Szarotka pisze:
Czyli już zostaje nam z 1000zł tylko 400 do podziału na 2 tyg, czyli 28zł na dzień i w tym mamy się zmieścić z zakupem jedzenia(nawet licząc opcję najtańszą, czyli kupione w Polsce),
To wcale nie jest najtańsza opcja, w Maroku jedzenie jest tańsze niż w Polsce. Jedzenie mieli tylko na część "alpejską", potem żywili się na miejscu co widać na zdjęciach.
Szarotka pisze:
ewentualnym noclegiem (bo wspominałaś, że winterhaus to pare euro),
Za nocleg z tego co wiem płacili tylko raz. Poza tym spali głównie w namiotach (co widać na zdjęciach) i o ile wiem dwa razy w jakichś przybudówkach schronisk, ale nie płacili bo tam nawet nie było skrzynki na pieniądze.
Szarotka pisze:
zakupem karuszy na miejscu, bo do samolotu raczej nie da się zabrać,
Z kartuszami mieli problem, bo w Bergamo nie dało się kupić zakręcanych, musieli kupić cały nowy palnik na kartusze nabijane (bo takie były).
Podzielili tą kwotę na 4.
Szarotka pisze:
kosztami busów,
Jechali raz komunikacją miejską z Bergamo w góry i dwa razy ( o ile wiem) w Maroko. Tam busy są bardzo tanie (na nasze kilka złotych). Poza tym - stopem.
Szarotka pisze:
ubezpieczenia,
Mają karty EURO < 26 wersja "SPORT" na cały rok, tego nie wliczałam.
Szarotka pisze:
drobnych wydatków na jakieś lody, czy pizzę-bo ciężko mi uwierzyć, że ktoś jadący na 2 tyg do innego kraju i to na wakacje będzie codziennie szamał przytargane zupki chińskie) itp.
Jak widać na zdjęciach - lodów nie jedli ale miejscowego jedzenia oraz wina sobie nie żałowali.
Raz Rosjanin, który ich zabrał na stopa z gór nad jezioro Como zafundował im wino za 40 euro (na zdjęciu). Poza tym kupowali takie za 1 euro, w kartonach.
Szarotka pisze:
Wybacz ale normalnie czarodzieje
Ja w roku 1980 oraz 1985, jeszcze przed urodzeniem młodego przeżyłam po tygodnie w Alpach za 150 $ !!!
Prawie całe jedzenie targaliśmy wtedy z Polski, a noclegi za free załatwił nam w merostwie w Chamonix ś.p. pan Wowkonowicz.
Ale to były czasy kiedy zarabiałam około 20 $ miesięcznie, zaś aby wyjechać malowałam konstrukcje zbiornika pyłów w elektrociepłowni Gliwice.
To dopiero było czarodziejstwo !
Młody miał do dyspozycji co najmniej dwa razy tyle co ja wtedy.
Sama mu dałam "zaskórniaka" w wysokości 20 euro
Szarotka pisze:
A już zupełnie poważnie-jeśli podajemy informację, że w Alpach można posiedzieć 2tyg za 1000zł to podajmy ucziwie co ta kwota obejmuje, nie robiąc innym złudnych nadziei, że za ten tysiąc da się dojechać(dolecieć), najeść i wyspać

Piszmy ucziwie, że noclegi za free albo,że nie liczymy kosztów jedzenia zabranego z kraju itp, itd. Nie czepiam się ale lubię jasne sytuacje

Wszystko zależy co kto lubi i na co się nastawia.
Ja, jako że zawsze nie śmierdzę gotówką od dawien dawna wolę podróżować więcej a tanio. Spać gdzieś pod płotem, na plaży, lub w winnicy, podróżować stopem lub miejscowymi środkami lokomocji, np. w niemożliwie zatłoczonym autobusie, za to za maksymalnie małe pieniądze.
Mój młody jak widać odziedziczył to po mnie.
Dwa tygodnie da się tak wytrzymać, a za to jest to
przygoda.
Z drugiej strony - nie zależy mi aż tak bardzo na wejściach na honorne szczyty, wolę poznawać miejsca mniej znane.
W Wenecji spałam w swoim czasie na schodach dworca kolejowego (za darmo), w Mediolanie na samym dworcu (też za darmo).
Na Ukrainę i do Rumunii podróżuję za śmiesznie małe pieniądze, nawet śpiąc w pensjonatach lub na campingach, na moje nieszczęście również tam robi się coraz bardziej "europejsko".
W roku 2008 na 2-tygodniową podróż po Rumunii, z chodzeniem po górach wydałam po 600 zł od osoby, na wszystko. Większość noclegów mieliśmy darmowych, ale z 5 razy płaciliśmy za nocleg po około 20 zł.
Teraz znajomy proponował podróż busem ( z podziałem kosztów), noclegi tylko w pensjonatach do Rumunii, Bułgarii i Grecji za około 1400 - 1500 zł bez wyżywienia. Czyli można się zmieścić w kosztach około 2000 zł za 2 tygodnie bez napinania się.
Wycieczka zorganizowana z biura podróży kosztuje 1,5 raza tyle.
Pozdrowienia
Basia
P.S. Jak jadę jako pilot z grupą to śpię w hotelach, żebyście widzieli w jakim wypasionym hotelu spałam teraz we Lwowie.