mefistofeles pisze:Janek napisał(a):
Czy premier Tusk lub jego ministrowie w czasie gdy żył jeszcze prezydent Kaczyński, negowali jego pełnienie funkcji i głośno obwieszczali, że jest prezydentem przez nieporozumienie.
Owszem, wielokrotnie.
Janek napisał(a):
Czy Tusk, jeszcze w czasach rządów PiS sabotował zaproszenia do działań wspólnych dla koalicji i opozycji
Oczywiście, widać krótką masz pamięć.
No to poproszę o konkretne przykłady - ale KONKRETNE - bez lipy i innych "zdradzonych o świcie"
O co tu chodzi z tym moim "totalniactwem"?
A co do samej ustawy - być może rygory z niej wynikającej są uzasadnione, ale gdyby można się zabawić w Wellsa ("Wehikuł czasu") i z tą ustawą wylądować w dwudziestoleciu międzywojennym a także w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i pewnie jeszcze sześćdziesiątych i pokazać ją organizatorom meczy piłkarskich to orzekliby, że napisali ją ludzie niespełna rozumu.. Jeśli na mizerny meczyk jakiejś D-klasy w Pipidówce Dolnej, trzeba zabezpieczyć całą armię porządkowych to jest to chore i świadczy wymownie o rodzaju amatorów tego rodzaju imprez - nazywając rzecz po imieniu ustawodawca przyjął, że na te mecze, szczególnie zakwalifikowane jako imprezy podwyższonego ryzyka przychodzi hołota i żulia, która zamiast zabawiać się na meczu powinna gnić w kryminale, bo każdy ma tyle na sumieniu, że wystarczyłoby na wyroczek conajmniej pięć lat bezwarunkowej odsiadki.
Drogi Krzysgd - znajomi mają 15-letniego syna, fana piłki nożnej. Ile razy idzie on na mecz tutejszej mizernutkiej piłki nożnej to oni drżą ze strachu. Ja w wieku 15 lat (to było w roku 1950) chodziłem w Poznaniu na mecze I ligi (Warta, Kolejarz) i moja Mama bardzo często nawet nie wiedziała, że na taki mecz idę. Jedyna "przykrość", która mnie tam czasami spotykała, wynika z racji mojego wzrostu (192 cm) - co rusz komuś zasłaniałem widok - bo to były miejsca stojące (wówczas conajmniej koło 80% ogólnej ilości miejsc na stadionie - luksusu wygodnych fotelików wtedy nie było. Pierwszym stadionem z kompletem miejsc siedzących, ale zwykłe drewniane ławy zakotwione w betonie, był odbudowany po zniszczeniach wojennych stadion Warty, nie wiedzieć czemu potocznie zwany "stadionem olimpijskim" bo się Poznań przed wojną przymierzał do olimpiady - po odbudowie nazwany "im. 22 lipca"; na stadionie Kolejarza na Dębcu i Warty na ul. Rolnej, większość miejsc to były miejsca stojące).
Owszem, co drugi widz zabierał na mecz ćwiartkę wódki i wychodząc trzeba było uważać aby się nie potknąć o pustą butelkę, ale burd nie było a milicji tyle ile kot napłakał. Bilet na mecz to był taki świstek składający się z dwóch połówek, z których jedną oddzierano przy wejściu, żadnej ewidencji osóbb nie było.
Teraz jest inaczej i jest to moim zdaniem symptom poważnej choroby społecznej.
mefistofeles pisze:Janku - widać, że gówno wiesz na ten temat, ale mógłbyś przynajmniej czytać co tu pisze npJagiellonia w Tatrach i wyciągać z tego wnioski, a nie powtarzać te same brednie non-stop.
No kurde - gdzie są teraz ci komuniści z nożem w zębach, które organizacje kibicowskie tak mężnie zwalczają (wedle tego co pisze pan Lisiewicz na stronnie PiS). No chyba, że tymi komunistami są Tusk, Komorowski, Sikorski i Michnik - jeśli tak to zwracam honor.
PS.
Mefisto - zgorszyłeś się, że postawiłem tezę, że niektórzy z tzw. "obrońców krzyża" byli wynajęci do tej roli. No to weź do ręki niedzielny numer GW - jest w nim wywiad z ultraprawicowym profesorem Andrzejem Nowakiem z Krakowa, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", często publikującym w "Naszym Dzienniku", "Rzezypospolitej" i "Gazecie Polskiej" - w onże wywiadzie profesor Nowak stawia tezę, że uczestnicy kontrmanifestacji na Krakowskim Przedmieściu też byli wynajęci.
Jestem gorszego sortu...