Oglądam i czytam.andy67 pisze:Może zacznij oglądać TV i czytać prasę ???
Prosty sposób na polską służbę zdrowia..
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Racja, jesteśmy na 25 stronie a dopiero na 24 doszliśmy do konkretu i wyjaśnienia o co kamanJanek pisze:Bo, kurde unikacie! Mówicie językiem ezopowym albo zasuwacie orwelem, szczególnie Herr Bukiel. Czy naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że taki komunikat jak tego profesora, co go Mefi zacytował, odczytany przed kamerami TV na spotkaniu z premierem miałby siłę rażenia bomby atomowej? Bo społeczeństwo wreszcie by się dowiedziało o co biega. Bo nie wie, Komorfil, nie wie, a wypowiedzi Waszych przedstawicieli są takie, że biedny pacjent przed telewizorem, który nie miał ani możliwości ani umiejętności przeczytania tych zawiłych ustaw i rozporządzeń, dochodzi do jedynego w tej sytuacji wniosku - coś, kurwa, kręcą.
Bo lekarze to czasami jak prawnicy - unikalna misja, specjalistyczna wiedza, "długa droga do chleba".. efekt taki jaki widzimy - sa "mało" zrozumiali
Pozdrawiam,
G.
No i np. ja niczego innego nie robię.Janek pisze:No i bardzo dobrze! Im bardziej sytuacja jest patowa, tym bardziej dochodzi do prawidłowego jej rozwiązania. Tylko trzeba przestać się gniewać na siebie i zabrać się do roboty.
Cały czas zdajesz się nie dostrzegać jednego faktu: to Wy płacicie za recepty.
I płacicie więcej niż dotychczas.
Więc mój ton - jaki by nie był - dotyczy także waszej krzywdy.
Czyżbyś podobnie jak niektóre media traktował nasze deklaracje o walczeniu o dobro pacjentów jako czczą gadaninę?
Wiesz, to trochę dziwne - mówić o "gniewaniu się".
Powstał protest - sam widziałeś w nim na początku "coś".
Nadal większość ludzi widzi w nim raczej "coś" niż walkę o zmianę prawa- korzystną dla pacjentów.
Nie ma powodu występować przeciw interesom ludzi!
Jak to pewien komentator na forum napisał:
władza obiecała obniżki leków i podatków. I jak obiecała, tak zrobiła. VAT zmniejszył się z 22 do 23 procent, a ceny, dajmy na to pasków do glukometru spadły z 3.20 do 13 zł
Lekarze od dawna (od kwietnia, maja 2011 r. - choć np. Andy'emu to jakoś umknęło) wołali że to NIE JEST OBNIŻKA TYLKO PODWYŻKA.
Ale ludzie widzą dalej nasz interes w proteście, owe "coś".
Ok. Od dziś dołączam się do chóru: ludzie! O co wam chodzi! Przecież właśnie wam obniżono cenę pasków z 3,20 na 13 złotych. I to zgodnie z uprzednimi obietnicami.
My już nic nie mówimy, zamykamy się i piszemy wam te paski.
No problem.
Do roboty.
Komorfil - litości! Rzecz w tym jak jest napisane a nie co jest napisane. Może jestem szczególnie tępy (niektórzy zapewne z ochotą to potwierdzą) ale ja z tego nie mogłem zrozumieć ani słowa. Na ślad mnie wprowadziła dopiero telewizyjna wypowiedź prezesa Izby Lekarskiej, która się mu zresztą chyba przypadkiem "wymksknęła". Póżniej fotokopia komunikatu prof. Jędrzejczaka, podana przez Mefistofelesa rozjaniła problem do końca.komorfil pisze:Nie wypowiadaj się skoro nie czytałeś strony 22.
Jestem pewny że nie czytałeś bo tam roi się od konkretów.
Wypowiedzi panów lekarskich prezesów cechuje coś co nazwałbym "ckliwą judymowatością". Zamiast powiedzieć wprost - "nie z nami te numery, Brunner" do pana premiera, nie podpiszemy się pod czymś co umożliwia ukręcenie bata na najmądrzejszego nawet lekarza, przez najgłupszego lub najzłośliwszego kontrolera z NFZ i to bez najmniejszych możliwości odwołania się do innej instancji niż pan kontroler, panowie prezesi brną w "judymstwo" i długo oraz wzruszająco pieprzą jak to oni tylko dobro pacjenta mają na celu, którego chcą badać możliwie długo i namiętnie nie tracąc czasu na obrzydliwą biurokrację. Profesor Jędrzejczak natomiast napisał wprost - tu chodzi o pieniądze, moje pieniądze i pieniądze moich kolegów po fachu, które wg. tej ustawy można nam bezkarnie i po skurwesyńsku zabrać a na to nas najnormalniej na świecie nie stać. I za takie postawienie sprawy ja chylę kapelusza możliwie tak nisko jak mi stan kręgosłupa pozwala. A z pana Bukiela et consortes to się mogę tylko pośmiać, że tak nieporadnie kręci, bo to "judymowi" nie może zależeć na kasie lecz tylko na pacjencie, dla którego dobra on gotów nawet zagłodzić własne dzieci.
