Palace-katownia Podhala
Palace-katownia Podhala
O tym miejscu można przeczytać w wielu książkach i materiałach traktujących o II wojnie. Po lekturze książki A. Filara "U podnóża Tatr" postanowiłam poszukać więcej na ten temat i przy najbliższym pobycie w Zakopanem odwiedzić to miejsce.
Muzeum Walki i Męczeństwa "Palace"
"Muzeum mieści się w pensjonatcie "Palace", zbudowanym w 1930 roku przez dr Włodzimierza Schneidera, lekarza z Krakowa. W czasie okupacji Niemcy urządzili tu siedzibę Gestapo (Geheime Staats-Polizei czyli Tajna Policja państwowa). W budynku było sześć cel więziennych oraz ciemnica. Ręce i nogi zakuwano w niej w stalowe obejmy-kajdany z łańcuchami, przymocowanymi do ścian. Również na I piętrze "Palace" znajdowała się cela, mająca takie kajdany z łańcuchami. Nie można stwierdzić, ilu więźniów było tu więzionych, ilu zamordowano. Mordowano i strzelano właściwie w całym budynku a także na przyległym terenie. Napisy wydrapane na ścianach cel, świadczyły że oprócz Polaków, przez katownię ta przeszło także wielu cudzoziemców. Z końcem stycznia 1945 r. gdy Niemcy opuszczali Zakopane, więzienie przestało istnieć. W jesieni 1946 r. odbył się w "Palace" proces przywódców Goralenvolku.
Po zakończeniu wojny, w "Palace" mieściło się sanatorium przeciwgruźlicze, na 100 łóżek, powstałe 1948-49 r. Nosiło ono imię Dr Jerzego Gromkowskiego. Później było tu sanatorium przeciwgruźlicze Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, aż do jego zlikwidowania w 1978 r. Po nim budynek byt użytkowany jako żłobek miejski. Piwnice zostały nieco przebudowane, a znaczniejsza liczba napisów, wydrapanych na ścianach cel, zamalowana."
http://www.museo.pl/content/view/980/86/
http://z-ne.pl/s,doc,21897,1,1301.html
Filmik lekko szokujący dla mnie.
http://www.youtube.com/watch?v=ucJgGGCm2XQ muzyka niekoniecznie pasujaca do filmu.
Muzeum Walki i Męczeństwa "Palace"
"Muzeum mieści się w pensjonatcie "Palace", zbudowanym w 1930 roku przez dr Włodzimierza Schneidera, lekarza z Krakowa. W czasie okupacji Niemcy urządzili tu siedzibę Gestapo (Geheime Staats-Polizei czyli Tajna Policja państwowa). W budynku było sześć cel więziennych oraz ciemnica. Ręce i nogi zakuwano w niej w stalowe obejmy-kajdany z łańcuchami, przymocowanymi do ścian. Również na I piętrze "Palace" znajdowała się cela, mająca takie kajdany z łańcuchami. Nie można stwierdzić, ilu więźniów było tu więzionych, ilu zamordowano. Mordowano i strzelano właściwie w całym budynku a także na przyległym terenie. Napisy wydrapane na ścianach cel, świadczyły że oprócz Polaków, przez katownię ta przeszło także wielu cudzoziemców. Z końcem stycznia 1945 r. gdy Niemcy opuszczali Zakopane, więzienie przestało istnieć. W jesieni 1946 r. odbył się w "Palace" proces przywódców Goralenvolku.
Po zakończeniu wojny, w "Palace" mieściło się sanatorium przeciwgruźlicze, na 100 łóżek, powstałe 1948-49 r. Nosiło ono imię Dr Jerzego Gromkowskiego. Później było tu sanatorium przeciwgruźlicze Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, aż do jego zlikwidowania w 1978 r. Po nim budynek byt użytkowany jako żłobek miejski. Piwnice zostały nieco przebudowane, a znaczniejsza liczba napisów, wydrapanych na ścianach cel, zamalowana."
http://www.museo.pl/content/view/980/86/
http://z-ne.pl/s,doc,21897,1,1301.html
Filmik lekko szokujący dla mnie.
http://www.youtube.com/watch?v=ucJgGGCm2XQ muzyka niekoniecznie pasujaca do filmu.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Smutne, aż chciało by się powiedzieć ....
Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych snach...
Nieście więc wiedzy pochodnie na czele
I nowy udział bierzcie w wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach!
Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!
Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych snach...
Nieście więc wiedzy pochodnie na czele
I nowy udział bierzcie w wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach!
Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Szerszy materiał na ten temat:
http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt1589.html
http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt1589.html
Rozmawiałem kilka dni temu z Panem Adamem Machowskim (kustoszem muzeum w Katowni Podhala) – wysłał w październiku 2009 r. zaproszenie do ośmiu liceów zakopiańskich, by nauczyciele z uczniami odwiedzili to Muzeum. Wstęp jest bezpłatny, „Palace” jest położone niemal w środku miasta, zewsząd jest blisko. Muzeum jest malutkie - ekspozycja zajmuje dwie salki.
Do maja 2010 r. nikt się nie zjawił.
