Sam na szlaku...

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Sam na szlaku...

Post autor: Szarotka »

Ciekawi mnie co myślicie o samotnym wędrowaniu po górach :? Spotkałam się już z różnymi opiniami i reakcjami na ten temat. Wiem, że we dwójkę jest bezpieczniej, razniej i weselej ale za to idąc samemu więcej się zauważa i przede wszystkim słyszy...Pewnego razu, gdy szłam samotnie na Czerwone Wierchy.....ale o tym może już innym razem. :D
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Właśnie - jak będzie więcej czasu (jestem w pracy) też napiszę.
Powiem tylko, że w ub. roku pierwszy raz poszedłem sam na szlak,
a konkretnie na Ciemniaka.
marcys

-#4
Posty: 314
Rejestracja: wt 20 sty, 2004
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: marcys »

Ja uważam, że zdecydowanie bezpieczniej jest chodzić z kimś. Ale nie uważam też, aby chodzenie samotne było niedopuszczalne. Z jednym zastrzeżeniem: chodzenie samotnie tylko po w miarę uczęszczanych drogach i w takiej porze roku, kiedy droga jest uczęszczana. W dobie telefonów komórkowych o ew. wezwanie pomocy będzie łatwiej (oczywiście jeżeli nie stracimy przytomności). Podkreślam jednak: bezpieczniej chodzić po górach z kimś.
Marcys
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że samotne wędrowanie po górach jest mniej bezpieczne, niż poruszanie się w grupie. Tak jak napisał marcys - w razie wypadku wystarczy tylko, że nie zadziała twój telefon lub stracisz przytomność i szanse na ocalenie bardzo maleją. To jest bardzo ważny argument. Ja prawie zawsze chodzę po szlaku z drugą osobą, ale równocześnie bardzo miło wspominam samotne wędrówki. Towarzystwo, mimo całego swojego uroku potrafi być czasem męczące, zwłaszcza gdy są spore różnice w tempie marszu, odporności fizycznej, czy nawet pomysłu na kierunek wędrówki.
Wiele wskazuje na to, że w tym roku przez tydzień, może dwa będę chodził samotnie po Tatrach - wszelkie wrażenia opiszę na forum.
:)
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Kwestia upodobania i potrzeb.
Jedni wyruszają w góry w poszukiwaniu samotności,z potrzeby pobycia przynajmniej raz w roku z samym sobą.
Inni-wprost przeciwnie-przebywanie w tym miejscu traktują jako sposobność do zawarcia nowych znajomości bądź rozwijania "starych" przyjaźni.
Osobiście nie szukam samotności w Tatrach.I tak jak kiedyś napisałam(poruszaliśmy już problem samotności w górach)-drugi człowiek nigdy nie przeszkadzał mi w przeżywaniu tatrzańskiej przyrody.Powiem więcej-ktoś bliski może sprawić,że wspomniane przeżycie stanie się pełniejsze. Cóż-każdy ma prawo wyboru :)
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Lubię chodzić samotnie ponieważ najczęściej nie mam innego wyjścia. Namówić kogoś z mojego otoczenia do marszu po górach to olbrzymi wysiłek, najczęściej ostatnio terminy odwiedzin Tatr nie pokrywały się z planami moich znajomych. Z trwogą myślę że mógłbym zasłabnąć na szlaku. Cóż, siła wyższa ale i tak pójdę sam. Z grupą raźniej i weselej ale jest jedyna groźba że nie mógłbym zrealizować swoich wytyczonych celów, czasem samotnie można więcej osiągnąć i bardziej odpocząć...
Widmo Brockenu

-#4
Posty: 302
Rejestracja: pn 13 paź, 2003
Kontakt:

Post autor: Widmo Brockenu »

Juz zauwazyla Ana juz kiedys pisalismy na ten temat.
Musze powiedziec, ze zastanawialem sie ostatnie jeszcze raz nad tym tematem.
Naturalnie, jezeli chodzi o bezpieczenstwo to lepiej jest chodzic z kims, nawet jezeli w dobie telefonów komorkowych i czesto prawdziwych tlumów na szlakach sytuacja jest diametralnie inna niz powiedzmy 20 lat temu.

