O jedenastej siedzieliśmy sobie na przełęczy i se patrzyli na góry jedząc śniadanie ale o tym też nie ma co pisać . Może napisać o tym ,że przebraliśmy się za taterników i rzadko uczęszczaną drogą ( którą lat temu 107 po raz pierwszy weszli jedni z moich ulubionych eksploratorów tatrzańskich , Ernst Dubke i Johan Franz senior ) udaliśmy się na szczyt niepozorny choć raptem o 27 metrów niższy od swojej znamienitej sąsiadki.
Droga przyjemna ,przepaścista ,a więc taka jak ma być więc też nie ma co się rozpisywać. Widoki były przednie ,wpisaliśmy się do zeszytu wizytowego na szczycie ,posiedzieliśmy , potem zeszliśmy sobie spokojnie na południową stronę i starą ścieżką wróciliśmy z powrotem na przełęcz .
Okazało się ,że zdobywając Martin Roth Spitze skompletowaliśmy pewną koronę . Schodząc rozwaliliśmy się na pewnej wancie i zażywali kąpieli słonecznych , no więc sami widzicie ,że nic ciekawego .
Słowem luzik, szpanglasik i długie bułgarskie ruchy.
Ps: Dzięki Marek za towarzystwo
Smolikus Diabolicus

Takie tam widoczki

Eeee taka tam jakaś moja ulubiona dolina

No normalnie nuda

Takie tam marne widoki ze szczytu

Tu zaś inna moja ulubiona dolina

Oj działo się tam kiedyś działo

Jakieś takie znane widoki