Na ul. Chałubińskiego 7 w budynku, gdzie przez kilka lat po ścianach i posadzce lała się krew przesłuchiwanych „podludzi”, gdzie tortury fizyczne i psychiczne były „zwykłą” codziennością, dziś młodzież z różnych stron Polski przyjeżdża na wypoczynek, sportowy relaks, nie mając zielonego pojęcia, że obiekt, w którym się bawią, wcześniej był siedzibą Gestapo; że jest on świętością dla starszych górali oraz miejscem cierpień i śmierci wielu osób. W jadalni, która znajduje się w podziemiu, gdzie znajdowały się cele, goście ośrodka beztrosko szamają żarełko dokładnie w miejscu, gdzie więziono umęczonych ludzi, gdzie posadzka mieniła się plamami krwi, która wyciekała z ludzi po „dialogu” z kulturalnymi przedstawicielami III Rzeszy.
Niedawno (wrzesień 2009 r.) grupa studentów z AE w Katowicach urządziła sobie pijacką imprezę w tym miejscu, zakłócając spokój nie tylko żyjącym (osobom przebywającym w ośrodku). Oni przede wszystkim zlekceważyli spokój umęczonych tu ludzi.
W tym czasie można też było zobaczyć w Muzeum jak pewien młodzian stał z otwartą butelką piwa i czytał biogramy kurierów tatrzańskich (jego szybko pewien odwiedzający doprowadził do porządku), ale niestety nikogo wokół (prócz osób z muzeum) nie obchodziła grupa rozkrzyczanych młodzieńców, grająca w siatkówkę. Można często odnieść wrażenie, że wielu młodych Polaków wcale – prócz napoju, tańca i ubioru – nic nie obchodzi. Niestety. To banał (w dodatku klasyczny), ale takie Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie. Jeśli nie wychowamy kolejnego pokolenia Galiców i Szepelaków to biada nam – nie trzeba będzie kolejnych mutacji Gestapo, NKWD czy UBP, by zawładnąć Polską.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Jakie wrażenia? Książka traktuje głównie o "katowni", czy też po trosze o wszystkich sprawach związanych z II wojną na Podhalu? Dopytuję, ponieważ zauważyłam, że Filar trochę dubluje tematykę w różnych swoich książkach.gb pisze:Ja czytałem
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Czytałem ale dokładnie już nie pamiętam a niestety nie mam tej książki w swoim zbiorze.Szarotka pisze:Jakie wrażenia? Książka traktuje głównie o "katowni", czy też po trosze o wszystkich sprawach związanych z II wojną na Podhalu? Dopytuję, ponieważ zauważyłam, że Filar trochę dubluje tematykę w różnych swoich książkach.
Temat wojny i okupacji w Zakopanem jest dla wielu ludzi stamtąd dość krępujący. Wiadomo, Gorralenvolk, dość niejasne okoliczności egzekucji Wacława Krzeptowskiego. Jeszcze Zakopane w kwestii Goralenvolku wypada jako tako, stosunkowo niewielki procent ludności się zapisał, a w takiej Szczawnicy to było prawie 100%. To dzieli do dzisiaj Podhale, podobnie zresztą jak sprawa Ognia.
W Goralenvolk wmieszany był jeszcze Andrzej Krzeptowski, olimpijczyk, znakomity skoczek (nie mylić z śp. Andrzejem Krzeptowskim, przewodnikiem, mężem niezapomnianej śp. Pani Marii Krzeptowskiej z domu Bigos, kiedyś prowadzącej schronisko w 5 stawach, choć to bliska rodzina, podobnie jak przesławny Józef Krzeptowski, kurier AK, po wojnie przez dlugie lata "na urlopie" za Uralem).
O ile dobrze pamiętam to w latach 50-ych i 60-ych to w Palace był pensjonat FWP, zresztą dość kiepski, bo pokoje nie miały łazienek i ubikacji, potem poszedł do przebudowy. Później się już tym nie interesowałem.
Cały problem jest niezwykle trudny - Gestapo, SS itp ulokowały się w czasie okupacji w szeregu przedwojennych budynków, sądowych i więzień i po wojnie obiekty te wróciły do swoich poprzednich funkcji i w ten sposób w celi, w której kiedyś byli AK-owcy teraz zamykani są kieszonkowcy itp.
Jednakowoż Palace to przegięcie, zamienić całość budynku na muzeum pewnie niemożliwe z uwagi na brak odpowiedniej ilości eksponatów, jednakowoż na pewno by się znalazł jakiś inny godny cel - ot choćby "bezdomne" obecnie zbiory PP. Paryskich.
Jestem gorszego sortu...
Taka rozmowa (niestety nie czuję się upoważniony do podania nazwiska rozmówcy, mogę jedynie powiedzieć, że to człowiek szacowny):gb pisze:A Tubylcy - się do tego nie palą...
"Wacuś? No, on nigdy najmądrzejszy nie był, można by nawet powiedzieć, że był głupi. Ale taki zły jak teraz o nim piszą, to on nie był."
Jestem gorszego sortu...