W dyskusji na innym forum, jeden z dyskutantów, Twój, Komorfil, kolega po fachu, tą zadziwiającą postawę prezesów wytłumaczył jeszcze inaczej - "prezesi też chcą mieć szansę pójścia w ministry". No kto wie, kto wie, czy o to nie chodzi.
Jestem gorszego sortu...
Janek, to ja jestem tępy.
Przeczytałem jeszcze raz stronę 22 tego wątku i jeszcze raz wypowiedź prof. Jędrzejczaka i dalibóg - tam jest o tym samym napisane....
Oczywiście że pewnie innym językiem, ale ja i profesor to dwie różne osoby.....
Naprawdę poddaję się.
Wiesz Janek, profesor to jeden z najwybitniejszych wykładowców jakich znam. Może to tłumaczy problem.
Ja - wykładowcą nie jestem.
Ja już nie wiem o co wam chodzi....
Przeczytałem jeszcze raz stronę 22 tego wątku i jeszcze raz wypowiedź prof. Jędrzejczaka i dalibóg - tam jest o tym samym napisane....
Oczywiście że pewnie innym językiem, ale ja i profesor to dwie różne osoby.....
Naprawdę poddaję się.
Wiesz Janek, profesor to jeden z najwybitniejszych wykładowców jakich znam. Może to tłumaczy problem.
Ja - wykładowcą nie jestem.
a co, może uważasz że ewidentne skrócenie czasu dla pacjenta przez biurokrację jest OK?panowie prezesi brną w "judymstwo" i długo oraz wzruszająco pieprzą jak to oni tylko dobro pacjenta mają na celu, którego chcą badać możliwie długo i namiętnie nie tracąc czasu na obrzydliwą biurokrację.
Ja już nie wiem o co wam chodzi....
Nie jest ok. Ale stawianie tego argumentu w taki sposób jak go stawiano na milę śmierdzi obłudą. A w dodatku dezorientuje. Zwykły człowiek, który nic nie wie o tych charakterystykach produktu i możliwością zakwestionowania decyzji o poziomie refundacji lub nawet wręcz jej stosowania myśli sobie tak - "co ten konował kręci, przecież zna na pamięć czy lek jest refundowany czy nie oraz w jakiej wysokości, a jeśli nawet zapomniał to góra trzy kliknięcia w kompa i już wie, co to za biurokracja?"a co, może uważasz że ewidentne skrócenie czasu dla pacjenta przez biurokrację jest OK?
Ja już nie wiem o co wam chodzi....
Podobnie jest z tym sprawdzaniem stanu ubezpieczenia. Jak podano to wg. rożnych szacunków to ludzi nieubezpieczonych jest w Polsce od 0.3 do 0,8%. No i mnie moja inżynierska logika nakazuje zapytać - czy warto to ustalać. Przecież koszty takiego systemu informatycznego, samej jego eksploatacji, bez wdrożenia będą prawdopodobnie wyższe niż koszty leczenia tej garstki? No chyba, że to byłby tylko moduł znacznie szerszego systemu.
Jest taka anegdota - prezes koncernu objeżdża swoje "włości", napotyka na niewielki skład drewna, którego pilnuje dozorca. Zapytuje miejscowego szefa - "po co ten dozorca". "pilnuje drewna" pada odpowiedź. "ile jest warte to drewno" zapytuje. Pada odpowiedź - "100 dolarów", aha, a "ile kosztoje nas dozorca? "300 dolarów, panie prezesie". "No to zwolnić dozorcę' decyduje prezes. "Ukradną drewno" oponuje miejscowy kierownik. "No to niech ukradną, i tak będziemy 200 dolarów do przodu".
Trzeba myśleć! Czy w Ministerstwie Zdrowia ktoś myśli?
Jestem gorszego sortu...
A dlaczego nie pomyśli że skoro tysiące lekarzy woła że będzie paraliż, to może coś w tym jest i to inne "coś" niż Ty chciałeś (mam nadzieję że czas przeszły jest tu uprawniony) widzieć? Innymi słowy, dlaczego zawsze "mafia"? I proszę nie pisz, że "zdążyliśmy przyzwyczaić". Ja po prostu nie robię przekrętów i odbieram nagonkę po prostu jak nagonkę. To nie jest tak, że gdy się ma czyste sumienie (a ja mam), to niech "psy szczekają a karawana idzie dalej". Nie, nie w tej sytuacji. Bowiem część z tych opluwających przyjdzie jutro do gabinetu. I wtedy dopiero jest chora sytuacja. Te fałszywe uśmiechy, ta fałszywa grzeczność. Ich - i moja przecież też. Trochę na zasadzie "klient nasz pan" (mówię o mojej negacji medycyny jako sztuki i o jej pojmowaniu jako działu usług, skoro tak, to jak najbardziej "pacjent nasz pan"), choć dobrze wiem co niektórzy sobie myślą (podobnie jak o lekarzach pacjenci wiedzą więcej niż nam się wydaje, tak lekarze o pacjentach wiedzą więcej niż się wam wydaje). Tak jest przecież wszędzie i tak to musi działać. Tyle że jednak leczenie to nie przyszywanie guzików - tu trzeba trochę więcej zaufania, w obie strony. I jak je budować? Atmosferę profesjonalnej przychylności mogę stworzyć zawsze i nie będzie to obłuda -uważam że ten zawód także na tym polega. Ale jak od tego przejść do prawdziwego zaufania?Janek pisze:
Zwykły człowiek, który nic nie wie o tych charakterystykach produktu i możliwością zakwestionowania decyzji o poziomie refundacji lub nawet wręcz jej stosowania myśli sobie tak - "co ten konował kręci, przecież zna na pamięć czy lek jest refundowany czy nie oraz w jakiej wysokości, a jeśli nawet zapomniał to góra trzy kliknięcia w kompa i już wie, co to za biurokracja?"
