Jak dla mnie film mocno przereklamowany. Może mnie tu zaraz ktoś zje ale główny bohater idealnie pasuje do mojego wyobrażenia o środowisku stricte wspnaczkowym. Innymi słowy-totalnie nie moja bajka o górach.świster pisze:Lekko zawiedzony jestem
Fajny film wczoraj widziałam/em.....
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Zawiodłam się.
Pierwsze ujęcia spowodowały u mnie szybsze bicie serca, bo przecież te ruchy są mi tak bliskie... Później było coraz gorzej.
Chciałabym porozmawiać na spokojnie ze wspinaczami n/t filmu, co mam zamiar uczynić w najbliższych dniach.
Pierwsze ujęcia spowodowały u mnie szybsze bicie serca, bo przecież te ruchy są mi tak bliskie... Później było coraz gorzej.
Chciałabym porozmawiać na spokojnie ze wspinaczami n/t filmu, co mam zamiar uczynić w najbliższych dniach.
Powinnaś dodać, że chodzi o wspinających się na wysokim poziomie.Szarotka pisze:Może mnie tu zaraz ktoś zje ale główny bohater idealnie pasuje do mojego wyobrażenia o środowisku stricte wspnaczkowym
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- a znasz kogoś/ może samemu Ci się wydaje, że pogodzenie się ze starzeniem, przemijaniem, nieuniknioną śmiercią to bułeczka z masłem? Moim zdaniem film był szczery, bez lansu. To nie film instruktażowy, efekciarski. Co najbardziej Was burzy - odrzucenie "estetyzacji" ( za aut.) i romantyzmu? Dla mnie obraz raczej refleksyjny, ludzki. Mnie się film podobał.Film smutny, pokazał faceta, który nie chce się pogodzić ze starzeniem, przemijaniem, nieuniknioną śmiercią.
Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Jako osoba "wciągnięta" nieco we wspinanie skupiłam się raczej na drobnostkach.
Co do przemijania - pełna zgoda. Każdy chciałby być wiecznie młody i sprawny, ale nie jesteśmy w stanie powstrzymać starzenia. Natomiast możemy nieco je opóźnić np. poprzez wspinananie czy inne aktywności.
Myślę też, że takie refleksje przychodzą wraz z upływem lat. Młodzi ludzie często gnają przez życie i nie zastanawiają się nad przemijaniem. Może to błąd. Ja i tak wierzę, że po śmierci trafię na piękną wyspę z niezliczoną ilością skał.
Skupiłam się na kilku aspektach wspinaczkowych.
Po 1. Korczak powiedział, że głównym celem podnoszenia poziomu była chęć pokonania Marcisza. Dla mnie wspinanie to walka ze swoimi słabościami. Chcę podnosić poziom, bo czerpię z tego satysfakcję. Natomiast nie lubię rywalizacji. W dodatku cieszę się, gdy partner przechodzi trudną drogę, często trudniejszą ode mnie.
Po 2. Później powiedział, że nie liczy się to, gdzie się wspinamy, w jakiej skale, a głównie chodzi o piękno ruchu, o sekwencję. Absolutnie ważne jest, dla mnie, gdzie się wspinam, a najważniejsze z kim. Partnerstwo. Nie JA, a MY. Oczywiście można się ładnie poskręcać, inaczej ustawić stopy. To piękno innego rodzaju, ale nie odczuwa się tego na ściance (na pewno nie tak bardzo).
Po. 3 Zazdroszczę mu poziomu mistrzowskiego, ale też i współczuję tej ciągłej walki, wyścigu.
Zastanawiam się jaki cel miało dorabianie chwytów w Mamutowej. Czy one tam nadal są?
Wspinanie jest piękne, na filmie zostało ukazane jako ponura pasja (w moim udczuciu).
To tak na szybko. Musiałabym jeszcze raz obejrzeć film.
Co do przemijania - pełna zgoda. Każdy chciałby być wiecznie młody i sprawny, ale nie jesteśmy w stanie powstrzymać starzenia. Natomiast możemy nieco je opóźnić np. poprzez wspinananie czy inne aktywności.
Myślę też, że takie refleksje przychodzą wraz z upływem lat. Młodzi ludzie często gnają przez życie i nie zastanawiają się nad przemijaniem. Może to błąd. Ja i tak wierzę, że po śmierci trafię na piękną wyspę z niezliczoną ilością skał.
Skupiłam się na kilku aspektach wspinaczkowych.