Trochę się boję o napisać, ale co tam. Bywam w Zakopanem od 1953 i nigdy nie traktowałem tego miasta jako coś, dość zresztą uciążliwe, przez które niestety trzeba przejść lub przejechać aby znależć się w Kuźnicach, na Palenicy lub w Kirach, co dość często jest prezentowane jako swoista cnota, zawsze mnie to śmieszyło bo uważam, że góry zawsze wyrastają ze swojego otoczenia i z jestej strony góry mają wpływ na otoczenia a otoczenie na góry. To jest sprzężenie zwrotne i tak jest. I nawet dobrze, że tak jest. I jak już o tym mówimy to powiem tak - rozumiem argumenty ochroniarzy, które spowodowały eliminację pasterstwa z gór ale mi się to nie podoba. Tu było zawsze podobne sprzężenie zwrotne. Ale to raczej nie jest do zrozumienia dla kogoś kto nigdy nie widział Hali Gąsienicowej z kilkunastoma bacówkami oraz krowami i owcami. Ochroniarze potem zrozumieli, że trochę wleźli na "spalone", ale tzw. "wypas kulturowy" mnie osobiście śmieszy -to taka wymuszona "cepelia". To jest trochę tak jak z tyrolskimi spodniami - jeśli chodzi w nich tyrolczyk to jest ok, jeśli natomiast zakłada je facet z Berlina, Frankfurtu lub Wiednia to wygląda to trochę jak operetka pt. "Ptasznik z Tyrolu" lub inny kicz.
Trochę odszedłem od tematu, ale nie tak zupełnie. Grzegorz wyżej napisał, że to co "obcy" piszą lub myślą o góralach to jedno a to co górale o góralach to drugie, a to co górale o "obcych" trzecie. I tak było zawszei tak jest nadal, mimo tego, że młody zakopiańczyk z starej góralskiej rodziny zewnętrznie niczym się nie różni od swojego rówieśnika z Warszawy, Wrocławia czy Poznania (Kraków jeszcze inaczej). I nie tylko mam tu na myśli lepsze umiejętności jazdy na nartach (z taternictwem jest jeszcze inaczej).
To, że przeciętny turysta lub raczej wczasowicz zakopiański ma w nosie to Muzeum w Palace to nic dziwnego, bo tak jest coraz częściej z wszystkimi takimi miejscami. Bądźmy szczerzy, kiedyś każdy Polak czy Polka choć raz w życiu był w Oświęcimiu, bo to była "etatowa" trasa wszystkich wycieczek szkolnych, ponownie, jako osoba dorosła, to tam mało kto zaglądał, szczególnie im więcej lat od końca wojny ubiegło. W tych zupełnie pierwszych latach, niejako normalnym odczuciem Polaka na widok Niemca, było splunąć lub dać kopa w tyłek. Potem to się zacierało i nie tylko z powodu upływu lat, lecz również, co jest pewnym paradoksem, z powodu nachalnej propagandy reżimowej - "dobry" Niemiec z NRD, naszego "przyjaciela" i "zły" Niemiec z Republiki Federalnej, imperialista dybiący na granicę na Odrze I Nysie, generalnie adenauerowski paskudnik. Bo Polak już tak ma, że jak coś mu się na siłę wtłacza do łba to staje się przekorny, co zresztą bynajmniej nie straciło na aktualności wraz z upadkiem komuny; wiadomo co mam na myśli. Chcemy czy nie chcemy, tak jest, niedługo a do Oświęcimia będą przyjeżdżac tylko okresowe oficjalne delegacje oraz młodzież z Izraela. i nie wydaje mi się, że jest rzeczą możliwą aby temu zapobiec. Signum temporis.
Wznieśliśmy wielkie muzeum Powstania Warszawskiego, które abstrahując od jego sensu, zostało przegrane i w jego wyniku dobre pół miasta poszło w gruzy nie mówiąc o olbrzymich stratach wśród ludności cywilnej (choć trzeba tu uczciwie dodać, że w czasie powstania granica między "wojskiem" a ludnością cywilną uległa znacznego zatarciu), natomiast nigdy nie zdobyliśmy się na porządne muzeum Powstania Wielkopolskiego, jedynego powstania polskiego, które było wygrane, ale to jeszcze "inniejsza" sprawa. Powiedziałbym tak - mimo trąbienia na wszystkie strony o tzw. "polityce historycznej" przeciętnego Polaka to coraz mniej obchodzi, bo on żyje dniem dzisiejszym, co oczywiście nie jest powodem do radości ale i z smutkiem należy nie przesadzać na zasadzie starego porzekadła o zawracaniu kijem Wisły.
Turysty czy wczasowicza z "Polski" muzeum w Palace nie obchodzi a może raczej obchodzi coraz mniej, bo coraz mniej Polaków wie cokolwiek o okupacyjnej przeszłości Podhala i okolic Podhala, zarówno tej chlubnej jak i jakby mniej chlubnej.
Paradoksalnie, znacznie więcej przeciętny Polak wie o tych czasach w Bieszczadach i na Wołyniu, ale to znowu jest wynikiem nazwijmy to "ewplucją poprawności politycznej" i zmianie czołówki w peletonie naszych narodowych wrogów.
Zakopane o pewnych sprawach lubi nie mówić, taktując to jako swoją wewnętrzną sprawę i ceprom nic do tego, tak było w roku 1950 i tak jest teraz, choć oczywiście formy uzewnętrznienia tego się zmieniły. Jest takie powiedzonko - "w domu powieszonego nie mówi się o sznurze" - oczywiście powiedzieć, że to się odnosi w całej rozciągłości do Zakopanego jest nadużyciem, ale coś tam jednak na rzeczy jest.
I dlatego słusznie zauważył Grzegorz - w Zakopanem do objaśniania tych spraw nie ma ani woli ani ochory, ani chętnych. I jak mi się zdaje, nie ma na to żadnej rady.
