Ad ACTA
Ad ACTA
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony to cenzura. Jednakowoż z drugiej zapora przeciwko ordynarnej kradzieży. Przykład - szukałem czegoś na YouTube i przypadkiem natknąłem się na polski film fabularny, z przed trzech lat. Cały, blisko 2 godziny. No to klikłem, za chwilę z prawej strony ukazał się cały pasek polskich filmów fabularnych, całych, żadne tam zwiastuny. Jak sądzę, to nie ich producenci tam je wstawili. Ktoś powie, że jakość gorsza, nie tak jak w kinie czy z oryginalnej płyty. Pewnie tak, ale co to zmienia?
PS.
Akcja protestacyjna na polskich stronach rządowych dowiodła, że albo rząd ma do dupy informatyków albo też, że polscy hakerzy są genialni.
PS.
Akcja protestacyjna na polskich stronach rządowych dowiodła, że albo rząd ma do dupy informatyków albo też, że polscy hakerzy są genialni.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Re: Ad ACTA
Raczej to pierwsze.Janek pisze:rząd ma do dupy informatyków
Ale informatycy tez ludzie i robią błędy.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Zasadniczo chodzi o to, że jeśli np wrzucisz tu - na to forum preznetację złożoną z Twoich zdjęć okraszoną ulubionym kawłkiem muzycznym to problemy będziesz miał i ty i my. I co gorsza cała akcja odbędzie sie bez sądu.andy67 pisze: Ale rozbawił mnie zatroskany (jak to on) poseł Błaszczak, który nie bardzo wie o co chodzi (jak to on), ale oczywiście "wina Tuska".
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Tak mówił też Boni w TVN24. jednakowoż:gb pisze:Bez względu na to, czy Polska - w "osobach" Rządu te ACTA podpisze, czy później ratyfikuje to polski Sejm, a jeszcze później sejm unijny (bo dopiero po spełnieniu tych trzech elementów nabiorą te postanowienia obowiązującej mocy prawnej - o czym wszyscy zdają się zapominać)
To się zgadza. Czy ich ACTA już dotyczą? Czy też?mefistofeles pisze:filesonic i file serve zrobiły rzeź plików, kilkakolejnych też.
Przestałem cokolwiek rozumieć...mefistofeles pisze:megaupload zamknięty
PS.
Ale "Och Karol 2" przegrałem z YoyTube, bo przegapiłem w kinie
PS.
Przegrałem legalnie przy pomocy zakupionego RealPlayer'a - to tak gwoli informacji ew. prześmiewców.
Jestem gorszego sortu...
Taka refleksja - jak mi się zdaje internet rozwinął się zbyt lawinowo i zabrakło czasu aby skutki przewidzieć i wprowadzić odpowiednie ustalenia prawne.
To co Tomek tu pisał, że poszkodowany i w zasadzie każdy internauta może zaprotestować jest prawdziwe ale ską autor ma to wiedzieć? Bo np. - skopiuje z forum wszystkie zdjęcia Alana, zmontuje z nich film i umieszczę na YouTube pod tytułem "Moje Tatry". Ską się Alan ma o tym dowiedzieć - przeszukuje co dwa dni wedle tag-u Tatry? No i ile tego tam będzie, padnie przy robocie.
Ale to jest w sumie bzdet - hakerzy potrafią się włamać do serverów banków, firm z kartami kredytowymi a to już wesołe nie jest.
To co Tomek tu pisał, że poszkodowany i w zasadzie każdy internauta może zaprotestować jest prawdziwe ale ską autor ma to wiedzieć? Bo np. - skopiuje z forum wszystkie zdjęcia Alana, zmontuje z nich film i umieszczę na YouTube pod tytułem "Moje Tatry". Ską się Alan ma o tym dowiedzieć - przeszukuje co dwa dni wedle tag-u Tatry? No i ile tego tam będzie, padnie przy robocie.
Ale to jest w sumie bzdet - hakerzy potrafią się włamać do serverów banków, firm z kartami kredytowymi a to już wesołe nie jest.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie, to sie dzieje obok.Janek pisze:To się zgadza. Czy ich ACTA już dotyczą? Czy też?
Cały wic polega na tym, że to wszystko juz dziś jest nielegalne i ścigane prawem. Ale organizacjom to widac za mało.Zasadniczo to czego się domagają sprowadza się do oddania im prawa do decydowania co jest łamaniem praw autorskich a co nie.
