Akurat w hokeju spalony jest łatwiejszy do ogarnięcia niż w kopanej. Linie niebieskie (bo tylko tam może on mieć miejsce) doskonale to ułatwiają. Co nie znaczy oczywiście, że nie ma kontrowersji w czasie meczu.Janek pisze: Idę o zakład, że znaczna część bywalców meczów, wie, że jest spalony gdy sędzia go zasygnalizuje gwizdkiem. W przypadku hokeja przy niewielkim boisku i szybkości akcji to prawie nikt.
Euro 2012 już blisko...
Każdemu jego Everest...
Jeden mój kolega w liceum wyspecjalizował się w takiej perfidnej działalności. Przedmiot o nazwie "Nauka o Polsce i Świecie Współczesnym" wykłdała, bo musiała, starsza pani, zresztą klasa baba (choć brzydka jak noc), przedwojenna aktywna harcerka. Oczywiście nie miała zielonego pojęcia o tym marksiżmie i czytała wszystko z kartki. Mój kolega liznął trochę Marksa i Lenina i wyspecjalizował się w takich odpowiedziach - "Karo Marks w Kapitale określił to... i dalej łgał jak z nut". Lub Lenin, czy Stalin. I trzeba było wtedy widzieć minę Marylki (tak nzywano panią profesor). Bo była w sytuacji bez wyjścia - zaprzeczy a szczeniak wyciągnie Kapitał i udowodni, że tam jest to napisane? Skończyło się tak, że jeden z kolegów, raczej taki dobrze zbudowany, zagroził facetowi, że jeszcze raz tak zrobi to skopie mu tyłek.krzymul pisze:Jak to nie ma wyjścia.... trza mówić prawdę, a nie łgać.
Panu Piaseckiemu też ktoś powinien skopać tyłek, facet jest wyjątkowo perfidny i to nie od dzisiaj.
Jestem gorszego sortu...
Minister sportu nie powinien się zajmować problemami ani trzeciej ani dwunastej ligi hokeja. To sprawa federacji hokejowej. Ja widzę zupełnie inne zadania. Jakie? Większość kibiców piłkarskich zna taką nazwę - PSV Eidhoven. Teraz trochę obniżyli loty ale kiedyś byli na topie.
To drużyna fabryczna Philippsa. Nic w tym nadzwyczajnego gdyby nie jedno - drużyna piłkarska to zaledwie malutki wycinek działania tego klubu. Natomiast to cały kombajn sportowy, w którym każdy pracownik firmy oraz ich żony i dzieci mogą zupełnie za darmo uprawiać amatorsko kilkanaście dziedzin sportu.
Jak w Cegielskim wdrażano do produkcji silniki okrętowe Sulzera z Szwajcarii to szereg pracowników Cegielskiego jeździło tam na dość długie szkolenia. Jechali, wracali i opowiadali cudeńka - np. takie, że Sulzer ma własne schroniska w Alpach a przy nich własne stoki narciarskie i w piątek popołudniu (już wtedy nie pracowali w soboty) autobusy Sulzera wożą do tych schronisk pracowników Sulzera i ich rodziny i to za darmo a za schronisko i stok płacą jakieś symbolicznej wielkości opłaty.
Jak któremukolwiek ministrowi sportu w Polsce uda się przekonać właścicieli fabryk do czegoś podobnego i to w ich interesie bo zadowolony pracownik to wydajniejszy pracownik to będę pierwszym, który będzie optować za tym aby ministrowi postawić pomnik.
PS.
Jedyna znacząca drużyna sportowa w Koszalinie to AZS Koszalin - koszykówka. Większość drużyny to inostrancy. AZS to Akademicki Związek Sportowy a w Koszalinie jest Politechnika i chyba jeszcze cztery prywatne uczelnie. No i co z tego wynika? Dlaczego AZS nadal nazywa się AZS a nie PGNiG Koszalin, bo chyba oni są właścicielem. No i co z tego mają pracownicy PGNiG? Sport polski jest chory a przy próbie jego wyleczenia wysprzątanie stajni Augiasza będzie łatwizną.
