Totalna inwigilacja
We Włoszech niestety jeździłem tylko jako pasażer, ale za to z dobiegającym 70-tki pastorem z Hamburga, posiadaczem sporego auta i jeszcze większej fantazji
Pewnie odreagowywał tam niemiecki porządek.
Oj, nie powiem, działo się chwilami, szczególnie na serpentynach w okolicach Garda See 
Każdemu jego Everest...
No, to ja też niedaleko byłem. Serpentyny z Sarche w stronę Madonny di Campilio.... MROK!
Wiesz, jeszcze dla kogoś kto od święta jeździ samochodem...Jeszcze C5 rodziców żony... Adrenalina do granic możliwości. Moja żona to mówiła, że gdyby była w ciąży to na pewno by urodziła...
Chociaż, jak pierwszego dnia tiry mnie na zakrętach wyprzedzały, to po paru dniach nawet zaczęły mi się te drogi podobać i udało mi się kogoś wyprzedzić też.
Wiesz, jeszcze dla kogoś kto od święta jeździ samochodem...Jeszcze C5 rodziców żony... Adrenalina do granic możliwości. Moja żona to mówiła, że gdyby była w ciąży to na pewno by urodziła...
Chociaż, jak pierwszego dnia tiry mnie na zakrętach wyprzedzały, to po paru dniach nawet zaczęły mi się te drogi podobać i udało mi się kogoś wyprzedzić też.
Ostatnio zmieniony pn 20 lut, 2012 przez Żabi Koń, łącznie zmieniany 1 raz.
Podobno (ostatecznie się nie zdecydowałem) prawdziwa frajda dla uwielbiających nieprzewidywalność to jazda po Bośni. Drogi ponoć kręte i w fatalnym stanie i nigdy nie wiadomo czy za najbliższym zakrętem o kiepskiej widoczności nie będzie dziury o wielkości samochodu osobowego, samochody tubylców ponoć w stanie tylko odrobinę lepszym od kubańskich, za to kierowcy to prawdziwe "szatany nie koguty" (ja powiedziała jedna kura po "spotkaniu z samochodem"). Jak ktoś ma szczególne szczęście to i na nierozbrojoną minę trafi. Ale wszystko podobno rekompensuje wspaniała natura, np. wspaniałe górskie rzeki, na których organizuje się spływy a w porównaniu z nimi nasz na Dunajcu ponoć robi wrażenie zabawki dla przedszkolaków. Ponoć... niestety chyba już nie sprawdzę, nie te lata...
Jestem gorszego sortu...
Ha, ha - nie jechaliście w Syrii do Krak de Chevaliers. Droga wąziutka i cała w zakrętach no i strach spojrzeć przez okno. Podróżowałem tam oczywiście autokarem, który tak na oko wydawał się być szerszy od drogi a z drugiej strony stale pojawiał się nowy bo to uczęszczane miejsce turystyczne. Jak on się mieściły razem to doprawdy nie wiem ale jakoś się mieściły. Pani na sąsiednim siedzeniu całą drogę spędziła z głową wciśniętą między kolana a i tak już na miejscu też mówiła, że gdyby była w ciąży to by urodziła - widać u kobiet to normalna reakcja... Jeśli chodzi o mnie, to chyba przypomniałem sobie odmawianie "zdrowasiek"...Żabi Koń pisze:Adrenalina do granic możliwości. Moja żona to mówiła, że gdyby była w ciąży to na pewno by urodziła...
Jestem gorszego sortu...
Budowaliśmy taki niewielki mostek (w zasadzie przepust) na drodze z Koszalina do Kołobrzegu, wymiana poprzedniego, który groził zawalaniem. Stary już był rozebrany a z boku ustawiony prowizoryczny. Pewnego dnia jak rano przyjechała brygada to w wykopie zastała samochód, odrobinę pogięty, a w samochodzie pana kapitana milicji w pełnym umundurowaniu, spitego w cztery d*** z rozpoczętą butelką w dłoniu i oddawającego się śpiewaniu tzw. pieśni biesiadnej. Był tak spity, że nie zdawał sobie sprawy z sytuacji. Brygada akurat przyjechała z dźwigiem samochodowym, na miejscu była też spycharka i jakoś go wyciągnęli i odstawili na bok. Facet zapadł w sen, po trzech godzinach ocknął się, rzucił kilkoma k****** i użył radiotelefonu. Przyjechali koledzy z branży i go zabrali razem z jego autem. Facet nawet umiał się znaleść bo za kilka dni przywiózł chłopakom z brygady skrzynkę piwa w podzięce.Żabi Koń pisze:Appropos dziur, to ostatnio widziałem samochód, który wpakował się do trzymetrowej dziury w drodze. Był o nią oparty pionowo. Ciekaw jestem czy tak szybko naparzał, że nie zdążył zmienić zamkniętego pasa, czy oznaczenie było kiepskie.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Byłem w Bosni (wlasciwie w Hercegowinie), ale autokarem. Nie jest aż tak źle. tyle, że średnia wieku samochodów to 25-30 lat. Ale okolice, kóre zwiedzałem piekne.Janek pisze:Podobno (ostatecznie się nie zdecydowałem) prawdziwa frajda dla uwielbiających nieprzewidywalność to jazda po Bośni.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Do Mostaru sporo wycieczek z Dubrownika jeździ i jest jako tako. Myśmy zamierzali przejechać w ciągu jednego dnia z Dubrownika do Budapesztu, z kilometraży wynikało, że to możliwe ale gospodarz powiedział, że to absurd. No i wróciliśmy "normalnie" czyli autostradą przez Zagrzeb, znacznie dalej ale szybciej. Z noclegu w Budapeszcie też zrezygnowaliśmy i późnym wieczorem dotarliśmy do ... Pszczyny. Niezły odcinek co, Dubrownik - Pszczyna, ale córeczka jest chyba z żelaza. W dodatku GPS Filip ustawił po głupiemu na najkrótszą drogę i poprowadził nas przez granicę czesko - polską przez takie chęchy, że aż głowa boli. Potem już w Pszczynie się dowiedzieliśmy, że jechaliśmy tzw. drogą przemytników alkoholi z czasów z przed Schengen.mefistofeles pisze:Ja jechałem drogą z Metkovica do Mostaru i była w miarę.