Trochę odszedłem od tematu, ale nie tak zupełnie. Grzegorz wyżej napisał, że to co "obcy" piszą lub myślą o góralach to jedno a to co górale o góralach to drugie, a to co górale o "obcych" trzecie. I tak było zawszei tak jest nadal, mimo tego, że młody zakopiańczyk z starej góralskiej rodziny zewnętrznie niczym się nie różni od swojego rówieśnika z Warszawy, Wrocławia czy Poznania (Kraków jeszcze inaczej). I nie tylko mam tu na myśli lepsze umiejętności jazdy na nartach (z taternictwem jest jeszcze inaczej).
To, że przeciętny turysta lub raczej wczasowicz zakopiański ma w nosie to Muzeum w Palace to nic dziwnego, bo tak jest coraz częściej z wszystkimi takimi miejscami. Bądźmy szczerzy, kiedyś każdy Polak czy Polka choć raz w życiu był w Oświęcimiu, bo to była "etatowa" trasa wszystkich wycieczek szkolnych, ponownie, jako osoba dorosła, to tam mało kto zaglądał, szczególnie im więcej lat od końca wojny ubiegło. W tych zupełnie pierwszych latach, niejako normalnym odczuciem Polaka na widok Niemca, było splunąć lub dać kopa w tyłek. Potem to się zacierało i nie tylko z powodu upływu lat, lecz również, co jest pewnym paradoksem, z powodu nachalnej propagandy reżimowej - "dobry" Niemiec z NRD, naszego "przyjaciela" i "zły" Niemiec z Republiki Federalnej, imperialista dybiący na granicę na Odrze I Nysie, generalnie adenauerowski paskudnik. Bo Polak już tak ma, że jak coś mu się na siłę wtłacza do łba to staje się przekorny, co zresztą bynajmniej nie straciło na aktualności wraz z upadkiem komuny; wiadomo co mam na myśli. Chcemy czy nie chcemy, tak jest, niedługo a do Oświęcimia będą przyjeżdżac tylko okresowe oficjalne delegacje oraz młodzież z Izraela. i nie wydaje mi się, że jest rzeczą możliwą aby temu zapobiec. Signum temporis.
Wznieśliśmy wielkie muzeum Powstania Warszawskiego, które abstrahując od jego sensu, zostało przegrane i w jego wyniku dobre pół miasta poszło w gruzy nie mówiąc o olbrzymich stratach wśród ludności cywilnej (choć trzeba tu uczciwie dodać, że w czasie powstania granica między "wojskiem" a ludnością cywilną uległa znacznego zatarciu), natomiast nigdy nie zdobyliśmy się na porządne muzeum Powstania Wielkopolskiego, jedynego powstania polskiego, które było wygrane, ale to jeszcze "inniejsza" sprawa. Powiedziałbym tak - mimo trąbienia na wszystkie strony o tzw. "polityce historycznej" przeciętnego Polaka to coraz mniej obchodzi, bo on żyje dniem dzisiejszym, co oczywiście nie jest powodem do radości ale i z smutkiem należy nie przesadzać na zasadzie starego porzekadła o zawracaniu kijem Wisły.
Turysty czy wczasowicza z "Polski" muzeum w Palace nie obchodzi a może raczej obchodzi coraz mniej, bo coraz mniej Polaków wie cokolwiek o okupacyjnej przeszłości Podhala i okolic Podhala, zarówno tej chlubnej jak i jakby mniej chlubnej.
Paradoksalnie, znacznie więcej przeciętny Polak wie o tych czasach w Bieszczadach i na Wołyniu, ale to znowu jest wynikiem nazwijmy to "ewplucją poprawności politycznej" i zmianie czołówki w peletonie naszych narodowych wrogów.
Zakopane o pewnych sprawach lubi nie mówić, taktując to jako swoją wewnętrzną sprawę i ceprom nic do tego, tak było w roku 1950 i tak jest teraz, choć oczywiście formy uzewnętrznienia tego się zmieniły. Jest takie powiedzonko - "w domu powieszonego nie mówi się o sznurze" - oczywiście powiedzieć, że to się odnosi w całej rozciągłości do Zakopanego jest nadużyciem, ale coś tam jednak na rzeczy jest.
I dlatego słusznie zauważył Grzegorz - w Zakopanem do objaśniania tych spraw nie ma ani woli ani ochory, ani chętnych. I jak mi się zdaje, nie ma na to żadnej rady.
Jestem gorszego sortu...
Ha, ciekawa obserwacja! Nie zauważyłem tego do tej pory, chyba zbyt mało śledzę rynek księgarski.
Tak z moich osobistych doznań i doświadczeń - zostałem swego czasu mianowany rodzinnym ekspertem od historii z poleceniem przekazania tego młodszym pokoleniom. Z córkami jakoś było, obydwie były nauczane, podobnie jak ja w czasach słusznie minionych, z tą jedną różnicą, że mnie jeszcze nauczano, że wrześniu 1939 roku napadli na nas Niemcy, a je nauczano, że jacyś hitlerowcy i faszyści, co wiąże się chyba z tym, że w międzyczasie powstała Niemiecka Republika Demokratyczna.
Oczywiście żadnego frontu wschodniego w 1939 roku nie było, Związek Radziecki "słusznie" wkroczył aby udaremnić Niemcom (a potem hitlerowcom) ujarzmienie ludności zaliczającej się do narodów Związku Radzieckiego.
