Alan pisze:Kiedyś zostawiłem w bankomacie wypłacone pieniądze. Wróciłem po nie po 10 minutach, oczywiście już ich nie było. Ale nie mam do nikogo pretensji, tylko do siebie.
Hmm... a bankomat nie łyknął ich do środka? Jest takie zabezpieczenie, że jeśli nie weźmiesz kasy, to po kilkudziesięciu sekundach wraca do środka a operator bankomatu zwykle uwzględnia reklamację. Chyba że ktoś stał za tobą w kolejce
Wracając do tematu złodziejaszków... Kiedyś (tak ze 20 lat temu) w Zakopanem i w Bieszczadach, i na Mazurach nie bałem się zostawiać na polu namiotowym namiotu z różnymi rzeczami w środku, na cały dzień. Nigdy nic nie zginęło. Może musi nastąpić zmiana pokoleniowa? Może uczciwość wynosi się z domu? Może to spadek po chaosie moralnym kapitalizmu? (wcale nie tęsknię za komuną) Widocznie 2 lekcje religii tygodniowo w szkole to nie koniecznie dobry sposób na "chrześcijańską postawę" narodu, w którym 98% ludzi deklaruje katolicyzm.
Basia Z. pisze:Zostawiłyśmy z koleżankami samochód na parkingu w lesie, za miejscowością Vricko
Chyba jest taka opinia, że jest na Słowacji w takich miejscach nie jest bezpiecznie zostawiać samochód
No właśnie koleżanka od dawna, od 10 lat zostawiała i nigdy nic takiego się jej nie przytrafiło.
No cóż - człowiek się uczy całe życie a i tak jest nadal głupi.
Mniejszości narodowych w tym rejonie Słowacji (południowy Turiec) raczej nie ma.
Zresztą gdyby były - ukradliby i najbrudniejsze sandały, więc chyba nie to.
Mientus pisze:
Wracając do tematu złodziejaszków... Kiedyś (tak ze 20 lat temu) w Zakopanem i w Bieszczadach, i na Mazurach nie bałem się zostawiać na polu namiotowym namiotu z różnymi rzeczami w środku, na cały dzień. Nigdy nic nie zginęło.
30 lat temu w Rzędkowicach zostawialiśmy pod ścianą plecak z całym szpejem, śpiworem, dokumentami i szli się wspinać na drugi koniec skałek. Nigdy nic nie zginęło.
Spróbowałabym teraz
Nie twierdzę ze wtedy nie było złodziei, bo byli, ale po prostu inni ludzie jeździli w skałki.
Ups... ja tak często zostawiam plecak pod skałą - ale dokumenty, pieniądze i telefon zawsze zabieram ze sobą. Chyba nie jest jeszcze tak źle... przynajmniej mam taką nadzieję, że jak idę na 3-wyciągową drogę, to mi nikt nie zwinie butów i plecaka. Zresztą, wszyscy tak zostawiają.
Alan pisze:Ale nie mam do nikogo pretensji, tylko do siebie.
Oczywiście, że do siebie też miałem pretensję..., a ile jobów mi się dostało , właśnie z moich własnych ust. To były Leki, od tamtej pory kupuję tylko tanie kije... i jeszcze nie zgubiłem.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
W zeszłym roku wspinałam się w Wilder Kaiser i po długim podejściu pod ścianę odechciało mi się brać ze sobą kurtki i aparatu foto, ciężkiej lustrzanki. Zostawiłam to pod ścianą, tam zresztą wszyscy coś zostawiali a było tego dnia conajmniej z 15 zespołów. Nasza droga miała 15 wyciągów i skończyliśmy o zachodzie słońca. Pod ścianą byliśmy o 22.30. Nie było już żadnych rzeczy oprócz moich. To było miłe przeżycie, takie budujące...
no nie wiem, sam parę razy coś znalazłem i coś zgubiłem, sam oddawałem, ale niczego nigdy nie odzyskałem, ja nawet nie mówię o złodziejach czających się w poszukiwaniu łupu, ale o typowym Kowalskim, który jak coś znajdzie na ulicy, to choćby mógł bez problemu znaleźć właściciela, to przekonuje sam siebie, że jest to niemożliwe, a od losu też mu się coś należy.
To samo cwaniactwo, które każe parkować na trawnikach, bo obok trzeba w parkomacie zapłacić 2 zł, które każe oszczędzić 7 zł na śmieciach wyrzuconych do lasu, omijać krzaczorami szlaban w Palenicy. Ale cóż, dziadek przed wojną chlał w rynsztoku, po wojnie awansował na Towarzysza, a wnusio mercedesa co prawda odzidziczył, ale wychowanie to sprawa widać o wiele dłuższa. To oczywiście ogromne uproszczenie, ale homo sovieticus nie jest czczym wymysłem.
Alan pisze:Kiedyś zostawiłem w bankomacie wypłacone pieniądze.
To jeszcze nic. Kiedyś w knajpie kupiłem piwo i nie wypiłem.
Tydzień temu idziemy z kumplem do Doliny Pięciu Stawów, w miejscu dolnej stacji wyciągu towarowego lezy plecak, nic nadzwyczajnego, ktoś położył i jest blisko. Następnego dnia wracamy i patrzymy plecak dalej leży. Trzepiemy go, w środku ciuchy, kosmetyki, apteczka, suszarka (ewidentnie kobieca zawartość), aparat foto itd. Myślimy można zapomnieć aparatu, kijków ale plecaka? Uprzedzając ewentualne pytania od razu piszę, żę zgłosiliśmy fakt napotkanemu chwile potem TOPR-owcowi ale nie o to chodzi. Leżał plecak nietknięty na szlaku około doby i rybka