To drużyna fabryczna Philippsa. Nic w tym nadzwyczajnego gdyby nie jedno - drużyna piłkarska to zaledwie malutki wycinek działania tego klubu. Natomiast to cały kombajn sportowy, w którym każdy pracownik firmy oraz ich żony i dzieci mogą zupełnie za darmo uprawiać amatorsko kilkanaście dziedzin sportu.
Jak w Cegielskim wdrażano do produkcji silniki okrętowe Sulzera z Szwajcarii to szereg pracowników Cegielskiego jeździło tam na dość długie szkolenia. Jechali, wracali i opowiadali cudeńka - np. takie, że Sulzer ma własne schroniska w Alpach a przy nich własne stoki narciarskie i w piątek popołudniu (już wtedy nie pracowali w soboty) autobusy Sulzera wożą do tych schronisk pracowników Sulzera i ich rodziny i to za darmo a za schronisko i stok płacą jakieś symbolicznej wielkości opłaty.
Jak któremukolwiek ministrowi sportu w Polsce uda się przekonać właścicieli fabryk do czegoś podobnego i to w ich interesie bo zadowolony pracownik to wydajniejszy pracownik to będę pierwszym, który będzie optować za tym aby ministrowi postawić pomnik.
PS.
Jedyna znacząca drużyna sportowa w Koszalinie to AZS Koszalin - koszykówka. Większość drużyny to inostrancy. AZS to Akademicki Związek Sportowy a w Koszalinie jest Politechnika i chyba jeszcze cztery prywatne uczelnie. No i co z tego wynika? Dlaczego AZS nadal nazywa się AZS a nie PGNiG Koszalin, bo chyba oni są właścicielem. No i co z tego mają pracownicy PGNiG? Sport polski jest chory a przy próbie jego wyleczenia wysprzątanie stajni Augiasza będzie łatwizną.
Jestem gorszego sortu...
Jednym słowem nieodpowiednia baba na nieodpowiednim miejscu.Janek pisze:Oczywiście nie miała zielonego pojęcia o tym marksiżmie i czytała wszystko z kartki. Mój kolega liznął trochę Marksa i Lenina i wyspecjalizował się w takich odpowiedziach - "Karo Marks w Kapitale określił to... i dalej łgał jak z nut". Lub Lenin, czy Stalin. I trzeba było wtedy widzieć minę Marylki (tak nzywano panią profesor). Bo była w sytuacji bez wyjścia - zaprzeczy a szczeniak wyciągnie Kapitał i udowodni, że tam jest to napisane?
Też kiedyś zaginaliśmy panią od fizyki, ale to zła nauczycielka była...
No nic, ale Mucha miała wyjście. Mogła nie mówić, że nad czymś pracuje... skoro nie pracuje.
Mogła nie znać się na hokeju, ale na polityce to już powinna ... trzeba było do sprawy podejść polityczno-dyplomatycznie.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Jest jeszcze jedna znacząca drużyna - AZS Politechnika Koszalińska - piłka ręczna kobiet.Janek pisze:Jedyna znacząca drużyna sportowa w Koszalinie to AZS Koszalin - koszykówka. Większość drużyny to inostrancy. AZS to Akademicki Związek Sportowy a w Koszalinie jest Politechnika i chyba jeszcze cztery prywatne uczelnie. No i co z tego wynika? Dlaczego AZS nadal nazywa się AZS
Nieźle se kobitki poczynają.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Zawiłości można mnożyć:mefistofeles pisze:Niedługo rodzajów będzie więcej:krzysgd pisze: potem u logopedki
logopeda
logopedka
logopedał
posłaniec - posłanka
poseł - posełka ?
doktor - doktorka - doktorat
magister - magisterka - magistrat ?
stolarz - stolarka - stolarka uwielbia stolarkę ?
tokarz - tokarka - tokarka obsługuje tokarkę ?
kominiarz - kominiarka - kominiarka pracuje w kominiarce ?
elektryk - elektryczka ?
rybak/cy - rybaczka/ki - rybaczki w rybaczkach
stoczniowiec - ???