Po 1. Korczak powiedział, że głównym celem podnoszenia poziomu była chęć pokonania Marcisza. Dla mnie wspinanie to walka ze swoimi słabościami. Chcę podnosić poziom, bo czerpię z tego satysfakcję. Natomiast nie lubię rywalizacji. W dodatku cieszę się, gdy partner przechodzi trudną drogę, często trudniejszą ode mnie.
Po 2. Później powiedział, że nie liczy się to, gdzie się wspinamy, w jakiej skale, a głównie chodzi o piękno ruchu, o sekwencję. Absolutnie ważne jest, dla mnie, gdzie się wspinam, a najważniejsze z kim. Partnerstwo. Nie JA, a MY. Oczywiście można się ładnie poskręcać, inaczej ustawić stopy. To piękno innego rodzaju, ale nie odczuwa się tego na ściance (na pewno nie tak bardzo).
Po. 3 Zazdroszczę mu poziomu mistrzowskiego, ale też i współczuję tej ciągłej walki, wyścigu.
Zastanawiam się jaki cel miało dorabianie chwytów w Mamutowej. Czy one tam nadal są?
Wspinanie jest piękne, na filmie zostało ukazane jako ponura pasja (w moim udczuciu).
To tak na szybko. Musiałabym jeszcze raz obejrzeć film.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
"Wała" pięknoduchom" - tak miało być ( z wywiadu z Szalonym):
http://wspinanie.pl/serwis/201006/01szalony-wywiad.php
http://wspinanie.pl/serwis/201006/08-de ... cenzja.php
A wyszło tak : (z recenzji filmu):Jest wielu ludzi, którym wydaje się, że świat jest piękny i wszystko musi się dobrze skończyć. To jest taki nieuzasadniony optymizm, który jest prezentowany przez pięknoduchów. Dla nich wspinanie musi być piękne, a ludzie wspinający się górach muszą być szlachetni. A wszystko to musi być jednym wielkim pokłonem wobec natury, która też jest doskonała, a w której nie ma jakiejś ponurej walki o byt, czy ponurej rzezi. Pięknoduch tak sobie postrzega ten świat i kiedy idzie na film o wspinaniu to chce zobaczyć heroiczne wydarzenia i konfirmację swoich oczekiwań na temat wspinania. Ten film, mimo że niedoskonały, jest pokazaniem "wała" takiemu człowiekowi.
- buhahahaDeklaracja miała być w zamyśle Szalonego swoistym buntem przeciwko rzeczywistości, nie tylko tej wspinaczkowej, buntem przeciwko "pięknoduchostwu". Powstał jednak film będący pewnego rodzaju kompromisem (o czym Szalony wspominał), może dlatego znajdzie on wielu entuzjastów właśnie wśród pięknoduchów. I choć nie było to zamierzeniem Szalonego, ostatnie sceny filmu, gdy odchodzi on odmłodzony w głąb swojej ukochanej Doliny Białej Wody świadczą o tym, że natura pięknoduchostwa nie jest mu wcale obca... Czyżby taka była cena tego filmowego cyrografu jaką musi on zapłacić za nieśmiertelność?
http://wspinanie.pl/serwis/201006/01szalony-wywiad.php
http://wspinanie.pl/serwis/201006/08-de ... cenzja.php
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Nie widziałem tego filmu, więc nie wypowiadam się konkretnie ale tylko tak ogólnie. W swoim życiu widziałem wiele filmów górskich (mówię tu o dokumentach) oraz przeczytałem sporo książek górskich. Obydwa te gatunki są tak długo prawdziwe, dopóki opisują lub pokazują fakty, lub w przypadku filmu również i krajobraz. W momencie gdy autor dzieła zaczyna się ładować w ideologię czyli zadaje sobie (lub innym) pytania typu - "dlaczego się wspinam" lub "dlaczego ty/wy się wspinaszz/wspinacie" dzieło zaczyna się zamieniać w bezładny lub zgoła śmieszny lub głupi bełkot. Dlaczego? Bo moim zdaniem nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie, to jest po prostu niedefiniowalne.
O górskich filmach fabularnych nawet lepiej nie wspominać - w zdecydowanej większości są to szczyty (nomen omen) kiczu i złego smaku.
O górskich filmach fabularnych nawet lepiej nie wspominać - w zdecydowanej większości są to szczyty (nomen omen) kiczu i złego smaku.
Jestem gorszego sortu...
