Podsumowanie roku 2011

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Zakochani w Tatrach pisze:W sumie 91 dni w górach....
No nie był najgorszy....3 miechy w górach, fiu...fiu... :)) , ale i pewnie nie najlepszy.
Wszystko jeszcze przed Wami, życzę Guinness World Records. ;-) :D
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

krzymul pisze:3 miechy w górach
Dlatego mówiłam, że Zakochanym chyba lepiej by się opłaciło kupić gdzieś jakąś chatkę w górach ;-)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

krzymul pisze:Wszystko jeszcze przed Wami,
Wiesz Krzymul - to co przed nami tylko jeden Bóg wie :?....

W naszym wieku to raczej można się spodziewać wszystkiego najgorszego, niż wszystkiego najlepszego, dlatego tak zachłannie korzystam z każdej możliwości wyjazdu tam, gdzie moje życie nabiera kolorów...... niewidzialnych dla jednych - a zrozumiałych tylko dla takich zapaleńców jak my :).
krzymul pisze: życzę Guinness World Records.
A rekordy..... :think: hm...nie chodzimy w góry dla rekordów, dla poznawania samych siebie, ani dla chęci zaimponowania komukolwiek......już nie te lata i zupełnie inne spojrzenie na te sprawy...
Idę w góry, bo tam jest inny świat - piękny, spokojny, dający odczuć dystans i proporcję między tym, co ważne i całą marną resztą tego świata w którym żyjemy na co dzień :? .

A tak nawiasem - gdyby tak policzyć godziny spędzone w Tatrach przed komputerem, to pewnie rekord świata miałabym jak w banku :)).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Ten rok był ( jest ) fajny , a będzie jeszcze lepszy :)
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Szarotka pisze:Dlatego mówiłam, że Zakochanym chyba lepiej by się opłaciło kupić gdzieś jakąś chatkę w górach
:)) Nie wygrałam w totolotka kumulacji wrześniowej ....wtedy może....

A teraz - tam gdzie jeżdżę jest mój dom, w którym czuję się bardzo dobrze i nie obchodzą mnie kłopoty z utrzymaniem, ochroną i takimi innymi :).

Ostatnio, kiedy byłam sama - moja gaździna przychodziła do mnie co wieczór i przez trzy godziny gawędziłyśmy sobie.
Dużo ciekawych rzeczy opowiedziała mi o dawnych trudnych czasach, swojej rodzinie, tradycjach góralskich itp.
A nawet wyciągnęłam ją na spacer do Doliny Kościeliskiej, z którego była niesamowicie zadowolona, bo ma już 70 lat i sama się nie wybiera na takie trasy.
No i pośmiałyśmy się z niektórych spraw zdrowo.

:think: ...no i po co mi tam dom..na kłopot ? :)).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Zakochani w Tatrach pisze:...nie chodzimy w góry dla rekordów
Wiem Ala, a z tym Guinness World Records, ...żartowałem. :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
ombre

-#4
Posty: 382
Rejestracja: sob 05 sie, 2006
Lokalizacja: Chrzanów

Post autor: ombre »

U mnie rok zaczął się nieciekawie, odmiennie od pierwszopiszących w tym wątku - napęd (kolano) wysiadł jesienią ubiegłego roku i już się bałem, że całkiem będę musiał zrezygnować z gór. Więc wiosna górska, była bardzo uboga. Pomimo bólu nie byłem w stanie zrezygnować z gór. Wróciłem do roweru, niestety też było kolanowo-nieciekawie i kolejna załamka. Wczesnym latem pierwszy lekki wyjazd tatrzański dawał nadzieję.
Wiosenno-letni czas dał mi w końcu stabilizację najpierw zawodową potem mieszkaniową. Pozwoliło mi to zaplanować 2,5 tygodniowy wyjazd urlopowy w górskie okolice. Idealnie udało mi się trafić z pogodą, co "skutkowało" zrealizowaniem 120% planów górskich. Udało mi się to co planowałem już rok wcześniej - "skończyłem" polską część Tatr, byłem w kilku miejscach, które wcześniej nie planowałem - czyli tak jak pisałem wcześniej plan zrealizowany na 120%. I kolano wytrzymało!!!
Tzn. po polskiej stronie został mi Giewont (tam się raczej nie wybieram) i OP (ale to już raczej nie moje klimaty, nie tego szukam w górach, odpuszczam). Chociaż w kilku miejscach OP byłem ale samego szlaku nie przechodziłem ani w kawałku - po prostu te najłatwiejsze podejścia.
Zacząłem realizować marzenia innych.
Najpierw zabrałem moich rodziców w Tatry. Pokazałem kilka ciekawych miejsc. Teraz są już trochę spokojniejsi o moje wyjazdy.
Bardzo dużym marzeniem mojej siostry było zacząć chodzić po górach, chodzić ze mną - to już się dzieje od sierpnia. Chyba chwyciła "wirusa" mocniej niż ja kilka lat temu. :D