Zwłaszcza że z profesjonalnym uśmiechem podsunę pacjentowi oświadczenie do podpisania, że został poinformowany iż w świetle obecnych przepisów, nie może dostać recepty refundowanej na antybiotyk w zapaleniu gardła (bo nie ma wymazu i oceny bakteriologicznej, bo po pierwsze nie musi jej mieć, po drugie, wynik i tak przyszedłby po zakończeniu leczenia....). Zwłaszcza że z profesjonalnym uśmiechem uznam pacjenta za nieubezpieczonego tylko dlatego że jego zakład pracy wydaje RMUA akurat za 2 dni.
Itd. To jest pole do zaufania?
A tenże sam pacjent będzie myślał, że ja z tego jego niepokazania RMUA mam nie wiedzieć co - zysk, profit? Oczywiście że może tak pomyśleć, i to - co ciekawe- im lepiej zna przepisy tym bardziej może tak pomyśleć.
Dlaczego oto konował wypisuje receptę na 100%? Bo za otrzymywanie korzyści w związku z wypisaniem recepty refundowanej, grozi już nie kara finansowa, a kara więzienia. Skromne- do 8 lat. Więc konował wciska kit że nie ma wskazań refundacyjnych, pisze receptę na 100%, a jak pacjent wykupi, to konował łyknie kasę. Też nielegalnie, ale z mniejszym ryzykiem. Logiczne ? Tak.
Rozumiem że ktoś tak pomyśli.
I nie jest tak że nie tłumaczyliśmy i nie tłumaczymy tych mechanizmów.
Ja naprawdę nie chcę być nudny, ale o tym też mówiliśmy.Podobnie jest z tym sprawdzaniem stanu ubezpieczenia. Jak podano to wg. rożnych szacunków to ludzi nieubezpieczonych jest w Polsce od 0.3 do 0,8%. No i mnie moja inżynierska logika nakazuje zapytać - czy warto to ustalać. Przecież koszty takiego systemu informatycznego, samej jego eksploatacji, bez wdrożenia będą prawdopodobnie wyższe niż koszty leczenia tej garstki?
Zresztą nie tylko my. Pisał o tym choćby red. Żakowski. Tyle że tu nic nie należy do nas.
Protest? Tak - daje nadzieję na zmianę.
Tylko popatrzcie. Ludzie są już zmęczeni.
A tak naprawdę to jest nic. Ten tydzień był taki śmieszny, po nowym roku, przed 3 królami.
Ludzie mają spore zapasy leków z grudnia.
Problem wybuchnie po 13 stycznia. Skończą się zapasy leków, a NRL najpewniej ogłosi zaostrzenie protestu.
I teraz tak - protest jeśli ma dać realne zmiany, to musi być odczuwalny. Jeśli będzie odczuwalny, to głównie dla pacjentów. Czy wy myślicie, że mi to tak lotto?
Pozdrawiam.
To wszystko co piszesz jest prawdą, ponoć wszyscy wiedzieli a jednak prawie do ostatniej chwili nie działo się nic. Pograli wszyscy - pograł minister, który w marcu głosował przeciw ustawie a powinien pójść do premiera i powiedzieć - ta ustawa jest zła a przynjamniej jej część. Wtedy by było można szybciuteńko przegłosować ustawę o przedłużeniu vacatio legis i zabrać się do roboty. Nie zrobił tego. To samo mogła zrobić opozycja - też nie zrobiła. W końcu z tym samym mogła wystąpić Naczelna Izba Lekarska i nagłośnić to straszliwie w mediach. Też nie zrobiła. Czym natomiast karmiły nas media i opozycja? Ano tym czy Sikorski to pachołek Niemiec oraz czy Polska powinna bronić euro czy też je ugrobić. A o tej, znacznie ważniejszej dla społeczeństwa sprawie było praktycznie cicho. No i obudziliśmy się z ręką w nocniku. Dlaczego tak się stało? Nie wiem! Ogólny amok, chyba.