Młode pokolenie ma taką głupią cechę, że lubi zadawać głupie pytania. No i na lekcji u którejś z córek ujawnił się taki "dociekliwy", który zadał cholernie logiczne pytanie - skąd właściwie gdzieś w głębi Rosji, tj. Związku Radzieckiego, znalazło się aż tak wielu młodych Polaków, z których generał Berling przy współudziale komunistów z Związku Patriotów Polskich udało się stworzyć całkiem sporą armię. Pan profesor ponoć się na lekcji wyjaśniając ten fenomen trochę pogubił... Inny z kolei niedowiarek usiłował się dowiedzieć w jaki to sposób zdradziecki generał Anders, po stworzeniu za radzieckie pieniądze sporego korpusu, zdołał zadać swoim gospodarzom nóż w plecy i wyprowadzić ów korpus do Iranu odbywając w tym celu długą podróż przez znaczny obszar Sojuza, o dziwo, przez nikogo nie niepokojony. O tym, że ów exodus był z władzami radzieckimi uzgodniony, oczywiście nikt biednym dzieciom nie powiedział. Mnie zresztą też, ale to były czasy bliższe wydarzeniom a w dodatku nikt nie chciał biednej Marylce (przedwojenna jeszcze nauczycielka historii) zatruwać życie głupimi pytaniami.
Kolejny etap edukacji historycznej przypadł mi w odnisieniu do trójki wnuków, już za III Rzeczpospolitej. Jedno w odniesieniu do całej trójki było wspólne - mianowicie to, że choć każdy używał podręcznika innego autora, to wszystkie były beznadziejnie nudne i napisane fatalnym językiem - najwyraźniej rozmaitość nie sprzyja jakości.
Ale to nieważne - dyskusje z młodym pokoleniem dały okazję do ciekawej konstatacji - mianowicie takiej, że istnieje wiedza z podręcznika, następnie wiedza a raczej jej naświetlenie przez nauczyciela a na domiar złego jeszcze wiedza z mediów. - wszystkie trzy znacznie się od siebie różniące. W przypadku mojej trójki - pierwszemu z nich udzielono wiedzy a la SLD, drugiemu a la PO i trzeciemu a la PiS. Dobrze, że nie ma czwartego bo byłoby to już dość trudne do przeżycia.
Wiedza z mediów- jak wiadomo, nasi politycy i publicyści chętnie korzystają z wiedzy historycznej, traktowanej jednak dość osobliwie, bo jako bejsbol na wroga, zarówno zewnętrznęgo jak i wewnętrznego, powiedziałbym nawet, że na tego wewnętrznego szczególnie.
Jak już napisałem, młodzież bywa dociekliwa a w swej dociekliwości złośliwa. No i niedawno kilku takich młodych ludzi, kolegów wnuka, zadało mi ciekawe pytanie - a mianowicie z kim właściwie Rzeczpospolita toczyła ostatnią wojnę. Nieco zdumiony odpowiedziałem, że z Niemcami i ich sojusznikami. A oni na to w śmiech, bo im się wydaje, głównie na podstawie internetu, że z komunistami. Wychodzi na to, że Hitler, SS, Wehrmacht itd to wszystko to byli komuniści, ciekawe, bardzo ciekawe...
A mówiąc już poważnie - smutny raczej wniosek - przekłamywanie i zamazywanie historii rozpoczęte przez komunę w 1944 roku trwa nadal, tylko na odwyrtkę. Młodzi ludzie to niestety widzą i mimo grzmiących haseł o "polityce historycznej" mają tą historię w nosie. I jak się tu dziwić, że do muzeum w willi Palace mało kto chodzi.
PS.
Historia najnowsza - taki eksperyment - zapytano jakąś ilość licealistów co to takiego AWS? Zdecydowana większość nieśmiało bąkała, że to klub sportowy. A zaledwie 10 lat minęło.
Tak z moich osobistych doznań i doświadczeń - zostałem swego czasu mianowany rodzinnym ekspertem od historii z poleceniem przekazania tego młodszym pokoleniom. Z córkami jakoś było, obydwie były nauczane, podobnie jak ja w czasach słusznie minionych, z tą jedną różnicą, że mnie jeszcze nauczano, że wrześniu 1939 roku napadli na nas Niemcy, a je nauczano, że jacyś hitlerowcy i faszyści, co wiąże się chyba z tym, że w międzyczasie powstała Niemiecka Republika Demokratyczna.
Oczywiście żadnego frontu wschodniego w 1939 roku nie było, Związek Radziecki "słusznie" wkroczył aby udaremnić Niemcom (a potem hitlerowcom) ujarzmienie ludności zaliczającej się do narodów Związku Radzieckiego.
Młode pokolenie ma taką głupią cechę, że lubi zadawać głupie pytania. No i na lekcji u którejś z córek ujawnił się taki "dociekliwy", który zadał cholernie logiczne pytanie - skąd właściwie gdzieś w głębi Rosji, tj. Związku Radzieckiego, znalazło się aż tak wielu młodych Polaków, z których generał Berling przy współudziale komunistów z Związku Patriotów Polskich udało się stworzyć całkiem sporą armię. Pan profesor ponoć się na lekcji wyjaśniając ten fenomen trochę pogubił... Inny z kolei niedowiarek usiłował się dowiedzieć w jaki to sposób zdradziecki generał Anders, po stworzeniu za radzieckie pieniądze sporego korpusu, zdołał zadać swoim gospodarzom nóż w plecy i wyprowadzić ów korpus do Iranu odbywając w tym celu długą podróż przez znaczny obszar Sojuza, o dziwo, przez nikogo nie niepokojony. O tym, że ów exodus był z władzami radzieckimi uzgodniony, oczywiście nikt biednym dzieciom nie powiedział. Mnie zresztą też, ale to były czasy bliższe wydarzeniom a w dodatku nikt nie chciał biednej Marylce (przedwojenna jeszcze nauczycielka historii) zatruwać życie głupimi pytaniami.