Drugim problemem są żądania by providerzy interntu filtrowali treści pod względem łamania praw autorskich. A to już zakrwa na totalniactwo, bo oznacza konieczność kontroli całego ruchu w sieci pod tymkątem.
Co do samego ACTA - owszem, sam podpis wiele nie zmienia, ale to sprawa symboliczna. Porozumienie jest wprowadzane tylnymi drzwiami, informacja o zgodzie Polski na to porozumienie zawarta była na 40 stronie dokumentu o rybołówstwie.
PS Mi sie zdarza ściągać filmy, kórych nie ma w oficjalnej dystrybucji lub sa trudno dostępne. Ewentualnie seriale emitowane na kanałach, których nie mam.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Bardzo intereresujący artykuł Jacka Żakowskiego
http://wyborcza.pl/1,86116,11012642,ACT ... oteka.html
ACTA ad acta. Co ma wspólnego internet z biblioteką
Jacek Żakowski
2012-01-23, ostatnia aktualizacja 2012-01-23 10:39
Trwa walka z piractwem i podróbkami
Kiedy dowiedzieliście się państwo, że istnieje coś takiego jak ACTA? Niewiele ważnych decyzji przygotowywanych było w tak szczelnej dyskrecji. I to nie tylko w Polsce
Dwa lata temu Parlament Europejski jednomyślnie przyjął rezolucję domagającą się jawności negocjacji. I nic. Pół roku temu premier obiecał otwartą debatę w tej sprawie. I też nic.
To starcza, by trudno było potępić ataki hakerów na serwery władzy. Jestem po ich stronie. Gdy władza tak uporczywie spiskuje przeciw obywatelom, jej legitymacja staje się wątpliwa, a sprzeciw jest uprawniony. Przynajmniej w granicach, w których ten atak się mieści.
Zwłaszcza gdy nielojalność władzy wobec obywateli dotyczy sprawy poważnej. A ACTA wyrasta z tego samego groźnego procesu co kryzys. Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje. W przypadku ACTA chodzi o ugruntowanie w prawie międzynarodowym zamiany relacji twórcy i odbiorcy w transakcję dostawcy z nabywcą. Wedle logiki stosowanej w ACTA sensem twórczości przestaje być inspiracja, a staje się transakcja.
Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.
Wydawało się, że ta zamiana zwiększy efektywność. Kryzys pokazał, że zwiększa głównie liczbę i koszty transakcji. W większości dziedzin społeczna wartość od tego nie rośnie. A często maleje. W Ameryce, gdzie finansjalizacja zaszła najdalej, wydatki zdrowotne są najwyższe na świecie, a efekt jest dużo gorszy niż w wydających kilkakrotnie mniej krajach Europy.
Zwolennicy ACTA powołują się na prawa twórców do wynagrodzenia, bez którego twórczości podobno nie będzie, jak finansować. Ale ludzkość sporo dzieł stworzyła, nim kilkadziesiąt lat temu wymyślono "własność intelektualną". Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie tworzyli przed finansjalizacją. Ludzie płacili za koncert, nuty, książki, obrazy, odkrycia. Potem mogły one krążyć, być reprodukowane i udostępniane swobodnie. Dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy.
Obrońcy ACTA twierdzą, że sytuację zmieniło powstanie nowych technik przekazu. Ludzie za darmo słuchają muzyki w internecie, oglądają filmy, wymieniają się programami i grami. Tak jak od dawna za darmo korzystają z bibliotek. No właśnie. Z dumą oglądam karty biblioteczne moich książek, gdy są pełne wpisów o wypożyczeniu, chociaż nie mam z tego ani grosza. Tym twórca szukający kontaktu z odbiorcą różni się od szukającego wyłącznie zarobku właściciela praw intelektualnych.
Konwencja ACTA jest nie do przyjęcia nie tylko dlatego, że powstała w trybie dziwnej zmowy części rządów przeciw obywatelom. I nie dlatego, że zwiększy transfer bogactwa od biednych (od nas też) do bogatych. Chodzi o to, że twórczość zostanie mocniej poddana niszczycielskiej logice, która zdewastowała rynek kredytowy, rozdęła koszt służby zdrowia (spór o recepty i ubezpieczenia szpitali jest jednym z jej refleksów), zdegenerowała oświatę (śmieciowe wykształcenie Oburzonych wedle zasady "płacisz - masz"), hamuje rozwój wiedzy i nauki, poddając je kryterium szybkiej użyteczności.