Jezeli chodzi o czysto subiektywne wrazenie na temat w towarzystwie czy bez sprawa wyglada juz troche inaczej. Chodzilem po tatrach "w rodzinnym stadku " ( zarowno jako dziecko z rodzicami i bratem jak i jako dorosla osoba z zona i synem),
czesto z jedna osoba, czy dwoma, bardzo czesto sam. To samotne chodzenie bylo niejako z koniecznosci, bo nikt z osób które byly ze mna nie chcial po prostu isc tam gdzie mialem w planie pójsc. Musze jednak przyznac, ze najwieksze zadowolenie odczuwalem po samotnych wycieczkach... Moglem wtedy przezywac góry na swój sposób, sam regulujac tempo i wybierajac trase marszu, jak i miejsca dluzszych postojów (tak jak to pisal Mariusz). Zaznaczam jednak, ze nigdy nie pojechalem w Tatry sam, bo tego bym nie wytrzymal... wieczorem po wycieczce obojetnie czy w hotelu, na kwaterze, w schronisku czy kosówie preferuje jednak jednoznacznie towarzystwo :)

pozdrawiam

Zbyszko
anmenka

-#2
Posty: 70
Rejestracja: sob 10 sty, 2004
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

.

Post autor: anmenka »

Wydaje mi się, że trzeba chodzić z kimś, bo jest po prostu bezpieczniej. A jeśli samemu to na szlak, na którym jest troszkę ludzi żeby w razie czego poprosić o pomoc. A już telefon komórkowy (wyłączony oczywiście!) być musi :)
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Pierwszy raz - sam - poszedłem na szlak w ubiegłym roku. Powód? Po prostu - nie chciałem stracić dnia. Jedna z trzech Pań - goszczących ze mną w Tatrach - troszeczkę się rozchorowała i podjąłem decyzję, że pójdę sam. Jako, że jestem nowicjuszem (dopiero 11 lat chodzę po Tatrach), wybrałem sobie łatwą trasę. Wyglądało to tak: Bukowina Tatrzańska-Klin (PKS-9.09) do Kuźnic. No i stąd Doliną Jaworzynki do Murowańca. Po zupce w schronisku na zielony szlak i przez Polanę Pańszczycy, Waksmundzką Rówień na Gęsią Szyję. Gdy juz na niej stanąłem i spojrzałem, nie mogłem oderwać oczu od szczytów, dolin z przesuwającymi się po nich chmurami. Coś pięknego. Patrzę w jedno miejsce - chmury przykrywają wszystko. Po kilkudziesięciu sekundach wracam wzrokiem w to samo miejsce i co widzę? Piękne nagie zbocza, czasami jakiś szczyt się wyłania. Rozsiadłem się w wygodnym i osłoniętym od wiatru miejscu. Zacząłem konsumpcję (podwójną). Spotkałem około 10 osób na tym odcinku trasy. Między innymi małżeństwo z parą nastolatków. Porozmawialiśmy troszeczkę, zrobiliśmy sobie wzajemnie zdjęcia. Jak to na szlaku. Trwało to około pół godziny. Gdy już nasyciłem żołądek i oczy, wyruszyłem w dalszą wędrówkę. Szybko znalazłem się na "schodach" prowadzących do Polany Rusinowej. Och, jak ja nie lubię schodzić. Im bardziej się zniżałem tym większą połać Polany odsłaniał mi las - z lewej strony. Widok piękny. Mało! - Przepiękny. Mnóstwo ludzi - jeszcze więcej owiec. Cudownie. Jednak gwar jaki tam panował zmusił mnie do szybkiego usunięcia się gdzieś na bok. Usiadłem więc na progu chaty Babki Kobylarczyk (wtedy jeszcze nie wiedziałem). Szybko podbiegły do mnie trzy owczarki i to tak blisko, że nie mogłem odmówić poczęstunku. Jednak ten, który porwał kanapkę - niestety - nie podzielił się z innymi. Ja wyruszyłem w dalszą drogę. Po chwili dylemat: gdzie iść? Mapa, rozeznanie i już wiem. Niebieskim do Polany Palenica. Na tym odcinku nie spotkałem żywej duszy. Zbliżając się do szlabanu na asfaltówce prowadzącej do Morskiego Oka, niektórzy ludzie nie wiedzieli gdzie iść. Idzie jakiś gość i miesza nam w głowach. Kilka osób skręciło w prawo, ale szybko się wycofali i poszli tam gdzie wszyscy. Myśle sobie tak: skoro tyle przeszedłem i czuję się super to dalej idę. Poszedłem więc szosą do granicy. Słowacja, drobne zakupy tuż za potokiem Białki. Następnie PKS-em do domu. Na miejscu byłem przed 18 . Dzisiaj wiem, że wybór trasy był trafiony w "10". Muszę przyznać, że choć było miło to brakowało mi moich Pań - Wioli i Asi. Tak więc stawiam na wędrówki w towarzystwie innych. W następną, samotną eskapadę wybrałem się nazajutrz - w Tatry Zachodnie - na Ciemniaka, Krzesanicę i Małołączniaka. Jednak to już następnym razem.