Jak na dziś mamy sytuację jak z słynnej powieści "Paragraf 22". Miejmy nadzieję, że pomnożony przez 4 spowoduje likwidację art. 48 lub jego gruntowne przeredagowanie. Prawda o faktycznych przyczynach protestu powoli dociera do opinii publicznej. Niestety jednak ta Trójca Święta czyli Izba, Związk zawodowy oraz Porozumienie Zielonogórskie w wyjaśnianiu społeczeństwu przyczyn protestu ma jak dla mnie konto zerowe a jeżeli już coś to na minusie. Czyżby było prawdą, że prezesi chcą iść w ministry?
PS.
Na bardzo ważny element zwrócił uwagę poseł Ryszard Kalisz. Ano na to, że tak naprawdę to minister zdrowia jest zakładnikiem NFZ. Sytuacja, w której Minister ma władzę a NFZ pieniądze jest nie do utrzymania. Słyszałeś może o przedsiębiorstwie lub spółce, w której Główny Księgowy jest ważniejszy od Prezesa/dyrektora. Ja nie, bo to jest absurd.
Jak na dziś mamy sytuację jak z słynnej powieści "Paragraf 22". Miejmy nadzieję, że pomnożony przez 4 spowoduje likwidację art. 48 lub jego gruntowne przeredagowanie. Prawda o faktycznych przyczynach protestu powoli dociera do opinii publicznej. Niestety jednak ta Trójca Święta czyli Izba, Związk zawodowy oraz Porozumienie Zielonogórskie w wyjaśnianiu społeczeństwu przyczyn protestu ma jak dla mnie konto zerowe a jeżeli już coś to na minusie. Czyżby było prawdą, że prezesi chcą iść w ministry?
PS.
Na bardzo ważny element zwrócił uwagę poseł Ryszard Kalisz. Ano na to, że tak naprawdę to minister zdrowia jest zakładnikiem NFZ. Sytuacja, w której Minister ma władzę a NFZ pieniądze jest nie do utrzymania. Słyszałeś może o przedsiębiorstwie lub spółce, w której Główny Księgowy jest ważniejszy od Prezesa/dyrektora. Ja nie, bo to jest absurd.
Jestem gorszego sortu...
Janek, próbowała. Ale "nagłośnić straszliwie" się nie dało.Janek pisze:W końcu z tym samym mogła wystąpić Naczelna Izba Lekarska i nagłośnić to straszliwie w mediach. Też nie zrobiła.
Dlaczego? Bo nie było tematu. Zrozum. Temat się pojawił pod koniec grudnia.
Bo zawisło widmo protestu pieczątkowego i można było znów mówić o konowałach mordercach.
Jeszcze raz Janek - liczę na Twój stały, wysoki poziom intelektu.
Jaką nagonkę medialną możesz zrobić w maju, w sierpniu czy zgoła w październiku na temat apokalipsy czekającej od stycznia, jeśli przy tym by zrozumieć apokalipsę trzeba cytować ustawę, akty wykonawcze i ich interpretacje? Jeśli na tym (wybitnie elitarnym - czytam wiele forów, wiem co piszę) - forum, zajęło to dwadzieścia parę stron? I to już w czasie apokalipsy?
Janek - realnie. Ten mechanizm nie działa.
Krzyczeć to rada może będzie po 13 stycznia.
Już ludzie zaczynają kumać o co chodzi.
Szereg lekarzy odstępuje od protestu. Robią to co ja. Rzepa (której nie czytuję, znalazłem gdzieś odnośnik w necie) pisze już o pacjentach krakowskich klinik którzy od stycznia za leki płacą kilkaset złotych miesięcznie. Rzepa - przyznaję - uczciwie i jasno napisała "nie ma to nic wspólnego z protestem".
Moi drodzy. Protest pieczątkowy dawał pewną szansę na zrefundowanie recepty (zgodnie z prawem). Odstąpienie od tego protestu powoduje że jeszcze więcej recept idzie na 100%. Rozumiecie wydźwięk tego?
Sądząc po sposobie w jaki to robiono już po Big Bangu pieczątkowym to robiono to w sposób od dupy strony. Oczywiście chodzić z tym do PiS-u nie było sensu, bo by zapytali czy to ma jakiś związek z Smoleńskiem. Ale te biedaki z PJN by to łapli, jeszcze byli w Sejmie, jeszcze mieli gdzie wrzeszczeć a taki np. Poncyliusz to jest łebski facet, wyczułby szansę. Nie mówiąc już o Palikocie, ten by zrobił z tego shaw jak trzeba - widziałeś może jak przy ustawie budżetowej robił Rostowskiego na szmaty? Artysta! W dodatku znakomicie przygotowany. Niech teraz Rostowski będzie zmuszony do nowelizacji budżetu, to mu Palikot zrobi takie przedstawienie, że Rostowski nie tyle dzieci wyśle do Stanów lecz sam wyjedzie bo będzie do cna skompromitowany.komorfil pisze:Janek, próbowała. Ale "nagłośnić straszliwie" się nie dało.
Jestem gorszego sortu...
Taki zawód! Nie jesteście osamotnieni. Bo polskie społeczeństwo zna się perfekcyjnie na czterech sprawach:komorfil pisze: i można było znów mówić o konowałach mordercach.
