..PICO de ANETO czyli wakacje inaczej

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

..PICO de ANETO czyli wakacje inaczej

Post autor: Ala »

:D :D :D
..himalaistką nie jestem ani fotografem ani pisarzem ani reporterem , jestem po prostu Ala ...marzycielka..
zaczęło się ...od marzeń. Bo kto ich nie ma ?
Od kilku lat marzy mi się Kilimandżaro i sama nie wiem dlaczego ,
ale jak do tej pory z niewiadomych mi przyczyn nadal pozostaje marzeniem.. .
Dlatego wielkich planów nie robię i niczego nie kalkuluję , po prostu myślę : zobaczę co będzie potem i dokąd mnie to zaprowadzi .
Nie cierpię bezczynności i z pewnością zabraknie mi życia ,
aby wszystkie marzenia zrealizować , a w większości są tylko górskie ..
W ubiegłym roku wesoło i beztrosko zwiedzałam okolice Barcelony i podczas mojego powrotu wydarzyło się coś zupełnie zwyczajnego
.. przylepiłam nos do szybki samolotowej ..
i gapię się i gapię i co widzę ?
Ano piękne Góry -Pireneje ...oj się rozmarzyłam ..

zaplanować urlop ? A co to takiego ? Wakacje? Taaa mają dzieciaki..
..a ja? ..hmm..no własnie

Wygooglałam fajny termin MAJ 2011 i fajną górkę ;) PICO de Aneto 3404 .. nic tylko wejść i tylko zejść ...napisałam maila ..

PKKP *

"cokolwiek zamierzasz zrobić , o czymkolwiek marzysz , zacznij działać, śmiałość zawiera w sobie geniusz , siłę i magię "

* Pięknie Ktoś Kiedyś Powiedział ...:)

Usłyszałam wewnętrzny głos : Ala jedź ! No to jadę :)
jak nie teraz to kiedy?




nareszcie w Góry czyli : klimaty schroniskowe
===================================

Do schroniska La Renclusa docieramy wczesnym popołudniem w piękną słoneczną niedzielę .
Błogie lenistwo , polegujemy na ławkach przed schroniskiem , pijemy zimne piwko , zjadamy ciepłą zupę schroniskową , strzelamy fotki
...czas wolno sobie płynie i nastaje nocka na odpoczynek .
Czysta przyjemność.

Obrazek


Realia pobytu w schroniskach są niezwykle urozmaicone , powierzchnia przypadająca na 1 osobę z pewnością nie mieści się w
żadnych normach socjalnych bo nagle wszystkie łóżka zostały zapełnione..? i uzmysłowiłam sobie , że schronisko w części
sypialnianej zaprojektowane jest pod kątem niewygody ...
z każdej strony i wszędzie słychać szelest, szmer , szuranie , kręcenie
i wiercenie ..jedna tylko myśl przemyka po głowie :
kiedy wreszcie się położą spać ?
Złapałam małą infekcję , ale próbuję zasnąć ..
jest mi skrajnie niewygodnie .., ale prawie zasypiam
a może już spię,
ale obok "żabojad" przerywa i tak mój niespokojny sen ..
nie dosyć ,
że chrapie to i sobie zdrowo puszcza bąki ...przyciskam nos
do mojego śpiwora ..nie wiem czy spałam i czy niespałam ,
tak minęła noc a życie - zaczęło rysować się w jaśniejszych barwach na samą myśl, że rano wyruszamy na Pico de Aneto.
Moją nadzieję rozwiał skutecznie Ten Francuz – śmierdzący Francuz , kurde przecież jest cieplutka woda non stop ...
zastanawiam się , że skoro tak "pachnie"
czytaj "cuchnie" to jak dobrze ,
że nie spluwa na podłogę a zęby pewnie wyczyścił sobie scyzorykiem...wyspał się , odgazował i wstaje,
coś przewraca, szeleści, pakuje , przekłada , drepcze ,
znowu czegoś szuka...łojeeezu ..jest , znalazł wreszcie czołówkę ..zapala..znowu coś pakuje , szeleści i przekłada ..
zaraz za chwilę zwariuję ..
i mam ochotę po prostu wstać i kopnąć go w dupę ....
zgasił czołówkę , WyChoDzI ..ULGA ..dzięki Bogu ,
że nie muszę tutaj mieszkać a moja komórka jeszcze nie daje znać ..leżę ..śpię?
nie wiem ...

czy jest to ten Pirenejski Raj o którym marzyłam ?

