Mężnie zniosę i brak tych zdjęć, nawet bym się ucieszył.andy67 pisze:Jeżeli sam nie zauważyłeś to ja ci przystępniej już nie umiem wytłumaczyć
Totalna inwigilacja
Dobrze pamiętasz, betryzacja.Basia Z. pisze:Tak to się nazywało "betryzacja" o ile pamiętam, bo czytałam jakieś 30 lat temu.andy67 pisze:
Jest taka książka Stanisława Lema "Powrót z gwiazd". Bohater, będący jeszcze człowiekiem z krwi i kości, wraca po wielu latach w kosmosie na Ziemię, która w międzyczasie stała się czymś w rodzaju jednego wielkiego ZOO dla ludzi, bardzo bezpiecznego i śmiertelnie nudnego. A i sami ludzie też się tacy stali - bezpieczni i nudni.
Mimo wszystko adrenaliny w wydaniu samochodowym po prostu nie cierpię.
Nie chodzi Basiu o adrenalinę.
Ja po prostu nie przepadam za taką totalną inwigilacją i zastępowaniem samodzielnego myślenia przez wszechobecny nadzór.
W końcu dojdzie do tego że nie będziemy nawet srali (sorry za dosadność) samodzielnie, bo jakiś odgórny system uzna że dla naszego zdrowia lepiej srać np. o 10.58 niż o 7.11.
Następnym etapem będzie właśnie betryzacja.
Chciałabyś żeby np. w Tatrach śledził cię GPS pilnujący czy aby na pewno nie schodzisz ze szlaku ?
Każdemu jego Everest...
Janek - bo w Niemczech policja drogowa ma przede wszystkim służyć kierowcom, a nie ich gnębić jak tylko się da.Janek pisze:I to jest znowu polskaspecjalność - chodzi o te 5 minut. Zaden Niemiec, a mówi się o nich, że służbiści, by nie robił z tego problemu - mam sąsiada, kierowcę autokaru i mi opowiadał.Basia Z. pisze:A kontrole są koszmarem dla kierowców autokarów (coś o tym wiem jako pilot). Raz sama mało nie zapłaciłam 300 zł za przekroczenie czasu pracy kierowcy o 5 minut (słownie 5 minut).
Każdemu jego Everest...
Wybacz Basiu ale dalej śmiem twierdzić, że teoretyzujesz. Posażer i kierowca to ciut inna bajka.Basia Z. pisze:Ale samochodem i autokarem jeżdżę stosunkowo często, średnio raz w tygodniu, za to po długich trasach, nie po mieście (w tym wiele razy jako pilot).
Śmiem twierdzić, że NIE MA takich kierowców i mam tu na myśli, podobnie jak Żabi Koń, normalną jazdęBasia Z. pisze:absolutnie przepisową jazdą
Żabi Koń pisze:Nikt tutaj nie piszę o naparzaniu, tylko o normalnej jeździe w granicach rozsądku,
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Jest jedna zasadnicza i podstawowa różnica. Schodząc ze szlaku - szkodzę tylko sobie (jeśli gdzieś wpadnę) lub ewentualnie przyrodzie.andy67 pisze:
Chciałabyś żeby np. w Tatrach śledził cię GPS pilnujący czy aby na pewno nie schodzisz ze szlaku ?
Zaś jadąc nieprzepisowo, z nadmierną prędkością szkodzę również innym użytkownikom dróg.
I nie piszcie mi ze Wy jeździcie z nadmierną prędkością, ale zawsze bezpiecznie. Całkiem możliwe że tak jest, bo znam wiele osób które tak właśnie jeżdżą.
Ale jak w takim razie odróżnić Kilerusa lub Janka, którzy jeżdżą nieco za szybko ale bezpiecznie od pana Kazika, który na drodze dostaje hopla ?
Jedyna "sztywną i ostrą" granicą jest ograniczenie prędkości widniejące na znaku. Niestety.
No niestety - jeżeli się wymaga dobrej i bezpiecznej jazdy od innych użytkowników dróg - to trudno - trzeba zacząć od siebie i zgodzić się na pewne ograniczenia.
Tyle - takie mam zdanie - i nie zmienię go.
O ile dobrze pamiętam - to ok 70-80 % wypadków jest spowodowanych przez "nadmierną prędkość nie dostosowana do warunków jazdy".
Osoby z którymi jeżdżę na wycieczki też w większości się z tym zgadzają (wyjątki opisałam powyżej) i jakoś nam to nie przeszkadza docierać do celu. Mimo że też nas czasem denerwuje wleczenie się za ciężarówką, ale raczej staramy się wybierać lepsze drogi, na południu Polski o to łatwiej.
A w Tatry jeździmy często przez Korbielów gdzie po słowackich wiochach jest ograniczenie do 50 km /h i kierowca przestrzega tego.