- medycynie - każdy wie jak należy leczyć i to lepiej od lekarza
- na szkolnictwie - tutaj nieco inaczej - jak wiadomo każdy nauczyciel krzywdzi mojego syna lub córkę. Jego sąsiada z ławki już nie, wręcz odwrotnie, bo kumpel nauczyciela udziela mu korepetycji
- na sądownictwie - bo sędzia wydał na mnie lub na mojego syna, córkę lub męża tudzież ciocie niesprawiedliwy wyrok, kumpla syna itd już nie, bo wziął w łapę
- no i na koniec na drogach a szczególnie ich zimowej eksploatacji - od lat jedno było wiadomo - drogowców zawsze zima zaskoczy.
No i parę słów na ten temat. Nie twierdzę, że nie, czasami zaskoczyło, nikt nie jest bez grzechu. W przypadku opadu śniegu nawet czasami pretensje były słuszne, o nim z reguły prawie wie się wcześniej. Natomiast gołoledź może się zrobić nagle i niespodziewanie w ciągu piętnastu minut i trwać przez godzinę lub dwie, szczególnie na przełomie jesieni i zimy. I na to praktycznie nie ma rady a hekatomba może być okrutna.
Oczywiście można zapobiegać. W jaki sposób? Przez zapobiegawcze stosowanie środków chemicznych, praktycznie chlorków, w naszych warunkach praktycznie NaCl. Tego samego NaCl, którego nie lubią nasze buty oraz wszystko co zielone w pobliżu drogi. A więc stosować go jak najmniej. I to jest możliwe, bo do zapobieżenia lub likwidacji gołoledzi ilość wydatku NaCl na metr kwadratowy jest naprawdę bardzo niewielka. Tylko jak to zrobić? Solarki "umiące" to robić były za socjalizmu praktycznie nieistniejące bo były tylko za dolce. Teraz jest trochę lepiej, ale daleko do ideału bo takie precyzyjne solarki są diabelnie drogie (czujesz, Komorfil, analogię?). W dodatku takie solarki na sól w postaci stałej są praktycznie do dupy przy soleniu zapobiegawczym, bo nim gołoledź nastąpi to kryształki soli wiatr z nawierzchni zwieje. Tego problemu nie ma w przypadku stosowania wodnego roztworu soli. Za socjalizmu nie było ich wogóle, bo tylko za dolary. Teraz jest trochę lepiej ale tylko trochę, bo taka solarka na roztwór kosztuje majątek (czujesz analogię?)
Co więc się stosuje, dość toporne w konstrukcji solarki nakładane na samochody, których też by nie było, gdyby administarcja drogowa sama sobie ich nie zrobiła (piszący te słowa ma w tym udział). Sęk w tym, że najmłodsza taka solarka ma około osiemnastu lat, bo w radosnej akcji reformatorskiej te własne firmy drogowców do produkcji takiego sprzętu rozgoniono a nikt w tą niszę jakoś nie wszedł. Takie solarki rozsypują sól zmieszany z piaskiem, bo tylko tak potrafią. A w piasku zdarza się kamyki nie zdziw się jak strzeli Ci w szybę (tak po znajomości - gdyby co to idź do sądu, duże szanse wygranej, ale musisz mieć dowody - a zatem w zimie nie ruszaj w drogę bez aparatu fotograficznego). Przez tą naszą biedę co roku wysypuje się na drogi miliony m3 piasku, w zasadzie przy precyzyjnych solarkach zbędnego. Trzeba go wydobć, przewieść, zmieszać z solą - czyli wydać straszną kasę. A w dodatku wskutek tego rosną w górę pobocza drogi, które trzeba obniżać i znowu wydać kupę kasy. Głupota? Tak. Czemuś głupi - boś biedny, czemuś biedny - boś głupi.
Tyle o gołoledzi. No to teraz słów kilka o śniegu. Wbrew pozorom skuteczny pług odśnieżny to wyrafinowana konstrukcja, ergo droga. Za socjalizmu w dodatku tylko za dolary. Efekt - używano konstrukcji topornych, takich jakie w kraju były. Toporny czy wyrafinowany, wydatek paliwa do napędu nośnika (po ludzku - samomochodu) praktycznie ten sam. A efekt odśnieżania kilka razy mniejszy. Teraz jest lepiej, ale pługów z prawdziwego zdarzenia nadal niewiele, bo cholerycznie drogie.
Prawdziwie kuriozalna sprawa to pługi wirnikowe. Owszem, bywają zimy, nawet w górach, że nie ma potrzeby ich używać. Ale mieć trzeba. Mieliśmy, radzieckie, na ZIS-ach. W 1995 roku najmłodszy miał chyba 35 lat, teraz 47. O ile wiem to nowych nie kupiono. Bo cholerycznie drogie. Na szczęście Pan Bóg sprzyja.
Dlatego, Komorfil, jak nie chcesz być zaskoczony albo tkwić gdzieś w zaspie, to z samochodem - już wiesz - "zostaw lekarzu, samochód w garażu". Oszczędzisz nerwów i kosztów. A ja w zamian spróbuję nie chorować i w związku z tym nie narzekać na Wasze pieczątki.