Jestem gorszego sortu...
Tak przecież właśnie napisałem, na 90 % nie ma żadnych ograniczeń. Ale gdy się pojawiają, to wszyscy jadą tyle ile można.gb pisze:Ale - na coraz dłuższych odcinkach niemieckich autostrad - zwłaszcza na dojazdach do większych miast (tak od 200 km przed) coraz częściej na wyświetlaczach ponad drogą pojawiają się chwilowe ograniczenia - np. do 120 czy nawet do 110. I ci Niemcy w Porszakach - to respektująandy67 pisze:w Niemczech gdy jest ograniczenie 50 km/h, wszyscy jadą te 50, gdy jest 90 jadą 90, gdy na autostradzie można jechać ile chcesz
pozdrawiam
gb
Z tym "200 km przed" to chyba zera ci się pozajączkowały
Każdemu jego Everest...
No i lepiej niech na zdjęciach poprzestanie, czy będzie ich "mało" czy nie to już mniej ważnekrzymul pisze:Mnie się podoba obecny, a jeżeli już by zmieniał to moja propozycja : Dużo zdjęć z Tatr" - bo ładne robi tylko za "Mało zdjęć z Tatr" wstawia.Janek pisze:Aha - Kolega "Za mało zdjęć z Tatr" - doradzam zmianę nicku na "Za mało dobrego wychowania".
Każdemu jego Everest...
Tak to się nazywało "betryzacja" o ile pamiętam, bo czytałam jakieś 30 lat temu.andy67 pisze:
Jest taka książka Stanisława Lema "Powrót z gwiazd". Bohater, będący jeszcze człowiekiem z krwi i kości, wraca po wielu latach w kosmosie na Ziemię, która w międzyczasie stała się czymś w rodzaju jednego wielkiego ZOO dla ludzi, bardzo bezpiecznego i śmiertelnie nudnego. A i sami ludzie też się tacy stali - bezpieczni i nudni.
Mimo wszystko adrenaliny w wydaniu samochodowym po prostu nie cierpię.
Szybka jazda i zresztą w ogóle jazda czymkolwiek nie sprawia mi żadnej ale to żadnej przyjemności, jeżdżę tylko dlatego, że gdzieś muszę dojechać (np. w góry)
@Janek - kierowców zawodowych w tym autokarów kontroluje nie tylko policja ale przede wszystkim "krokodyle" czyli inspekcja ruchu drogowego (czy jak to się zwie). A kontrole są koszmarem dla kierowców autokarów (coś o tym wiem jako pilot). Raz sama mało nie zapłaciłam 300 zł za przekroczenie czasu pracy kierowcy o 5 minut (słownie 5 minut).
Ale trudno - godzę się z tym, za dużo było wypadków autokarów kiedy kierowca zasnął za kierownicą.
Niestety firmy przewozowe podle tych kierowców wykorzystują i te kontrole to bardzo często jest jedyny sposób aby zapobiec ich nadmiernie dlugiej pracy.
Masz dużą skłonność do uogólnień.gb pisze:Raczej nie - w zeszłe wakacje, gdy jechaliśmy do Paryża - na 189 km przed Kolonią pojawiły się pierwsze ograniczenia - mniej więcej co 20-30 km na wyświetlaczach ograniczenie się zmieniało od 120 do 100 (lokalnie). Na Berlińskim Ringu praktycznie na stałe jest 120...
pozdrawiam
gb
A ring Berlina cały jest dużo bliżej centrum miasta niż te 200 km
Każdemu jego Everest...
I to jest znowu polskaspecjalność - chodzi o te 5 minut. Zaden Niemiec, a mówi się o nich, że służbiści, by nie robił z tego problemu - mam sąsiada, kierowcę autokaru i mi opowiadał.Basia Z. pisze:A kontrole są koszmarem dla kierowców autokarów (coś o tym wiem jako pilot). Raz sama mało nie zapłaciłam 300 zł za przekroczenie czasu pracy kierowcy o 5 minut (słownie 5 minut).
Nawet mi o tym nie pisz, bo mi, jako facetowi zajmującemu się 30 lat transportem samochodowym, od razu ciśnienie rośnie. Właściciele tych firm a przynajmniej ich większość to jest stado hien i szakali (dlaczego ja, cholera, obrażam hieny i szakale), mam nadzieję, że w piekle już dla nich przygotowano specjalny krąg.Niestety firmy przewozowe podle tych kierowców wykorzystują i te kontrole to bardzo często jest jedyny sposób aby zapobiec ich nadmiernie dlugiej pracy.
Jestem gorszego sortu...