Tylko po co?
Komu przeszkadza pani laryngolog, pani logopeda, pani poseł, pani doktor, pani magister, pani stolarz, tokarz itd. Chyba ładniej i grzeczniej było, po staremu.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Chyba już o tym pisałem, ale co tam, powtórzę -
Jak miałem kilkanaście lat a potem dwadzieściakilka, aż do wyjazdu z Poznania, chadzałem sobie na mecze piłkarskie, Warty lub Kolejarza (Lecha). Jak to wyglądało - kupowało się bilet (taniutki) w budce kasowej koło stadionu i szło na trybunę, z reguły na miejsca stojące, siedzących było niewiele i tam było drożej. Miało się butelkę piwa, niektórzy butelkę wódki i oglądało. Nie było żadnych szalików ani zorganizowanych grup kibiców, luz. Czasami ktoś zdenerwowany krzyknął "sędzia kalosz". Gdzieniegdzie na trybunie stał lub siedział znudzony milicjant, tak na wszelki wypadek, ale nie miał co robić.Niektórzy wychodzili po meczu na odrobinę chwiejnych nogach ale nic z tego nie wynikało.
No i komu to przeszkadzało?
PS.
Pamiętam, że w którymś roku na Śląsku doszło do sporej awantury na meczu. Zaraz po tym wydarzeniu stadion tej drużyny został zamknięty, drużyna rozwiązana (chyba była w II lidze, ale pewny nie jestem, nie pamiętam też nazwy ale na pewno nie był to ani Ruch, ani Górnik Zabrze ani Polonia Bytom) i koniec. Owszem, bywało trochę goręcej w Krakowie, alej raczej po meczu a nie w jego trakcie w czasie derbów lokalnych Wisła - Cracovia, ale to miało raczej charakter wenty ludowej niż bójek i awantur, to była zresztą jeszcze przedwojenna tradycja.
Jak miałem kilkanaście lat a potem dwadzieściakilka, aż do wyjazdu z Poznania, chadzałem sobie na mecze piłkarskie, Warty lub Kolejarza (Lecha). Jak to wyglądało - kupowało się bilet (taniutki) w budce kasowej koło stadionu i szło na trybunę, z reguły na miejsca stojące, siedzących było niewiele i tam było drożej. Miało się butelkę piwa, niektórzy butelkę wódki i oglądało. Nie było żadnych szalików ani zorganizowanych grup kibiców, luz. Czasami ktoś zdenerwowany krzyknął "sędzia kalosz". Gdzieniegdzie na trybunie stał lub siedział znudzony milicjant, tak na wszelki wypadek, ale nie miał co robić.Niektórzy wychodzili po meczu na odrobinę chwiejnych nogach ale nic z tego nie wynikało.
No i komu to przeszkadzało?
PS.
Pamiętam, że w którymś roku na Śląsku doszło do sporej awantury na meczu. Zaraz po tym wydarzeniu stadion tej drużyny został zamknięty, drużyna rozwiązana (chyba była w II lidze, ale pewny nie jestem, nie pamiętam też nazwy ale na pewno nie był to ani Ruch, ani Górnik Zabrze ani Polonia Bytom) i koniec. Owszem, bywało trochę goręcej w Krakowie, alej raczej po meczu a nie w jego trakcie w czasie derbów lokalnych Wisła - Cracovia, ale to miało raczej charakter wenty ludowej niż bójek i awantur, to była zresztą jeszcze przedwojenna tradycja.
Jestem gorszego sortu...