Jak widzisz, jedziemy na jednym wózku, to znaczy ja już nie, bo jestem radosny emeryt. Ale koledzy w branży pozostali i człowiek co nieco wie co na drodze piszczy. A piszczy nadal kiepsko. Bo mimo tej kasy z UE, nakłady nadal są ok. trzykrotnie za małe aby sieć utrzymać w przyzwoitej kondycji.
Jestem gorszego sortu...
komorfil pisze:Gabriel napisał/a:
Racja, jesteśmy na 25 stronie a dopiero na 24 doszliśmy do konkretu i wyjaśnienia o co kaman
Nie wypowiadaj się skoro nie czytałeś strony 22.
Jestem pewny że nie czytałeś bo tam roi się od konkretów.
Więc najpierw przeczytaj CAŁY wątek skoro wydźwięk CAŁEGO wątku chcesz komentować.
Na końcu mojej wypowiedzi jest taki znaczek Komorfil :
Pozdrawiam,
G.
ps. plus absolutny brak dystansu
znaczenie znaczka rozumiem. Ale wiesz, to jest tak. Jak piszesz nawet ze znaczkiem, że do 25 strony nie było konkretu, to znaczy że masz to na myśli. Oczywiście- znaczek pokazuje że piszesz to na lekko, OK. Ale na myśli masz.Gabriel pisze:
Na końcu mojej wypowiedzi jest taki znaczek Komorfil :.
To nie jest tak, że żartów nie wolno komentować w odniesieniu do tego co te żarty miały ilustrować.
Wiesz, jak to mówią: nie ma dymu bez ognia, w każdej plotce jest ziarno prawdy itd.
Można by dodać- każdy żart (poza pure nonsense) ma jakieś odniesienie do realiów.
Twój - ma zdecydowanie. Było nie wyliczać tych stron
oj tam oj tam.ps. plus absolutny brak dystansu
Poczytaj mnie wnikliwie. Spróbuj znaleźć np. ziarno prowokacji. Spróbuj nie widzieć tylko histerycznego tonu.
Da się. Naprawdę.
pozdrawiam.
Cały system ochrony zdrowia jest w Polsce postawiony na głowie i kompletnie do dupy. Nie wchodząc w szczegóły - od lat słyszymy, że znakomita większość szpitali jest zadłużona i to na znaczne sumy. Ok, zdarza się to w gospodarce. Tylko, że w gospodarce taka firma albo idzie pod młotek albo zwyczajnie się likwiduje. A szpitale trwają. Cud mniemany czyli Krakowiacy i Górale? Kolejna niedorzeczność - jak firma zafunduje sobie jakiś kosztowny agregat to wszyscy stają na głowie aby pracował na trzy zmiany i zwrócił nakłady a i przyniósł zysk, i to szybko, bo licho nie śpi i za trzy lub cztery lata nasz agregat będzie zabytkiem archeologicznym i aby nie wypaść z rynku trzeba będzie kupić nowy. A jak jest to w naszej ochronie zdrowia - kupi Owsiak czy inny sponsor np. rezonans magnetyczny i co - pracuje on dwa dni w tygodniu lub tylko od stycznia do kwietnia, bo nie ma pieniędzy aby pracował. Absurd? Oczywiście, ale tak jest od wielu lat. Pal sześć czasy słusznie minione, rozlane mleko, ale notujemy już 23 rok p.B (p.B. - po Balcerowiczu) i nic - ani Mazowiecki, ani Bielecki, ani Suchocka, ani Olszewski, ani cała paleta postkomuchów a potem PiS i PO sobie z tym nie umieją poradzić. Fatum jakieś, czy co?
A jak to jest w technice. Fabryka zamierza wypuścić na rynek jakieś nowe ustrojstwo. Cała armia konstruktorów przy tym siedzi, latka mijają a prototyp, jak to prototyp, działa tylko w obecności twórcy, lub nawet w ogóle nie działa. Szef się denerwuje a konstruktorzy robią głupie miny i pieprzą - jeszcze miesiąc szefuńciu i wszystko będzie git. I tak miesiąc za miesiącem. W końcu szef się wkurwia i przegania całe towarzycho w kibini mater i przyjmuje nowych, którzy nie wiedzą nic o dotychczasowych kłopotach. I rozwiązują problem w try miga bo nie byli obciążeni wiedzą o tym jakie to trudne. Mój szef mawiał - masz trudny problem? No to zatrudnij idiotę, który nie wie, że to trudny problem - rozwiąże go. Czy tak przypadkiem nie trzeba zrobić w ochronie zdrowia?