wniosek : Francuzi nas nie lubią ..i co racja to racja ,
ponieważ też za nimi nie przepadam 8)



piękny majowy poranek ...bezchmurne niebo a w powietrzu czuć wiosnę

Słońce świeci , powietrze czyste i rześkie i tak w porannym słońcu wyruszamy przed siebie
mocno kamienista droga pod górę ,potem śniegowo , żeby nie powiedzieć : cholernie stromo i idę zygzakami



Obrazek


Obrazek

Obrazek



Nawet przez chwilę nie zastanawiam się czy wejdę na szczyt czy nie ,
po prostu idę ..
rozmawiam ze sobą : ale po co? Do końca tak naprawdę nie wiem . Podobno idzie się żeby iść , czasem żeby szukać siebie ,
chociaż wiem , że i tak będzie powrót do miejsca wyjścia ,
tak jakby nigdy nas tutaj nie było..myślę o "wolności " ..
to jak piękna impresja ...ale ona jest w nas samych ...jeśli tego chcemy ..


Obrazek



w górach czas płynie powoli
pierwszy raz idę przez lodowiec..przejście przez lodowiec w odstępach
co 15 m....hmm..inaczej wyobrażałam to sobie ..dosyć długi ten odcinek, czuję się jak na patelni..idę przed siebie, do przodu ,
od siebie póść nie można ..cały czas ze swoimi myślami ..
a milczenia jest pod dostatkiem

Obrazek

Obrazek

dochodzimy do przełęczy Coronas : chwila skupienia przed szczytem :) błogie leniuchowanie na świeżym powietrzu
i Francuzi niczego nam nie zakłócają ...
jak ja to lubię i jak trudno się stąd ruszyć ..chwile upływają sielsko ...

Obrazek

wejście - zejście przez Most Mahometa

to ten odcinek przed samym szczytem o którym naczytałam się i naoglądałam filmów w internecie...hmm..


Obrazek

no cóż nie ma to tamto , chwilka oddechu , kawałek czekolady z orzechami .. decyzja : nie zdejmuję raków ...idę


Obrazek

ogromny , płaski i wysoki kamień przede mną ..patrzę i myślę , mam skojarzenia jak na lekcji w-f skakałam ćwiczenie przez kozła ,
ale jak ? po prawej i lewej przepaścisto ..żadnych klamer ani łańcuchów ..hmm..chciałabym widzieć a tym bardziej nie wiedzieć ,
bo jak stąd zejdę ? "jutro się bedę martwić" pomyślałam ..
przecież nie idę tutaj sama ...wdrapałam się ..przykleiłam jak ślimak...
za chwilę mam go za sobą...nie oglądam się ..krok po kroczku..posuwam się do przodu ....znowu jakieś kamieniste przeszkody..
trzeba być cierpliwym..no cóż..jeszcze trochę ..jeszcze chwilka
i jesteśmy na szczycie

nigdy nie byłam tak wysoko ! To taka pocztówka na całe życie...


Obrazek

stajemy na szczycie , robimy zdjęcia jak zwykle wszyscy to robią
na szczycie i zachwycamy się widokami .
Widoki warte naszego wysiłku . Przepięknie . . to jak nowa nieznana przestrzeń życiowa
Jestem nieodmiennie wzruszona to dla mnie wyjątkowa chwila ..
.chłonę emocje ...i czuję się zauroczona
I ta satysfakcja: stanęłam na dachu Pirenejów
sporo wrażen jak na jeden dzień

kilka fotek ze szczytu i pamiątkowy wpis , że Ala tutaj była :)


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

jak w baśniowej krainie....i

Pora wracać a innej drogi nie ma ..myślę o tym cholernym "koźle".
..jak to będzie .."nie sztuka wejść – sztuka zejść "
dosiadam go jak konia i pełzam do przodu ruchem posuwistym ..
koniec i znowu stromo przede mną..a na dodatek nic nie widzę co jest pode mną ..hmm.., ..wiercę się wciąż na skraju mojego "kozła" ,
tylko obrócić się i zsuwać w dół..myślę sobie ku..a , nie dam rady? Stromo i przepaścisto ..czuję lęk , myślę że ze wszystkim tak jest .
Jak się pojawia problem , to zawsze znajduję klucz aby go rozwiązać ,
ale czy to problem czy mój nie-pokonany lęk ? ..rozmawiam ze sobą przez chwilę ...a tak wogóle po co ja się tutaj pchałam ?
Nie lepiej było leżeć na Costa Brava ? Tyle , że tutaj nie da się udawać , nie da się ...koniec ...no nie ...
jakoś się obróciłam..niczego nie widzę ...
że też Bozia nie dała mi więcej centymerów .
i...słucham uważnie głosu Michała: tu noga ..teraz tu..,.jestem ,
jeszcze parę "kamyczków" i jestem na dole ! Dzięki M ichał :)

zauroczona byłam przejściem przez lodowiec ...lubię być sama ze sobą ... :)

