No nie był najgorszy....3 miechy w górach, fiu...fiu...Zakochani w Tatrach pisze:W sumie 91 dni w górach....
Wszystko jeszcze przed Wami, życzę Guinness World Records.

Wiesz Krzymul - to co przed nami tylko jeden Bóg wiekrzymul pisze:Wszystko jeszcze przed Wami,
A rekordy.....krzymul pisze: życzę Guinness World Records.

Szarotka pisze:Dlatego mówiłam, że Zakochanym chyba lepiej by się opłaciło kupić gdzieś jakąś chatkę w górach
Mieczysław F. Rakowski w swoich pamiętnikach, wspominając uszczypliwości i przykrości, które go spotykały na "salonach władzy" napisał, że się zawsze pocieszał jedną myślą - "i ciebie też kiedyś wyniosą nogami do przodu".krzymul pisze:Nie jest tak źle, jeszcze pamiętasz gdzie byłeś
Z ręką na sercu przyznaję, że z wymienionych miejsc zwiedzałem tylko Veronę (i to tylko dlatego, że padało) - ale też po macoszemu, więc nie widziałem wielu fajnych rzeczy.Janek pisze:powiedzcie, tak z ręku na sercu, ile poświęciliście czasu na zwiedzenie Kiezmarku, Lewoczy, Liptowskiego Mikulasza czy Rożemboroku lub Dolnego Kubina? A to tak blisko Tatr! Albo jadąc w Dolomity wpadł do Wenecji lub Verony - też blisko.
Trochę wiem co tracę, ale robię to świadomie. Kręci mnie również poznawanie nowych miejsc, ludzi, kultur, zwiedzanie, obserwowanie bo to bardzo wzbogaca ale.... .Janek pisze:Sami nie wiecie co tracicie, ale może jeszcze nic straconego bo może to przychodzi z wiekiem.
Nie przesadzasz z tym ostatnim? Obserwując Twoją działalność podróżniczą-wycieczki zagraniczne, liczne wycieczki nadmorskie, zdaje się, że Alpy rok temu, śmiem podejrzewać, że i w Tatrach lub innych polskich, słowackich górach doskonale byś sobie poradził. Mam wrażenie, że po prostu nie są one już dla Ciebie priorytetem, świadomie z nich rezygnujesz i wiek nie jest tu problemem, a raczej wymówką. Oczywiście masz pełne prawo do takich decyzji, tylko warto też o tym umieć mówić otwarcie. W tym roku spotkałyśmy z Asią panią ok 90, ona dosłonie żyła górami, a nogami przebierała szybciej niż myJanek pisze:że moja działalność w górach wysokich, mniej wysokich a nawet całkiem niskich to już zamknięty etap, poza miejscami, do których można dojechać samochodem i popatrzeć.

Ala, nie mów tak, bo to co Cię spotyka w Tatrach, to jest właśnie, to najlepsze i wciąż wszystko przed Wami... Ja też nie jestem pierwszej młodosci, bo gdy już za chwilę pięćdziesiątka wchodzi na kark, to jak to mówią już z górki.Zakochani w Tatrach pisze:W naszym wieku to raczej można się spodziewać wszystkiego najgorszego, niż wszystkiego najlepszego
Ładnie powiedziane, myślę i robię podobnie.Zakochani w Tatrach pisze:dlatego tak zachłannie korzystam z każdej możliwości wyjazdu tam, gdzie moje życie nabiera kolorów...... niewidzialnych dla jednych - a zrozumiałych tylko dla takich zapaleńców jak my .

Szarotka pisze: nawet jak doczłapię się gdzieś nad dolinny staw i rozłożę się tam na pół dnia z książką, z widokiem na góry to też będę szczęśliwa.
Ula pisze:zapisałam sie na kurs wspinaczkowy w Warszawie i zaczynam już tam zajecia. Można pukać się w czoło, w tym wieku?
Klasycznym przykładem jest mój małżonek, który jest po zawale, ma problemy z kręgosłupem, kolanami, a ostatnio dołączyły się z ostrogą …i rwie go w góry mimo wszystko.Szarotka pisze: Kto chce -szuka sposobów, kto nie chce -powodów.
Zasada generalnie jest prosta - ruch może zastąpić każde lekarstwo, ale żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu.Zakochani w Tatrach pisze:Ulu droga, mnie pięćdziesiątka skoczyła na kark jakieś 12 lat temu i jak wkoło popatrzę na rodzinę i znajomych w tym wieku, to tylko udary, raki, zawały, bóle i zwyrodnienia stawów wszelakie....
No i pojechałem.włóczęga pisze:U mnie, mniej więcej zgodnie z planami.
W marcu krótki wypad w Tatry Wysokie i Zachodnie, a przy okazji pierwszy wyskok na Babią Górę.
W maju byłem kilka dni w Bieszczadach.
W sierpniu Dolomity /tyle, że naogół były to powtórki ze względu na to, że zabrałem poraz pierwszy nowicjusza - synową, oraz miałem niesprawną w pełni dłoń./
We wreśniu krótki wypad w Tatry W.
Być może za kilka dni znowu gdzieś pojadę.