http://piotr.multi-ip.com.pl/rusinowa/frejlak4.htm
Awatar użytkownika
Czesiek

-#6
Posty: 2015
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Czesiek »

Następna moja samotna wędrówka wiodła z Bukowiny oczywiście (6.15 PKS do Zakopca i 7.15 dalej do Kir). Jako, że znowu pogoda była kiepska (wiało i przelotnie padało) ludzi można było policzyć na palcach. Budka z biletami wstępu do TPN była zamknięta. Tak więc w drogę. Wychodzę na prostą i...? Ktoś przede mną idzie. Młoda para jak się później okazało. Skręcam w lewo i wchodzę na czerwony szlak. Powolutku zbliżam się do nich. Zazdroszczę im, nie mam z kim porozmawiać. Ale? Coś nie tak między nimi, nie przeszkadzam więc, tylko mówię cześć i idę dalej. Po jakichś kilkunastu minutach jestem już zupełnie sam. Patrzę przed i za siebie - cisza. Tylko wiatr szeleści liśćmi i skrzypi gałęziami. Przechodzę przez Polanę Upłaz. Staję wreszcie obok Upłaziańskiej Kopki. Chwila przerwy, posiłek i podziwianie... chmur. W dole jednak widzę kilku turystów - pewnie zaraz mnie dojdą - będzie raźniej. Od razu powiem, że myliłem się. Wyruszyłem więc dalej. Im byłem wyżej, tym bardziej wiało, a chmury, w których szedłem spowodowały, że byłem mokry jak po deszczu. Zrobiło się nieciekawie. Założyłem czapkę i jeszcze kaptur, a płaszcz przeciwdeszczowy pod pachę będzie gorzej to szybciutko założę. W końcu widzę jakiś "szlakowskaz". Ciemniak - patrzę na zegarek i coś mi tu nie gra, ktoś chyba skreślił jedynkę sprzed 3/4 . Nie za szybko? - dalej - w górę. W końcu wychodzę na (wtedy się domyślałem - dzisiaj już wiem) Ciemniaka. Żadnych słupków, znaków, czegoś co utwierdziłoby mnie, że jestem właśnie na nim. Dochodzę do Krzesanicy, to wiem na pewno (patrz zdjęcie w Galerii Cześka). Szybciutko dotarłem na Małołączniak. Spotykam tam małżeństwo, pozdrawiamy się, rozmawiamy. Okazuje się, że spotkałem ludzi, nie tylko że z Wrocławia, ale z tej samej dzielnicy. Pan ów jest przewodnikiem sudeckim. Było to 09.07.03. - tuż przed południem.
"Robiliśmy" dokładnie tę samą trasę, tylko w odwrotnych kierunkach. Dalsza moja wędrówka wiodła już tylko w dół, niebieskim szlakiem, aż do skrzyżowania z zielonym, w którym to skierowałem się ku Przełęczy w Grzybowcu, by w końcu spotkać się z moimi dziewczynami na Polanie Strążyskiej. Po raz drugi przekonałem się, że wolę jednak iść wolniej ale w towarzystwie - najlepiej bliskich mi osób.
Adamires

-#4
Posty: 370
Rejestracja: sob 21 lut, 2004
Lokalizacja: Koszalin

Post autor: Adamires »

Moim zdaniem na szlak najlepiej wybrać się w 2-4 osóby. Samemu jest zbyt niebezpiecznie ( nawet na prostych szlakach ) ,natomiast w wiecej niż 4 osoby zaczynają się kłopoty. Kilka razy odmowa współuczestników spowodowała że ja również nie pojechałem. Zdażyło mi się, że byłem na szlaku sam ale na mocno uczęszczanym (np. na Kasprowy).
Adamires

-#4
Posty: 370
Rejestracja: sob 21 lut, 2004
Lokalizacja: Koszalin

Post autor: Adamires »

Moim zdaniem na szlak najlepiej wybrać się w 2-4 osóby. Samemu jest zbyt niebezpiecznie ( nawet na prostych szlakach ) ,natomiast w wiecej niż 4 osoby zaczynają się kłopoty. Kilka razy odmowa współuczestników spowodowała że ja również nie pojechałem. Zdażyło mi się, że byłem na szlaku sam ale na mocno uczęszczanym (np. na Kasprowy).
MK

-#4
Posty: 262
Rejestracja: czw 03 mar, 2005
Lokalizacja: Wielkopolska

Post autor: MK »

Dawno, dawno temu po wojsku, w maju - trochę błądząc - wlazłem na Kominiarski W.
Widoki i siesta na rozgrzanej słońcem skale gdy wkoło morze śniegu wspaniała.
Samotne wędrówki sprzyjają kontemplacji
Krakusia

-#2
Posty: 76
Rejestracja: wt 29 mar, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Krakusia »

Szczęście jest wtedy pełne, jeśli można się nim podzielić z innymi.
Krakusia
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

dotychczas samemu wędrowalem tylko jeden dzień po Pieninach,teraz wybiaram się samotnie na kilka dni w Karkonosze.