To prawda, ale skala (szkodzenia innym) jest nieporównywalna.Szarotka pisze:Niekoniecznie. Są jeszcze ratownicy, którzy będą musieli Cię z tej wpadki wydobyć, czasem z narażeniem własnego życia.Basia Z. pisze: Schodząc ze szlaku - szkodzę tylko sobie (jeśli gdzieś wpadnę)
Zresztą - co tu gadać w ciągu ostatnich 15 lat ze szlaku w Tatrach też nie schodzę.
Basia Z., ja staram się jeździć przepisowo, serio (czasami pomijam ograniczenia z powodu ich durnoty, czasami się po prostu nie da). Kiepsko jeżdżę toteż mam ograniczone zaufanie do siebie, ale znam ludzi, którzy jeżdżą szybciej i robią to bezpiecznie. Wiem też, że jak się trochę podszkolę, to chciałbym się ciut szybciej poruszać... tyle.
Jeden z moich byłych szefów w branży drogowej. śp. inż.J.W. twierdził, że "ruch drogowy w miarę jego zagęszczania ulega samoregulacji" - nazywał to żartobliwie "prawem W." Na czym ta samoregulacja polega? Ano na "samoobronie" przed zakorkowaniem. W jej ramach czasami przekracza się pewne przepisy, szczególnie o dozwolonej szybkości (jak pierwszy raz jako kierowca znalazłem się na przelocie przez Trómiasto to jechałem ściśle z przepisami i doczekałem się tego, że mnie milicyjny radiowóz popędził, bo blokowałem ruch) ale i świadomej rezygnacji z części swych praw - np. zatrzymanie ruchu na głównej i wpuszczenie "biedaków" z podporządkowanej bo inaczej by tam stali ad usrantem mortem.Szarotka pisze:Śmiem twierdzić, że NIE MA takich kierowców i mam tu na myśli, podobnie jak Żabi Koń, normalną jazdę
Zgadzam się. taki jadący z znacznie (podkreślam znacznie) prędkością, wprowadza nerwowość wśród pozostałych uczestników ruchu - jedni się płoszą i wykonują nieprzemyślane manewry, innym to działa na ambicję i jako te orły zrywają się do lotu itdBasia Z. pisze:Zaś jadąc nieprzepisowo, z nadmierną prędkością szkodzę również innym użytkownikom dróg.
Święte słowa - uderzmy się w piersi i przypomnijmy sobie rozmaite numery, które odwinęliśmy - nikt nie jest bez grzechu!Basia Z. pisze:I nie piszcie mi ze Wy jeździcie z nadmierną prędkością, ale zawsze bezpiecznie.
Uzyski na czasie osiągane przez przekraczanie dozwolonej szybkości na zwykłej drodze (nie dwujezdniowej) są minimalne a poziom stresu olbrzymi. Bo powiedzmy sobie szczerze - czy warto narażać się na mandaty oraz niedogodności w postaci skierowania na powtórny egzamin, aby na odcinku np. 250 km "zarobić" 20 albo 30 minut czasu? Więcej raczej się nie "ugra".Basia Z. pisze: i jakoś nam to nie przeszkadza docierać do celu.
Sobiesław Zasada w swojej książce pt. "Szybkość bezpieczna" napisał tak (cytuję z pamięci) - "bywa tak, że na określonym odcinku drogi przy określonych warunkach zewnętrznych szybkość 150 km/h jest szybkością bezpieczną, lecz bywa i tak, że czasami nawet i na tym samym odcinku drogi szybkość 40 km/h może być szybkością niebezpieczną." Cały problem w tym aby umieć ocenić kiedy jest tak a kiedy nie.Żabi Koń pisze:którzy jeżdżą szybciej i robią to bezpiecznie.
Jestem gorszego sortu...
Zgadzam się, dlatego uparcie twierdzę, że nie ma kierowcy, który ZAWSZE ściśle jedzie wg. przepisów. I wcale nie trzeba przelatywać na czerwonych światłach, czy gnać 140. Wystarczy jechać ze 100km i po drodze mijać kilka pipidówek ciągnących się po 2km, w których jest ograniczenie do 40. Przy tej prędkości kierowca ma ochotę wyjść i iść obok samochodu pieszo, może byłoby szybciejJanek pisze:Basia Z. napisał/a:
I nie piszcie mi ze Wy jeździcie z nadmierną prędkością, ale zawsze bezpiecznie.
Święte słowa - uderzmy się w piersi i przypomnijmy sobie rozmaite numery, które odwinęliśmy - nikt nie jest bez grzechu!
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
pipidówek musiałby być skansenem, bo dziś kura na wsi to eksponat prawie. Ponad 15 lat jeżdżę i nawet myszy polnej nie udało mi się potrącić i na pewno nie dzięki ograniczeniu do 40.gb pisze: i wybiegające wprost pod koła - zwierzę domowe typu kura.
dla mnie byłaby to prędkość 50-60gb pisze:Sądząc z pojawiających się głosów - byłaby to prędkość rzędu 70-90 km/godzinę
ja mam szczęście na 40gb pisze:w Polsce - w większości "pipidówek" ograniczenie jest do 50 km/godzinę lub do 70 km/godz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
No to dziecko z rowerkiem zamiast kury.Szarotka pisze:pipidówek musiałby być skansenem, bo dziś kura na wsi to eksponat prawie.gb pisze: i wybiegające wprost pod koła - zwierzę domowe typu kura.