Mój Boże, jak to było fajnie w takim XIX wieku. Człowiek sobie żył, żadnych leków prawie nie brał, co najwyżej ziółka wg. przepisu po babci. Czasami zachorował, to szedł do łóżka i zwiększał ilość ziółek. Jak pomagało, to wracał do życia, a jak nie, to umierał, normalnie, przecież był chory. Teraz co drugi dzieciak a i dorosły cierpi na jakieś alergie. Dawniej jakoś nie, czy to przypadkiem nie od tych leków albo od nowinek w przemyśle odzieżowym? Owszem, bywały takie choroby jak suchoty albo franca, szczególnie wśród twórców, nawet wypadało je mieć - poeta, a nie suchotnik i nie ma francy? Co to za poeta? Było, kurwa, dobrze! I komu to przeszkadzało? No komu? Chyba pora wrócić do jodyny, aspiryny i rycyny tudzież "technologii" medycznych opisanych przez Haszka w Szwejku, w rozdziale o leczeniu symulantów.
PS.
Taki przykład, nieby nie na temat, ale jak pomyśleć, to na temat. Mamy np. w fabryce jakiś, budynek, plac, czy też maszynę, aktualnie zbędną, ale w przyszłości być może tak. Kosztyje to nas powiedzmy 500 tys. zł kosztów stałych rocznie i jest to oczywista strata. No i przychodzi jakiś facet i mówi - ja to wynajmę, mogę zapłacić 200 tys. zł rocznie. Jeśli fabryka jest prywatna to interes naogół dochodzi do skutku. Jeśli natomiast jest państwowy lub samorządowy, to z reguły nie, bo zaczyna się gadanie - panie, jakie 200 tys. zł? Nas to kosztuje 500, będziemy mieli 300 straty a i jeszcze mnie ktoś posądzi, że wziąłem od pana w łapę i CBA + prokurator mnie weźmie za dupę. No i nici z byznesu. A to wcale nie była strata 300 tys. zł, ta strata już była, w wysokości 500 tys. zł, tylko zmniejszenie tej straty o 200 tys. zł. Prawda, że to proste? No to dlaczego nie stosowane?
A jak to jest w technice. Fabryka zamierza wypuścić na rynek jakieś nowe ustrojstwo. Cała armia konstruktorów przy tym siedzi, latka mijają a prototyp, jak to prototyp, działa tylko w obecności twórcy, lub nawet w ogóle nie działa. Szef się denerwuje a konstruktorzy robią głupie miny i pieprzą - jeszcze miesiąc szefuńciu i wszystko będzie git. I tak miesiąc za miesiącem. W końcu szef się wkurwia i przegania całe towarzycho w kibini mater i przyjmuje nowych, którzy nie wiedzą nic o dotychczasowych kłopotach. I rozwiązują problem w try miga bo nie byli obciążeni wiedzą o tym jakie to trudne. Mój szef mawiał - masz trudny problem? No to zatrudnij idiotę, który nie wie, że to trudny problem - rozwiąże go. Czy tak przypadkiem nie trzeba zrobić w ochronie zdrowia?
Mój Boże, jak to było fajnie w takim XIX wieku. Człowiek sobie żył, żadnych leków prawie nie brał, co najwyżej ziółka wg. przepisu po babci. Czasami zachorował, to szedł do łóżka i zwiększał ilość ziółek. Jak pomagało, to wracał do życia, a jak nie, to umierał, normalnie, przecież był chory. Teraz co drugi dzieciak a i dorosły cierpi na jakieś alergie. Dawniej jakoś nie, czy to przypadkiem nie od tych leków albo od nowinek w przemyśle odzieżowym? Owszem, bywały takie choroby jak suchoty albo franca, szczególnie wśród twórców, nawet wypadało je mieć - poeta, a nie suchotnik i nie ma francy? Co to za poeta? Było, kurwa, dobrze! I komu to przeszkadzało? No komu? Chyba pora wrócić do jodyny, aspiryny i rycyny tudzież "technologii" medycznych opisanych przez Haszka w Szwejku, w rozdziale o leczeniu symulantów.
PS.
Taki przykład, nieby nie na temat, ale jak pomyśleć, to na temat. Mamy np. w fabryce jakiś, budynek, plac, czy też maszynę, aktualnie zbędną, ale w przyszłości być może tak. Kosztyje to nas powiedzmy 500 tys. zł kosztów stałych rocznie i jest to oczywista strata. No i przychodzi jakiś facet i mówi - ja to wynajmę, mogę zapłacić 200 tys. zł rocznie. Jeśli fabryka jest prywatna to interes naogół dochodzi do skutku. Jeśli natomiast jest państwowy lub samorządowy, to z reguły nie, bo zaczyna się gadanie - panie, jakie 200 tys. zł? Nas to kosztuje 500, będziemy mieli 300 straty a i jeszcze mnie ktoś posądzi, że wziąłem od pana w łapę i CBA + prokurator mnie weźmie za dupę. No i nici z byznesu. A to wcale nie była strata 300 tys. zł, ta strata już była, w wysokości 500 tys. zł, tylko zmniejszenie tej straty o 200 tys. zł. Prawda, że to proste? No to dlaczego nie stosowane?
Jestem gorszego sortu...
jak najbardziej.Janek pisze:Mój Boże, jak to było fajnie w takim XIX wieku. Człowiek sobie żył, żadnych leków prawie nie brał, co najwyżej ziółka wg. przepisu po babci. Czasami zachorował, to szedł do łóżka i zwiększał ilość ziółek. Jak pomagało, to wracał do życia, a jak nie, to umierał, normalnie, przecież był chory.
