komorfil pisze:Właśnie dotarłem do informacji, że pod protestem związanym z refundacją wiosną 2011 roku było podpisanych już 14 tys lekarzy. I ten protest poszedł szeroko. Media też wiedziały.
Aby się wypowiedzieć musiałbym znać tekst tego protestu. Bo jeśli taki jak gadanina panów prezesów organizacji lekarskich to o kant dupy to rozbić, wcale się nie dziwię, że olano.
Cztałeś, Komorfil, może "Urząd" Brezy?Jeśli nie, to doraqdzam, genialna książka. Otóż treścią jej jest jak młody naukowiec usiłuje w Watykanie załatwić sprawę swego ojca, adwokata konsystorskiego, który popadł w konflikt z swoim biskupem i nie może wykonywać zawodu. No i zęby w ścianę, słuchają grzecznie ale dalszego ciągu brak. Do czasu gdy jeden mądry człowiek, Włoch, kolega po fachu tego ojca, poradził mu tak: "
Wpierw należy ustalić co Monsignorowie są skłonni uznać za prawdę." Zwróć uwagę na to - nie co jest prawdą ale co może zostać uznane za prawdę. Cynizm do sześcianu, ale takie jest życie. No i ustalono i sprawa została załatwiona.
Jak napisałem, ta gadanina Waszych prezesów nie trafia do nikogo. Podobnie przesadził profesor Jędrzejczak z tym wyliczeniem potencjalnej sumy ew, kary To od razu wzbudza podejrzenie,że jest to dęte i wyssane z palca. Bo nie chodzi o to, czy ktoś został obciążony na 500 tys. zł, czy na 50 zł a nawet 5 zł - chodzi o mechanizm ustalenia tej kary. A ten jest skurwysyński.
Gdyby jakiś Wasz prezes powiedział w mediach, czy nawet premierowi tak - "Panie redaktorze/premierze, powiedzmy, że jedzie pan samochodem i jest pan zatrzymany do rutynowej kontroli, w której trakcie policjant powie - jestem pewien lub prawie pewien, że przed godziną przekroczył pan dozwoloną szybkość i w związku z tym nakładem karę 500 zł oraz odpisuje 6 pkt i nie ma od tego odwołania, to co, panie redaktorze/premierze, uzna pan to za słuszne?" a potem jeszcze w prosty sposób wytłumaczy, że to jest bliźniaczo podobne, do tego kwestionowania zastosowania leku refundowanego po kilku latach, to miałoby to szansę trafienia do świadomości i redaktora i premiera, bo jestem przekonany, że oni wszyscy nie zdawają sobie sprawy jak to wygląda. Ja też długo nie mogłem w tej dyskusji w to uwierzyć. bo wydawało mi się to totalnym idiotyzmem a Ciebie podejrzewałem o tworzenie mega teorii spiskowej.
Dlatego, Komorfil, wracając do Brezy - "należy ustalić co Monsignorowie są skłonni uznać za prawdę" a gdy ta prawda możliwa do uznania za prawdę, jest rzeczywiście prawdą to jeszcze lepiej.
Jak sądzę to sprawa potoczy się tak - przerażony rząd, bo sytuacja jest dramatyczna, pójdzie na całkowite wykreślenie art. 148. I wtedy autentyczni cwaniacy zatrą rączki. Bo ci cwaniacy też są.
komorfil pisze:Wyborcza drze się o dziecko z chorobą nowotworową które od 1 stycznia musi płacić 1000 zł za lek. Winny lekarz, oczywiście.
A najpewniej brak wskazań refundacyjnych do użycia leku u dzieci (choć cały świat leczy dzieci i w Polsce do 31.12.2011 też leczono z powodzeniem dzieci),.
Rozumiem to tak - od 01.01.2012 z przepisów ustawy wynika jednoznacznie, że nie powinno się leczyć dziecka chorego na raka refundowanym lekiem, którego pełna cena wynosi 1000 zł? Tak? Czy też to jest ostrożność lekarza, który tak "na wszelki pażarny słuczaj" boi się wypełnić rubrykę.
Jeżeli tak jest w przepisie
to należy to nagłośnić - W Polsce AD 2012 rząd uważa, że nie należy leczyć dzieci z nowotworem. Szkoda kasy bo i tak pewnie z tego nic nie będzie.
Jeśli jednak jest to tchórzliwa ostrożność lekarza to ten lekarz to skurwysyn.
Zna ktoś trzeci wariant?
Jestem gorszego sortu...