Obrazek

Obrazek


Obrazek



Schodzimy ..na dół ..do schroniska w nastroju wesoło-wesołym a nogi same niosą ..w słońcu wszystko robi się takie optymistyczne .. :D

Obrazek

co chwilę odwracam wzrok na oddalający się szczyt Aneto ...pewien żal , że właśnie kończy się moja górska wyprawa ...
bo tych pięknych chwil nie można zaplanować ..



powrót do schroniska godzina 17 ta , a tu TYLKO pifffko , obsługa schroniska z wymowną miną na ustach w hiszpanskim stylu
" jest sjesta" pląsała się między srebrnymi pachnącymi garnkami
co najmniej jak taneczne kolorowe flamenco .
W Hiszpanii wszystko ma swoj czas : przecież drzewa nie zakwitają w grudniu .
Jak sjesta to sjesta
Taaa..a gotowane żarcie będzie o 20 tej a głód zaglądał głęboko .
Młodzieńczym urokiem osobistym Karolinka ubłagała 0,5 godziny wczesniejszą kolację .Te pół godziny , to najdłuższy czas ..cała wieczność głodu .
No cóż pozostało piwo a to raczej nie kłóci się aż tak bardzo w Hiszpanii z ta ich sjestą ?
Przez chwilkę włączyło się moje ekonomiczne myślenie : dlaczego w Hiszpanii jest kryzys ...?

Zadowolone marysie , bo jak tu nie być zadowolonym :)

Obrazek

Trud oczekiwania wynagrodzony został , bo do stołu dostalismy
aż 4 dania w następującej kolejności : surowki , które błyskawicznie zostały pochłonięte nie zastanawiając się w których talerzach mamy je zjeść,
wczorajsza rozwodniona zupa z dodatkiem ziemniaków i ryżu itd..., mięsko twardawe i deser-czyli bliżej nieokreślona papka budyniowa. Kolacja zakończyla się w wesołej atmosferze.
nakarmieni , wykąpani , wrócilismy do swoich łóżek , próbowaliśmy zasnąć ..i znowu żabojady ...ale było mi to już obojętne
czy mam kogoś kopnąc czy też nie ...nie wiem czy spałam czy niespałam ...
bujałam sobie w obłokach pirenejskich...i ...marzyłam...


Na dole zielona wiosna ..to był cudownie spędzony czas ..bez mediów, bez gazet , bez żadnej ogłupiającej polityki :)

Obrazek

Oczywiście po przyjeździe pochwaliłam się znajomym o swoim osiągnięciu , ale jedno pytanie rozbawiło mnie prawie do łez :
a jak zeszłaś , była tam jakaś kolejka ? Wow !


co teraz?

Pora wreszcie się ..napić ;) polerować swoją codzienność :P
i pomyśleć o ..Tatrach :)

i to by było na tyle póki co :D


ps.
dziękuję mojej Kochanej Mamie , która bardzo martwiła się o mój pomyślny powrót i cały czas myślami była ze mna i modliła się ..
dziękuję mojemu Zb.K. :) za wspaniałe gratulacje pełne uznania i zachwytu
mojej przyjaciółce Basieńce dziękuję za cudowne razem spędzone chwile w Pirenejach i w Barcelonie ...my nawet nie musimy nic robic , aby świetnie się bawić ..
Karolince za super organizację i kompetencje – odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu :)
Michał ! A Tobie ? wiesz za co Ci dziękuję :) i to jeszcze nie ...koniec naszych przygód ;)
jak miło z Wami było spędzić ..no właśnie co ? Urlop? Wakacje? ..hmm..wakacje inaczej ..

pozdrawiam również Monisię oraz sympatycznego Andrzeja


ala

ps.ps. :D

http://www.fotosik.pl/u/aala/album/875410
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Ależ Ci zazdroszczę tej wycieczki! Pireneje to moje marzenie od kilku lat. Ciągle jednak mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować :)

Łóżko w schronie, jedzonko, ciepła woda, spanie do rana :O ...Jezuuuu, ale luksusy!!! :D

Ala pisze:pierwszy raz idę przez lodowiec..przejście przez lodowiec w odstępach
co 15 m....hmm..inaczej wyobrażałam to sobie ..
:D bo rasowe lodowce wyglądają ciut inaczej

Gratuluję Alu, przepiękna wycieczka!!!! :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Noo, nareszcie się zmobilizowałaś :)...wiem, wiem...”kołowrót” w pracy...znam to doskonale...