Po powrocie z urlopu mocno zastanawiałem się co i gdzie by tu dalej w górach. Wydaje mi się że mam kilka ciekawych pomysłów. Kilka miejsc na pewno chciałbym jeszcze co najmniej raz odwiedzić. Mam swoje ulubione, do których chętnie jeszcze niejednokrotnie powrócę.
Na chwilę obecną "odkrywam" okolice Zawoi. Tydzień temu po raz 9 byłem na Babiej...
Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć
W sposób, który mnie pobudza!
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Chłodna i krytyczna analiza stanu technicznego mojego organizmu doprowadziła do wniosku, że moja działalność w górach wysokich, mniej wysokich a nawet całkiem niskich to już zamknięty etap, poza miejscami, do których można dojechać samochodem i popatrzeć. Wspominając "niegdysiejsze śniegi" (np. Głodówka) lub patrząc na to gdzie nigdy nie byłem i już nie pójdę (np. Riff Alonzo w Dolmitach lub Franzjosefhoffe w Wysokich Taurach).
Jeżeli już gdzieś to niedaleko i samotnie aby swoją powolnością nie obrzydzać wycieczki współtowarzyszom. I to też z umiarem aby oszczędzić rodzinie trudu i kłopotów z poszukiwaniem moich zwłok lub nie zawracać głowy TOPR-owi lub Zachrance - mają dostatecznie dużo zajęcia a ilość informacji o znoszeniu z gór pań i panów w zaawansowanym wieku w stanie zawału lub wylewu jest niepokojąca.

Itak mogę mówić o dużym szczęściu bo nadal jeszcze mogę prowadzić samochód i mieszkam w pięknej choć raczej płaskiej okolicy - kto choć trochę się pokręcił wokół rozlewisk Radwi, czy po pagórkach w olicy rzeki Grabowej lub niektórych prawie bezludnych plażach morskich ten wie o czym mówię, to też, podobnie jak góry, piękna natura.

Jeszcze chodząc po górach zawsze znajdowałem trochę czasu dla dla elementów kultury materialnej wokół nich - starych urokliwych miasteczek, zamków i zameczków, zabytkowych kościołów i klasztorów a nawet wiosek, o czym jak mi się zdaje większość koleżanek i kolegów w pogoni za zaliczaniem kolejnych szczytów zdaje się zapominać - powiedzcie, tak z ręku na sercu, ile poświęciliście czasu na zwiedzenie Kiezmarku, Lewoczy, Liptowskiego Mikulasza czy Rożemboroku lub Dolnego Kubina? A to tak blisko Tatr! Albo jadąc w Dolomity wpadł do Wenecji lub Verony - też blisko. Sami nie wiecie co tracicie, ale może jeszcze nic straconego bo może to przychodzi z wiekiem.

Przepraszam za tą chwilę marudzenia - spiszcie to na rachunek sklerozy i demencji.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:- spiszcie to na rachunek sklerozy i demencji.
Nie jest tak źle, jeszcze pamiętasz gdzie byłeś. :-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzymul pisze:Nie jest tak źle, jeszcze pamiętasz gdzie byłeś
Mieczysław F. Rakowski w swoich pamiętnikach, wspominając uszczypliwości i przykrości, które go spotykały na "salonach władzy" napisał, że się zawsze pocieszał jedną myślą - "i ciebie też kiedyś wyniosą nogami do przodu".

Mnie zawsze wolno żartować i podkpiwać z siebie samego a zwłaszcza mojego wieku i stanu umysłu - w wykonaniu kogoś znacznie młodszego jest to...
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:sklerozy i demencji.
Tak źle pisałeś o sobie, że zrobiło mi się smutno i chciałem Cię pocieszyć.
Nie żartowałem, tym razem.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Janek pisze:powiedzcie, tak z ręku na sercu, ile poświęciliście czasu na zwiedzenie Kiezmarku, Lewoczy, Liptowskiego Mikulasza czy Rożemboroku lub Dolnego Kubina? A to tak blisko Tatr! Albo jadąc w Dolomity wpadł do Wenecji lub Verony - też blisko.
Z ręką na sercu przyznaję, że z wymienionych miejsc zwiedzałem tylko Veronę (i to tylko dlatego, że padało) - ale też po macoszemu, więc nie widziałem wielu fajnych rzeczy.

Natomiast muszę przyznać, że trochę się nazwiedzałem Jury jakieś 2 lata temu na kursie przewodnickim.
Janek pisze:Sami nie wiecie co tracicie, ale może jeszcze nic straconego bo może to przychodzi z wiekiem.
Trochę wiem co tracę, ale robię to świadomie. Kręci mnie również poznawanie nowych miejsc, ludzi, kultur, zwiedzanie, obserwowanie bo to bardzo wzbogaca ale.... .

