport motorowy czyli wyprzedzanie na trzeciego "bo z przeciwka przecież zjadą", przydzwoni w coś lub kogoś i w efekcie postoimy godzinkę lub dwie.Żabi Koń pisze:Wnioski są jedne: lepiej żebyśmy wszyscy jeździli wolniej, będzie dużo piękniej.
Był taki czas w moim życiu że prawie co weekend jeździłem z Gdańska do Warszawy. Wyjazd w piątek po pracy, powrót w poniedziałek rano.
I jakoś tak dziwnie wychodziło że najkrótsze czasy przejazdów osiągałem nie spiesząc się.
Zresztą 2 rekordy trasy (dwoma różnymi autami) Gdańsk - Zakopane zanotowałem też akurat wówczas gdy wyjeżdżałem z Gdańska późno i już nie było gdzie gonić.
Tak to działa. Jazda "na wariata" sprawdza się gdy musimy szybko przejechać 5 km. Ale gonienie przez 500 km na drodze nie będącej autostradą, nie ma większego sensu.
Tylko żeby jeszcze te ograniczenia u nas były ustawiane tak, jak choćby w Niemczech. Nie "po uważaniu" a z głową, i najlepiej w/g jakiegoś spójnego systemu.
Każdemu jego Everest...
Przecież nie chodzi o to żebyśmy wszyscy w efekcie zgodzili się ze sobą. Nie musimy, nie jesteśmy koalicją rządzącą.Żabi Koń pisze:Ta rozmowa nie ma sensu. Dla mnie i dla wielu osób teza, że w Polsce przemieszcza się samochodem za wolno jest jakby oczywistością, a tu nagle się okazuje, ze nie dla wszystkich jest nią. To tak jakby przekonywać Żyda do golonki.
A przy okazji - w Polsce naprawdę jeździ się samochodem coraz lepiej. Tylko jeszcze my kierowcy musimy trochę dorosnąć, bo to my sobie nawzajem robimy najwięcej problemów.
Każdemu jego Everest...
Jesteś najlepszym przykładem. Tak, przykładem, ....że żyjesz. Mój kolega leciał setką i trafił na Łosia. Już nie jest moim kolegą.andy67 pisze:Basiu, w takich sytuacjach prędkość nie zawsze ma jakiekolwiek znaczenie. Jestem tego najlepszym przykładem.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Kojarzysz ten mój wypadek z jeleniem ?krzymul pisze:Jesteś najlepszym przykładem. Tak, przykładem, ....że żyjesz. Mój kolega leciał setką i trafił na Łosia. Już nie jest moim kolegą.andy67 pisze:Basiu, w takich sytuacjach prędkość nie zawsze ma jakiekolwiek znaczenie. Jestem tego najlepszym przykładem.
I gdybyś nie zauważył - napisałem "nie zawsze". Po prostu nie ma reguły.
Każdemu jego Everest...
Dokładnie takgb pisze:Dodam jeszcze - z własnych obserwacji również, że gdy - na przykład trzy samochody - jadące około 90 km/godz. są wyprzedzane przez jadącego - powiedzmy te 130 km/godz., i gdy ów wyprzedzający dochodzi do wniosku, że tego pierwszego nie da rady już "łyknąć" i chowa się pomiędzy pierwszego, a drugiego - to nawet gdy jest tam sporo miejsca - nie udaje się mu "zwolnić" tylko do tych 90 km/godz. Z reguły zwalnia bardziej. Co automatycznie powoduje, że wyprzedzony przezeń przed chwilą samochód - który jechał z równą prędkością - musi zwolnić. I to zwolnienie - na zasadzie fali - przenosi się do tyłu. Im mniejsze są odstępy pomiędzy samochodami z tyłu - tym bardziej muszą one zwalniać - tak, że w skrajnej sytuacji takie trochę wymuszone wpuszczenie wyprzedzającego przed siebie - może znacznie spowolnić jadących z tyłu.
Wyprzedzający - wedle zasad - powinien rozpocząć manewr zjeżdżania na prawy pas po wyprzedzeniu w takiej odległości od pojazdu, który własnie wyprzedził - by nie wymuszać na wyprzedzonym praktycznie żadnych manewrów - w tym zwolnienia czy hamowania.
Wystarczy jeden "skoczek" - w sytuacji nawet średniego ruchu pojazdów jadących w kierunku przeciwnym - by w miarę płynnie jadące samochody - zaczęły zwalniać...
Każdemu jego Everest...
A jeszcze bardziej przy 150 niż przy 30.gb pisze:Miałem na myśli jakikolwiek manewr mający na celu ominięcie przeszkody. Gwałtowne szrpnięcie kierownicą, gwałtowne hamowanie, nawet szarpnięcie głową by śledzić przebiegającego tuż przed maską zwierzątka - jest bardziej niebezpieczne przy 120 niż przy 70...andy67 pisze:Ominąć "manewrem" to można żółwia. Sarna, jeleń czy dzik zachowują się w takiej sytuacji zwykle bardzo nieprzewidywalnie.gb pisze:Poza tym - są większe szanse na wyjście cało z manewru omijającego...![]()
Każdemu jego Everest...