Wiedząc wszystko, co obnażył kryzys, w dobrej wierze takiego prawa już zaakceptować nie można. I po larum podniesionym dzięki atakom na serwery władzy nie wierzę już, że rząd bez poważnej debaty i bez istotnych zastrzeżeń tę konwencję podpisze. Bo musiałby zrobić to w otwarcie złej wierze.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Więcej... http://wyborcza.pl/1,86116,11012642,ACT ... z1kN5zcSiR
http://wyborcza.pl/1,86116,11012642,ACT ... oteka.html
ACTA ad acta. Co ma wspólnego internet z biblioteką
Jacek Żakowski
2012-01-23, ostatnia aktualizacja 2012-01-23 10:39
Trwa walka z piractwem i podróbkami
Kiedy dowiedzieliście się państwo, że istnieje coś takiego jak ACTA? Niewiele ważnych decyzji przygotowywanych było w tak szczelnej dyskrecji. I to nie tylko w Polsce
Dwa lata temu Parlament Europejski jednomyślnie przyjął rezolucję domagającą się jawności negocjacji. I nic. Pół roku temu premier obiecał otwartą debatę w tej sprawie. I też nic.
To starcza, by trudno było potępić ataki hakerów na serwery władzy. Jestem po ich stronie. Gdy władza tak uporczywie spiskuje przeciw obywatelom, jej legitymacja staje się wątpliwa, a sprzeciw jest uprawniony. Przynajmniej w granicach, w których ten atak się mieści.
Zwłaszcza gdy nielojalność władzy wobec obywateli dotyczy sprawy poważnej. A ACTA wyrasta z tego samego groźnego procesu co kryzys. Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje. W przypadku ACTA chodzi o ugruntowanie w prawie międzynarodowym zamiany relacji twórcy i odbiorcy w transakcję dostawcy z nabywcą. Wedle logiki stosowanej w ACTA sensem twórczości przestaje być inspiracja, a staje się transakcja.
Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.
Wydawało się, że ta zamiana zwiększy efektywność. Kryzys pokazał, że zwiększa głównie liczbę i koszty transakcji. W większości dziedzin społeczna wartość od tego nie rośnie. A często maleje. W Ameryce, gdzie finansjalizacja zaszła najdalej, wydatki zdrowotne są najwyższe na świecie, a efekt jest dużo gorszy niż w wydających kilkakrotnie mniej krajach Europy.
Zwolennicy ACTA powołują się na prawa twórców do wynagrodzenia, bez którego twórczości podobno nie będzie, jak finansować. Ale ludzkość sporo dzieł stworzyła, nim kilkadziesiąt lat temu wymyślono "własność intelektualną". Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie tworzyli przed finansjalizacją. Ludzie płacili za koncert, nuty, książki, obrazy, odkrycia. Potem mogły one krążyć, być reprodukowane i udostępniane swobodnie. Dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy.
Obrońcy ACTA twierdzą, że sytuację zmieniło powstanie nowych technik przekazu. Ludzie za darmo słuchają muzyki w internecie, oglądają filmy, wymieniają się programami i grami. Tak jak od dawna za darmo korzystają z bibliotek. No właśnie. Z dumą oglądam karty biblioteczne moich książek, gdy są pełne wpisów o wypożyczeniu, chociaż nie mam z tego ani grosza. Tym twórca szukający kontaktu z odbiorcą różni się od szukającego wyłącznie zarobku właściciela praw intelektualnych.
Konwencja ACTA jest nie do przyjęcia nie tylko dlatego, że powstała w trybie dziwnej zmowy części rządów przeciw obywatelom. I nie dlatego, że zwiększy transfer bogactwa od biednych (od nas też) do bogatych. Chodzi o to, że twórczość zostanie mocniej poddana niszczycielskiej logice, która zdewastowała rynek kredytowy, rozdęła koszt służby zdrowia (spór o recepty i ubezpieczenia szpitali jest jednym z jej refleksów), zdegenerowała oświatę (śmieciowe wykształcenie Oburzonych wedle zasady "płacisz - masz"), hamuje rozwój wiedzy i nauki, poddając je kryterium szybkiej użyteczności.