No właśnie. Nie wiem jak inni, ale ja doszedłem do wniosku, że póki jestem jeszcze młody i sprawny to chcę czerpać z gór garściami, kosztem turystyki miejskiej. Jak będę już starszy (jak dożyję), wtedy przyjdzie czas na bardziej stacjonarne i mniej adrenalinogeene zajęcia - właśnie taką o jakiej piszesz. Ciekawe tylko czy będzie wtedy na tyle siły :)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Janek pisze:że moja działalność w górach wysokich, mniej wysokich a nawet całkiem niskich to już zamknięty etap, poza miejscami, do których można dojechać samochodem i popatrzeć.
Nie przesadzasz z tym ostatnim? Obserwując Twoją działalność podróżniczą-wycieczki zagraniczne, liczne wycieczki nadmorskie, zdaje się, że Alpy rok temu, śmiem podejrzewać, że i w Tatrach lub innych polskich, słowackich górach doskonale byś sobie poradził. Mam wrażenie, że po prostu nie są one już dla Ciebie priorytetem, świadomie z nich rezygnujesz i wiek nie jest tu problemem, a raczej wymówką. Oczywiście masz pełne prawo do takich decyzji, tylko warto też o tym umieć mówić otwarcie. W tym roku spotkałyśmy z Asią panią ok 90, ona dosłonie żyła górami, a nogami przebierała szybciej niż my ;) Jej błysk radości w oku na perspektywę wycieczki Zadnimi Koperszadami-bezcenny. Dla niej super radością było samo obcowanie z górami, spacery dolinami, po prostu szła do momentu, gdy czuła, że na dziś dość i czas na odwrót. Chciałabym być taka w jej wieku. Kto chce -szuka sposobów, kto nie chce -powodów. Rezygnacja z gór jest OK, więc nie ma co pisać "chciałbym ale już nie mogę" ;)
Kiedy zaczęły się powtarzać moje problemy z kolanami, najpierw dopadł mnie smutek, że nie będę mogła chodzić po górach ale za chwilę dotarło do mnie, że nawet jak doczłapię się gdzieś nad dolinny staw i rozłożę się tam na pół dnia z książką, z widokiem na góry to też będę szczęśliwa.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
arturprzeklasa

-#3
Posty: 217
Rejestracja: sob 19 kwie, 2008
Lokalizacja: Zakopane

Post autor: arturprzeklasa »

A ja czekam z podsumowaniem - wszak jeszcze prawie 40 dni :)
Ula

-#3
Posty: 126
Rejestracja: czw 28 sie, 2008
Lokalizacja: Sochaczew
Kontakt:

Post autor: Ula »

Zakochani w Tatrach pisze:W naszym wieku to raczej można się spodziewać wszystkiego najgorszego, niż wszystkiego najlepszego
Ala, nie mów tak, bo to co Cię spotyka w Tatrach, to jest właśnie, to najlepsze i wciąż wszystko przed Wami... Ja też nie jestem pierwszej młodosci, bo gdy już za chwilę pięćdziesiątka wchodzi na kark, to jak to mówią już z górki.
Trzy lata temu pojawiły się u mnie problemy z kręgosłupem, pomyślalam wtedy to już będzie początek końca przygody z Tatrami, odpadają biwaki w górach, bo nie wolno przeciążać kręgosłupa, a i jakieś karkołomne eskapady nie wchodzą w grę, jedynie spacer dolinakmi mi pozostanie. I wcale tak nie jest, chodzę dalej jak chodziłam po Tatrach, mało tego, zapisałam sie na kurs wspinaczkowy w Warszawie i zaczynam już tam zajecia. Można pukać się w czoło, w tym wieku?
A ja pomyślalam, bo jeśli nie teraz, to kiedy? Wszystko leży w nas, w głowie...
Zakochani w Tatrach pisze:dlatego tak zachłannie korzystam z każdej możliwości wyjazdu tam, gdzie moje życie nabiera kolorów...... niewidzialnych dla jednych - a zrozumiałych tylko dla takich zapaleńców jak my .
Ładnie powiedziane, myślę i robię podobnie. :-)

A jeśli chodzi o podsumowanie roku, to nie lubię robić wszelkiego rodzaju podsumowań, bilansów w każdej dziedzinie życia.
Tatrzańsko może troche mało w tym roku, można było wiecej, ale ja zawsze powtarzam, przecież świat się jutro nie kończy. :-)
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Ulu droga, mnie pięćdziesiątka skoczyła na kark jakieś 12 lat temu i jak wkoło popatrzę na rodzinę i znajomych w tym wieku, to tylko udary, raki, zawały, bóle i zwyrodnienia stawów wszelakie :?....