- KsiężniczkoPo. 3 Zazdroszczę mu poziomu mistrzowskiego, ale też i współczuję tej ciągłej walki, wyścigu.
ciepło
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Co nie oznacza, żę jego motywacja jest zła. Każdy ma swoją i rywalizacja z kimś i chęć pokonania go nie jest przecież czymś złym. Szczególnie jeśli odbywa się między dwoma zaprzyjaźnionymi wspinaczami. Po prostu ma inną filozofię wspinania - nie wiem czy lepszą czy gorszą - po prostu swoją i fajnie.Agaar pisze:Po 1. Korczak powiedział, że głównym celem podnoszenia poziomu była chęć pokonania Marcisza. Dla mnie wspinanie to walka ze swoimi słabościami. Chcę podnosić poziom, bo czerpię z tego satysfakcję. Natomiast nie lubię rywalizacji. W dodatku cieszę się, gdy partner przechodzi trudną drogę, często trudniejszą ode mnie.
Ja mam podobnie jak Ty - ważne gdzie i z kim. Ale przecież to nie monopol na doznania. Szalony najwidoczniej nie jest pięknoduchem, we wspinaniu kręci go coś innego. Nie da się tego oceniać.Agaar pisze:Po 2. Później powiedział, że nie liczy się to, gdzie się wspinamy, w jakiej skale, a głównie chodzi o piękno ruchu, o sekwencję. Absolutnie ważne jest, dla mnie, gdzie się wspinam, a najważniejsze z kim. Partnerstwo. Nie JA, a MY. Oczywiście można się ładnie poskręcać, inaczej ustawić stopy. To piękno innego rodzaju, ale nie odczuwa się tego na ściance (na pewno nie tak bardzo).
Podziw ok, ale współczucie? Skoro to go napędza to dlaczego współczuć? Pogratulować raczej, że ma siłę na wyścig, najpierw z Andrzejem Marciszem a teraz z nieuchronnymi procesami starzenia. Pozatym wspinanie to często wyścig i rywalizacja - dla ciebie Agaar też, bo jak nazwać chęć podnoszenia własnych umiejętności? To walka z samym sobą.Agaar pisze:Po. 3 Zazdroszczę mu poziomu mistrzowskiego, ale też i współczuję tej ciągłej walki, wyścigu.
Mnie film urzekł już kiedy oglądałem go na KFG, teraz tym bardziej. Wspinacz szuka tam efektownych ujęć, pięknoduch rzewnych tyrad o pięknu i bliskości natury a nie wspinacz zastanawia się nad motywacją przykręcania sztucznego filmu. Niech każdy odbiera ten film na swój sposób - uważam, że jako całość, komponuje się dobrze i w dodatku zmusza do myślenia.
To był właśnie wyraz wspinania jako piękna ruchu a nie piękna i bliskości natury. Skoro ruch jest istotą wspinania (wdł Szalonego) to dokręcanie chwytów nie umniejsza jego piękna. Chwytu już nie ma urwał się - była swego czasu zażarta dyskusja przykręcać go tam znów czy nie - bo kto bez niego zrobi tą drogę? Ostatecznie nie przykręcono a drogę poprowadził Marcin Wszołek (być może ktoś inny też) udowadniając, że się da.Agaar pisze:Zastanawiam się jaki cel miało dorabianie chwytów w Mamutowej. Czy one tam nadal są?
http://www.climb.pl/filmy/marcin-wszole ... as-parano/
Oglądałem ten film bodajże w zeszłym roku na Festiwalu w Zakopanem . Film mnie kompletnie rozczarował ( defacto nie tylko mnie ), może nie sam film bo zrealizowany świetnie ale treść ( z malutkimi wyjątkami ). To dobrze ,że każdy jest inny .
Jak to mawiają " sport to mord "
Jak to mawiają " sport to mord "
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
W telewizji widziałem niedawno reportaż z Białegostoku - pokazano kolekcję jednego faceta skłdającego się z 4 tysięcy dzwonków, taki ręcznych, z rączką, lub kołatek. Facet zbiera ją całe życie a to już mocno starszy pan.
Na zbieraniu znaczków można zarobić, czasami znakomicie, monet też, bywa i że opakowań zapałek. Takie dzwonki to tylko wydatek i to wcale niemały - wiem coś o tym bo koleżanka zbiera dzwonki i zawsze jej szukam coś w czasie moich podróży.
To się nazywa bezinteresowna pasja! Niestety wspinanie zaczyna być coraz częściej z tym na bakier. W dzienniku Piotra Morawskiego, wchodzącym w skład książki Olgi Morawskiej "Od początku do końca" jest wzmianka o tym, że himalaizmem zarabia lepiej niż jako inżynier na Politechnice. Nie widzę jednak w tym nic złego - przynajmniej był szczery bo inni ten temat precyzyjnie omijają.