Kolejny etap edukacji historycznej przypadł mi w odnisieniu do trójki wnuków, już za III Rzeczpospolitej. Jedno w odniesieniu do całej trójki było wspólne - mianowicie to, że choć każdy używał podręcznika innego autora, to wszystkie były beznadziejnie nudne i napisane fatalnym językiem - najwyraźniej rozmaitość nie sprzyja jakości.
Ale to nieważne - dyskusje z młodym pokoleniem dały okazję do ciekawej konstatacji - mianowicie takiej, że istnieje wiedza z podręcznika, następnie wiedza a raczej jej naświetlenie przez nauczyciela a na domiar złego jeszcze wiedza z mediów. - wszystkie trzy znacznie się od siebie różniące. W przypadku mojej trójki - pierwszemu z nich udzielono wiedzy a la SLD, drugiemu a la PO i trzeciemu a la PiS. Dobrze, że nie ma czwartego bo byłoby to już dość trudne do przeżycia.
Wiedza z mediów- jak wiadomo, nasi politycy i publicyści chętnie korzystają z wiedzy historycznej, traktowanej jednak dość osobliwie, bo jako bejsbol na wroga, zarówno zewnętrznęgo jak i wewnętrznego, powiedziałbym nawet, że na tego wewnętrznego szczególnie.
Jak już napisałem, młodzież bywa dociekliwa a w swej dociekliwości złośliwa. No i niedawno kilku takich młodych ludzi, kolegów wnuka, zadało mi ciekawe pytanie - a mianowicie z kim właściwie Rzeczpospolita toczyła ostatnią wojnę. Nieco zdumiony odpowiedziałem, że z Niemcami i ich sojusznikami. A oni na to w śmiech, bo im się wydaje, głównie na podstawie internetu, że z komunistami. Wychodzi na to, że Hitler, SS, Wehrmacht itd to wszystko to byli komuniści, ciekawe, bardzo ciekawe...
A mówiąc już poważnie - smutny raczej wniosek - przekłamywanie i zamazywanie historii rozpoczęte przez komunę w 1944 roku trwa nadal, tylko na odwyrtkę. Młodzi ludzie to niestety widzą i mimo grzmiących haseł o "polityce historycznej" mają tą historię w nosie. I jak się tu dziwić, że do muzeum w willi Palace mało kto chodzi.
PS.
Historia najnowsza - taki eksperyment - zapytano jakąś ilość licealistów co to takiego AWS? Zdecydowana większość nieśmiało bąkała, że to klub sportowy. A zaledwie 10 lat minęło.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
To że większość aktualnie ukazujących się książek nt. II WŚ dotyczy strony niemieckiej nie jest w sumie takie trudne do wytłumaczenia. Po prostu we wcześniejszych dekadach 90% (jak nie więcej) ukazujących się u nas książek z zakresu II wojny dotyczyło tylko jednej strony konfliktu. Teraz wahadło wychyliło się w drugą stronę i tyle.
W latach socjalizmu co się u nas ukazywało - ano przede wszystkim wspomnienia radzieckich generałów oraz naszych żołnierzy, partyzantów itp. też zresztą głównie z I i II Armii WP, z AL czy Bch. Trochę było też wspomnień Polaków z frontu zachodniego, głównie zresztą zwykłych żołnierzy.
Sporadycznie za to można było trafić na wspomnienia dowódców alianckich, ale jedynie tych największych, a już do absolutnej rzadkości należały jakiekolwiek wspomnienia Niemców, i to też co najwyżej tych wysoko postawionych.
Potem (po 89 r) z początku dominowało na naszym rynku pomijane wcześniej AK, cichociemni, armia Andersa, dywizja Maczka itp.
Teraz po prostu rynek nadrabia zaległości, a są one ogromne. W mojej biblioteczce wciąż jeszcze twórczość (a często raczej "twórczość") radzieckich generałów i historyków zajmuje więcej miejsca niż inne z tego okresu.
Poza tym z przyjemnością zauważam też że ostatnimi czasy ukazało się sporo wspomnień zwykłych radzieckich żołnierzy, co w poprzednich dekadach w ogóle nie miało miejsca, z wiadomych zresztą względów. No bo po pierwsze cenzura (czyli w sumie z prawdziwych wspomnień niewiele by zostało), po drugie mało który radziecki żołnierz poniżej kapitana przeżył wojnę i jednocześnie miał jakikolwiek talent literacki. Najczęściej zwykli żołnierze ACz. ginęli w pierwszych dniach czy tygodniach swego pobytu na froncie i swoje wspomnienia zabierali do grobu - o ile go w ogóle mieli.
Reasumując - nie ma co dramatyzować.
No chyba że nad poziomem tłumaczenia i redakcji niektórych książek, bo naprawdę trafiają się czasem takie gnioty że ...