No i czego dobrego się tu spodziewać :)).

Jak na razie sama w tym towarzystwie zostałam cała i w miarę zdrowa - dlatego każdy wyjazd w Tatry jest dla mnie jakby wizytą w innym, magicznym świecie, w którym zapomina się o chorobach, głupich politykach, kryzysach i innych i kłopotach dnia codziennego.
Tam znów mam 20 lat, cieszy mnie każdy napotkany kwiatek i motylek, a widok górskich szczytów działa jak narkotyk.

One mi dają siłę do życia, bo przecież muszę tam jeszcze wrócić i to jak najszybciej :D.

Tak, jak napisała Szarotka jeśli kiedyś nie będę mogła iść wysoko i daleko to
Szarotka pisze: nawet jak doczłapię się gdzieś nad dolinny staw i rozłożę się tam na pół dnia z książką, z widokiem na góry to też będę szczęśliwa.

:think: Choć już może nie tak jak teraz :)).
Ula pisze:zapisałam sie na kurs wspinaczkowy w Warszawie i zaczynam już tam zajecia. Można pukać się w czoło, w tym wieku?


Pewnie są tacy, co by się popukali...ja Cię doskonale rozumiem i wręcz podziwiam :).
Wiek nie ma nic do rzeczy, jeśli się czujesz się na siłach, masz z tego radość – dlaczego nie ?
Szarotka pisze: Kto chce -szuka sposobów, kto nie chce -powodów.
Klasycznym przykładem jest mój małżonek, który jest po zawale, ma problemy z kręgosłupem, kolanami, a ostatnio dołączyły się z ostrogą …i rwie go w góry mimo wszystko.
Ile go kosztował nasz ostatni trzytygodniowy pobyt w Tatrach we wrześniu, to tylko ja wiem i chylę czoła.

To jest właśnie magia gór.... trudno się od niej uwolnić wbrew rozumowi, rozsądkowi, chorobom i bólom :).


Pozdrawiam.

Ala :).
Zakochani w Tatrach
slax

-#3
Posty: 163
Rejestracja: sob 03 maja, 2008
Lokalizacja: Kraków

Post autor: slax »

Niestety ten rok nie mogę zaliczyć do udanych wypadów w Tatry.Były tylko dwie wycieczki jednodniowe.Mam nadzieje że w kolejnych latach będzie lepiej.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Zakochani w Tatrach pisze:Ulu droga, mnie pięćdziesiątka skoczyła na kark jakieś 12 lat temu i jak wkoło popatrzę na rodzinę i znajomych w tym wieku, to tylko udary, raki, zawały, bóle i zwyrodnienia stawów wszelakie :?....
Zasada generalnie jest prosta - ruch może zastąpić każde lekarstwo, ale żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu.

Ja teraz, gdy jestem praktycznie uziemiony (mogę sobie co najwyżej pospacerować, ale niewiele) zaczynam czuć się tak jak moi rówieśnicy którzy generalnie spędzają czas w trybie dom-samochód-praca-kanapa+TV i mając te 40 z plusem narzekają że tu ich boli, tam strzyka itp.

Moja kuzynka (po 50-ce) jeszcze w poprzednie wakacje miała sporą nadwagę, różne drobne dolegliwości i ogólny brak chęci na cokolwiek. Jesienią 2010 zaczęła chodzić codziennie z kijkami, bez względu na pogodę, nastrój itp. Gdy ją niedawno po ponad roku zobaczyłem to lekko szczęka mi opadła, zupełnie nie ta kobieta. Teraz jej mąż biedaczysko musi się ostro za siebie wziąść ;-)

Tak więc reasumując Alu, to właśnie góry trzymają was w formie, i oby jak najdłużej :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:Tak więc reasumując Alu, to właśnie góry trzymają was w formie, i oby jak najdłużej
Byłoby bardzo pięknie gdyby to była cała prawda, taka na 100%. Niestety tak nie jest.
Jestem gorszego sortu...
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

włóczęga pisze:U mnie, mniej więcej zgodnie z planami.

W marcu krótki wypad w Tatry Wysokie i Zachodnie, a przy okazji pierwszy wyskok na Babią Górę.
W maju byłem kilka dni w Bieszczadach.
W sierpniu Dolomity /tyle, że naogół były to powtórki ze względu na to, że zabrałem poraz pierwszy nowicjusza - synową, oraz miałem niesprawną w pełni dłoń./
We wreśniu krótki wypad w Tatry W.

Być może za kilka dni znowu gdzieś pojadę.
No i pojechałem.
Doszło wejście na Turbacz w Gorcach i połazenie po Tatrach, a w tym późnolistopadowe wejście na Kozi Wierch.
ODPOWIEDZ