
Potem tak sobie - z przewagą mgły i deszczu, choć trafiały się wyjątki:




Bywało że nie padało:


Na drodze stawały też smoki rozmaite
Niekompletne:

Duże i małe:

Na szczęście zwykle najedzone, czyli niegroźne:

A potem znów proza życia:


Czasem w tej mgle udawało się gdzieś wleźć:

Na Słowacji pogoda w tamtych dniach nie różniła się wiele od polskiej. Za to po spotkaniu pewnego skocznego jelenia mój pojazd zaczął się różnić od siebie:

Dla urozmaicenia sytuacji spadł delikatny śnieg:


Ale szybko skrył się we mgle:

Ptactwo jakby przeczuwało że to nie koniec pogodowych atrakcji:

Przebłysk lata:

I kolejny powrót zimy, tym razem obfitszy:



Opierając się o solidną barierkę, z tłumem za plecami:

To nie był mądry pomysł:


Każdy na coś czeka:

Szyba wstawiona, można pojeździć po Podhalu:

Oglądając zachody słońca:

Wróżące (zwykle mylnie) dobrą pogodę:

Aż tu nagle

Nie do wiary:



Wreszcie coś widać

Skrajny zaliczony, namawiam więc panie na Krzyżne





Kuśtykając w deszczu do Kuźnic.

I to by było na tyle, dziękuję za uwagę.