Tylko - pamiętaj- wtedy też istniała kasta konowałów i to żyjących o niebo (o niebo!!!) lepiej niż dobrze radzący sobie dzisiejsi konowałowie.
Prawie nie było działających leków, ale rozmaitych mikstur i mazideł znali setki, zapisywali i żyli z tego. I to jeszcze jak żyli.
Jeszcze przed I wojną światową, lekarz miejski miasta Krakowa, z gołej pensji i z jakiejś tam praktyki prywatnej kupił 3 kamienice, a jeszcze miał możliwość leczyć latami za darmo ubogich robotników (i teraz ma jeszcze w Krakowie ulicę swego imienia). Obecna goła pensja lekarza pozwala w skali całego życia na kupno części piętra w jednej z tych kamienic. A skuteczność konowałów, jakby nie było- wzrosła.
Jest kilka chorób które faktycznie leczymy (co do tysięcy pozostałych, rzeczywiście nędza, czego nigdy nie negowałem).
A tak naprawdę to cała ta dyskusja wynika z tego że my chcemy zająć się leczeniem.
Lekarze do stetoskopów, urzędnicy refundacyjni do refundacji, aptekarze do leków, sekretarki medyczne do dokumentacji. No ale - nie ma sekretarek medycznych.
I tak apiat' od nowa, do usranej śmierci.
Nie wierzę w zmiany w tym kraju. Już nie.
Czyli jak w moim opisie Wysocki: Ech rebiata, wsio nie tak, wsio nie tak, kak nada...komorfil pisze:Nie wierzę w zmiany w tym kraju. Już nie.
Tak nawiasem, Komorfil, jak Cię coś cholernie wkurwia to kliknij na ten link w moim opisie i posłuchaj - pomaga! Wysocki był genialny!
Jestem gorszego sortu...
Wkurwia mnie jedna rzecz: aprioryczne założenie że lekarze zawsze chcą "coś" ugrać.
I zasadniczo - pewnie to, jakbyś to mógł nazwać, sączenie informacji i wyjaśnień przeze mnie także w tym wątku, może podświadomie wynikało z tego.
To jest wynik procesu, to się nie dzieje w miesiąc, w rok.
Po prostu zawsze są winni lekarze.
Więc skoro od razu "wiedzieliście" (z czego pojedyncze osoby, jak Ty Janku, miały odwagę się wycofać" że tylko histeryzujemy i wiadomo że wyłącznie po to by się nachapać (ewentualnie: by bronić gasnącego źródła nachapania się), to automatycznie przyjmuje się postawę "a to kij wam w nery".
ile razy można wyjaśniać.
Właśnie dotarłem do informacji, że pod protestem związanym z refundacją wiosną 2011 roku było podpisanych już 14 tys lekarzy. I ten protest poszedł szeroko. Media też wiedziały.
Co jeszcze, co jeszcze kurwa należało zrobić.
Dziś dyżur: 20 pacjentów, 3 recepty refundowane. Nie protestuję. Wypełniam prawo.
Wyborcza drze się o dziecko z chorobą nowotworową które od 1 stycznia musi płacić 1000 zł za lek. Winny lekarz, oczywiście.
A najpewniej brak wskazań refundacyjnych do użycia leku u dzieci (choć cały świat leczy dzieci i w Polsce do 31.12.2011 też leczono z powodzeniem dzieci),.
Winny lekarz. Nikt nie protestował. W ogóle. Wcale. Ani trochę.
I zasadniczo - pewnie to, jakbyś to mógł nazwać, sączenie informacji i wyjaśnień przeze mnie także w tym wątku, może podświadomie wynikało z tego.
To jest wynik procesu, to się nie dzieje w miesiąc, w rok.
Po prostu zawsze są winni lekarze.
Więc skoro od razu "wiedzieliście" (z czego pojedyncze osoby, jak Ty Janku, miały odwagę się wycofać" że tylko histeryzujemy i wiadomo że wyłącznie po to by się nachapać (ewentualnie: by bronić gasnącego źródła nachapania się), to automatycznie przyjmuje się postawę "a to kij wam w nery".
ile razy można wyjaśniać.
Właśnie dotarłem do informacji, że pod protestem związanym z refundacją wiosną 2011 roku było podpisanych już 14 tys lekarzy. I ten protest poszedł szeroko. Media też wiedziały.
Co jeszcze, co jeszcze kurwa należało zrobić.
Dziś dyżur: 20 pacjentów, 3 recepty refundowane. Nie protestuję. Wypełniam prawo.
Wyborcza drze się o dziecko z chorobą nowotworową które od 1 stycznia musi płacić 1000 zł za lek. Winny lekarz, oczywiście.
A najpewniej brak wskazań refundacyjnych do użycia leku u dzieci (choć cały świat leczy dzieci i w Polsce do 31.12.2011 też leczono z powodzeniem dzieci),.
Winny lekarz. Nikt nie protestował. W ogóle. Wcale. Ani trochę.

