Jak na Giewoncie tylko dwa razy wyżej
Jak na Giewoncie tylko dwa razy wyżej
Jestem gorszego sortu...
Po wizycie na Mont Blancu odechciało mi się znanych szczytów. Warunki mieliśmy dość trudne więc wstępna selekcja "tramwaju" następowała dość szybko. Ludzie stosunkowo szybko się wykruszali. Choć z drugiej strony muszę przyznać, że taki tramwaj ma też swoje zalety - narzuca tempo "noga z nogą" więc szło mi się rewelacyjnie, bo mam tendencję do przyspieszania. Oczywiście w wyższych, trudniejszych partiach lepiej nie być ograniczanym, bo czasem czas/warunki są bardzo ważne i należy się uwijać.
Reasumując-na Grossa się absolutnie nie wybieram
Reasumując-na Grossa się absolutnie nie wybieram
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Ale na serio na tym filmiku jest mały ruch.
Jak ja byłem na Grossie, to przy zejściu byłem tak wkurzony, że już rozważałem pomysł zjazdu z przełączki w dół.
Poza ludźmi na szczycie też był alaskan malamut. Helikopter krążył dookoła, bo sytuacja na grani była niebezpieczna. To co tam się dzieje przechodzi wszelkie pojęcie. Ja już miałem dość i się wypiąłem z liny (gdyby nie było ludzi to mógłbym spokojnie sobie iść na żywca, ale w tej sytuacji się bałem), bo się zaplątywaliśmy w ludzi, którzy się przed nas wtryniali. W pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że "po polsku" się nie da. Czekanie na swoją kolejkę, nie ma sensu. Trzeba się wpierniczać, bo nie zejdziemy stąd nigdy. To było bardzo niebezpieczne. Byłem bardzo zniesmaczony tym zachowaniem. Gdybym wiedział, ze tak będzie to grań Studl robilibyśmy chyba w nocy, tak jak to zrobiła jedna ekipa, albo w ogóle bym tam nie pojechał.
Nie wiem co to jest za kultura. Kiedyś gdyby mnie ktoś spytał, to bym obstawiał, że w krajach niemieckojęzycznych będą wszyscy grzecznie i sprawnie leźli gęsiego, a tu niespodzianka: chamstwo jak na przejściu granicznym w Medyce. Oczywiście, czytałem o tym wcześniej, więc zupełnym zaskoczeniem to nie było, ale nie sądziłem, że aż tak.
Jak ja byłem na Grossie, to przy zejściu byłem tak wkurzony, że już rozważałem pomysł zjazdu z przełączki w dół.
Poza ludźmi na szczycie też był alaskan malamut. Helikopter krążył dookoła, bo sytuacja na grani była niebezpieczna. To co tam się dzieje przechodzi wszelkie pojęcie. Ja już miałem dość i się wypiąłem z liny (gdyby nie było ludzi to mógłbym spokojnie sobie iść na żywca, ale w tej sytuacji się bałem), bo się zaplątywaliśmy w ludzi, którzy się przed nas wtryniali. W pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że "po polsku" się nie da. Czekanie na swoją kolejkę, nie ma sensu. Trzeba się wpierniczać, bo nie zejdziemy stąd nigdy. To było bardzo niebezpieczne. Byłem bardzo zniesmaczony tym zachowaniem. Gdybym wiedział, ze tak będzie to grań Studl robilibyśmy chyba w nocy, tak jak to zrobiła jedna ekipa, albo w ogóle bym tam nie pojechał.
Nie wiem co to jest za kultura. Kiedyś gdyby mnie ktoś spytał, to bym obstawiał, że w krajach niemieckojęzycznych będą wszyscy grzecznie i sprawnie leźli gęsiego, a tu niespodzianka: chamstwo jak na przejściu granicznym w Medyce. Oczywiście, czytałem o tym wcześniej, więc zupełnym zaskoczeniem to nie było, ale nie sądziłem, że aż tak.
Sądzę, że panienka w japonkach na Świnicy jest niczym w porównaniu z tym co działo się na Grossie, wtedy gdy tam byłem.
Panienka w japonkach najwyżej może wywołać mój lekki uśmiech, a to co tam było stanowiło dla mnie zagrożenie życia, nie mówiąc już o niewiarygodnym wkurwie. Wolę swojskie japonki niż austriackie przepychanki.
Swoją drogą bardziej mnie śmieszą ludzie latem w Tatrach w LASportivach Nepal niż w japonkach.
Panienka w japonkach najwyżej może wywołać mój lekki uśmiech, a to co tam było stanowiło dla mnie zagrożenie życia, nie mówiąc już o niewiarygodnym wkurwie. Wolę swojskie japonki niż austriackie przepychanki.
Swoją drogą bardziej mnie śmieszą ludzie latem w Tatrach w LASportivach Nepal niż w japonkach.
No fakt, czegoś takiego w wykonaniu niemieckojęzycznych bym się nie spodziewał.Żabi Koń pisze:
Nie wiem co to jest za kultura. Kiedyś gdyby mnie ktoś spytał, to bym obstawiał, że w krajach niemieckojęzycznych będą wszyscy grzecznie i sprawnie leźli gęsiego, a tu niespodzianka: chamstwo jak na przejściu granicznym w Medyce. Oczywiście, czytałem o tym wcześniej, więc zupełnym zaskoczeniem to nie było, ale nie sądziłem, że aż tak.
Przy wchodzeniu na mecze lub koncerty (bo tylko tego typu doświadczenia mam) zawsze było tam spokojnie i po kolei, a tu w górach takie coś.
Każdemu jego Everest...