Na zbieraniu znaczków można zarobić, czasami znakomicie, monet też, bywa i że opakowań zapałek. Takie dzwonki to tylko wydatek i to wcale niemały - wiem coś o tym bo koleżanka zbiera dzwonki i zawsze jej szukam coś w czasie moich podróży.
To się nazywa bezinteresowna pasja! Niestety wspinanie zaczyna być coraz częściej z tym na bakier. W dzienniku Piotra Morawskiego, wchodzącym w skład książki Olgi Morawskiej "Od początku do końca" jest wzmianka o tym, że himalaizmem zarabia lepiej niż jako inżynier na Politechnice. Nie widzę jednak w tym nic złego - przynajmniej był szczery bo inni ten temat precyzyjnie omijają.
Jestem gorszego sortu...
Pewnie nie i tu myślimy podobnie, niemniej lepiej pokazałby ten temat jakiś starszy aktor czy np piosenkarka.Izabela pisze:- a znasz kogoś/ może samemu Ci się wydaje, że pogodzenie się ze starzeniem, przemijaniem, nieuniknioną śmiercią to bułeczka z masłem?
Ja generalnie miałem inne oczekiwania co do tego filmu.
No, ale takie rzeczy winno się robić na panelu, a nie na naturalnej skale.Huczaj pisze:To był właśnie wyraz wspinania jako piękna ruchu a nie piękna i bliskości natury.
Jak jesteś za cienki na przejście jakiejś drogi w Tatrach to sobie wykujesz kilka stopni i przycementujesz chwyty? Nie. Przypakujesz i wrócisz w następną niedzielę (następny rok) albo odpuścić i zostawisz problem dla lepszych (przyszłego pokolenia). Tak to winno wyglądać wg mnie.
Zgadzam się, ale to tylko jedno z podejść do wspinania i dopuszczalnej ingerencji w skałę.świster pisze:No, ale takie rzeczy winno się robić na panelu, a nie na naturalnej skale.
I według mnie również, ale nie wszyscy mają takie zdanie.świster pisze:Jak jesteś za cienki na przejście jakiejś drogi w Tatrach to sobie wykujesz kilka stopni i przycementujesz chwyty? Nie. Przypakujesz i wrócisz w następną niedzielę (następny rok) albo odpuścić i zostawisz problem dla lepszych (przyszłego pokolenia). Tak to winno wyglądać wg mnie.
To zadziwiające, większość dyskutantów skupia się na własnej wizji, podkreśalniu niespełnieniu oczekiwań na chwile obecną, gdy tymczasem film jest z goła o czym innym - 
. może film powinien być dozwolony od lat pięćdziesięciu?Reżyser skupia się na schyłku kariery wielkiego mistrza, prowokując go jednocześnie do refleksji nad tym, jak będzie wyglądało jego życie, gdy nie będzie mógł już się wspinać. To przejmująca opowieść o niemożności pogodzenia się ze starością i pragnieniu nieśmiertelności.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Dopuszczalnej?Huczaj pisze:ale to tylko jedno z podejść do wspinania i dopuszczalnej ingerencji w skałę.
Źle mnie zrozumiałeś. Nie pisałem że dla mnie jest dopuszczalna. Pisałem o różnych podejściach do wspinania i różnych podejściach do dopuszczalnej ingerencji w rzeźbę skalną.świster pisze:Dopuszczalnej?O czym Ty piszesz? Przecież to zwykłe barbarzyństwo. Ja rozumie, że w przypadku Szalonego i tak trudnej drogi można/możesz przymkąć oko, ale generalnie nie jest to dopuszczalne. Przykładowo masz jakąś ulubioną ryskę za VI, przychodzisz pewnego dnia, a tam stopie wykute, bo ktoś kto robi IV chciał ją przejść i uznał, że może sobie ułatwić. Jeśli tak każdy zacznie myśleć to będzie po frytkach.
Film jest o czarnym kocie, który palił fajkę.Izabela pisze:To zadziwiające, większość dyskutantów skupia się...
A nie spełnia oczekiwań widzów bo:
- kot nie jest żólty albo nawet szary (czarny się nie podoba większości, bo preferują inne umaszczenie)
- a tak w ogóle to dlaczego to jest kot a nie pies?
- koty nie palą fajek, a jeśli nawet, to jest to niedopuszczalne