Ty mi Alu zazdrościsz czasu, a ja Tobie odwagi w realizowaniu swoich marzeń :).
:think: No i co tu dużo mówić – trzeba mieć trochę forsy na ich realizację.
Kto pracuje ten ma ...nie to co emeryci....czasu dużo, ale pieniędzy mało, zdrowia mało, odwaga też już nie ta ...ech :? :))...

Piękna wycieczka i świetna relacja - czekałam na nią..
Gratuluję wejścia na wymarzony szczyt (dziękuję za ememeska).
Przeżycie i widoki na pewno niezapomniane.

Uśmiałam się zdrowo z opisu nocy w schronisku z Francuzami :)).

Pozdrawiam serdecznie i życzę spełnienia kolejnych górskich marzeń....miło o nich poczytać :).


Ala :).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
caatoosee

-#6
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006

Post autor: caatoosee »

Fajna wycieczka gratulacje,, :)
Ala pisze:mam ochotę po prostu wstać i kopnąć go w dupę
powinnas to zrobic :D
"Zdobadz wszystko nie robiac nic"
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Warto spełniać swoje marzenia :)
Gratuluję zdobycia szczytu. :)
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Ala pisze:nie dosyć ,
że chrapie to i sobie zdrowo puszcza bąki ...przyciskam nos
Kiedyś mieszkałam przez 10 dni w Zbójnickiej a tam wiadomo - jedna sala- ludzie się przewijali aż kiedyś przyszła grupa Anglików, gdzieś z pięciu chłopa. Ci to w ogóle się nie krępowali. Nie żeby tam przez sen, niechcący. Po prostu pierdzieli na zawody a kto głośniej to tym większy aplauz kolegów zebrał po czym rozniecali chmury jakiegoś dezodorantu. Przy tym to ten Twój Francuz to niewiniątko :))



Gratuluję trzytysięcznika!
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

No i super , trzeba było dreptać na nartach ,a potem sruuuuuuu ;)

Pikna wycieczka :)

Pozdrawiam.
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Smolik pisze:,a potem sruuuuuuu
Francuzowi pod nos ??? ;)

Gratulacje, nawet con gratulacje, pięknej i udanej wycieczki.

W niektórych dzikich krajach pierdnięcie należy do dobrego tonu. :P
Widocznie ten francuz jak i sfora angoli, dawno nie byli w świecie tzw. cywilizacji. :think:
Ostatnio zmieniony pt 10 cze, 2011 przez krzymul, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Mientus

-#2
Posty: 61
Rejestracja: ndz 15 maja, 2011
Lokalizacja: Heilsberg

Post autor: Mientus »

Fajne nie-wakacje. Pozazdrościć. A propos organizacji, to z przewodnikiem czy jak? Bo wycieczka wygląda na dobrze zorganizowaną przez tambylców stąd.
PS. Co do popiardywania i pochrapywania, to i my Polacy jesteśmy w tym dobrzy. Niejeden raz zdarzyło się spać w schronie z palcem w uchu albo ze śpiworem przyciśniętym do nosa. Za to okna nie chciał nikt otwierać, bo zimno. No ale dzięki tym gazom szybciej się zasypia (usypia?).
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Ojtam, ojtam - fizjologia ludzka rzecz, więc narodowość, wykształcenie, płeć itp. nie mają tu wiele do powiedzenia.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:Ojtam, ojtam - fizjologia ludzka rzecz, więc narodowość, wykształcenie, płeć itp. nie mają tu wiele do powiedzenia.
Niekoniecznie. Wg zwyczajów japońskich po jedzeniu należy głośno "beknąć" - inaczej gospodyni czy gospodarz poczują się obrażeni - że niby nie smakowało. Wedle zaś europejskich zwyczajów wręcz odwrotnie i wyjdzie się na ostatniego chama.
Wg. obyczajów niektórych ludów obowiązkiem gospodarza wobec gościa było "użyczenie" mu własnej żony lub córki na noc i odmowa byłaby obrazą i to nawet wtedy gdyby babska byłe brzydkie jak siedem grzechów głównych, nawet szczególnie dlatego. Spróbuj w Europie - "kolacyjka była znakomita, trunki przednie a teraz chciałbym jeszcze się przespać z pańską żoną lub córeczką". Ujdziesz z życiem?
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Janku - nie chodzi mi akurat o to co wypada lub nie w różnych kulturach, a o to, że w organizmach wszystkich ludzi zachodzą te same procesy. I książę Karol tak samo musi czasem sobie pierdnąć, podobnie jak (o zgrozo ...) Jarosław K. czy nawet BXVI - żeby już dalej nie sięgać :D



Wracając do głównego tematu - świetny pomysł i jeszcze lepsza realizacja. A i pogoda dopisała jak widać.