W latach socjalizmu co się u nas ukazywało - ano przede wszystkim wspomnienia radzieckich generałów oraz naszych żołnierzy, partyzantów itp. też zresztą głównie z I i II Armii WP, z AL czy Bch. Trochę było też wspomnień Polaków z frontu zachodniego, głównie zresztą zwykłych żołnierzy.
Sporadycznie za to można było trafić na wspomnienia dowódców alianckich, ale jedynie tych największych, a już do absolutnej rzadkości należały jakiekolwiek wspomnienia Niemców, i to też co najwyżej tych wysoko postawionych.
Potem (po 89 r) z początku dominowało na naszym rynku pomijane wcześniej AK, cichociemni, armia Andersa, dywizja Maczka itp.
Teraz po prostu rynek nadrabia zaległości, a są one ogromne. W mojej biblioteczce wciąż jeszcze twórczość (a często raczej "twórczość") radzieckich generałów i historyków zajmuje więcej miejsca niż inne z tego okresu.
Poza tym z przyjemnością zauważam też że ostatnimi czasy ukazało się sporo wspomnień zwykłych radzieckich żołnierzy, co w poprzednich dekadach w ogóle nie miało miejsca, z wiadomych zresztą względów. No bo po pierwsze cenzura (czyli w sumie z prawdziwych wspomnień niewiele by zostało), po drugie mało który radziecki żołnierz poniżej kapitana przeżył wojnę i jednocześnie miał jakikolwiek talent literacki. Najczęściej zwykli żołnierze ACz. ginęli w pierwszych dniach czy tygodniach swego pobytu na froncie i swoje wspomnienia zabierali do grobu - o ile go w ogóle mieli.
Reasumując - nie ma co dramatyzować.
No chyba że nad poziomem tłumaczenia i redakcji niektórych książek, bo naprawdę trafiają się czasem takie gnioty że ...
Każdemu jego Everest...
http://palace.tatrynet.pl/
http://www.museo.pl/content/view/980/86/
No i sprawa jasna. Palace to predwojenny pensjonat, zapewne miał właściciela, po wojnie prawem kaduka pewnie był w dyspozycji władz miejskich. A może całkowicie legalnie bo właściciele nie żyli a spadkobiercy się nie zgłaszali, trudno zgadnąć.
Po 1989 roku spadkobiercy przedwojennego właściciela (lub on sam, jeśli jeszcze żył) odzyskali własność i teraz ją wykorzystują w celach komercyjnych (albo osoby, którym sprzedali). Właścicielem jest prawdopodobnie pan Jan Stopa, posiada w okolicy jeszcze inne budynki.
Czy Urząd Miejski w Zakopanem mógł skorzystać z prawa pierwokupu? Trudno powiedzieć. A może po prostu nie dysponował środkami.
Po głośnej aferze z kradzieżą napisu "Arbeit macht frei" w Oświęcimiu były informacje, że PaNstwowe Muzeum Oświęcim - Brzezinka, robi bokami bo dotacja z budżetu nie wystarcza.
Ot życie.
Jeszcze inna informacja z Wikipedii:
http://www.museo.pl/content/view/980/86/
No i sprawa jasna. Palace to predwojenny pensjonat, zapewne miał właściciela, po wojnie prawem kaduka pewnie był w dyspozycji władz miejskich. A może całkowicie legalnie bo właściciele nie żyli a spadkobiercy się nie zgłaszali, trudno zgadnąć.
Po 1989 roku spadkobiercy przedwojennego właściciela (lub on sam, jeśli jeszcze żył) odzyskali własność i teraz ją wykorzystują w celach komercyjnych (albo osoby, którym sprzedali). Właścicielem jest prawdopodobnie pan Jan Stopa, posiada w okolicy jeszcze inne budynki.
Czy Urząd Miejski w Zakopanem mógł skorzystać z prawa pierwokupu? Trudno powiedzieć. A może po prostu nie dysponował środkami.
Po głośnej aferze z kradzieżą napisu "Arbeit macht frei" w Oświęcimiu były informacje, że PaNstwowe Muzeum Oświęcim - Brzezinka, robi bokami bo dotacja z budżetu nie wystarcza.
Ot życie.
Jeszcze inna informacja z Wikipedii:
Do końca XIX wieku Witkiewicz w Zakopanem zaprojektował kilka innych nie istniejących już willi: Willę Skoczyńska i Willę Pepita (później nazwaną Ładą). Ta ostatnia od 1910 do 1921 roku należała do rodziny Jerzego Żuławskiego i jego synów Marka, Wawrzyńca i Juliusza. W nim prowadzono otwarty dom literacki, gdzie gościło wielu polskich pisarzy i artystów m.in. Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Tymon Niesiołowski, Bronisław Malinowski[1]. Na temat Willi Łada opowiada Juliusz Żuławski w filmie dokumentalnym z cyklu Zdobywcy Karpat. Jerzy Żuławski[2] W 1921 roku willa trafiła do rąk Marii Sanokowskiej. W styczniu 1928 roku budynek spalił się a działka została odkupiona przez dyrektora Włodzimierza Schneidera, który wybudował murowany pensjonat Palace. W czasie II wojny światowej w miejscu tym znajdowała się siedziba gestapo i więzienie. Obecnie (2009) mieści się tu Muzeum Walki i Męczeństwa "Palace" - katownia Podhala[3].
Jestem gorszego sortu...
gb pisze:Ciekawe, czemu tłumaczy się ich zdecydowanie mniej
Myślisz że tak łatwo teraz o dobrego tłumacza z rosyjskiego czy ukraińskiego ?