Chodzenie samemu ma ten urok, że nic cie nie krępuje. Kontakt z przyrodą jest pełniejszy. Bezpieczeństwo? - cóż - coś za cos.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Jeśli ktoś czuje się niebezpiecznie gdy samotnie chodzi po górach to może zawsze, no może prawie zawsze podłączyć się do innych turystów. Ostatnio wychodziłem na Chłopka sam ale po drodze spotkałem fajną ekipę i dalej wchodziliśmy już razem. W Tatrach raczej coraz trudniej o samotność.
Po za tym czasem nie ma wyjścia. Albo wyjeżdżamy w góry sami albo siedzimy w domu. Ostatnio ciężko znaleźć kogoś kto by chciał pomęczyć się w górach
Awatar użytkownika
smyk

-#3
Posty: 160
Rejestracja: śr 05 sty, 2005
Lokalizacja: z zach. skraju Jury

Post autor: smyk »

mefistofeles pisze:Chodzenie samemu ma ten urok(...)
...ale nie wypełni braku chodzenia
- w parze
- w grupie
- z wycieczką
- rodzinnego

Wszystko ma swoje uroki. Są takie wyprawy, które trzeba podjąć samemu, bo tylko wtedy mają sens i tylko wtedy dają spełnienie, ale towarzystwo, udane towarzystwo, ktoś, z kim można podzielić radości płynące z doznań na szlaku - to pełnia radości i zadowolenia (przynajmniej dla mnie, który dużo górskich scieżek przemierzyłem sam, ale... wiem swoje)
Krakusia, która ma u mnie plus za tę wypowiedź (choć czasem trudno wydobyć perełki z dużego potoku jej postów ;) ) pisze:Szczęście jest wtedy pełne, jeśli można się nim podzielić z innymi.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Lubię samotność - tym bardziej na szlaku.Dzielenie się szczęściem ? pod warunkiem, że nie jest ono temu komuś obojętne. W góry nie chodzę sama. bo czułabym niepokój, i niepotrzebnie się rozpraszała. Zwykle we dwoje - rozumiemy się bez słów...Cisza, cisza....Po takim wypadzie lubię natomiast się odreagować - może być w tłumie....Za żadne skarby nikt nie wyciągnie mnie na tzw. wycieczkę bardzo zbiorową np. z pracy itp.
Chcę natomiast podzielić się uwagą, że podobają mi się wasze wypowiedzi...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Tak się składa ,że chodzę zawsze z żoną ,która podziela mego tatrzańskiego szmergla . Dopuszczam chodzenie we dwoje ,wspaniałe również musi być chodzenie samotne ,nie wyobrażam sobie natomiast ,bym mógł iść większą grupą. Taka "wycieczka" ,choćby składała się z ludzi najśtrybniejszych ,zawsze zepsuje majestat gór i to sam na sam z nimi. Zresztą stadnego wypoczynku ogólnie nie lubię - na Mazurach też wybieram zawsze miejsca takie ,gdzie diabeł mówi dobranoc.
Awatar użytkownika
Tomek K

-#4
Posty: 379
Rejestracja: wt 08 mar, 2005
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Tomek K »

Jak już wiele osób wspomniało każda forma ma swoje plusy i minusy. Dla mnie urocze było zarówno wędrowanie z przyszłą żoną, później już z całą rodzinką. Najczęsciej jednak chodzę z bratem z którym przemierzyłem już wiele kilometrów. Ostatnio zdarza mi się częściej chodzić samotnie (z przyczyn niedogrania czasowego) i widzę w tym wiele uroków. Łatwiejsze trasy pokonane samotnie przynoszą tyle samo satysfakcji co trudniejsze w towarzystwie. Jednak na samotne wypady trudniej mi się wybrać. Dzisiaj byłem z bratem w dzikiej części Bieszczad i wiem, że sam nigdy bym się nie pozbierał nie tylko ze względu na lenistwo ale też na obawy przed tą samotną wędrówką na mało uczęszczanej trasie.
ODPOWIEDZ