Moje gratulacje :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

andy67 pisze:I książę Karol tak samo musi czasem sobie pierdnąć, podobnie jak (o zgrozo ...) Jarosław K. czy nawet BXVI - żeby już dalej nie sięgać
Oni robią to z gracją. :))
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
gosia d

-#4
Posty: 388
Rejestracja: wt 14 cze, 2005
Lokalizacja: Łódź

Post autor: gosia d »

Gratulacje przede wszystkim!
Bardzo ciekawa relacja z miłą chęcią ją przeczytałam.
Życzę aby kolejne marzenia się spełniły. :)
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

Jak zwykle ciekawie opisana wycieczka.

Brawo za determinację w spełnianiu marzeń :)
Teraz to pewnie będzie Mont Blanc albo Kilimandżaro w planie :think:
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

Post autor: Ala »

wszystkim dziękuję za miłe słowa uznania i gratulacje :D

Szarotka pisze:Pireneje to moje marzenie od kilku lat
Mam nadzieję , że podsyciłam je :)

Zakochani w Tatrach pisze:nie to co emeryci....czasu dużo, ale pieniędzy mało
i to jest baardzo niesprawiedliwe
Janek pisze:Wg zwyczajów japońskich po jedzeniu należy głośno "beknąć" ...
Wg. obyczajów niektórych ludów obowiązkiem gospodarza wobec gościa było "użyczenie" mu własnej żony lub córki na noc i odmowa byłaby obrazą ..
..taka wiedza łagodzi przykre doznania ;) :P

Mientus pisze:A propos organizacji, to z przewodnikiem czy jak? Bo wycieczka wygląda na dobrze zorganizowaną przez tambylców stąd.
Organizacyjnie ta 10 dniowa wycieczka pod każdym względem była udana , program był niezwykle ciekawy .
Chodziliśmy po zabytkowych wioskach i osadach :
Aneu, Sorpe, Arreu ( opuszczone miasto ) osada Son ,
gdzie aktualnie żyje zaledwie 10 osób no i wstrzeliliśmy się optymalnie jak widać na zdjęciach w warunki pogodowe ,
poza jednym dniem , który nazywał się "rozgrzewka "przed Pico de Aneto. Zaplanowane było wejście na Portarro 2735 ,
ale niestety załamała się pogoda i doszliśmy tylko do przełęczy 2428 ...jak to w górach ..
nie samym szczytowaniem człowiek żyje na wyjeździe
i wspomnę tylko o wesołym pełnym rozrywki dniu w Barcelonie ... :D


świster pisze:Teraz to pewnie będzie Mont Blanc albo Kilimandżaro w planie
echh... to wabik czy przekora ? ...ostatnio polubiłam ..spontanicznośc ...powzdycham ...nie śmiem marzyć ;)
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
Awatar użytkownika
chwiloonia

-#3
Posty: 116
Rejestracja: pt 08 maja, 2009
Lokalizacja: Bieszczady i gdzieś

Post autor: chwiloonia »

Z jak zazdroszczę... B jak cholera nawet Bardzo ;-) G jak Gratuluje szczególnie :
Ala pisze:myślę o tym cholernym "koźle".
Ala pisze:dosiadam go jak konia i pełzam do przodu ruchem posuwistym ..
hehe
Bo skąd ja znam te hmm:
Ala pisze:tu noga ..teraz tu..,.jestem ,
jeszcze parę "kamyczków" i jestem na dole
domyślam się ile to mogło szarpnąć witamin ;-)...

Ala pisze:Podobno idzie się żeby iść , czasem żeby szukać siebie
..a ja właśnie tam gubię na szczycie wszystko.. zostawiam za sobą myśli, zmartwienia, walkę o duperele brakuje mi tego oderwania od rzeczywistości aczkolwiek moje oderwanie na tą chwile też jest pełne atrakcji nie ma co ;-)
Ala pisze:Zadowolone marysie , bo jak tu nie być zadowolonym smile
tez tak myślę.. ehhh tez tak myślę..
...niezłe życie jest kwestią odpowiednich proporcji...
ODPOWIEDZ