Zresztą - czy samych wspomnień zwykłych żołnierzy jest zdecydowanie mniej, szczególnie w ostatnich latach ? Po swoich półkach widzę że niekoniecznie. Za to zdecydowanie więcej jest opracowań dotyczących poszczególnych jednostek niemieckich - radzieckich nie ma praktycznie w ogóle. Ale to już wina archiwów - raz że Rosjanie niechętnie je udostępniają, dwa że trzeba jednak znać język w mowie i w piśmie by się tymi archiwami posługiwać, a to wśród zachodnich badaczy powszechne jednak nie jest.
No i jeszcze jedna sprawa - wydaje się po prostu to, co się sprzedaje, jak to w biznesie. To że ja czy ty chciałbyś kupić to czy owo, nie oznacza iż takich chętnych jest chociaż te 5-10 tysięcy. A dla mniejszej ilości raczej nie da się wydać książki porządnie, no chyba że za horrendalne pieniądze.
Każdemu jego Everest...
Taki stareńki wierszyk Janusza Minkiewicza:gb pisze:Tyle, że akurat właśnie ta "historyczna" polityka - gdyby naprawdę była historyczna - a nie "historyczna" - może bardziej kształtowałaby tenże popyt?
Dziejów Polski tenorem
Było: ginąć z honorem.
Każdy życie szafował bez żenad...
Pradziadowie i ojce
Raźno szli w samobójce:
Tylko ten sławę miał, kto był denat.
Ten dziedziczny nasz konik
Znany z dawnych jest kronik,
W których próżno byś danych chciał ścisłych...
Treść tych dziejów - to mięta,
Jedno tam się pamięta:
Wandę - chlup! - co wskoczyła do Wisły....
Topi się Poniatowski....
Ginie Wołodyjowski
(Dla podobnych powodów choć wcześniej...),
Bohaterów korowód
Po śmierci zwraca się do wód -
I w historii, i w książkach , i w pieśni.
Trędowata i Halka,
I Wokulski (patrz: Lalka)...
Smętny zawsze był los polskich natur:
Albo - jak honor każe -
Z lubym iść przed ołtarze,
Albo - zginąć! Bo tertium non datur.
Jestem gorszego sortu...
Trochę moim zdaniem przesadzasz z szukaniem drugiego/trzeciego/czwartego dnagb pisze:Konkluzja znana była od początku
Skoro jest popyt - pojawia się towar
.
Tyle, że akurat właśnie ta "historyczna" polityka - gdyby naprawdę była historyczna - a nie "historyczna" - może bardziej kształtowałaby tenże popyt?
Bo - skoro wedle polityki "historycznej" wojska radzieckie nie wyzwoliły Polski spod okupacji hitlerowskiej - a rozpoczęły kolejną okupację - to kto będzie wydawał wspomnienia okupanta? Zwłaszcza takiego, który nie został przez "nas" pokonany, a "sam sobie poszedł" i to zostawiając swoich sługusów???
Lepiej wydać wspomnienia okupanta z którym "wygraliśmy". I najlepiej jak są to wspomnienia tegoż okupanta, z czasów gdy onże - z kolei - wygrywał z tym drugim okupantem, który okupował nas po nim...
pozdrawiam
gb
Zaś wydawnictwa to raczej prywatne firmy, i chyba nie ideologia nimi kieruje. A i czytelnicy (szczególnie tego rodzaju literatury) swój rozum mają i "polityka historyczna" tu wiele nie zmieni.
Każdemu jego Everest...
gb pisze:skoro wedle polityki "historycznej" wojska radzieckie nie wyzwoliły Polski spod okupacji hitlerowskiej - a rozpoczęły kolejną okupację
Rozumiem, że ten cudzysłów oznacza historię wątpliwą ?
Myślisz, że Stalin popędził Niemców do Berlina bo strasznie kochał Polaków i chciał ich wyzwolić z jarzma okupanta niemieckiego
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Czytałam i mam.Szarotka pisze:Czytał ktoś może książkę "Palace. Katownia Podhala" A. Filar, M. Leyko?
Z tej tematyki również "Opowieści tatrzańskich kurierów".
W czasach komuny w "Palace" nie było pensjonatu. Byłam tam w latach 80, było tam niewielkie muzeum, w reszcie budynku - nie pamiętam, chyba jakieś biura.
Basia
W sumie dziwne trochę że "Palace" jakoś jeszcze nie odwiedziłem, mimo tego że czytałem sporo na temat okupacji na Podhalu. Ale to mini muzeum jakoś rzadko jest czynne* i ciężko się dopasować.
Niemniej jednak czas by było w końcu nadrobić tę zaległość, póki jeszcze można. Bo prędzej czy później pewnie stanie tam jakiś pensjonat czy inne "spa".
*edit - Nyka z 2007 podaje że "Palace" jest czynne tylko we wtorki i czwartki od 16 do 17.
Niemniej jednak czas by było w końcu nadrobić tę zaległość, póki jeszcze można. Bo prędzej czy później pewnie stanie tam jakiś pensjonat czy inne "spa".
*edit - Nyka z 2007 podaje że "Palace" jest czynne tylko we wtorki i czwartki od 16 do 17.
Ostatnio zmieniony ndz 27 lis, 2011 przez andy67, łącznie zmieniany 1 raz.
Każdemu jego Everest...