Lub pijany facet, który upadł na jezdnię.
Miałam taki przypadek, wracając około godz. 23 ze Słowacji z koleżanką przez Korbielów, przez wieś Oravska Polhora, gdzie jest ograniczenie do 50 km /h, jechaliśmy przepisowo mimo że szosa była całkiem pusta.
Nagle ni stąd ni zowąd zza domu wyszedł facet, zatoczył się i upadł na jezdnię (dosłownie na płask) około 30 m przed samochodem.
Koleżanka wyhamowała i ominęła go, zaraz potem widziała w lusterku jak się pozbierał i poszedł dalej od jednego brzegu jezdni do drugiego (na szczęście nie było potrzeby zatrzymywania się, aby go pozbierać, bo gdyby leżał to byśmy musiały to zrobić).
Gdyby jechała 70 km /h nie wiem czy zdołała by wyhamować.
Dlatego jestem jak najbardziej za tym aby we wsiach były ograniczenia prędkości.
A inna sprawa, ze ruch samochodowy powinien być wyprowadzony poza miejscowości.
Basia Z. pisze:No to dziecko z rowerkiem zamiast kury.
Lub pijany facet, który upadł na jezdnię.
ja też ale sensownie.Basia Z. pisze:Dlatego jestem jak najbardziej za tym aby we wsiach były ograniczenia prędkości.
To samo może Ci nagle zrobić rowerzysta, pieszy, dzik, czy sarna gdzieś na trasie.Basia Z. pisze:Miałam taki przypadek, wracając około godz. 23 ze Słowacji z koleżanką przez Korbielów, przez wieś Oravska Polhora, gdzie jest ograniczenie do 50 km /h, jechaliśmy przepisowo mimo że szosa była całkiem pusta.
Nagle ni stąd ni zowąd zza domu wyszedł facet, zatoczył się i upadł na jezdnię (dosłownie na płask) około 30 m przed samochodem.
Koleżanka wyhamowała i ominęła go, zaraz potem widziała w lusterku jak się pozbierał i poszedł dalej od jednego brzegu jezdni do drugiego (na szczęście nie było potrzeby zatrzymywania się, aby go pozbierać, bo gdyby leżał to byśmy musiały to zrobić).
Gdyby jechała 70 km /h nie wiem czy zdołała by wyhamować.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Zgadza się.Szarotka pisze: To samo może Ci nagle zrobić rowerzysta, pieszy, dzik, czy sarna gdzieś na trasie.
Jadąc dalej w trakcie tego samego powrotu około 2 w nocy dojechałyśmy do Tychów. I na trasie Tychy - Katowice w lasach murckowskich naliczyłyśmy 12 (!!!) saren szykujących się do przebiegnięcia przez jezdnię. Nie razem ale w grupach po 2-3 sztuki z tego jeden był taki ładny rogacz z rogami, który już stał przednimi nogami na barierce jezdni.
Tam też koleżanka musiała jechać 60 km /h mimo ze to czteropasmówka i nie ma takiego ograniczenia.
W ogóle to była "ciekawa" wycieczka.
Kiedyś na tej samej trasie w lasach murckowskich kolega (jadąc znacznie szybciej, w biały dzień) potrącił dzika i miał samochód do remontu. Ale to ten kolega co mnie zawsze straszy, jeżdżąc 180 km / h, więc paskudna jestem ale go nie żałuję. Jemu nic się nie stało, dzik nie przeżył. Dzika żal mi najbardziej.
Dodaj jeszcze, że obok większości z tych miasteczek leci cudna autostrada i jadąc z A do B nie jesteś zmuszony zaliczać wszystkich -jakże pięknych-miejscowościgb pisze:W wielu miasteczkach, wioskach Francji, Niemiec, Szwajcarii, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii - na drodze przebiegającej przez centrum - obowiązują ograniczenia właśnie do 30 km/godzinę. "Zona piesza"
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Ale co jest też prawie regułą - nie ma co pisać o prędkości nawet 30 km / h bo w tej pięknej miejscowości napotkasz korek, w którym będziesz stał ok. 40 min.Szarotka pisze:Dodaj jeszcze, że obok większości z tych miasteczek leci cudna autostrada i jadąc z A do B nie jesteś zmuszony zaliczać wszystkich -jakże pięknych-miejscowościgb pisze:W wielu miasteczkach, wioskach Francji, Niemiec, Szwajcarii, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii - na drodze przebiegającej przez centrum - obowiązują ograniczenia właśnie do 30 km/godzinę. "Zona piesza"U nas niekoniecznie tak jest.
Spróbujcie np. przejechać przez taki Jarosław (piękne miasto).
A A4 chyba jeszcze przez kilka lat na tym odcinku nie będzie zbudowana.