Wiedząc wszystko, co obnażył kryzys, w dobrej wierze takiego prawa już zaakceptować nie można. I po larum podniesionym dzięki atakom na serwery władzy nie wierzę już, że rząd bez poważnej debaty i bez istotnych zastrzeżeń tę konwencję podpisze. Bo musiałby zrobić to w otwarcie złej wierze.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Więcej... http://wyborcza.pl/1,86116,11012642,ACT ... z1kN5zcSiR
Jestem gorszego sortu...
Jako osoba od czasu do czasu coś pisująca także nie jestem zachwycona kradzieżami (bo tak to trzeba wprost nazwać) moich tekstów i zamieszczaniem ich pod swoim nazwiskiem.
Dwa razy w Internecie natknęłam się na swoje teksty podpisane przez kogoś innego (chodziło o teksty przewodnikowe, skopiowane bez wysiłku metodą Ctrl-C - Ctrl-V).
Ale straty z tego tytułu mam niewielkie, prawdę mówiąc żadne - więc olewam.
Nota bene ogromna awantura z Lucyną, rozwleczona przez ową po 6 różnych forach internetowych także miała swoją praprzyczynę w tym że owa przepisała zamieszczając na jednym z portali teksty z przewodnika (nie zmieniając nawet jednego słowa) i podpisała swoim nazwiskiem, co zostało jej przeze mnie ostro wytknięte. Nie chodziło o kwestie finansowe a o tzw. "przyzwoitość".
No i ona potem nie umiała tego przeboleć (teksty zaraz potem, dosłownie na drugi dzień usunął właściciel portalu).
Sama słucham piosenek przez YT, czasem oglądam stare filmy, obecnie już nigdzie nie dostępne, ale nie nadużywam cudzych praw autorskich.
Jednak przede wszystkim nie podoba mi się tryb wprowadzenia rozwiązań prawnych, bez poinformowania o tym ogółu społeczeństwa.
Dwa razy w Internecie natknęłam się na swoje teksty podpisane przez kogoś innego (chodziło o teksty przewodnikowe, skopiowane bez wysiłku metodą Ctrl-C - Ctrl-V).
Ale straty z tego tytułu mam niewielkie, prawdę mówiąc żadne - więc olewam.
Nota bene ogromna awantura z Lucyną, rozwleczona przez ową po 6 różnych forach internetowych także miała swoją praprzyczynę w tym że owa przepisała zamieszczając na jednym z portali teksty z przewodnika (nie zmieniając nawet jednego słowa) i podpisała swoim nazwiskiem, co zostało jej przeze mnie ostro wytknięte. Nie chodziło o kwestie finansowe a o tzw. "przyzwoitość".
No i ona potem nie umiała tego przeboleć (teksty zaraz potem, dosłownie na drugi dzień usunął właściciel portalu).
Sama słucham piosenek przez YT, czasem oglądam stare filmy, obecnie już nigdzie nie dostępne, ale nie nadużywam cudzych praw autorskich.
Jednak przede wszystkim nie podoba mi się tryb wprowadzenia rozwiązań prawnych, bez poinformowania o tym ogółu społeczeństwa.
To jest w pracy moja koszmarna zmora.gb pisze: Dla - coraz szerszego ogółu - przyzwyczajonego do robienia czegoś według instrukcji (a bez zrozumienia)
Nienawidzę robić cokolwiek bez zrozumienia.
Ale przyznam że przy dzisiejszym skomplikowaniu niektórych procesów (także tych administracyjnych) niestety inaczej się nie da.
Większość ludzi jest brutalnie mówiąc za głupia do zrozumienia niektórych procesów.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ale trudno to przełożyć na kwestie twórczości. Twórczośc przez większość część istnienia ludzkości nie była towarem ścisłego zarachowania. Dzieło nie jest bowiem czymś materialnym, więc VII przykazanie nie ma do niego zastosowania wprost.gb pisze: Stare, dobre: "nie rusz, bo nie twoje", "zapytaj właściciela", "okaż szacunek" - jest niezrozumiałe dla coraz większej części populacji. Jedynym ograniczeniem - staje się kara - i to kara bezpośrednia. Skoro cielesnych kar się nie stosuje - jedyną karą zrozumiałą dla większości staje się kara finansowa.
Owszem, przypadki opisane przez Basię są dość proste, ale nie zawsze tak jest. Dlatego nie da się zrobić dobrego prawa które to reguluje w kazdym aspekcie.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun



